Reklama

Kochanek pustyni

Kochanek pustyni

07.07.2014
Czyta się kilka minut
W biografii i w dziele Bowlesa pojawia się sprzeczność: z jednej strony pasja podróżowania i opisywania świata, z drugiej – potrzeba ucieczki i zamilknięcia.
N

Na jednej z fotografii – wykonanej w 1963 r. w regionie Tafilalt, na przedpolu Sahary – Paul Bowles stoi u szczytu wydmy. Patrzy niemal prosto w słońce (obiektyw uchwycił go w półprofilu), mrużąc oczy, ale nie zasłaniając ich dłonią. Cała jego postać wyraża ten szczególny rodzaj nonszalancji właściwy ludziom doskonale znającym terytorium, po którym wielokrotnie podróżowali. A jednak jest w tej bezceremonialności coś daremnego, mamy bowiem świadomość, że jej przytłaczającą przeciwwagę stanowi bezkres pustyni.
Prawą rękę pisarz trzyma w kieszeni spodni, lewa – wyposażona w niedopałek papierosa – swobodnie opada wzdłuż ciała. Ubrany jest w biały podkoszulek z długim rękawem, kraciastą koszulę i szare spodnie. Fotografia jest czarno-biała, dlatego wszystko – niebo, wydma, spodnie i twarz wędrowca – wydaje się wyblakłe, jakby roztapiało się w doskonale pustym pejzażu. Naszą uwagę przykuwają dwa czarne punkty: rzucona na piasek marynarka oraz cień Bowlesa.
Im dłużej patrzę na to zdjęcie, tym silniejsze jest we mnie przekonanie, że z chwili na chwilę te ciemne plamy maleją, zachłannie pożerane przez piasek.

Doskonałość pustki

W biografii i w dziele Bowlesa pojawia się pewna sprzeczność, niedająca spokoju krytykom. Z jednej strony mamy człowieka, który od 17. roku życia swobodnie przemierza świat, spotykając na swej drodze najwybitniejszych pisarzy, artystów wizualnych i kompozytorów. Jako nastolatek staje się na pewien czas ulubieńcem Gertrude Stein, która zazdrośnie strzeże ich znajomości, choć krytykuje jego pierwsze próby poetyckie i zniechęca go do pisania, co sprawia, że Bowles zaczyna się zajmować muzyką. W Tangerze, w którym spędził kilkadziesiąt lat, gości Williama Burroughsa, Trumana Capote’a, Tennessee Williamsa, Susan Sontag czy Allena Ginsberga.
Z drugiej strony jest w amerykańskim pisarzu wręcz obsesyjna fascynacja pustynią, odizolowanymi miejscami, w których życie podlega prawom nieznanym ludziom Zachodu. W reportażu pt. „Chrzest samotności” Bowles wyjaśnia genezę swojego uzależnienia od wyludnionych terytoriów. Wyprawa na pustynię jest ryzykowna, ponieważ pozostawia w podróżniku niezatarte piętno. Po powrocie do domu nic nie jest już takie, jak wcześniej. Codzienna rzeczywistość wydaje się za ciasna, nazbyt prowizoryczna, jakby składały się na nią same teatralne rekwizyty i muzealne eksponaty. Z czasem – powiada pisarz – narasta w nas potrzeba kolejnego wyjazdu, pustynia wabi nas z wielką siłą. Czego jednak szukają w niej podróżni? Odpowiedź jest zaskakująca: chodzi o doskonałość. Tylko pustka jawi się jako doskonała, pozbawiona ułomności. „Dla człowieka, który raz poddał się czarowi tego rozległego, rozświetlonego, cichego regionu, żadne inne miejsce nie ma w sobie dość mocy, żadne inne otoczenie nie może dać podróżnemu absolutnie satysfakcjonującego poczucia, że przebywa się w miejscu doskonałym”.

Ostatni postój

„Podróże” wypełnione są reportażami z najprzeróżniejszych zakątków świata: od Europy, przez Afrykę (głównie Maroko, ze szczególnym uwzględnieniem Tangeru), aż po Tajlandię. Bowles stosuje prostą metodę: za każdym razem opisuje dokładnie to, co przydarzyło mu się w danym miejscu (był to jego ideał książki podróżniczej), z rzadka uzupełniając opowieść o komentarze antropologiczne czy polityczne. Bardzo dużo wie o odwiedzanych miejscach i zamieszkujących je ludziach, ale z czytelnikiem dzieli się przede wszystkim obserwacjami, zwracając uwagę na detale, które są skrótem całości. Szczegóły stanowią w jego prozie podróżniczej furtkę do wnętrza eksplorowanych światów. Bowles szuka szczelin, przesmyków, pomijanych przez niedoświa- dczonych turystów. Przez nie zagląda do środka afrykańskiej czy cejlońskiej (lub jeszcze innej) przestrzeni.
Najbardziej – jak się rzekło – kocha pustynię. Z czułością odnosi się także do kilku miejsc, w których przyszło mu mieszkać lub (jak w przypadku Tangeru) żyć. Reszta świata – a zwłaszcza Zachód – budzi w nim niechęć, od czasu do czasu przeradzającą się w nienawiść. W jednym z wywiadów Bowles wyznaje, że jego jedynym łącznikiem z Ameryką i Europą była żona, pisarka Jane Auer Bowles, która dużo częściej czuła potrzebę powrotu do zachodniej rzeczywistości. On sam – przynajmniej od pewnego momentu – potrzebował wyłącznie nieskończonego pustkowia, w którym pragnął się bez reszty zatracić. „Zostawiwszy za sobą bramę miasta czy fortu – pisze w przywoływanym już reportażu – mija się leżące na zewnątrz wielbłądy, wspina się na wydmy lub na twardą, kamienistą równinę, by tam się zatrzymać”.
Nie chodzi tu o tymczasowy postój, lecz o absolutne unieruchomienie w obliczu bezkresu.

Paul Bowles „Podróże. Pisma zebrane 1950–1993” wstęp Paul Theroux, przeł. Barbara Sieradz, Krzysztof Cieślik, Świat Książki, Warszawa 2014

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]