Jan Klata nowym dyrektorem Teatru Narodowego

Teatry Klaty i Englerta wbrew pozorom sporo łączy: obaj proponują oryginalne, szukające związków ze współczesnością interpretacje ważnych tekstów literackich, obaj tworzą teatr inscenizatorski i aktorski, obaj są wierni podstawowym wyznacznikom europejskiego teatru dramatycznego.
Czyta się kilka minut
Jan Klata. Wrocław, 25 września 2024 r. // Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl
Jan Klata. Wrocław, 25 września 2024 r. // Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Po rozmowach z dwoma rekomendowanymi przez komisję konkursową kandydatami, Janem Klatą i Michałem Kotańskim, ministra Hanna Wróblewska zdecydowała, że od września 2025 r. dyrektorem Teatru Narodowego w Warszawie zostanie ten pierwszy. Przyznaję – nie spodziewałem się tego. 

Na Klatę wskazywała wprawdzie większość głosów komisji, ale była to większość minimalna (3 do 2), a w środowisku od dawna mówiło się, że to Kotański ma większe poparcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Także niezbyt klarowna, momentami wręcz dziwacznie zagmatwana i długo otoczona tajemnicą procedura zamkniętego konkursu wzmacniała obawy, że toczy się tu jakaś niejasna gra.

Poniedziałkowa decyzja zamyka tę niepotrzebnie niepokojącą historię i otwiera nowy rozdział w dziejach Teatru Narodowego. Po dwóch dekadach dyrekcji Jana Englerta z pewnością czeka tę instytucję wielka zmiana, choć – moim zdaniem – nie aż tak radykalna, jak pewnie będzie się o tym mówić.

Prawda, że Jan Klata nigdy nie reżyserował w Narodowym i dla zwolenników kończącego swą długą kadencję aktora i reżysera uznawanego za ucieleśnienie teatru rzemiosła, prestiżowej kultury i inteligenckiego cenzusu był wręcz uosobieniem tego, co mu zaprzecza i grozi – jakiejś rzekomej anarchii, czy wręcz chuligaństwa. Ale i ta opozycja i obie jej strony nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. 

Wbrew pozorom, teatry obu panów Janów całkiem sporo łączy: obaj proponują oryginalne, szukające związków ze współczesnością interpretacje ważnych tekstów literackich, obaj tworzą teatr inscenizatorski i aktorski, obaj są wierni podstawowym wyznacznikom europejskiego teatru dramatycznego. Z racji oczywistych różnic wieku, doświadczeń, środowiska i gustów wiele ich różni, ale jeśli ktoś myśli, że teraz do ogrodu Narodowego wtargnie barbarzyńca i rozgoszczą się w nim jaczejki „postdramatyczności”, którymi straszą od lat konserwatywni krytycy, to jest zaślepiony własnymi fantazjami.

Dla mnie decyzja poniedziałkowa była radosną niespodzianką. Od lat powtarzam (a byłem nawet podejrzewany z tego względu o jakąś manię), że uniemożliwienie kontynuacji dyrekcji Jana Klaty w Narodowym Starym Teatrze w roku 2017 było więcej niż zbrodnią – było głupotą, przede wszystkim z perspektywy tego teatru i całej polskiej kultury teatralnej, ale także z perspektywy politycznego interesu poprzedniej władzy. 

Ogromnie tego żałowałem, bo po pierwszych latach prób i błędów, dyrektor Klata pod koniec swojej pierwszej kadencji stworzył znakomity zespół o ogromnym potencjale, zgromadził świetne grono współpracowników i był gotów na największe wyzwania. Niestety zło, które niszczy nasze życie zbiorowe, czyli tępa polityka partyjna, uniemożliwiła mu zmierzenie się z nimi. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jego dyrekcja w Warszawie nie zderzy się w pewnym momencie ze zmianami, które znów przekreślą jego wysiłki i nie pozwolą na realizację przedstawionego w konkursie programu.

Oczywiście, jaki będzie Narodowy Jana Klaty, przekonamy się dopiero za kilka lat. Pierwsze sezony pewnie znowu trzeba będzie w jakiejś części poświęcić na mozolną pracę nad repertuarem, zespołem i widownią. Wierzę jednak, że ta dyrekcja oznaczać będzie powrót do zaproponowanej pod koniec ubiegłego stulecia przez Jerzego Grzegorzewskiego koncepcji Narodowego jako „domu Wyspiańskiego”. Że stanie się on nie tylko miejscem rzeczywistej, a więc niekoniunkturalnej debaty o Polsce, z którą przede wszystkim kojarzy się autor „Wesela”, ale że będzie też miejscem namysłu nad narodowymi i europejskimi mitami, oraz sceną konfrontacji z podstawowymi pytaniami, które stawiamy sobie, gdy jesteśmy sami i żadna zbiorowość nas nie usprawiedliwia. 

„Dom Wyspiańskiego” nie znaczy wszak żadnej „świątyni”, ale labirynt i sąd – przestrzeń niełatwego poznania i nieprzymilnych doświadczeń, a także miejsce prowokacji, niekiedy skandalu i na pewno – przestrzeń poszukiwań, więc też i błędów. Taki dom pod patronatem autora „Legendy”, „Achilleis” i „Klątwy” jest nam dziś naprawdę potrzebny, a miejscem dla niego właściwym jest gmach przy placu Teatralnym. Bardzo się cieszę, że decyzja Hanny Wróblewskiej przywróciła nadzieję na jego dalszą budowę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 7/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Jan Klata nowym dyrektorem Teatru Narodowego