Katastrofa samolotu DHL pod Wilnem. Podejrzana jest Rosja

Zachodnie służby od miesięcy ostrzegają: prowadząc z Zachodem wojnę hybrydową, Rosja testuje, jak daleko może się posunąć. Na razie NATO i Unia Europejska reagowały na rosyjskie działania bardzo ostrożnie. Czy teraz się to zmieni?
Czyta się kilka minut
Katastrofa saamolotu transportowego lecącego z Niemiec na Litwę . W pobliżu lotniska w Wilnie, 25 listopada 2024 r. // Fot. Petras Malukas / AFP / East News
Katastrofa samolotu transportowego lecącego z Niemiec na Litwę. Pobliże lotniska w Wilnie, 25 listopada 2024 r. // Fot. Petras Malukas / AFP / East News

Ostatnie chwile lotu nr 5960 z Lipska do Wilna zarejestrowało kilka kamer monitoringu. Na jednym z nagrań, dokonanych w poniedziałek 25 listopada nad ranem, widać, jak światła maszyny znikają za koronami drzew. Kilka sekund później ciemne wciąż niebo rozświetla łuna wybuchu.

Na innym nagraniu można zobaczyć, jak na dwie sekundy przed uderzeniem samolot gwałtownie przechyla się w prawo i zahacza o ziemię skrzydłem. Mroczny obraz, dotąd czarno-biały, szybko nabiera odcieni czerwieni.

Wydarzenia pod Wilnem: nie możemy wykluczyć, że był to akt terroryzmu

Boeing 737-400 hiszpańskich linii SwiftAir, który wykonywał lot towarowy dla przesyłkowej firmy DHL, rozbił się niewiele ponad kilometr od lotniska. Pochodzący z Hiszpanii pilot zginął na miejscu. Trzy pozostałe osoby, które były na pokładzie, przeżyły, ale zostały ranne; jedna jest w stanie ciężkim.

„Nie możemy wykluczyć, że był to akt terroryzmu” – oświadczył Darius Jauniškis, szef litewskiego wywiadu, podkreślając, że w ostatnim czasie działania Rosji „stają się coraz bardziej agresywne”.

W podobnym tonie wypowiedziała się szefowa niemieckiej dyplomacji Annalena Baerbock: nie wykluczyła, że był to „incydent hybrydowy”.

Jauniškis i Baerbock, podobnie jak i inni przedstawiciele służb oraz politycy, którzy zabierali głos w tej sprawie, zastrzegają jednak zgodnie: śledztwo trwa i na razie nie wiadomo, co doprowadziło do katastrofy.

Nic nie wróżyło katastrofy, a warunki do lądowania samolotu były dobre

Litwini, którym w dochodzeniu mają pomóc Niemcy, Hiszpanie i Amerykanie, nie wykluczają żadnego scenariusza.

Na razie wiadomo tylko tyle, że na kilkadziesiąt sekund przed uderzeniem samolotu o ziemię nic nie wróżyło katastrofy. Załoga, posługująca się kodem wywoławczym „Listonosz 18D”, dostała zgodę na lądowanie, a pilot nie zgłaszał, by z maszyną działo się coś złego.

Wprawdzie chmury wisiały nisko nad lotniskiem, uniemożliwiając wizualne podejście do lądowania, ale to nic niezwykłego – lotnisko w Wilnie jest wyposażone w systemy do lądowania przy złej widoczności, za pomocą instrumentów. „To były normalne warunki pracy, nie stanowiły istotnego wyzwania dla pilotów” – mówił publicznemu litewskiemu nadawcy LRT Vincas Šnirpūnas z Instytutu Lotnictwa w Wilnie.

„Musimy być gotowi na wszystkie sytuacje” – mówi prezydent Litwy Gitanas Nausėda

Na nagraniu rozmowy między pilotem a kontrolą lotów zwraca uwagę jeden szczegół: kapitan w ostatnim komunikacie do wieży myli podaną mu przez kontrolerów częstotliwość radiową, co może sugerować zmęczenie lub że jest zdekoncentrowany. Według komisarza generalnego litewskiej policji, Arunasa Paulauskasa, członkowie załogi, z którymi rozmawiali śledczy, twierdzą jednak, że przed uderzeniem w kokpicie nie było dymu ani żadnej sytuacji awaryjnej. „Gdyby załoga miała do czynienia z poważnym problemem, poinformowałaby kontrolę lotów” – zaznacza ekspert lotniczy Vidas Kaupelis.

„Nie wiemy, do jakich wniosków dojdą śledczy, ale jasne jest, że nie będziemy panikować ani podejmować decyzji nieopartych na faktach. Zaufajmy instytucjom i funkcjonariuszom” – napisał w mediach społecznościowych prezydent Litwy Gitanas Nausėda. Dodał jednak: „Musimy być gotowi na wszystkie sytuacje”.

Czy to mogła być Rosja?

Wszystkie sytuacje, czyli także taką, że oskarżenie padnie na Rosję.

Są ku temu poszlaki. W lipcu bomba, która znajdowała się w przesyłce transportowanej także przez DHL, wybuchła na lotnisku w Lipsku. Wtedy udało się uniknąć katastrofy tylko dlatego, że samolot miał opóźnienie. Kolejny ładunek wybuchł na lotnisku w Birmingham tuż po wyładowaniu z samolotu. Jeszcze jeden w magazynie firmy kurierskiej pod Warszawą. Czwartą paczkę, w której była bomba, przechwyciły polskie służby.

Wszystkie te przesyłki nadano w Wilnie. „Dowody zebrane w sprawie wskazują na wysokie prawdopodobieństwo tego, że te akty sabotażu były inspirowane przez rosyjskie służby specjalne” – pisał jakiś czas temu w oświadczeniu rzecznik polskiej Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak. Niemieckie i brytyjskie śledztwa przyniosły podobny wynik.

Wynajęci podwykonawcy do aktów sabotażu

W związku z tamtymi próbami sabotażu, na terenie Litwy, Polski i Hiszpanii zatrzymano mężczyzn, którzy odpowiadali za przewóz, przygotowanie i nadanie tych paczek. Ustalono, że zwerbowani w internecie, nie mieli albo prawie nie mieli ze sobą kontaktu, żaden nie wiedział, co robi kolejny, ani jaki ma być finał akcji, w której biorą udział. Opłaceni byli kryptowalutą, bitcoinami. Wiele wskazuje, że nie byli wyszkolonymi agentami, lecz – można tak to ująć – najętymi podwykonawcami.

Przedstawiciele zachodnich służb od miesięcy ostrzegają: prowadząc z Zachodem wojnę hybrydową, Rosja testuje, jak daleko może się posunąć. „Kreml używa przy tym całego zestaw narzędzi, od wpływania na dyskusje polityczne przez cyberataki na infrastrukturę krytyczną aż po akty sabotażu na znaczną skalę – mówił portalowi „Politico” Thomas Haldenwang, były szef niemieckiego kontrwywiadu, Urzędu Ochrony Konstytucji.

Podpalenia, spiski, dezinformacja: rosyjska kampania przeciw Europie

Przykłady rosyjskich operacji w Europie z ostatniego czasu można mnożyć. To m.in. seria podpaleń w Czechach, Wielkiej Brytanii, Polsce czy Litwie.

Są też sprawy poważniejsze: kilka miesięcy temu zachodnie służby miały udaremnić plany rosyjskiego spisku na życie Armina Pappergera, dyrektora generalnego koncernu zbrojeniowego Rheinmetall – to główny niemiecki dostawca pocisków artyleryjskich czy rekonserwowanego sprzętu pancernego z zasobów niemieckich dla armii ukraińskiej.

Dalej: Francuzi ustalili, że rosyjskie służby stoją za niedawną histerią związaną z rzekomą plagą wszawicy w Paryżu czy aktami antysemityzmu.

Na Litwie trwa kampania dezinformacyjna wymierzona w planowane rozmieszczenie w tym kraju niemieckiej brygady zmechanizowanej; zadaniem tej Brigade Litauen ma być wzmocnienie zdolności obronnych Litwy. Wedle dezinformacyjnych przekazów żołnierze rzekomo już mieli dopuścić się gwałtów, a ich prawdziwym celem jest zajęcie Litwy.

Do tego można jeszcze dodać np. niedawne przechwycenie rosyjskiego statku szpiegowskiego w pobliżu krytycznych podmorskich rurociągów na wodach Irlandii. A także – ostatnia historia – przecięcie dwóch podmorskich kabli telekomunikacyjnych na Bałtyku. Niemiecki minister obrony nie ma wątpliwości, że to akt sabotażu.

Rosja atakuja nas codziennie, a my nadal jesteśmy uprzejmi

Jak dotąd NATO i Unia Europejska reagują na to wszystko wyjątkowo ostrożnie. „Choć atakują nas codziennie, jesteśmy zbyt uprzejmi” – mówiła magazynowi „NATO Review” duńska premier Mette Frederiksen. Tę „uprzejmość” można tłumaczyć tym, że większość państw europejskich nie chce jeszcze bardziej konfrontować się z Rosją.

„Jak coś nazywasz wojną hybrydową, to z założenia nie musisz na to odpowiadać” – mówił na niedawnej konferencji w Rydze szef litewskiego MSZ Gabrielius Landsbergis. Czytaj: sprowadzenie działań Rosji do poziomu wojny hybrydowej jest wygodne, bo uwalnia od konieczności podjęcia bardziej radykalnej odpowiedzi.

Problemem jest jednak nie tylko niechęć do działania. Któryś z członków NATO, już teraz na przykład z powodu serii cyberataków, mógłby chcieć się powołać na słynny artykuł 5 traktatu o NATO, wzywając sojuszników na pomoc. Sęk w tym, że wśród krajów zachodnich nie ma jasnej definicji, czym w zasadzie jest ta „wojna hybrydowa”. A co, jeśli niektórzy uznaliby, że ich zdaniem rosyjski atak nie wyczerpuje znamion ataku na kraj członkowski? Lepiej więc nie ryzykować, szafując artykułem 5.

Poza tym w NATO są przecież Turcja czy Węgry, które otwarcie deklarują prorosyjskie sympatie.

Rosyjski wywiad sięga po nieszablonowe metody

Innym poważnym problemem jest atrybucja, czyli przypisanie ataku konkretnemu sprawcy. Tymczasem Rosja robi wiele, by nikt jej z działalnością w Europie nie powiązał.

Zresztą Zachód sam sobie strzelił w kolano, gdy po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie wydalił w 2022 r. przeszło 700 rosyjskich szpiegów podających się za dyplomatów. Gest ten był spektakularny, a rosyjskie służby początkowo zostały mocno nim osłabione. Pozbierały się jednak i sięgnęły po nieszablonowe metody: teraz w ich imieniu działają zwerbowani najemnicy, często bez żadnego specjalnego wyszkolenia, którzy – gdy zostaną złapani – często nawet nie są w stanie wskazać zleceniodawcy, gdyż kontakt z nim mieli jedynie np. przez komunikator Telegram.

Tak właśnie było w sprawie jednego z mężczyzn, który podłożył bombę w Lipsku (bomba wybuchła).

Jeśli teraz nie zareagujemy na działania rosyjskich służb…

W sprawie katastrofy w Wilnie trwa śledztwo. Na razie nie wiadomo, co do niej doprowadziło. Nikt też nie powiedział, że stoi na tym Kreml – i nie wiadomo, czy kiedykolwiek powie.

Jeśli rzeczywiście okazałoby się, że do katastrofy doprowadziły działania rosyjskich służb, byłby to akt sabotażu inny niż wszystkie dotąd, bo po raz pierwszy jest ofiara śmiertelna. A jeśli wówczas nie zareagujemy, Rosja dalej testować będzie granice naszej reakcji. Ilu ma spośród nas zabić, żebyśmy zareagowali? Dziesięć, stu, tysiąc? 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”