Jutro, pojutrze

Jeszcze jest pustawo, ale za chwilę już się pojawią. Najpierw nieśmiało – zaparkuje jeden lub dwa samochody, wysiądą ludzie w maseczkach.
Czyta się kilka minut

Ktoś pójdzie sprawdzić, czy otwarte, naciskając klamkę łokciem, a ponieważ drzwi się otworzą, machnie na pozostałych. W przedsionku przemyją ręce środkiem dezynfekcyjnym, potem wejdą dalej – do kościoła, synagogi, muzeum.

Świat się ruszy. Ludzie będą się bać hoteli, ale chętnie wynajmą domek, który pozwala zachować dystans. Rozłożą koce na plaży nieco dalej od siebie niż zazwyczaj, będą wchodzić do wody ostrożnie, jakby i jej nie mogli być pewni, ale w końcu zanurzą głowy i zanurkują. Będą szukać miejsc na uboczu, żeby dzielić się w spokoju przyniesionym z sobą jedzeniem; zamiast biegać do budki z zapiekankami znów polubią własne kanapki, gotowane na twardo jajka i herbatę z termosu.

Już widać, że wrócą do łask rowery. Tak jak siedząc w domu odkryliśmy, ile rzeczy warto by zmienić w tej przestrzeni, w której na co dzień żyjemy, tak dzięki wycieczkom rowerowym przekonamy się, czy miasto jest przychylne rowerzystom, czy nie. Może zacznie się nam podobać dojeżdżanie rowerem do pracy? W obłokach spalin było to nieprzyjemne, ale teraz, gdy ruch samochodowy jest mały, może się okazać miłą odmianą. Wielu z nas – ale jak wielu? – chce czegoś nowego, choćby to nowe oznaczało jedynie wymianę jednych zwyczajów na inne. Jeść też będziemy trochę inaczej, choć, obawiam się, bardziej mięsnie niż dotychczas (ceny owoców i warzyw bardzo poszły w górę). Wiele osób przypomniało sobie, że umie gotować i piec ciasta. Niektórzy zaczęli wypiekać chleb.

Większość zachowa ostrożność. Częste mycie rąk nikogo nie będzie dziwić. Po wpuszczeniu gości do mieszkania będzie się ich prowadziło najpierw do łazienki: tu jest mydło, tu płyn antybakteryjny, tu papierowy ręcznik. Całować się będzie można, ale nie soczyście i raczej daleko od ust. Nauczymy się rozpoznawać znajomych nawet w maskach. Nieznajomym przyglądać się będziemy podejrzliwie; wypytawszy ich, skąd przyjechali, będziemy sprawdzać w internecie, jak wiele jest zachorowań w tej części kraju, z której pochodzą. Poczujemy się odpowiedzialni nie tylko za siebie i własną rodzinę, ale też za innych w naszym otoczeniu. Niektórzy będą dzwonić na policję, ilekroć w okolicy pojawi się ktoś, kto wzbudzi ich niepokój. Do restauracji i pubów będziemy wracać powoli; na wspólne winko lepiej umawiać się w zaroślach, tam, gdzie wzrok stróżów prawa nas nie wypatrzy. Zresztą coraz więcej będzie wolno.

A potem – może się tak zdarzyć, choć wcale nie musi – krzywa zachorowań znowu zacznie się wznosić. Będziemy mieli do wyboru dwie możliwości: iść dalej w stronę zmniejszania ograniczeń albo wrócić do tych, które pozwoliły nam tę krzywą wypłaszczyć. Jeżeli liczby nas przerażą, z pokorą wrócimy do rytuałów izolacji. Będzie to może łatwiejsze niż poprzednio, bo już je znamy i znakomita większość z nas je zaakceptowała. „Chcieliśmy spróbować wolności, nie udało się”, powiemy sobie, wspominając nurkowanie w jeziorze. Zresztą reakcję na ponowny wzrost zachorowań i zgonów trudno przewidzieć. Może wybuchnie jako złość, uderzając w rządzących, albo w obcych, albo w jednych i drugich. Ale może być i tak, że większość z nas przyjmie nawrót epidemii obojętnie. Nie będziemy odczuwać ulgi ani strachu. W zapadającym zmierzchu nasze twarze znów oświetlą ekrany komputerów i telewizorów.

Na razie jest późne popołudnie. W stolicy na środku skrzyżowania usiadło kilka kawek, które nie zamierzają ustąpić pierwszeństwa samochodom. Rozglądają się, rozkładają skrzydła, są małą, nieantyrządową manifestacją. Nie trzeba wyjeżdżać z miasta, żeby się przekonać, że zwierzęta odzyskały swoją część świata. Ta część wróciła do nich tylko na chwilę, teraz stopniowo jest im odbierana. Ale niewykluczone, że niebawem znowu ją odzyskają. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2020