Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kąkol i pszenica

Kąkol i pszenica

07.04.2016
Czyta się kilka minut
Uchylenie ustawy z 1993 roku, to zły pomysł, który przyniesie więcej szkody niż pożytku. To nie przysłuży się nienarodzonym!
O. Ludwik Wiśniewski OP / Fot. ANDRZEJ STAWINSKI/REPORTER
W

W niedzielę Bożego Miłosierdzia odczytałem po mszy komunikat Prezydium Episkopatu wzywający do uchylenia ustawy z 1993 r., dopuszczającej w trzech przypadkach przerwanie ciąży. Niektórzy z uczestniczących we mszy odprawianej przeze mnie byli zaskoczeni, że komunikat odczytałem. Nie było bowiem takiego obowiązku. Biskup ordynariusz nie zobowiązał kapłanów diecezji lubelskiej do odczytania go. Podobno w niektórych diecezjach w ogóle nie odczytywano tego komunikatu.

Ja odczytałem z dwu powodów. Wypowiedź pochodzi od zespołu biskupów najbardziej liczących się w naszym kraju, bo od Prezydium Konferencji Episkopatu. A głos biskupów jest zawsze ważny, nawet wtedy, gdy się nie całkiem z nim zgadzamy. Po wtóre, odczytałem ten komunikat, bo zrodził się on z troski o nienarodzonych, a ta troska jest wielką troską wielu z nas, także jest wielką moją troską.


Aborcja: prawny zakaz czy sumienie


Jednakże uważam, że w komunikacie Prezydium Episkopatu ta troska została wyrażona w sposób trochę uproszczony. Nieco innych akcentów oczekiwałbym od Pasterzy Kościoła.

Wiele lat temu, w duszpasterstwie akademickim prowadzonym przeze mnie zrodziła się potrzeba podjęcia działań w obronie nienarodzonych i powstał wówczas zespół studentów, który przyjął nazwę „Troska o życie”. Od tego czasu wiem, że nie każda głośno deklarowana „obrona” jest rzeczywistą obroną.
Oto czego oczekiwałbym od biskupów mojego Kościoła, zanim zgłoszą postulat uchylenia ustawy z 1993 r.

Chciałbym po pierwsze, aby uroczyście oświadczyli, że są pełni uznania i podziwu dla tych wszystkich rodziców, którzy ofiarnie, często za cenę rezygnacji z osobistych ambicji i karier, wychowują swoje niepełnosprawne dzieci. Ten podziw jest tym większy, że wielu rodziców miało świadomość, że ich dziecko urodzi się fizycznie lub umysłowo kalekie, a jednak zdecydowali się na jego urodzenie i wychowanie. Postawa takich rodziców jest skarbem nie tylko Kościoła, ale całej społeczności ludzkiej. Chciałbym także, aby biskupi uroczyście wyrazili uznanie i podziw dla heroizmu tych matek, które będąc świadome zagrożenia własnego życia, zdecydowały się na urodzenie swoich dzieci.

Po wtóre chciałbym, aby biskupi oświadczyli, że zdają sobie sprawę z tego, przed jak trudnymi decyzjami stoją rodzice, których nienarodzone dzieci z dużym prawdopodobieństwem, a może nawet z całą pewnością okażą się fizycznie lub umysłowo upośledzonymi. Chciałbym, aby biskupi wprost powiedzieli, że przyjęcie takiego potomstwa wymaga heroizmu, a jednak pokornie poprosili, by matki i ojcowie takich dzieci poszli za głosem swego sumienia, które każe uszanować każde ludzkie życie. Ze swej strony społeczność Kościoła uaktywni się i zrobi wszystko, aby takie rodziny nie pozostały same.

Wreszcie po trzecie chciałbym, aby biskupi zaapelowali do władz państwowych o realną pomoc rodzicom wychowującym niepełnosprawne dzieci. W tej materii jest bardzo wiele do zrobienia. Mam bliską rodzinę żyjącą w Niemczech, wychowującą dwu synów od zawsze sparaliżowanych. Pomoc rodzicom opiekującym się takimi dziećmi w Niemczech i Polsce – to niebo a ziemia! Trzeba też pamiętać i trzeba o tym ciągle przypominać rządzącym, że stosunek do ludzi upośledzonych, kalek, chorych i starych naocznie pokazuje, czy dany kraj jest w gronie krajów cywilizowanych, czy prymitywnych.

Marzeniem wielu z nas jest doczekanie takiego momentu, kiedy całe społeczeństwo uzna, że każde ludzkie życie, także ułomne, jest święte. Marzeniem jest, aby żadnemu nienarodzonemu życia nie odbierano. Aby przybliżyć się do tego ideału, trzeba wielkiej pracy wychowawczej, trzeba wielkiego wysiłku i trzeba wielkiej miłości. Wprowadzenie całkowitego zakazu nie jest lekarstwem ratującym życie każdego nienarodzonego. Decyzja na urodzenie kalekiego dziecka jest aktem heroicznym i musi być osobista. Tej osobistej decyzji nie można zastąpić decyzją prawodawcy! Uchylenie ustawy z 1993 r. to zły pomysł, który przyniesie więcej szkody niż pożytku. To nie jest pomysł, który przysłuży się nienarodzonym!

Wiem, że posypią się na mnie gromy za to, co powyżej napisałem. A ja uważam, że moje stanowisko jest ewangeliczne. W 13. rozdziale Ewangelii św. Mateusza zapisana jest przypowieść o pszenicy i kąkolu. Wyrosła pszenica, ale wyrósł też kąkol. Gorliwi żniwiarze natychmiast przybiegli do gospodarza z propozycją wyzbierania kąkolu. Ale gospodarz odpowiedział: „Nie, abyście zbierając kąkol nie powyrywali zarazem i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa”. Ludzka i chrześcijańska mądrość każe czasem czekać na moment, kiedy bez szkód będzie można nareszcie usuwać chwast.

Cierpliwości! Pracujmy nad tym, aby życie nienarodzonych było w naszym kraju i wszędzie szanowane. Przygotowujmy odpowiednie warunki. Głośmy z mocą i miłością, że każde życie jest święte. I bądźmy miłosierni dla tych, którzy uważają inaczej. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dominikan, długoletni duszpasterz akademicki. W PRL działacz opozycji antykomunistycznej. Laureat Medalu Świętego Jerzego. Na łamach „Tygodnika Powszechnego” dokonywał wnikliwej diagnozy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...że wielkie przedsięwziecia wymagają swojego czasu realizacji. Najwiekszym przedsięwzięciem ludzkości, jest Kościół, jako znak najwyższych wartości cywilizacyjnych, które spełnia się w tzw. Eschatonie, czyli spełni się sens istnienia człowieka i rodzaju ludzkiego w zjednoczeniu z Bogiem. Kościół jest drogą dla człowieka i zarazem jest w drodze razem z człowiekiem, w jego historii. Jest gotowy w zarysach Bożego Planu i zarazem ciągle budowany przez wszystkich ludzi dobrej woli(ci złej woli dołączą trochę później...). Dlatego jest różnica perspektywy:planisty-architekta, a majstra i robotników pracujących na budowie: planista widzi finał, zaś majster, bieżące potrzeby na konkretnym etapie budowy. Ale naprawdę, jest to współpraca, choć pewnych napięć, nie brakuje(i długo nie będzie brakować). Tak EP, jak i o. Wiśniewski, są na jednej budowie-Szczęść Wam Boże!

Po prostu dziękuję. I modlę się za kobiety, które stoją w obliczu koszmarnie trudnych wyborów.

Każdy z trzech postulatów ojca Ludwika skierowanych do biskupów ważny, odważny i szlachetny. Gdyby nasi biskupi w swoich listach nieco częściej dziękowali, a odrobinę mniej upominali to wierni darzyli by zapewne swoich pasterzy większym szacunkiem i respektem. Sądzę natomiast, że ojciec Ludwik mógłby ostrożnie poprzeć pomysł usunięcia z naszego ustawodawstwa prawa do aborcji z powodów eugenicznych. Tym bardziej, że jest to furtka do licznych nadużyć i zaproszenie do nieszczęścia wynikłego z błędów lekarskich. Aby daleko nie sięgać posłużę się osobistym doświadczeniem. Moje córki bliźniaczki miały fatalne rokowania na wczesnym etapie ciąży z sugestią lekarza zakończenia tejże. Obie dziewczyny urodziły się zdrowe, a obecnie są już duże, mocne i bystre.

Sama jest Pani przykładem, że prawo pozwalające na aborcję z powodu wad wrodzonych w niczym nie przeszkodziło Pani zaryzykować i urodzić.

Kiedyś kobiety były płochliwe, a teraz są lękliwe. Płochliwość oznacza pewną skromność czy też nieśmiałość, a lękliwość to strach przed podejmowaniem wyzwań. Nie ma co ukrywać, że ciąża i urodzenie dziecka to wielkie wyzwanie dla kobiety. Piszę to z przekonaniem choć sam kobietą nie jestem. I jeszcze jedno: od duchownych katolickich oczekiwałbym tego aby nie dostarczali amunicji przeciwnikom ruchów "pro-life" i choćby lekką sympatią darzyli takich ludzi jak Kaja Godek skoro już reprezentują Kościół katolicki. Patrząc od strony politycznej ojciec Ludwik ma rację, ale nie jest racją ojca Ludwika mieć polityczną rację. To nie jest ten typ racji, którym powinien posługiwać się katolicki kapłan. Dotyczy to także ojca Rydzyka i polskich biskupów też. Osobiście jestem pod wrażeniem siły osobowości i siły argumentu pani Godek. https://www.youtube.com/watch?v=6TQW4YMqL0Y

Szczególnie zauroczył mnie ten fragment "katolickiej" logiki w którym krytykuje posła, że "ktoś kto nie ma dziecka z zespołem Downa odmawia życia osobom z zespołem Downa", myślę, że zdradziła tu przy okazji motor swojego postępowania, otóż osoba z dzieckiem z zespołem Downa chce by inni też mieli takie dzieci, z miłości? raczej wątpię. To nie jest los którego by się pragnęło dla własnego dziecka.

Odsłuchałem jeszcze raz i pozwolę sobie przytoczyć fragment odpowiedzi skierowanej do posła Ryfińskiego: "Pan się urodził bez zespołu Downa przypadkiem. To nigdy nie jest tak, że jest to nasza zasługa. I pan, który nie ma zespołu Downa odmawia prawa do życia dzieciom z zespołem Downa ....." Zgadzam się jednak z panem w tej kwestii, że raczej niewiele osób chciało by mieć dziecko z zespołem Downa. Przyglądając się jednak występom pani Godek daje się zauważyć, że wyzwanie jakie ona podjęła jako matka takiego dziecka nie tylko jej nie osłabiło, zasmuciło czy też zdołowało ale wręcz przeciwnie spowodowało, że na naszej scenie publicznej ( politycznej ? ) pojawiła się osoba o nieprzeciętnej osobowości i dużej inteligencji. Proszę chociaż przyznać, że mamy do czynienia z kimś niebanalnym, odbiegającym wyraźnie od sejmowej przeciętności.

Według mnie ta pani prowadzi swoją własną wendettę wobec świata, który nie musi się borykać z problemem i wyzwaniem w postaci dziecka z zespołem Downa i zręcznie przy tej okazji zasłania się właśnie posiadaniem takiego dziecka. Zręcznie odwróciła termin "przypadkowości", bo to choroba, a nie zdrowie są kwestią przypadkowości w naturze. Nie przypadkowy jest tu też użyty termin "zasługi", tak ona to rozumuje, że musiała czymś "zasłużyć", skoro nie "grzechem" to pewnikiem "powołaniem" i wmówiła sobie jakieś "powołanie" do przymuszenia wszystkich do takich samych wyborów jak ona (o ile to był w ogóle wybór, a nie "imperatyw środowiska", ale wtedy tym gorzej dla "wyborów"). Co do jej zręczności politycznej i swoistej retoryki, czy jest wyjątkowa? Cóż Tamerlan też był wielkim wodzem i politykiem, ale nigdy, absolutnie nigdy nie chciałbym żyć w jego państwie, nawet jako zwycięstwa, a co dopiero być podbitym przez państwo tworzone przez tak wyjątkową postać. Wracając do tematu, jestem z lat wyżu demograficznego, z czasów gdy aborcja była "chlebem powszechnym", ale nie przeszkodziło to w tym, że przyrost naturalny w kraju był o wiele wyższy niż obecnie, no i też miałem się nie urodzić, też byłem z "grupy ryzyka" i lekarze zaproponowali matce aborcję, gdybym się nie urodził, po prostu by mnie nie było, nawet tego bym nie poczuł, ale jestem, cóż mogę dzięki temu podziwiać odwagę mojej matki, ale nie chcę doczekać państwa w którym stanie się to obowiązkiem. Wolę widzieć w matce bohaterkę niż ofiarę "terroru współcierpienia" jaki proponuje wszystkim pani Godek. Wracając do własnej osoby, cóż urodziłem się wbrew przewidywaniom lekarzy jednak zdrowy, choć czy aby na pewno? w końcu coś takiego jak łaska "bezwarunkowej wiary" została mi dosyć brutalnie zabrana, zatem pewnikiem według wielu w tym kraju jestem skazanym na piekło, a to pewnikiem coś jeszcze bardziej tragicznego niż najcięższa choroba, cóż matka katoliczka jakoś z tym żyje i raczej swojej decyzji nie żałuje(choć osobiście to nazywam ją "kryptoprotestantką" bo jak na katoliczkę za mało radykalna jest).

Mam nadzieje, ze Sz.P. nie jest plochliwy ani lekliwy i pomoze nie tylko wsparciem duchowym ale wezmie na wychowanie, porzucone i uposledzone dziecko . Bede pod wrazeniem sily panskiej i pana malzonki. // Artykul ciekawy i konkretny a slowa O. L. Wisniewskiego - "Decyzja na urodzenie kalekiego dziecka jest aktem heroicznym i musi być osobista. Tej osobistej decyzji nie można zastąpić decyzją prawodawcy!" jak najbardziej potrzebne do dyskusji, bo czcze checi to nie wszystko. Dodalabym aby taka heroiczna decyzje urodzenia niepelnosprawnego dziecka wspomoc prawnie i materialnie nie tylko przez panswtwo ale rowniez przez Kosciol (skoro tak bardzo ingeruje). // Zgadzam sie, ze pomoc niepelnosprawnym w Niemczech a w Polsce to niebo i ziemia. Zaznaczam jednak, ze Kosciol w Niemczech nie wtraca sie w tak intymne sprawy jak antykoncepcja , in vitro – ktore jest refundowane, czy wychowanie seksualne mlodziezy w szkolach. Obecnie w Niemczech aborcja prawnie dopuszczalna jest w dwoch wypadkach: " gdy ciaża zagraża życiu bądź zdrowiu fizycznemu i psychicznemu matki, gdy jest wynikiem gwałtu, występku kazirodczego i przestępstwa pedofilskiego".

Okazuje się więc, że prawo w Niemczech nie pozwala na aborcję chorego dziecka. Czyli, że podobnie jak to jest w przypadku prawa dotyczącego in-vitro polskie ustawodawstwo jest bardziej liberalne od niemieckiego.

W Niemczech aborcja jest legalna, jezeli od chwili poczecia nie uplynelo 12 tygodni i zagraza zdrowiu psychicznemu kobiety (tz. na polski - jest np. za mloda, zeby urodzic dziecko, kolejna ciaza/dziecko jest dla niej obciazeniem itp.), natomiast aborcji mozna dokonac do 22 tygodnia gdy sa podstawy, ze dziecko moze urodzic sie uposledzone. Decyzje pozostawia sie wylacznie kobiecie i jej sumieniu. Jezeli urodzi, ma realna pomoc panstwa i roznych organizacji.

W praktyce więc mamy w Niemczech aborcję na życzenie. Dziecko przecież zawsze jest obciążeniem.

Bzdury pan piszesz, ale rozumiem, ze najwiecej na ten temat maja do powiedzienia ksieza i mezczyzni. XXI wiek a ciagle mentalnie w czasach - rozmowa miedzy Wojtem, Panem a Plebanem. Co do Niemiec - to Hitler ( w marcu 1943) roku wprowadzil prawo, przewidujace kare smierci za przeprowadzenie aborcji w przypadku Niemek. Czyzby chcial pan dorownac ..? // "Ludzie nigdy nie czynia zla w tak szerokim zakresie i z takim zapalem jak wtedy, gdy robia to z przekonan religijnych" - Umberto Eco

Nasza prasa na dniach opublikowała wywiad z polskim ginekologiem, który na terenie byłego DDR przyjmuje tysiące kobiet z Polski aby im "pomóc". A tu niżej krótka historia prawa do aborcji w Europie. Ze strony internetowej "święty Józef z Kalisza": Historia legalizacji aborcji w Europie. Pierwszym krajem na świecie, który zalegalizował zabijanie poczętych dzieci, był Związek Radziecki 18 listopada 1920 roku. Ludobójca - komunista Lenin, po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej zrealizował swoją wcześniejszą dyrektywę: „domagać się bezwarunkowego zniesienia wszystkich ustaw ścigających sztuczne poronienia” (W. Lenin, Klasa robotnicza a neomaltuzjanizm, w: W. Lenin, Dzieła, Warszawa „Książka i Wiedza” 1950, t.19, s. 321). Przypomnijmy, że w całej ówczesnej Europie prawo chroniło życie ludzkie. Drugim przywódcą europejskim, który doprowadził do legalizacji aborcji w swoim kraju był Adolf Hitler. Dążąc do utworzenia czystej, biologicznie mocnej „rasy panów”, doprowadził w 1933 roku, do legalizacji zabijania niemieckich nienarodzonych dzieci, które posiadały lub mogły posiadać wady wrodzone. Należy dodać, że hitlerowscy „ustawodawcy” chronili surowymi sankcjami karnymi życie zdrowych, niemieckich dzieci, dążąc do demograficznego wzrostu „rasy panów”. W skali masowej pierwszymi ofiarami Hitlera nie byli niemieccy komuniści, Żydzi, Polacy czy Romowie, ale niemieckie nienarodzone dzieci z domniemanymi wadami oraz ofiary, wprowadzonej na szeroką skalę przez hitlerowców eutanazji. Po podbiciu narodów słowiańskich niemieccy zbrodniarze opracowali „Planost” – plan wyniszczenia narodów podbitych, w ramach którego okupowanym narodom szeroko zalecali antykoncepcję i legalizację aborcji. Zbrodnicze plany hitlerowców najlepiej charakteryzuje wypowiedź Martina Bormana, szefa kancelarii Hitlera i „sternika” NSDAP: „Obowiązkiem Słowian jest pracować dla nas. Płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki – im więcej, tym lepiej. Oświata jest niebezpieczna” (cyt. za: J. Heydecker, J. Leeb „Trzecia rzesza w świetle Norymbergi – bilans tysiąclecia”, Książka i Wiedza, Warszawa 1979, s. 391). Po II wojnie światowej, w krajach tzw. obozu socjalistycznego, dyktatorzy komunistyczni wprowadzili w połowie lat pięćdziesiątych prawną dopuszczalność tzw. przerywania ciąży. W krajach zachodniej Europy (a także w USA) doprowadzono do legalizacji aborcji pod koniec lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Zwolennicy „cywilizacji śmierci” doprowadzili do tych zmian prawnych, posługując się manipulacją i kłamstwem (porównaj np. wypowiedź dr B. Nathansona „Śmiertelne oszustwo – zaplanowana zagłada”, „Służba Życiu” nr 2/1999. Autor uczestniczył w procedurze legalizacji aborcji w USA, przeżył nawrócenie i zdemaskował metody manipulacji i kłamstwa zwolenników aborcji). Historia legalizacji aborcji w Polsce Na terenie Polski po raz pierwszy w sensie prawnym narzucono pełną dopuszczalność aborcji (nazywanej wówczas „spędzaniem płodu”) 9 marca 1943 r. Wówczas hitlerowski okupant wydał rozporządzenie (Verordnung) zezwalające Polkom na nieograniczone żadnymi sankcjami zabijanie polskich nienarodzonych dzieci, jednocześnie podnosząc karę – do kary śmierci włącznie – za zabicie niemieckiego nienarodzonego dziecka... Już 22 lipca 1942 roku Hitler ujawnił swe bardzo przychylne stanowisko odnośnie aborcji, jako niezbędnej metody kontroli populacji podbitych narodów. „W obliczu dużych rodzin tubylczej ludności – podkreślał – jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji”. Hitler groził także: „osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie przepisy zabraniające aborcji na wschodnich terenach okupowanych” (cyt. za: William Brennman „The abortion holocaust. Today's final solution”, Landmark Press 1983, s. 34). Po zakończeniu II wojny światowej oczywiście anulowano hitlerowskie rozporządzenia i przywrócono polskie ustawodawstwo przedwojenne, chroniące życie poczętych dzieci. (...........)

W czasach stalinowskich aborcja byla zakazana, dopiero w 1956 (z koncem stalinizmu ) Polki wywalczyly prawo do legalnego przerywania ciazy. Hitler byl zwolennikiem aborcji tylko wtedy, kiedy dotyczyla Zydow, Cyganow, osob niepelnosprawnych i innych grup, objetych planem eksterminacji. // Zwolennikom zaostrzenia przepisow proponuje kolejna ustawe zakazujaca leczenia np. raka prostaty - przeciez przez chemie moga ulec znisczeniu plemniki czy plodnosc mezczyzny a do tego nie mozemy dopuscic.

ale jej działalność polityczną uważam za bardzo szkodliwą - właśnie z powodu tendencji do narzucania siłą swoich poglądów reszcie społeczeństwa. Warto też zauważyć, że ona sama prawdopodobnie podejmowała swoją decyzję w stanie wolnym od sankcji karnej tj. w sumieniu. Mogła rozważać i za i przeciw i sama podjąć decyzję oraz - co najważniejsze – w sposób wolny wziąć za tę decyzję odpowiedzialność. Teraz zaś sama przewodzi opcji dążącej do pozbawienia innych kobiet tej wolności, licząc naiwnie na to, że w jakiś sposób pomoże to chronić życie dzieci takich jak jej dziecko – świadczy to o małej wiedzy o społeczeństwie, które przyszło jej reprezentować. Sama uważam, że w sprawie ochrony życia nie ma innej drogi niż przekonanie do tego matki - jeśli jej miłość nie ochroni dziecka, nie ochroni go nic innego. Natomiast przymus w tak delikatnej sprawie spowoduje jedynie skutek odwrotny od zamierzonego – matka zamiast skupić się na przemyśleniu sprawy aborcji zacznie mobilizować się wokół obejścia niesprawiedliwego prawa, zagłuszając wątpliwości i głos sumienia. Tych którzy chcą zmuszać matki do urodzenia dziecka chciałam zapytać czy są w stanie zmusić je żeby nie piły w ciąży, nie zażywały narkotyków, albo nie truły się sinymi lekami determinując tym samym los niechcianego dziecka czy może dzieci z Zespołem Downa + FAS + HIV to jest to o co im chodzi – przecież jeśli same matki nie zgodzą się na swój los, nic nie jest w stanie ich powstrzymać przed działaniami wybitnie szkodliwymi dla dziecka. Drodzy idealiści, podzielam wasze szczytne ideały ale zbyt długo już stosuję prawo żeby mieć złudzenie co do jego wszechmocy. Ojcze Ludwiku – dziękuję za ten tekst - zawsze przywraca mi Ojciec cząstkę wiary w ten ułomny Kościół – a zwłaszcza za fragment o konieczności większego zaangażowania się wspólnoty Kościoła w pomoc rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi.

Tysiące ludzi opiekuje się dziećmi z zespołem Downa ( i innymi ciężkimi chorobami ), wiele tysięcy ludzi nie opiekuje się dziećmi z zespołem Downa, ponieważ uniknęli - w wiadomy sposób - tego brzemienia. Są takie głosy, także wśród duchownych, które zniechęcają ludzi do podejmowania trudnych wyzwań, do walki, do poświęcenia. Czy można mieć do kogoś pretensje o to, że nie jest bohaterem zdaje się pytać ojciec Ludwik ? W żadnym razie. Upowszechniając logikę ojca Ludwika wchodzimy na manowce. Nie dajemy dzieciom z zespołem Downa żadnych szans. O co walczy Kaja Godek ( i inni działacze ruchów Pro-life ) ? W wielkim skrócie: o podmiotowość prawną nienarodzonych dzieci. W żadnym razie nie jest to działalność anty-ewangeliczna. Jeśli ktoś uważa, że jednak jest, to proszę o argumenty na poparcie takiej tezy.

Za żywego nie mamy człowieka bez głowy, zatem bez sensu jest dawać podmiotowość prawną istocie bez wytworzonego mózgu, bo w nim mieści się i świadomość, i odczuwanie. Kwestia aborcji w przypadku chorób wrodzonych jest i dla mnie dyskusyjna, bo dopuszcza się ją nawet i w czasie gdy mózg zostaje już wytworzony. Sprawa jest dodatkowo trudna, bo nadanie osobowości prawnej istocie nie narodzonej siłą rzeczy odbywa się kosztem matki. Mam wątpliwość czy państwo powinno aż tak bardzo ingerować w naturalny porządek rzeczy. Instynkt matki to jedna z najpotężniejszych emocji w świecie, zatem jeśli coś w nim szwankuje to może jest to przesłanka, że dana ciąża nie powinna mieć miejsca? Nie wiem, nie mam tu wyrobionego zdania i nie zamierzam tego rozstrzygać, ale z mojego egoistycznego punktu widzenia islamska zasada "konar ważniejszy od gałęzi" jest tu najtrafniejsza, zatem choć zdaję sobie sprawę, że od pewnego momentu ciąża to już człowiek, to społeczne/prawne regulacje i podmiotowość prawną nadawałbym ludziom od urodzenia, a nie wcześniej, w końcu za wypełnienie obietnicy nadejścia Mesjasza uznaje się "Boże Narodzenie" a nie "Zwiastowanie". Reasumując propozycje tzw. "obrońców życia" dla mnie to jeden wielki "kato-terror", a nie obrona życia, to środowisko nie ma moralnego prawa by swoją naciąganą ideologię narzucać całej reszcie, no chyba, że pragniecie państwa wyznaniowego, wtedy zmieńcie konstytucję, zapiszcie to tam, a ja wtedy już bez złudzeń poproszę o azyl polityczny np. w Czechach.

...człowieka,jest nadana Prawem Mojżeszowym-zapis Tory. Wg takiego ujęcia jako "pełni doskonałego Prawa Bożego", to każdy potencjał życia winien być wykorzystany, czyli "aktualizowany" przez prokreację. Wg Tory, każdy "pusty" wyciek spermy u meżczyzny, czy kobieca menstruacja w wyniku utraty niezapłodnionej komórki jajowej, to "grzeszna nieczystość". Bezgrzesznym jest więc pełne wykorzystanie własnego potencjału rozrodczego-oczywiście w małżeńskim partnerstwie. Można próbować osiągać te "wyśrubowane pod niebo" standardy idealnej świętości, ale już na samym początku Apostoł Paweł nauczał, że na nic to się zda, bowiem: "wszyscy zgrzeszyliśmy i wszystkim brakuje chwały Bożej". Dlatego nauczał o Prawie Odkupienia-miłosiernej sprawiedliwości, które nie rozlicza z uczynków, a zwraca uwagę jedynie na wiarę, nadzieję i miłość. Z upływam wieków chrześcijaństwo jednak popadło w coraz wiekszy legalizm pod wpływem rzymskiego wzorca i religię formy, a mniej ducha-choć to na fundamencie Ducha Świętego jest usadowiony Kościół Chrystusa-przynajmniej tak to jest deklarowane. Ale w tym jednym Kościele, mamy różne kościoły, które do tej kwestii legalizmu różnie podchodzą-"rzymianie" stawiają przede wszystkim na zewnętrzny porządek prawny, "charyzmatycy" mówią przede wszystkim o duchu w wolności sumienia. No tak to trwa już 2000 lat...

to raczej podmiotowość kurczaka nadana mu przez hodowcę/władcę kurnika, tak bardziej na serio, ta interpretacja jest z chrześcijańskiego punktu widzenia pozbawiona sensu, bo: -Jezus był bez grzechu, ale przecież jako człowiek i około 30-letni mężczyzna to liczba zmarnowanych plemników musiała być "niewyobrażalna". -Matka Jezusa (też bez grzechu)- też "zmarnowała" poza jednym wyjątkiem całą swoją płodność.

a tak do prawdy się raczej nie dochodzi(w tym zyciu i tak pełnej prawdy nie pojmiemy, ale chodzi o to, by to było chodzenie w prawdzie-w uczciwej intencji ogarnąć rzeczywistość taką, jaka jest. A co do bezgrzeszności Maryi i Jezusa, pomimo braku wypełnienia przez nich Prawa(w owej "prokreacyjnej normie"), to tylko tyle, że są to już postacie "innego porządku": Odkupienia-usprawiedliwienia z wiary-nie tyle uczynki są ważne, co ich motywacja

Kawałkowanie problemu to inaczej analiza, uważam tą metodę, za skuteczniejszą w poszukiwaniu prawdy niż objawienie, które może być tylko "wojenną propagandą jakiś kosmicznych bytów/hodowców". Nie ufam objawieniom, nawet własnym :)))

Witam kolegę :) Sam pan widzi, jak to jest z naszymi drogimi teistami-fideistami. Można ich przyszpilić do ściany, dać im mata przy użyciu logiki, ich własnej pokręconej doktryny i powszechnie dostępnej wiedzy, a oni zamiast wywrócić swojego Króla, wywrócą całą szachownicę (by następnie - jakby nigdy nic - ponownie rozłożyć wszystkie strącone figury na planszy i zacząć grę na nowo:)). Nie znudziła się Panu już ta robota godna Syzyfa? Czerpie Pan z tego jeszcze satysfakcję?

PS. Swoją drogą, mam pytanie: czy gdyby bóg objawił się panu i reszcie ludzi jako inteligentna osoba w sposób zmysłowo percypowalny, rozumowo pojmowalny i identyfikowalny, interpersonalnie weryfikowalny, gdyby wyjaśnił w przystępny sposób logiczne, etyczne i epistemologiczne wątpliwości swej rzekomej doktryny, gdyby pokazał swoją (także dobroczynną) moc i brak czaso-przestrzennych ograniczeń - to czy wówczas nadal nie ufałby Pan takiemu objawieniu? Muszę przyznać, że ja byłbym wtedy przekonany. Nawet jeśli taki bóg mógłby kłamać w szczegółach (tak jak tym bardziej możemy padać ofiarą czyjegoś, niekoniecznie boskiego, zmyślenia przy "objawieniu" poprzez święte pisma, namaszczonych pośredników i "głos wewnętrzny" powstały w wyniku ich oddziaływań), to jednak nie ulegałoby wątpliwości samo istnienie osobowej inteligencji, o wiele potężniejszej od nas. Zresztą widziałbym mniej powodów do braku zaufania takiemu bóstwu, niż ma to miejsce przy obecnej formie jego rzekomego objawiania się.

Religia jest jak "zioło", czasem by nie sfiksować należy sobie co zapodać, zatem jestem tolerancyjny wobec "objawień", a teraz odnośnie "Boga" objawionego na sposób przez pana opisany, moim zdaniem taki "Bóg" się nam objawił i to wielokrotnie, może metodą falsyfikacji pan tego nie zweryfikuje, ale metodami analizy podobnymi do tych stosowanych przez policyjne śledztwo już jak najbardziej tak. Tyle, że ten "Bóg" to "nadzorca kurnika", hmmmm jako kurczak nie ufam "hodowcom kurczaków", ups :)))

Pisze Pan strasznie ogólnikowo - jak na miłośnika pisania przystało :))) Może Pan podać jakiś przykład tego boga, który się nam (czyli panu i mnie także) objawił w sposób przeze mnie opisany? Niech pan od razu zastosuje do tego te zagadkowe metody analizy ;) Pozdrawiam

Powszechność fenomenu religii jako ogólnoludzkiego zjawiska, zbyt istotne różnice pomiędzy nimi by można je określić jako skutek interpretacji "Absolutu", a zbyt duże podobieństwa by je zignorować i określić wyłącznie jako wymysł i fantazje. Powszechność relacji z przeróżnych cudów i relacji spotkań z wszelkiej maści Obcymi (UFO) też są poważną przesłanką. Oczywiście większość tych relacji to bujda, naśladownictwo, ale istotnym jest czy one wszystkie to fikcja? Tu uważam, że jednak bardziej prawdopodobnym jest, że część "cudów" i spotkań z Obcymi to rzeczywistość. Reasumując jak na mój gust jesteśmy przedmiotem manipulacji lepiej rozwiniętej od nas inteligencji. Metodami naukowymi tego nie udowodnimy, tak jak hodowlana mrówka nie udowodni istnienia życia poza formikarium, możemy bazować tylko na "objawieniach" i przesłankach, a tych mamy zatrzęsienie.

epistemologicznych i tak ludzkie poznanie "bimba się" od tysiecy lat miedzy natywistyczną dedukcją, a empiryczną indukcją i nic konkretnego w kwestii sensu rzeczywistości(jej przyczyny i celowości)nie rozstzrygnęła. Czy nie warto więc siegnąć do objawienia-TEGO OBJAWIENIA? Bo chyba problem samego sensu, jest sensowny?

Po pierwsze, cóż to za "objawienie", a po drugie - jak już, to czemu akurat tego, skoro mamy ich na kopy?

"Israel"-jako "widzenie Boga" i "walka z Bogiem". Czyli inaczej: jest to widzenie tego, czego widzieć się nie chce-bo jest "ponadnaturalne", czyli jakby "wbrew naturze". A wybrać je warto ze względu na to, by być na czasie-bo mamy uniwersalną datę 2016 roku "naszej ery". Gdyby tą datę ująć dawnym określeniem "Roku Pańskiego", to związek uniwersalnego naszego czasu, z Izraelem-Objawianiem, byłby lepiej uchwytny.

nie rozumiem.

"Boga rozumem nie ogarniesz, a to co ogarniasz, Bogiem nie jest". Bardzo proszę

Zaś na głowę to wygląda że autor upadł. Bez odbioru

To może wreszcie, katolicy, weźmiecie na poważnie ów Augustynowy bon mot i zamilkniecie na wieki, kończąc z udawaniem, że wypowiadacie uzbrojone w rozum (logicznie spójne, gramatycznie i składniowo poprawne, semantycznie naładowane i wchodzące we wzajemne interakcje przyczynowo-skutkowe) słowa i zdania na temat jakiejś transcendencji? Wielka szkoda, że wody w ustach nabieracie dopiero, gdy wasze nagle nie odwołujące się do rozumu i nie stosujące rozumu opowieści o bogach znajdą się w ogniu rozumnej krytyki. Kiedy stoi się w takim szerokim rozkroku, można łatwo stracić klejnoty rozumu w koronie wiary...

Można z sensem.

a "To Objawienie" ma tak wiele wariacji, że ja jednak poczekam na jakąś spójną interpretację, bo póki co to musiałbym losować, które To jest To? a moje własne "objawienia" póki co nie rozstrzygają tego zagadnienia.

Rzecz miała miejsce jakiś czas temu. Po tygodniach walki z samym sobą zdecydowałem się przystąpić do spowiedzi świętej. Do tego celu upatrzyłem sobie pewien, niewielki kościół w nieodległej miejscowości ( ca 10 km ). Pogoda była ładna więc zdecydowałem się na rowerową wycieczkę moją niezawodną KTM-ką. W połowie drogi rower zaczął zgrzytać, po czym kilka razy spadł mi łańcuch. Gdy doczłapałem się wreszcie jakoś do kościoła kapłan akurat odchodził od konfesjonału. W drodze powrotnej trochę przeklinałem pod nosem i zastanawiałem się co to za licho przeszkadzało mi aby się wyspowiadać. Dodatkowo jeszcze złapałem kapcia. W tym układzie droga powrotna zajęła mi dużo więcej czasu jak zazwyczaj. Gdy minąłem wreszcie półmetek zauważyłem Staszka, który śmigał w przeciwnym kierunku. Staszek to taki mój kolega - facet, który ma mnóstwo problemów, w tym też poważne problemy psychiczne. Niegdyś wspierałem nieco Staszka ( zresztą mało skutecznie ), a później jakoś się poróżniliśmy ( powiedziałem mu brutalnie aby się wreszcie ogarnął, a Staszek się na mnie obraził ) i od tego czasu nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Może się pan śmiać, ale ja odebrałem całą tą sytuację jako pewien prosty komunikat wysłany z "przestrzeni międzyplanetarnej" wprost do prostego człowieka, jakim jestem: "chłopie nie "olewaj" Staszka, on potrzebuje twojego wsparcia". Pozdrawiam i idę naprawiać rower.

ale to chyba nie był argument za tym, żebym podlegał karze "pozbawienia wolności do roku" gdy podrzucę gdzieś ciężarną, i wpadnę autem w dziurę, czym podpadnę pod: "Art. 157a. § 1. Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega karze ozbawienia wolności do lat 3. § 2. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku." ??? No a skoro mam świadomość, że stan polskich dróg jest fatalny i może to zagrażać ciąży to może jednak premedytacja? Reasumując jak ustawa wejdzie w życie, niech ciężarne wszędzie zasuwają piechotą, bo strach będzie nawet do nich podejść, cóż taką rzeczywistość proponuje nam pani Godek i spółka. Ps. to tak jakby żądał pan wprowadzenia prawa "za olewanie lub denerwowanie Staszka grozi więzienie" i uważał, że to cokolwiek rozwiąże.

skierowany jest raczej - jeśli już - przeciw lekarzom, którzy robią biznes na takich nieszczęśnikach jak "Staszek".

z treści ustawy zaproponowanej przez środowisko pani Godek nic takiego co pan pisze nie wynika (czytał pan? tego tylko 2 strony jak co).

że rozpiętość czasowa tej przypowieści jest znacznie krótsza.

...odnoszą sie wartości nieprzemijających. Takie są np. przypowieści ewangeliczne Jezusa Chrystusa.

do takich nie należy.

"Kąkol i pszenica DO CZASU ŻNIWA razem będą rosnąć..." Chapeau bas

Kakol i pszenica rosna do czasu zbioru razem i od Gospodarzy zalezy jakie beda zbiory.

Fundamentalistyczne stanowisko antyaborcyjne kościoła katolickiego, o. Wiśniewski to dobitnie potwierdza, wywodzone jest m. in. z doktrynalnego dogmatu o "świętości życia ludzkiego" (litościwie pomijam i nie rozwodzę się nad rzekami ludzkiej krwi i hekatombą ludzkich istnień poświęconych przez tenże kościół wbrew, a często nawet i pod pretekstem tejże samej doktrynalnej tezy). Jak każdy inny kościelny dogmat, jest bardzo łatwy do pominięcia - wynika bowiem jedynie z subiektywnych przekonań. Jednak hasło "świętość" jest dla fundamentalistów wytrychem do wszystkiego, w szczególności do narzucania swej woli innym. Zaś dla niewierzących lub wierzących po ludzku argumentem zasługującym jedynie na wzruszenie ramion lub do refleksji w swym własnym sumieniu. +++ Kościół zakłada ochronę życia ludzkiego "od poczęcia". A więc zapłodniona komórka jajowa jest święta, Duch Święty krążył nad jajeczkiem i plemnikiem gdy te ze sobą flirtowały i błogosławił ich połączenie (i to zdecydowanie najlepiej po klasycznym stosunku). Sam plemnik i komórka jajowa, choć też bezsprzecznie żywe i ludzkie, święte już nie są. Ochronie nie podlegają. Gołym okiem widać, że to kompletny absurd. Tak ma nasz kościół. Cóż na to poradzić, inne kościoły, inne religie też mają swoje bzdurne imaginacje... +++++++ Czy zygota, blastocysta, zarodek jest Człowiekiem?.. no nie widać tego po niej/nim. Embrion człowiekiem? - nie, to embrion ludzki. Tylko tyle, choć i aż tyle. Zarodek ludzki, ludzka blastocysta. O. Wiśniewski ma inne zdanie. Dla niego najwyraźniej Człowiek znaczy tyle co ludzkie DNA. Paranoja, proszę księdza +++ +++++++ Zapłodniona komórka jajowa Człowiekiem? - BZDURA, o. Wiśniewski. Ksiądz może tak sobie roić, równie sensowne jest stwierdzenie, że plemnik to pół Człowieka. Księdza plemnik również. Niech ksiądz się pilnuje!...+++++++ Od kiedy embrion, płód itede stają się Człowiekiem? Nie jestem jedynym - ba, nawet tego nie wymyśliłem - który uważa, że pełnię człowieczeństwa daje nam dopiero poczucie świadomości, niektórzy idą dalej i mówią o koniecznej samoświadomości. Obie te nabywamy jednak dopiero po urodzeniu, tę drugą dosyć długo po. Uważam, że dyskusja na temat aborcji powinna koncentrować się jedynie wokół granic czasowych dopuszczalności tego zabiegu. Drugi miesiąc? trzeci? czwarty?... Nie wiem - niech uzgodnią specjaliści. Stanowisko kościelnych fundamentalistów w tej sprawie jest po prostu niewyobrażalnie głupie i haniebne. I jako takie byłoby niewarte dyskusji i uwagi - gdyby nie potężne wpływy polityczne kościoła katolickiego w naszym kraju, a poprzez to wpływ, jaki kościół chce mieć na nasze życie osobiste. +++ Dopuszczalność aborcji to nie nakaz aborcji, a decyzję w swym sumieniu podejmuje matka, lub rodzice. W swym sumieniu - tak, tym samym, które poprzez swe zakazy i nakazy od wieków właśnie kościół katolicki w nas z upodobaniem gwałci. I to wszystko na ten temat.

Tak zwani "obrońcy życia" nadzwyczaj lekkomyślnie i bezrozumnie wymachują nam przed oczami przykazaniem "nie zabijaj" domagając się zakazu aborcji. Przypomnę - przykazań jest 10, każde TEJ SAMEJ wagi - więc mamy oczekiwać, aż episkopat zacznie się domagać ustaw nakazujących kamienowanie za cudzołóstwo?...nakładających grzywny za nieobecność na mszy w niedzielę?... odbierających dzieciom smartfony za brak należnej czci wobec mamusi i tatusia?... biczowania za pożądliwe spojrzenia na żonę sąsiada - a co ze spojrzeniami na mężów sąsiadek?... No niechże się łaskawie o. Wiśniewski z kolegami przestaną z nas nabijać!...

Komisja Wenecka ? Senatorowie z USA ? Komisarze UE ? Ponoć za granicą wszystko wiedzą lepiej.

Najgorsze, ze zadne autorytety nie sa w stanie powstrzymac tego szalenstwa wokol miesiecznic, rocznic Smolenskich. Toz to paranoja polityczno-zalobna i ja na taka forme " tanca " na grobach mowie nie.

Dobrze pamiętamy ich wiece. Typowy temat wypracowany przez Kijowskiego i jego ludzi. Wdowa po Kiszczaku chce sprzedać teczkę "Bolka" prezesowi IPN, który został wybrany przy sprzeciwie PiS. Winny Kaczyński. Jeśli się kogoś obawiam, to właśnie takich ludzi którzy brzydzą się myśleniem logicznym i może jeszcze tych, którzy wykorzystują analfabetyzm prawny naszego społeczeństwa po to aby tym społeczeństwem manipulować ( sprawa Trybunału Konstytucyjnego ).

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]