W Polsce wciąż manipuluje się tragedią smoleńską

Mam już prawie 90 lat i nie mogę znieść propagowanego w Polsce kłamstwa. Dlatego napisałem ten tekst.
Czyta się kilka minut
O. Ludwik Wiśniewski // Fot. Grażyna Makara
O. Ludwik Wiśniewski // Fot. Grażyna Makara

Pod pomnikiem ofiar tragedii smoleńskiej na placu Piłsudskiego w Warszawie 10 marca Jarosław Kaczyński wciąż mówił o „zbrodni”: „Z jednej strony nasza spokojna uroczystość, a z drugiej strony te obrzydliwe ataki, oszczerstwa, odrażające powtarzanie tez putinowskich, tego wszystkiego, co wrogowie polskiej niepodległości, ludzie, którzy Polskę okradali, ludzie, którzy Polsce szkodzili i szkodzą w dalszym ciągu z pełną determinacją i z pełną świadomości tego, co robią, działają bez żadnej reakcji ze strony policji, wbrew prawu. (…) Ci, którzy lecieli do Smoleńska, padli ofiarą tych, którzy rozdzielili wizyty, którzy tu w Polsce przygotowywali tę zbrodnię. (…) Nie pozwolimy zapomnieć!”.

Odpowiedzialni

Wiele osób twierdzi, że demoralizacja dużej części naszego narodu jest dziełem dwóch ludzi: o. Tadeusza Rydzyka i Jarosława Kaczyńskiego. Nie do końca z taką opinią się zgadzam, bo ich działania nie byłyby możliwe bez wsparcia innych.

Przez wiele lat obserwowałem obrady polskiego Sejmu. Dość często, kiedy Jarosław Kaczyński przemawiał, to wykrzykiwał pod adresem opozycji najgorsze obelgi: „mordy zdradzieckie”, „zdrajcy”, „zbrodniarze” i wiele innych nienawistnych epitetów – pod tym względem prezes PiS jest niezwykle twórczy. Interesowało mnie, jak w tej sytuacji zachowują się posłowie jego partii. Otóż w takich momentach wstawali i na stojąco bili brawo swemu prezesowi. W ten sposób akceptowali wszystko, co Kaczyński proponuje. Dlatego dla mnie sprawa jest jasna i mam prawo to głośno powiedzieć: posłowie PiS są współodpowiedzialni za wszystko, co przypisuje się Kaczyńskiemu. On sam nie zdołałby dokonać takiego spustoszenia i tak bardzo zniszczyć polskich instytucji demokratycznych.

Kiedy po wygranych wyborach rozpoczynało się pisowskie szaleństwo, przekonywałem siebie i innych, że to potrwa krótko, bo przecież znajdzie się choćby kilku posłów, którym sumienie i honor nie pozwolą uczestniczyć w kłamstwie i nienawiści dzielącej nasz naród. Nie znalazł się nikt! Dlatego ośmielam się powiedzieć: nikt z posłów, którzy ostentacyjnie popierali kłamstwa Kaczyńskiego, nie może z siebie zrzucić hańby dzielenia i demoralizowania naszego polskiego narodu.

Klękam przed arcybiskupem

A teraz o drugiej „sile” niszczącej polski Kościół i polskie społeczeństwo.

Ciągnie się za naszym narodem chora tradycja. Jest to tradycja endecka, tradycja klerykalno-bigoteryjno-nacjonalistyczna. Od tej tradycji wielu Polaków ucieka, ale jest ona hałaśliwie reprezentowana przez o. Rydzyka i jego radio. Tę chorą tradycję czynnie wspierają katoliccy księża i wielu biskupów. W rezultacie mamy ostry podział polskiego narodu, który utrudnia budowę państwa, ale też sprzyja rozbijaniu Kościoła.

Jednak najbardziej dramatyczny podział społeczeństwa nastąpił w roku 2010. Tragedia smoleńska, wbrew oczywistym faktom, została uznana za zamach. Ten zamach mieli przygotować Putin i nasz premier Donald Tusk. Taki absurd wpojono dużej części naszego społeczeństwa. W ten sposób dokonano niewyobrażalnego znieprawienia Narodu. Tego znieprawienia chyba nie byłoby, gdyby absurdu o zamachu nie poparło katolickie duchowieństwo i duża część biskupów.

Wielu biskupów w ostatnich latach idzie ręka w rękę z o. Rydzykiem. Wspomnę, że w pielgrzymce do Rzymu z o. Rydzykiem brało udział kilkunastu biskupów. W konsekracji kościoła w Toruniu brało udział dwóch kardynałów i ok. 60 biskupów, a w rocznicowych spotkaniach w Toruniu uczestniczyło mniej więcej pół episkopatu.

Wszyscy wspierający dzieła Ojca Dyrektora odpowiadają za nienawistne dzielenie naszego narodu i za demoralizowanie dużej części naszego społeczeństwa. Przypominam to zwłaszcza biskupom, którzy powinni gorszący problem uporządkować i nie uczynili tego przez niemal trzy dekady.

Kiedyś, w swojej bezsile, napisałem list do Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Józefa Michalika. List był długi i kończył się tak: „Mam nadzieję, że zechce Ksiądz Arcybiskup odciąć polski Kościół od tych niegodnych, politycznych manipulacji. O to prosi wielu ludzi. O to proszę także ja. Klękam przed Arcybiskupem i proszę o interwencję. Ten »pasztet«, który przygotowali: o. Dyrektor Rydzyk, Prezes Kaczyński, Przewodniczący Duda i inni – będzie się odbijać »czkawką« przez wiele lat. Dołączam wyrazy wielkiego szacunku. Ludwik”. Dodam, że na ten mój głos nie było reakcji, podobnie jak nie było reakcji na głos wielu znakomitych członków Kościoła, choćby profesora Andrzeja Lufta.

Prawo do życia

Nie mogę pominąć jeszcze jednego głosu, który dzieli Polaków, a który należy już do innej „politycznej stajni”. Otóż Rafał Trzaskowski, kandydat na Prezydenta RP, podczas inauguracji akcji „Kobiety na wybory” w Bielsku-Białej powiedział: „Jeśli Sejmowi nie starczy odwagi, zgłoszę własną ustawę i wywrę taką presję, by to średniowieczne prawo antyaborcyjne odeszło do lamusa”.

Kiedy to przeczytałem, powiedziałem koledze: „Dla mnie taka wypowiedź to nóż w plecy”. Przez całe moje kapłańskie życie starałem się uczyć ludzi poszanowania życia nienarodzonych, a teraz przyjdzie mi umierać ze świadomością, że na najważniejszym odcinku mojej duszpasterskiej pracy poniosłem klęskę. To więcej niż smutne.

Mam już prawie 90 lat. W swoim życiu słyszałem najróżniejsze opinie na temat aborcji, ale po raz pierwszy słyszę, że ochronę dzieci poczętych, antyaborcyjne prawo, wymyśliło ciemne średniowiecze. Tymczasem prawo do życia to prawo naturalne.

Wołanie o solidarność

Kilka razy wspomniałem o „demoralizacji” – to najważniejsze słowo w tym tekście. Otóż zdemoralizować kogoś to wpoić w niego przekonanie, że dane kłamstwo jest prawdą, a prawda kłamstwem; że to oto dobro jest złem, a zło dobrem. Twierdzę, że duża część naszego narodu została w ostatnim czterdziestoleciu zdemoralizowana i ten fakt jest ciężarem, który będą musieli nieść Polacy przez wiele lat.

Jan Paweł II powiedział: „Konieczna jest dziś w Polsce wielka zbiorowa solidarność umysłów, serc i rąk – solidarność zdolna przezwyciężać podziały i rozbieżności”.

A zmarły niedawno niezwykłej szlachetności polski Żyd – Marian Turski, z którym jakiś czas temu zaprzyjaźniłem się – z wielką troską pytał nas wszystkich, czy żyjemy Ewangelią, czy też jest ona dla nas fasadą, pod którą kryje się egoizm, a nawet nienawiść do inaczej myślących.

O. LUDWIK WIŚNIEWSKI (ur. 1936) jest dominikaninem, wieloletnim duszpasterzem akademickim oraz duszpasterzem opozycji antykomunistycznej w PRL. W 2013 r. otrzymał nagrodę Grand Press w kategorii „publicystyka” za opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” cykl „Gdzie my jesteśmy”, poświęcony szkodliwemu wpływowi Radia Maryja na polski Kościół i życie społeczne. Swoje tezy rozwijał w kolejnych głośnych tekstach publikowanych w „TP”, m.in. w „Oskarżam” z 2018 r., w którym ostrzegał: „W Polsce umiera chrześcijaństwo. Wykorzeniają je gorliwi członkowie Kościoła. Biskupi milczą, niestety”. Z jego artykułami można zapoznać się pod adresem powszech.net/owisniewski 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”