Reklama

Boję się mówiących w moim imieniu

Boję się mówiących w moim imieniu

10.04.2016
Czyta się kilka minut
Aborcja jest złem, ale są sytuacje, w których decyzja nie może być wymuszona przez prawo. Tak myśli wiele katoliczek. [Przypominamy tekst Zuzanny Radzik]
Demonstracja pod hasłem „Czarny protest”, Toruń, 1 października 2016 r. / fot. Łukasz Piecyk / Reporter
Demonstracja pod hasłem „Czarny protest”, Toruń, 1 października 2016 r. / fot. Łukasz Piecyk / Reporter
I

Iść z wieszakiem pod Sejm? Skulić się w sobie i wysłuchać komunikatu Prezydium Episkopatu? Wyjść w trakcie ogłoszeń? Jak tłumaczyć, że można być przeciwniczką aborcji, katoliczką, ale nie godzić się na zaostrzenie ustawy i odczuwać sprzeciw wobec apelu biskupów? Mówić, że są sytuacje, w których decyzja o tym, czy urodzić, nie może być wymuszona przez prawo, tylko pozostawiona kobiecie? Te sytuacje, w których warto byłoby odstąpić od oceny, a jedynie stwarzać warunki do kontynuowania ciąży, pokrywają się z obowiązującym w Polsce prawem. Tak, pogardzany kompromis jest optymalnym rozwiązaniem. Czy można to powiedzieć pośród haseł z demonstracji i gorączki w mediach społecznościowych?

Wstałam i wyszłam z kościoła

W niedzielę Miłosierdzia wcale nie miałam zamiaru wychodzić z kościoła. Podczas pięknej wielkanocnej mszy zapomniałam nawet o palącym od kilku dni pytaniu: przeczytają czy nie przeczytają? Zgadzam się, że życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem i należy je chronić od poczęcia do naturalnej śmierci. Wiem i przyjmuję, że stanowisko Kościoła jest w tej kwestii niezmienne.

Wstałam jednak i wyszłam, gdy padły słowa: „Nie można poprzestać na obecnym kompromisie”. Od kilkunastu dni w Polsce odbywały się wywołane tymi słowami protesty. Wiedziałam, że wielu katolików czuje się nieswojo, rzuconych nagle przez komunikat Prezydium na front walki o świętość życia. Walki prowadzonej nie takimi metodami, w jakie wierzą. Nie wystarczy użyć jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski jako pretekstu, apelując o podjęcie działań mających na celu pełną ochronę życia nienarodzonych. Gdyby ten komunikat choć wspominał o proponowanych rozwiązaniach, gdyby mówił o ludzkich dramatach kryjących się w tych trzech dopuszczonych dziś przez prawo sytuacjach przerwania ciąży. Jednak nie: okazuje się, że rocznica chrztu Polski nie zobowiązuje nas do empatii, a Święto Zwiastowania, czyli właściwie wcielenia, nie nauczyło nas, że Bóg wkroczył łagodnie w naszą ułomną cielesną rzeczywistość.

Nie usłyszeliśmy słów troski o rodziców, zwłaszcza o kobiety oraz ich dramaty i zdrowie, ani o ich chore dzieci i o ich dobrostan przez tyle miesięcy i lat, które w braku zdrowia przyjdzie im żyć.

Nie było mowy o konkretnych rozwiązaniach, które Kościół jako wspólnota podejmie, tylko ogólne wezwanie do parlamentarzystów i rządzących, aby podjęli inicjatywy ustawodawcze oraz uruchomili program. Oni, nie my. My tylko chcemy, niech władze to za nas załatwią.


Aborcja: prawny zakaz czy sumienie


W niektórych kościołach ten apel odczytano, w innych nie. Wśród świeckich niegodzących się z tonem komunikatu trwał popłoch: gdzie iść, żeby nie czytali, żeby nie stawać przed pytaniem, jak się zachować? Niektórzy księża odczytywali komunikat na mszach uczęszczanych przez emerytów, a pomijali na tych dla rodzin z dziećmi i młodzieży. Omijając problem, wcale nie czytali ogłoszeń, czasem po prostu informowali, co przekazują nam dziś biskupi. Zatem o tym, co usłyszymy, decyduje celebrans, który może odczytać albo nie? Biskupi mogą wydać komunikat, księża czytają go bądź nie, a co mogą świeccy? Tylko nie przyjść albo wyjść.

Jaki to problem wysłuchać słów skierowanych do nas przez biskupów? Skąd wychodzenie – to nieustawione, spontaniczne – które stało się i moim udziałem? Można się na ten gest oburzyć, ale to przecież odpowiedź na brak innej możliwości zabrania stanowiska. Kiedy więc zamknęłam za sobą drzwi, czułam to, co zawsze, gdy mam wrażenie, że ambona posłużyła do nadużycia władzy: bezsilność, wstyd, zażenowanie i jednak poczucie winy. Może powinnam zostać? Ale przecież zbierała się we mnie gorycz, że oto trzech biskupów zdecydowało za nas wszystkich, że wpędzi z zaskoczenia kraj w wojnę wokół aborcji. I że zrobili to w legalistycznym języku, nie bacząc na konsekwencje. Dziękuję za taki jubileusz.

W naszym imieniu

Trzeba być ślepym, żeby nie dostrzec koincydencji. Gdyby nie komunikat biskupów, obywatelski projekt byłby kolejną próbą ustawodawczą części środowiska pro-life, na którą moglibyśmy nie zwrócić uwagi. To głos biskupów, w sprzęgnięciu z prawicową większością w Sejmie, która zachęcona przez nich może poprzeć inicjatywę ustawodawczą, wywołał burzę. Nie przeczytamy jednak w komunikacie nawiązania do wydarzeń tego tygodnia, choć w brak zbieżności projektu ustawy i komunikatu nikt nie uwierzy. Nie dowiemy się też, czy biskupi popierają ustawę w proponowanym kształcie, łącznie ze szczegółowymi zapisami, które przez swoją bezwzględność, ale i brak precyzji wywołały tak gwałtowne reakcje.

Prezydium Episkopatu w naszym imieniu wykonało nie do końca czytelny ruch. Nie wiemy, czy popiera karanie kobiety dokonującej aborcji, które ewentualnie może zostać zawieszone przez sąd. Nie mamy informacji o tym, czy biskupi faktycznie chcieliby, żeby dopiero bezpośrednie zagrożenie życia matki usprawiedliwiało medyczną interwencję.

Nie wiemy w końcu, czy to zgodny głos całego Episkopatu, czy trzech podpisanych. Dlaczego zwraca się do nas Prezydium, a nie Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski? Tylko gdy sytuacja wymaga szybszej reakcji, może to zrobić Prezydium. Cóż jednak było tak pilnego w tamtym tygodniu, oprócz pojawienia się projektu ustawy? Czy zatem Prezydium Episkopatu naruszyło dobry obyczaj i swoją pozycję, publikując komunikat bez poparcia Rady Stałej? Czy ktoś mógłby wyjaśnić mi wewnętrzną politykę mojego Kościoła w tej kwestii? Bo to wszystko dzieje się w moim – katoliczki – imieniu.

Niewiara w sumienie

Nieporównanie łatwiej stanowić prawa, niż kształtować sumienia. A jednak to sumienie jest miejscem najintymniejszego spotkania z Bogiem. Sobór Watykański II w deklaracji „Dignitatis humanae” nazywa je sanktuarium. Chyba jednak specjalnie w ludzi i ich sumienia nie wierzymy. Ani w to, że Bóg potrafi się z nimi w tym sanktuarium spotkać. Kto wierzy w człowieka bardziej niż On, kto ma do nas większą cierpliwość? Jako katolicy wierzymy, że On jest obecny w drugim człowieku, w lekkim powiewie Ducha, i w chlebie i winie, które możemy łamać i jeść. Wyznawcy Boga zależnego i słabego wolą jednak wyraźnie inne środki działania niż łagodna perswazja i budowanie królestwa Bożego nie przez ustawodawstwo polskiego Sejmu, ale przez to, jak żyjemy i odnosimy się do siebie.

„Forsowanie rozstrzygnięcia problemu na drodze ustawy antyaborcyjnej oznacza klęskę Kościoła jako siły moralnej – pisał w 1991 r. w oświadczeniu w sprawie ustawy o ochronie życia poczętego Synod Ewangelicko-Reformowany. – Kościół nie ma innej drogi, jak tylko oddziaływanie na duszę człowieka. Nie bez powodu Jezus wzywa do opamiętania się, do przemiany sposobu życia i postępowania. Dlatego w działalności katechetycznej, kaznodziejskiej i duszpasterskiej należy dążyć do rozwijania w ludziach poczucia odpowiedzialności, wrażliwości moralnej, właściwego poglądu na życie i proces jego powstawania”.

Faktycznie, zmieniona w 1993 r. ustawa wpłynęła na to, jak ludzie myślą o ochronie życia. Nie bez znaczenia jest też pewnie poziom wiedzy, jaki mamy na temat życia prenatalnego oraz doświadczeń, dzięki którym przez aparaturę USG rodzice widzą wyraźnie swoje nienarodzone dziecko. Czy jednak nie kapitulujemy pragnąc, by to sądy i prokuratura pomogły nam życie poczęte chronić jeszcze bardziej? I czy nie jesteśmy naiwni sądząc, że prawny zakaz skutecznie chroni życie?

Już teraz przecież obecna ustawa popycha kobiety do szukania szansy przerwania ciąży w podziemiu aborcyjnym albo za granicą. Najwyraźniej matka, która urodzić nie chce, zaryzykuje swoim życiem i zdrowiem. Czy raczej nie powinno nas frapować, jak zbudować świat, w którym kobieta będzie się czuła bezpiecznie, rodząc dzieci? Czy zapomnieliśmy, że płód, którego życie chcemy chronić, zależny jest od jej ciała? Chcąc go chronić, trzeba chronić jej dobrostan, dać bezpieczeństwo. Owo bezpieczeństwo to zarówno zaplecze socjalne, jak i świadomość, że w razie choroby dziecka nie będzie ona sama, że wspólnota otuli ją pomocą oraz że partner jej nie odstąpi, choćby mieli razem stawić czoło dramatycznym sytuacjom.

Kto uwierzy w szczere intencje ochrony życia, skoro nie słychać biskupów podejmujących równie mocne publicznie wystąpienia, gdy dyskutuje się o tym, co dzieje się z dzieckiem po urodzeniu?

Kiedy skandaliczne statystyki uchylania się od płacenia alimentów umykają ich uwadze, mimo apeli świeckich, by zabrali stanowisko. Gdy matki niepełnosprawnych dzieci zrozpaczone okupują Sejm, nie widać, by miały oparcie w Kościele. Nietrudno o rachunek sumienia, który pokaże, jak bardzo nasza troska o życie jest iluzoryczna.

Życie nie kończy się w momencie porodu, ale nasza troska często tak. Być pro-life to nie jest robienie drastycznych wystaw ze zdjęciami okaleczonych płodów na ulicach, placach i w przedsionkach kościołów. Nie jest to nawet lobbowanie odpowiednich ustaw. To moralne wyzwanie, przed którym stajemy codziennie. Co więcej: w pakiecie ochrony życia powinna znaleźć się też edukacja seksualna.

Nasi rządzący działają pro-life nie tylko gdy przegłosują radykalną ustawę antyaborcyjną, ale też wtedy, gdy dbają o mieszkania socjalne, o rodziców dzieci niepełnosprawnych, o dofinansowanie opieki społecznej, płace minimalne, o bezdomnych i uchodźców. Ludzie już urodzeni bywają niemal tak bezbronni wobec okrucieństwa świata, co nienarodzone dzieci. Im jednak nie poświęcamy aż tyle uwagi.

„Wspólnota chrześcijan ma obowiązek otaczać opieką słabych, podawać dłoń potrzebującym pomocy, wspierać chwiejących się, wskazywać drogę błądzącym, uczyć rozróżniania między dobrem a złem, budzić świadomość popełnionego grzechu, wzywać do pokuty i ogłaszać miłosierdzie Boże – pisał wspomniany Synod Ewangelicko-Reformowany. – Jest to zadanie niewspółmiernie trudniejsze od stanowienia praw, a potem ścigania winnych”.

Norma z heroiczności 

Może to jednak chodzi o to, czy się ma macicę? – zastanawiamy się z koleżankami nad inną wrażliwością wielu naszych katolickich kolegów. Powtarzają, że za życiem trzeba stać bezwzględnie. A my kulimy się w sobie, bojąc przyznać, że ogarnia nas lęk, że to nie o naszym życiu mowa.
Z tą macicą to nie żart. Czytając projekt nowelizacji ustawy, czułam, że to mnie boleśnie dotyczy. Nie umiem dostrzec w nim dokumentu, który zostanie złagodzony w toku procesu legislacyjnego. W zapisach projektów wyziera na mnie wizja świata jego twórców, bezwzględność, której się boję. Pod każdym z punktów pojawia się rzeczywisty lęk: czy jeśli potencjalnie to będzie karalne, lekarz naprawdę nie będzie się bał ratować mnie kosztem życia płodu? Co to znaczy dokładnie, że moje życie musi być bezpośrednio zagrożone, żeby terminować ciążę?

Reakcja, którą zobaczyliśmy i na ulicach, i w kościołach, czerpie z tego właśnie strachu. Moje ciało – podobnie jak ciała milionów kobiet w tym kraju – przypomina mi co miesiąc, że hipotetycznie mogę być matką. Mam w swoim brzuchu ten cudowny i straszny potencjał. Oznacza on również ryzyko, że kiedyś mogę stanąć przed dramatycznym wyborem między moim życiem a nowym życiem zagnieżdżonym we mnie. Lęk o to, że państwo lub zastraszony ustawą lekarz postawią moje życie na równi z życiem płodu. W teorii zgadzam się, że obu należy się ochrona, ale gdy przyjdzie ten moment, chciałabym, żebyście mnie, żyjącą między wami, otoczyli większą troską. Nawet chciałabym, żebyście zrozumieli, że nie chcę stracić wzroku albo odnieść innego poważnego uszczerbku na zdrowiu. Chciałabym, żebyście dbali o mnie, a nie o płód w moim brzuchu. Zaufali, że nie jest mi obojętny, nie mam morderczych zamiarów, czasem jednak mogę stanąć przed wyborem, którego nie życzylibyście wrogowi.

Boimy się, bo w tych kuchniach, w których siadamy z przyjaciółkami przy winie czy herbacie, słyszałyśmy już różne historie. Nie o tym, co zapisane w prawie, ale co się przydarzyło naszym ciotkom, kuzynkom, najbliższym przyjaciółkom, koleżankom.

Mianownikiem większości tych opowieści jest samotność. Samotność poronień, decyzji, by urodzić bardzo chore dziecko, i samotność życia, gdy stajesz się jego całodobową opiekunką, a partner – jak to bywa – odchodzi. Samotność, gdy boisz się przyznać nawet najbliższym, że przerwałaś trudną lub wiążącą się z wadą dziecka ciążę. Znamy te historie i wiemy, że każda z nich może się zdarzyć i nam. Mnie, w moim brzuchu. W brzuchu mojej siostry i najbliższej przyjaciółki.

Boimy się nawet heroicznej, ale trudnej do zrozumienia postawy Joanny Beretty Molli. Za każdym razem, gdy stawiana jest za przykład, obawiamy się, że tego właśnie od nas oczekujecie. By jej nadzwyczajna cnota stała się normą.

Zazdroszczę tej łatwości wszystkim, którzy widzą to tak klarownie: to jest życie, należy mu się ochrona. I kropka. Chciałabym tak umieć. Mieć łatwość Marka Jurka mówiącego, że dziecko z gwałtu po prostu trzeba urodzić. Wiem jednak, że mowa też o życiu kobiety (może moim życiu). Boję się, że gdy to powiem, odsądzicie mnie od czci i wiary. Mam jednak wszelkie powody, żeby przypuszczać, iż nie będzie was przy mnie, gdy stanę przed dramatycznym wyborem.

Chciałabym wierzyć, że zachowam się heroicznie, ale prawdę mówiąc...

Dopuszczamy obronę konieczną, a Kościół tyle wieków pielęgnował doktrynę wojny sprawiedliwej – wszystko, by sankcjonować zabijanie w niektórych, dramatycznych i koniecznych sytuacjach. Dla dylematów rozgrywających się w obrębie naszych macic jesteśmy jednak tak mało wyrozumiali. Stosujemy też inną normę do matek. Kościół nie zmusza ojca do oddania dziecku nerki, która może uratować mu życie. Gotów jednak wymagać ode mnie podjęcia ryzyka.

Wiele z nas – katoliczek – myśli dokładnie tak. Nie napiszemy może Episkopatowi – jak robią to teraz aktywistki sprzeciwiające się ustawie – że chce torturować kobiety, ale nie mamy wielu dowodów na zrozumienie naszej perspektywy.

Nasz spokojny sen 

Jacek Kuroń, będąc przeciwnikiem przerywania ciąży, głosował za jej dopuszczalnością w pewnych warunkach. Jego decyzję na naszych łamach („TP” nr 51-52/96) tłumaczyła jego żona, Danuta: „Po pierwsze, pomocy nie wolno zastępować przemocą. A po drugie – chciał, żebyśmy nie mogli spać, ale nie dlatego, że mamy liberalną ustawę, tylko dlatego, że Polska jest krajem aborcjogennym”.

Aborcjogennym, bo zamiast walczyć ze złem poprzez stwarzanie warunków zaistnienia dobra, pokładamy ufność w prawie. Kuroń twierdził, że mamy obowiązek o prawie Ewangelii świadczyć czynem i nawracać czynem, pomocą, miłością. Prawo państwowe, budzące respekt tylko dlatego, że boimy się sądu, więzienia, grzywny, wiele nam nie pomoże.

Wtedy ks. Józef Tischner zastanawiał się: „A może Jacek ma rację? Może warto podjąć ryzyko walki ze złem, mając za plecami tylko »bezsiłę« sumienia? A może Niebu samemu uprzykrzyła się już moralność zachowań bez moralności przekonań?” („TP” nr 46/96). Zaryzykować bezsiłę sumienia? Nasza wiara jest wyraźnie na to zbyt mała.

Kuroń chciał, byśmy nie mogli spać. Wygląda na to, że śpimy całkiem dobrze. Zaostrzymy ustawę i będziemy śnić dalej – o tym, jak konsekwentnie chronimy życie. ©

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jest to faktycznie punkt który po spełnieniu określonych warunków zniknąłby praktycznie samoistnie. Zacznijmy od tego, że jest coś takiego jak technologia pigułek "24h/po", zatem gdyby kobieta zgłaszająca gwałt dostała w ramach pomocy z automatu taką pigułkę można by traumę kobiety znacząco ograniczyć. Niestety katolicka doktryna w praktyce bardziej ceni spermę gwałciciela niż jego ofiarę i roztrząsa włos na czworo widząc w takich pigułkach już jakąś tajemniczą "mini aborcję"? i ich w swym szaleństwie doktrynalnie odmawia. Obecne władze już planują wprowadzenie konieczność recept na te pigułki, czyli tak, lekarz dokonujący obdukcji będzie miał "klauzulę sumienia" i się o tej możliwości nawet nie zająknie, do ginekologa z nfz kolejka z tydzień, potem kolejny lekarz z klauzulą i kolejka do następnego? tylko, że termin stosowania już dawno minął, bogaty sobie poradzi, ci z pogranicza też (póki im granicy nie zamkną) za granicą można kupić "na pniu" w legalnej aptece, ale biednemu jak zwykle wiatr w oczy, według katolickiego miłosierdzia.

"Samotność poronień, decyzji, by urodzić bardzo chore dziecko, i samotność życia, gdy stajesz się jego całodobową opiekunką, a partner – jak to bywa – odchodzi." Jedną z konsekwencji samotnego podejmowania decyzji jest samotne ponoszenie płynących z tych decyzji konsekwencji. Nawet jeśli prawo i nagła świadomość dobra dziecka mówią inaczej. Więc zamiast epatowania wyłączną własnością macicy warto mieć na uwadze również prawa partnera do udziału w decyzji.

nie jest gwarancją wspólnego w niej trwania. Tu dużo częściej zawodzą panowie i ani prawo, ani dezaprobata społeczna, ani przyzwoitość nie są ich w stanie odwieść od egoistycznego poczucia prawa do samorealizacji życiowej bez balastu. Bywa że zapłacą alimenty. Ale o powinnościach kobiet to potrafią perorować bezustannie.

Niedawno pisałem w którymś ze swoich komentarzy, że podstawą związku małżonków powinno być wzajemne bezgraniczne zaufanie. Stąd wywodzę, że podnoszenie "praw partnera" na przykład w przypadku gwałtu na małżonce jest okrutnym nieporozumieniem, zresztą w pozostałych dwóch wyjątkach aborcyjnych również. Z przykrością stwierdzam, że trzeba faktycznie być mężczyzną, żeby tego nie pojąć. Autorce bardzo dziękuję za mądry artykuł.

Brawo! I dziękuję.

Dziękuję - wyraża Pani dokładnie to, co jest ważne. Ochrona życia przed narodzeniem i ignorowanie problemów po narodzeniu - to nasz problem.

Pani Zuzanna: "W teorii zgadzam się, że obu należy się ochrona, ale gdy przyjdzie ten moment, chciałabym, żebyście mnie, żyjącą między wami, otoczyli większą troską. Nawet chciałabym, żebyście zrozumieli, że nie chcę stracić wzroku albo odnieść innego poważnego uszczerbku na zdrowiu. Chciałabym, żebyście dbali o mnie, a nie o płód w moim brzuchu." A teraz ja. Początek kwietnia. Sztum ( Ładne miasteczko z zamkiem krzyżackim na sprzedaż. Kupiłbym, ale mi trochę brakuje .... ). No więc siedzę sobie w kawiarni przy rynku w Sztumie i popijam yerba mate ( nikt mnie nie uprzedził, że to takie paskudztwo ). W pewnym momencie do lokalu wchodzi para młodych ludzi: on z kwiatem w ręku, ona z torebką w dłoni i uśmiechem na twarzy. Siadają i zamawiają gorącą czekoladę. Ona obrysowuje rękami jego twarz, po czym go całuje w usta.

Od jakiegoś czasu zaczynam zastanawiać się nad pewnym paradoksem. Ten ów "zgniły" Zachód, z którego teraz tandem KK i rządzących chce nas wydrzeć, gdzie religia nie jest spleciona z polityką i gdzie jest aborcja, i eutanazja, i inne zła tego świata- potrafi traktować człowieka w sposób godny i zapewnia mu godne życie. Tu gadamy o godnym życiu, o świętości życia każdego człowieka, ale kiedy mamy do czynienia z niepełnosprawnym, upośledzonym, dzieckiem już żyjącym czy innym dotkniętym przez Los człowiekiem, wypinamy się na niego i mówimy - to Twój problem. Radź sobie sam/sama. I patrzymy z wyższością i pogardą. Dlaczego TAM człowiek jest wartością? Dlaczego nie TU, w kraju katolików i biskupów troszczących się o świętość życia?

kosztem tych realnych, ekscytując się świętością idei a tam bardziej patrzą pod nogi niż w niebo.

To jest jasne. Protestanci czytają Biblię, ze zrozumieniem. My mamy najlepiej wiedzących którzy nam mówią jak mamy rozumieć Pismo Święte. Nie jestem pewien czy oni je czytają. Do Pani Autorki artykułu: Wielki Szacunek. Dziękuję za tekst.

Rowniez interesujaco jak powyzszy artykul napisal Jan Hartmann w Polityce - "Natomiast jeśli ktoś domaga się zakazu – nie stawiając pytania o to, co naprawdę należy zrobić, aby ją ograniczyć, oraz jakie są konsekwencje całkowitego zakazu – ten dowodzi, że wcale nie interesuje go los zarodków, lecz wyłącznie to, żeby prawo państwowe odzwierciedlało stanowisko Kościoła". Tylko kto dal prawo stawiania sie w roli Boga, zeby przyjac na siebie moralna odpowiedzialnosc za czyny innych.// Obecny rzad ma talent do zmian . Co by tu jeszcze ......... panowie? Co by tu jeszcze?...

żyjąc na tym "zgniłym" zachodzie, zadaję sobie cały czas to pytanie. Przy sprawach ludzkich jak narodziny czy śmierć, pochyla się tu nad człowiekiem, współodczuwa się a nie uprzedmiatawia. I to zarówno ze strony medycznej jak i duchowej. Od księży dostaje się pomoc i wsparcie: to Ty jesteś odpowiedzialna za swoje grzechy. A my dajemy radę i niesiemy dobre słowo Boże, które wzmacnia. w Polsce mam wrażenie, że to jakiś inny kościół, jakoś ten polski katolicyzm jakby bez nienawiści do bliźniego nie mógł już funkcjonować. Bez zastraszania i dogmatyzmu.

"Jezu ufam Tobie"-sł. św. Faustyna Kowalska; muz. Paweł Bębenek. A jak to nie da Ci ukojenia, to może to: "Warownym grodem jest nasz Bóg"-sł. Marcin Luter; muz. Marcin Luter, szczególny przekaz ma ostatnia zwrotka: "Niech Słowo(i sumienie nasze-dodałbym) wzruszać strzegą się, Im go nie zawdzięczmy, Sam Chrystus przy nas z Duchem swym I z łaski swej darami." Kościelni hierarchowie odurzeni swą świętą władzą, co nie chcą słuchać głosu reformatorów szalonych miłością ofiarną i wolną, muszą się poddać reformatorom-buntownikom. Jak tak dalej pójdzie, to za sprawą polskich biskupów, po papieżu Franciszku, będziemy mieli papieża Lutra...

"Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale dnia siódmego sabat Pana, Boga twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty, ty i syn twój, i córka twoja, sługa twój i służebnica twoja, bydlę twoje i gość, który jest między bramami twymi." No i tylko czekać, aż któryś idiota biskup zażyczy sobie odpowiednich zmian w kodeksie karnym, by adekwatnie karać tych, co w sabat zamiast do kościołka pójdą do ogródka. Mało prawdopodobne? - może, ale tak samo durne, jak powoływanie się na "nie zabijaj" przy żądaniach zakazu aborcji.

Pani Zuzanno, dziękuję. Doskonały tekst. Myślę dokładnie tak samo. Pozdrawiam serdecznie.

Bardzo Pani dziękuję za ten znakomity artykuł i za odwagę, z jaką go Pani napisała.

Pani Zuzanno, dziękuję za ten artykuł.

czyli Gaja.. ale poza tym - super, bardzo mądry artykuł; mam nadzieję, że pod osłoną nocy biskupi czytają TP...

Dziękuję, Pani Zuzanno. Takich głosów nam potrzeba. Obawiam się jednak, że stanowisko ludzi pokroju Terlikowskich jest tak nieprzejednane, że wysiłki kobiet mądrych, jak Pani, są skazane na porażkę. Przecież Terlikowski & Co. nigdy nie przyznają się do błędu... Są przekonani, że mają rację.

Ten list powinien być odczytany w kościołach w którąś niedzielę jako równowaga wobec bezlitosnego listu biskupów.

A gdzie jest litość wobec chorych dzieci, które obecnie zabija się nawet wtedy gdy nie zagrażają zdrowiu, ani życiu matki? Czy one nie mają żadnych praw?

Od jakiegoś czasu czytam: "Jak przekłady zmieniają sens Biblii" Marcina Majewskiego i "Apokryfy nowego testamentu. Ewangelie apokryficzne" Marka Starowieyskiego. Słuchając i czytając obecną dyskusję na tematu ustawy Pro-life tzw. "antyaborcyjnej" nie umiem oprzeć się wrażeniu, że nie istnieje związek między nią, a wiarą w Boga. Jak bym się nie wyczytywał nigdzie nie znajduje by Bóg zabronił komuś popełnienia grzechu. Jeśli spojrzymy do Księgi Rodzaju to jak wół stoi tam "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre." (Rdz 1, 31) i nigdzie jakoś nie zostało to odwołane. Pierwszy grzech Adama i Ewy, spalenie Sodomy i Gomory, zaparcie się Piotra, tego nie zmieniło. Jak by nie patrzyć na słowo Boże, panuje tam pewna ważna prawidłowość. Bóg przez swoje słowo naucza ludzi jak powinni postępować, a jeśli łamią oni jego prawo ponoszą tego konsekwencje. Nigdzie nie widzę Boga "działającego wyprzedzająco", natomiast zawsze pozostawia on do końca człowiekowi wolną wolę. Jakoś Wszechmogący nie oślepia Żony Lota by nie zgrzeszyła i nie zajrzała za siebie. Jezus nie łamie Piotrowi nogi by nie poszedł on na dziedziniec na którym trzy razy się go zaprze. Mówi natomiast co jest grzechem i przed nim przestrzega. To dopiero człowiek, korzystając z danej mu przez Boga wolnej woli, ostatecznie podejmuje decyzje. Co więcej czasem trudno naszym ludzkim osądem uznać jakie są konsekwencje grzechu - czy ktoś mógłby mi w Biblii przytoczyć fragment w którym Piotr został namacalnie ukarany za zaparcie się Jezusa? No bo patrząc na obecną dyskusję pro-liferów kara pod postacią: "Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.", czyli cierpienie psychiczne to żadna kara, ani pokuta. Patrząc więc na to co się dziś dzieje w domach i na ulicach niestety muszę powiedzieć, że pro-life to na pewno nie katolicy. Nie nauczają, nie upominają, nie dają nadziei. Kompletnie zapomnieli, że zwracając się do swoich sióstr i braci w wierze. Pamiętać powinni, że "nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami" (Ef 1,19). Wszystkim natomiast którzy tak ochoczo miotają gromy na swoich oponentów dzień, w dzień i ochoczo biegną w niedzielę do kościoła, z czystym sumieniem, do komunii, polecam krótkiej refleksji: „Nie przestawaj z nikim, kto jest skory do gniewu; i nie zadawaj się z mężem miewającym ataki złości, żebyś się nie zapoznał z jego ścieżkami i wręcz nie zastawił sidła na swą duszę” (Przysłów 22:24, 25). Jeśli tak bardzo zależy Wam na naszych duszach to gniew i krzyki o "zabijaniu nienarodzonych" są prostą ścieżką którą od Kościoła Bożego odciągacie coraz więcej ludzi. Proszę nie usprawiedliwiajcie waszej postawy etycznej wiarą w Boga.

Czy wyciągam dobry wniosek z twojej wypowiedzi, że dobry katolik to taki, który uważa, że ustawodawca nie powinien w ogóle interesować się kwestią dostępu do aborcji ? Przecież nawet te osoby, które wniosły do sejmu projekt rozszerzający prawo do aborcji proponują aby aborcja była w pełni dostępna jedynie do 12 tygodnia ciąży. Ciekawe co by na twoją interpretację Pisma Świetego powiedział papież Franciszek ?

wiesz plain - kto jest głęboko wierzacym katlikiem to po prostu nie usunie ciąży; po co sie tym zajmowac??

Pierwsza: czy warto wprowadzać nowe rozwiązania prawne, czy zmiany prawa faktycznie przyniosą pozytywne zmiany postaw ? I tu można mieć pewne wątpliwości. Nie wszystkie, nawet te najbardziej szlachetne postulaty można zapisać literą prawa. Druga: czy jakieś ramy prawne w kwestii aborcji są niezbędne dla utrzymania ładu, pokoju społecznego ? I tu odpowiedź wydaje się oczywista. Prawie wszystkie kraje świata mają regulacje prawne ograniczające prawo do aborcji. Za takimi ograniczeniami opowiadają się nawet najbardziej bojowe feministki.

Ład społeczny był zachowany, ustawa była dobra, ale są tacy którzy pragną chaosu, monopolu na władze, są przesączeni nienawiścią do wszystkiego co od nich odmienne i oni zapragnęli pakować do więzienia nawet kobiety które poroniły, nawet niechcący. Ciąża to trudny okres, conajmiej 75% kończy się samoistnym poronieniem (poronienia biochemiczne przy katolickiej definicji człowieka to jak najbardziej też poronienia, zatem i potencjalne przestępstwa), czyli co do mamra z wszystkimi co wzięły ciepłą kąpiel a okres się im spóźniał? a jak im kto kran odkręcił to i pomocników też? Ja się zastanawiam, jak wyprany mózg trzeba było mieć by taką ustawę napisać i zaproponować, i jak wyprany mózg trzeba było mieć, by przyjąć to do prac w komisjach, tam nie ma co poprawiać, to jeden wielki aspołeczny bubel i powinien być w koszu w przedbiegach. ALE DOBRZE!!! był moment, że i ja uwierzyłem, że ta cała "dobra zmiana" może taka zła nie jest? ale teraz jak słyszę, że chce opodatkować starsze roczniki samochodów, jak chce terroryzować i mieć wgląd w najintymniejsze sfery obywateli, jak zrujnowała telewizję i jak premier oficjalnie niemal przyznaje, że nie ma nic do powiedzenia, bo istotne jest "pomazaństwo prezesa" a obrona terytorialna ma trzymać "za pysk" Ślązaków, by im się "niemieckość" nie odezwała, to im głupsza ustawa to lepsza. Niech naród zobaczy "dobrą zmianę" w akcji, niech zobaczy i wypłaci jej autorom to co im się należy. "Dobra zmiana" skutecznie zabija "ład społeczny", a "Polska w ruinie" może rychło się okazać, że nie była diagnozą, a była obietnicą wyborczą. Ktoś tam się na górze wreszcie opamięta? czy idziemy w totalną krajową katastrofę?

szacun panie Piotrze

Zakładam, że Matka Teresa z Kalkuty była lepszą katoliczką ode mnie, od pana Piotra, a może nawet od pani Zuzanny. Otóż jakieś 20 lat temu Hillary Clinton zaprosiła na obiad do Białego Domu Matkę Teresę z Kalkuty. Żona prezydenta ( i zarazem obecny pretendent na stanowisko prezydenta USA ) zapytała zakonnicę, co sądzi o tym, dlaczego Ameryka wciąż nie ma jeszcze kobiety prezydenta. Według relacji Abby Johnson, która była obecna na tym spotkaniu, Matka Teresa odpowiedziała: „Ponieważ prawdopodobnie pani ją abortowała.” Tu chyba trzeba jeszcze dodać, że pani Clinton wspiera aktywnie ruchy Pro-choice.

Dla tych którzy nie doceniają tego jak bardzo Bóg szanuje wolną wolę człowieka proponuję przeczytać: http://ps-po.pl/2015/03/25/maryja-jest-dla-nas-wzorem-i-przewodniczka-25-marca-2015/ W szczególności: "Zauważmy, jak Bóg jest konsekwentny w respektowaniu wolności człowieka! Przyjście Jego Syna na świat wymagało zgody Marii. Jej „Tak” stało się początkiem nauki." Biblijny wzór katolickiej kobiety miał prawo do świadomego macierzyństwa. Maria mogła dokonać wyboru i to chyba zamyka dyskusję pro-choice vs. pro-life w świetle Biblijnych tekstów.

Czasem ludzie wykorzystują swoją wolność w sposób niegodny. Niemieccy naziści przepuścili przez kominy Auschwitz ponad milion ludzi. Bóg dał ludziom wolność więc naziści mogli to zrobić. Dał im wybór więc zrobili to co uważali za stosowne choć było to zdecydowanie niestosowne, a wręcz ohydne. Moim zdaniem czasem musimy przeciwstawić się ludziom, którzy robią zły użytek ze swojej wolności. Wręcz jest to naszym obowiązkiem. Przerywanie ciąży dotyka kobietę, mężczyznę i - rzecz jasna - dziecko, które się już nie urodzi. Mówimy o akcie, który rani, okalecza o czymś co jest złem, co także stwierdzają zwolennicy liberalnych przepisów aborcyjnych. Jeśli z Biblijnych tekstów wyczytałeś, że Bóg zaleca ludziom zachowanie obojętności wobec zła ( różnego typu zła ale także i aborcji ), które dostrzegają to odleciałeś i to raczej na odległą orbitę.

Odnosząc się do Pańskiego argumentu nazistów i holokaustu. Biblia mówi wyraźnie "Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków, oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.” (Mt 18,15-17). Podsumowując gdyby Niemieccy katolicy w latach 30 tak postępowali jak im Biblia nakazuje to Hitler nie został by kanclerzem bo nie wygrał by nigdy wyborów. Co do łatwych osądów tego kiedy się kończy dana ludziom przez Boga walna wola "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.” (Mt 7,1-2). Po pierwsze więc jeśli chcę kogoś ocenić to najpierw proszę pomyśleć co Ja bym w takiej sytuacji zrobił i to z ogromnym marginesem, na to, że "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" (WS) i według jakiej miary chciałbym być oceniany (osądzany). Po drugie "Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie]..." nie i jeszcze raz nie ma nigdzie napisane "Gdy twój brat planuje/chce/ma zamiar zgrzeszyć ..." nie jesteśmy Bogiem wszechwiedzącym i nie możemy zabraniać zamiaru, bo go nie znamy. No i na zakończenie "A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik." nie ma tu nigdzie o wtrącaniu do więzień grzeszników, tylko o wyłączeniu ze wspólnoty Kościoła. No i na podsumowanie "Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd" (J 18, 36), nie mamy się bić między sobą tylko nauczać - "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata." (Mt 28, 19-20).

Hitler wygrał w Niemczech głównie dzięki ;poparciu protestantów, o czym zresztą piórem Joachima Trenknera pisał niedawno Tygodnik Powszechny. Wrócę jednak do pańskiego poprzedniego wpisu dotyczącego Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. Z przytoczonego tam fragmentu Ewangelii miałoby wynikać, że Bóg zachował się "pro-choice", ponieważ uprzejmie zapytał skromną żydowską dziewczynę czy chce urodzić dziecko czy też nie chce. Otóż interpretuje pan Pismo Święte w sposób fałszywy. Bóg, owszem, zapytał Maryję czy chce urodzić Chrystusa ale dopiero po tym jak uzyskał Jej zgodę sprawił, że poczęła a następnie urodziła. Niechże się pan posługuje jakąś choćby elementarną logiką please !

Droga Pani Zuzanno !!! we wszystkim co Pani napisała zgadzam się w stu procentach...Bardzo, bardzo dziękuję,że wyraziła Pani to co ogromna większość nas chrześcijanek, w tym katoliczek myśli. Absurdem jest wkraczanie przez prawo,zwłaszcza karne w dziedzinę etyki,moralności...w dziedziny tak delikatne jak sumienie w każdym indywidualnym doświadczeniu...Wiemy, co dzieje się, gdy Prawo Boże ludzie chcą skodyfikować...Czynią to chociażby niektórzy muzułmanie, gdzie koran zastąpił kodeksy...Wiemy jaki los spotyka tam kobiety...i smutne ,że wiele muzułmanek dało sobie wmówić ,że to prawo jest dobre. Obserwując to co dzieje się w Polsce mam wrażenie ,że idziemy w tym samym kierunku...Niestety także w moim drogim Kościele… Ma Pani rację,że zdecydowanie trudniej kształtować dojrzałe, miłosierne sumienia i ufność w Opatrzność i drugiego Człowieka niż odgórnie wprowadzić zastraszające prawo. Martwię się jednak,że wiele katoliczek i katolików, którzy bardzo chcą w końcu komuś zaufać i z definicji utożsamiają Kościół hierarchiczny z Chrystusem będzie milczeć w imię obecnej poprawności katolickiej...Przez lata w Polsce świeccy nie mieli głosu. W kościele przecież się słucha,nie dyskutuje... :( I na zakończenie, by nie było wątpliwości. Wierzę, ze każde dziecko jest Darem Boga. Wiem jednak, że tego Daru nie zawsze kobieta jest w stanie unieść. Życie bywa wyjątkowo trudne... Dobry Boże chroń nas przed takimi strasznymi wyborami...

Wcale nie żartuję. A teraz obrazek, jak najbardziej współczesny. Otóż pewna młoda, polska, zdolna lekarka z wielkimi sukcesami leczy dzieci jeszcze w okresie prenatalnym. W pewnym momencie swojej kariery postanowiła pochwalić się swoimi sukcesami i zamieściła kilka artykułów o swoich osiągnięciach w prestiżowych europejskich medycznych periodykach. Jakież było jej zdumienie gdy spotkała się nie ze spodziewaną aprobatą czy też podziwem, na który zapewne liczyła, ale z drwiną, kpiną i wyszydzaniem ze strony innych lekarzy. I jeszcze jeden obrazek. Pewna pracująca w Holandii Polka zaszła w ciążę i spodziewała się bliźniaków. W Polsce lekarze stwierdzili, że ciąża przebiega bez żadnych komplikacji i dzieci w jej łonie rozwijają się prawidłowo. Dziewczyna postanowiła jednak rodzić w Holandii, ponieważ usłyszała dużo dobrego o tamtejszej opiece zdrowotnej. Ostatecznie urodziła w Holandii tylko jedno dziecko. Holenderski lekarz usunął drugie twierdząc, że lepiej urodzić jedno dziecko, ponieważ w takim przypadku lepiej się będzie rozwijało aniżeli w przypadku ciąży mnogiej. No więc ja jestem za postępem reprezentowanym przez tą polską lekarkę. I na koniec zapytanie do pani: czy kradzież powinna być penalizowana skoro istnieje przykazanie "Nie kradnij", a jest przecież pani niechętna kodyfikacji Prawa Bożego.

Jaką Pan proponuje sankcję karną dla mężczyzny za złamanie VI przykazania Dekalogu ? Tak drogi panie, proste przekładanie Prawa Bożego na prawo karne nie jest rzeczą prostą,chociaż dla większości społeczeństwa ( także osób niewierzących,którzy nie mogą być dyskryminowani !)niektóre czyny dla nas chrześcijan będące grzechem wynikają z praw naturalnych. Jeszcze raz chcę podkreślić moją myśl przewodnią .Niesienie Ewangelii jako Drogi do zbawienia ( szczęścia wiecznego) w/g mnie to pokorne, spokojne ukazywanie własnego wewnętrznego szczęścia wynikającego ze spotkania Chrystusa w życiu ..., ukazywanie,że zawierzenie temu Spotkaniu daje siłę do odważnych,niekiedy ponadludzkich decyzji.Ale to jest długi proces ... Dla mnie obecnie dominujący głos przepowiadania w naszym Kościele jest straszliwie bezwzględny i władczy.I o ironio dzieje się to w Czasie Miłosierdzia...Nie tracę wiary w Chrystusa,bo ciągle przypominam sobie jak postępował Jezus..,jak rozmawiał z Samarytanką przy studni..,jak bronił przed mężczyznami kobietę schwytaną na cudzołóstwie. Warto przypomnieć ,że wówczas Jezus mężczyzn zawstydził...a było to w czasach ,gdy prawa kobiet i dzieci równały się niemalże prawom niewolników...

Tak postrzegam intencje tych co zainicjowali projekt obywatelski dotyczący dalszego ograniczenia prawa do aborcji. Nauczanie Kościoła katolickiego podkreśla PODMIOTOWOŚĆ człowieka od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Czy oczekuje pani od posłanek i posłów partii rządzącej tego aby ignorowali nauczanie Kościoła ? Można się z nauczaniem Kościoła nie zgadzać i protestować, czego świadkami obecnie jesteśmy. Osobiście zgadzam się z premier Szydło, która stwierdziła, że kwestia dostępności aborcji to bardzo trudny temat, który nie znajdzie dobrych rozwiązań na ulicy. Mnie osobiście nauczanie Kościoła zawsze wydawało się ponad moje siły w bardzo wielu kwestiach z czego nie wyciągałem wniosku o słabości Kościoła ale raczej o mojej słabości. Jest jeszcze kwestia wrażliwości i wyobraźni. Zadziwiają mnie panie, które maszerują w pochodzie, w którym rzuca się brutalne hasła proaborcyjne, a które to twierdzą, że protestują z myślą o swoich dzieciach. Przecież te dzieci widzą, myślą i czują. Irytują mnie także niektóre akcje antyaborcyjne przeprowadzane przez aktywistów ruchu pro-life na ulicach naszych miast. Dzieci trzeba chronić i nie wolno gwałcić ich wrażliwości obrazami przemocy, a do takich należą filmy pokazujące proces przeprowadzania aborcji. I na koniec drobna uwaga. Niedawno gościliśmy w naszym kraju tysiące młodych, uśmiechniętych, kolorowych ludzi. Wystarczyło kilka tygodni od wyjazdu papieża Franciszka i zastąpił ich ponury, mroczny, ubrany na czarno kondukt żałobny. Pomiędzy tymi grupami ludzi zionie przepaść.

Nie zabijaj. Kiedy zdelegalizuja wojsko? Bo nie zabijaj.

Dość powszechne mówienie o 'dziecku poczętym', 'zabijaniu dzieci' podczas aborcji jest raz - efektem skutecznego psychologicznego terroru i manipulacji ze strony kościoła katolickiego i grup z nim związanych, dwa - przejawem głupoty i bezmyślności tych, którzy takie słowa wypowiadają czy piszą. +++ Podstawowym dogmatem, jakim posługują się świątobliwi przeciwnicy związków partnerskich/antykoncepcji/aborcji/in vitro jest przekonanie o tzw. "świętości życia". Ludzkiego jedynie, żeby nie było nieporozumień. Otóż aureolę owej "świętości" powstaje według nich w bardzo jasno określonym momencie - w momencie zapłodnienia. Bo sam fakt, że przecież i plemnik, i komórka jajowa są bezsprzecznie ludzkie i w sposób nie budzący wątpliwości żywe absolutnie nie wystarcza - jedno i drugie ochronie nie podlega (póki co...?). Dopiero moment zapłodnienia generuje obecność Ducha Świętego w postaci mikrogołębicy i namaszczenie przezeń połączonych komórek. W przypadku in vitro poziom absurdu jest już kosmiczny - otóż zapłodnienie, aby było coś warte w pełnych seksualnego obłędu oczach biskupów polskich MUSI dokonać się w pochwie kobiety, podczas stosunku. Inaczej jest, delikatnie mówiąc, niepełnowartościowe. Gen by się uśmiał. +++ I w taki oto sposób polski episkopat przy chórze rozindyczonych zwolenników teokracji tworzy w polskim kościele katolickim fundament pod nowy kult - kult Przenajświętszego Zapłodnienia. Ja podejrzewam, że to jest efekt kolejnej dewiacji mentalnej biskupów, wywołanej celibatem/pokątnymi relacjami seksualnymi/uporczywą masturbacją - nic nie skreślać.

To zarodek, embrion, płód ludzki z potencjalną możliwością rozwoju do pełnopostaciowego człowieczeństwa. Jest kwestią do dyskusji - i niech się tu wypowiadają uczeni, a nie obleśni biskupi, na jaki moment w ustawodawstwie te granice ustalić. Czy jak chciał św. Tomasz na 12. tydzień ciąży dla płci męskiej, 24. dla żeńskiej - a może do osiągnięcia pewnego określonego stopnia ukształtowania systemy nerwowego albo możliwości samodzielnej egzystencji. Ale to lekarze, naukowcy - a nie ta obłudna i hipokryzją zionąca na odległość gromada wszystkowiedzących i pysznych w sutannach, a tym bardziej idąca na ich smyczy sfora politykierów bez cienia empatii, miłości bliźniego czy moralności. A my póki co zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu. Bo na razie to jest tak, jak już kościół praktykował nazywając np. zielarki czarownicami i paląc je na stosach. A co to jest dziecko, to niech sobie księża i biskupi zobaczą u matek tych przez siebie spłodzonych - w ostateczności przyglądną sie dzieciom swego proboszcza.

Dziękuję za artykuł, który podziela i moje poglądy.

ty to z lekka złosliwy jestes wiec moze zmień portal, hę? Nie żebym cie nie lubiła, ale czasami przeginasz pałę.. Z dziecmi masz racje - zarodek to zarodek, płód troche poxniej. Co nie znaczy ze bym usuneła... w życiu

Może bywam złośliwy, ale na pewno jestem wku^^^ony na biskupią hipokryzję, pychę, arogancję, głupotę. Może według niektórych 'przeginam' - ale na pewno nie przyznam się do tego tym razem. Nazywanie zarodków czy zygot dziećmi jest obłudnym, cynicznym kłamstwem. Wywodzenie przez kościelnych inkwizytorów nakazu bezwarunkowej ochrony życia z dogmatu o jego świętości od momentu zapłodnienia jest faktem. O grzeszności i niedopuszczalności zabiegów typu in vitro czy antykoncepcji i ja, i Szanowna Pani nasłuchaliśmy się już od smutasów w czarnych sukniach aż po trąbki Eustachiusza. Przedstawiane przeze mnie wywody można traktować jako żartobliwe albo przesadne - dla mnie jednak ponad wszelka miarę przesadne i najzwyczajniej w świecie OBRZYDLIWE są komentarze na te tematy biskupów takich jak Jędraszewski, Michalik czy Hoser, księży takich jak Oko czy Międlar. Język, jakim do mnie oni przemawiają, określenia, jakie pod moim adresem publicznie kierują, poparcie i przyzwolenie, jakie mniej lub bardziej otwarcie otrzymują z episkopatu - przy nich to proszę Pani ja jestem wzór Wersalu i perła niewinności. I kolejny raz zarzuty pt. 'cywilizacja śmierci' i to w ustach człowieka, który do dziś nie rozliczył się ze swego udziału w rwandyjskich rzeziach. Ohyda, dla mnie splunięcia taki człowiek niewart. To sakramenckie dziady są - a ja, owieczka w ich owczarni, mówiłem i będę mówił o tym wprost i bez ogródek. A modlić się za nich będą ci, co im sygnety całują. Szanownej Pani rady raczej nie wezmę pod uwagę - co najwyżej w rewanżu sugeruję omijanie wzrokiem moich komentarzy.

Pamietam jak wiele lat temu podczas wojny na Bałkanach Jan Paweł II apelował do zgwałconych kobiet aby rodziły dzieci i nie usuwały ciąż. Z przesłania wynikało ze KK ma informacje ze jest ich wiele... Dzisiaj polski biskup mówi ze kobiety zachodzą w ciażę w czasie gwałtu- rzadko i z trudem. To może KK ustali jednak jedną wersje? Jedna "prawdę".... Jak widać jest ich wiele, w zależności od potrzeb biskupów. Marzę o zaangażowaniu KK w własne sprawy pedofilskie z równym uporem...ale to będzie tylko możliwe kiedy kobieta zostanie papieżem!

Gratuluję Pani mądrego, przemyślanego tekstu, a przede wszystkim cywilnej odwagi. Bez niej nie można byłoby tak pisać nie tylko w "TP", ale coraz częściej gdziekolwiek w Polsce. Może czas, aby "pasterze" przemyśleli swoje postawy zanim zaczną bezmyślnie piętnować "owce" i forsować za wszelką cenę swoje własne poglądy (bo tak naprawdę nie do końca chyba zgodne z zapisami prawa kanonicznego). Dziękuję za artykuł i serdecznie pozdrawiam.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]