MARCIN TUSIŃSKI: Nosisz w sobie narcyza?
Prof. MARCIN ZAJENKOWSKI: To, czym się zajmuję, czyli cecha narcyzmu, jest taką właściwością człowieka, którą ma każdy z nas. Może występować w niskim, średnim lub wysokim stopniu. I rzeczywiście, im więcej zgłębiam temat, tym bardziej odkrywam w sobie różne elementy narcyzmu. Są momenty, w których możemy się czuć bardziej lub mniej narcystyczni, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Na przykład, gdy stoi się z Ig Noblem na scenie i cały świat patrzy?
Tak. Muszę przyznać, że po Ig Noblu mierzę się z dużym zainteresowaniem mediów. Może się łudzę, może tego nie widzę, ale na razie czuję, że nagroda dodała mi tylko energii, żeby jeszcze bardziej angażować się w badania. Czy to jest narcystyczne? Myślę, że nie, ale może...
Czujesz, kiedy to nadchodzi? Ten moment, kiedy „pompuje się balonik”?
Tak, czasami tak. Narcyzm tym się różni od wysokiej samooceny, że bazuje na porównaniach z innymi. Można pomyśleć: jestem dobry w tym, co robię. I to jest OK. Jeśli natomiast zaczynam się porównywać, choćby w myślach, to robi się niebezpiecznie.
Nie da się przed tym całkiem uciec, ale w psychologii mówi się, że gdy masz czegoś świadomość, to jest to klucz do sukcesu. Gdy zauważam, że przychodzą takie myśli, zadaję sobie pytanie: dlaczego je mam? Dlaczego ta osoba, z którą się teraz porównuję, wzbudza we mnie potrzebę rywalizacji? Dlaczego się z nią porównuję? Zazwyczaj dochodzę do jakiegoś wniosku i następnym razem łatwiej mi się tym nie przejmować.
Dostałeś nagrodę za badania dowodzące, że chwilowy stan narcyzmu można wywołać w każdym, chwaląc inteligencję danej osoby...
Definicja cech narcystycznych mówi, że jest to nadmierne skupienie na sobie, poczucie uprzywilejowania i wyjątkowości, ale także roszczeniowość. Poczucie, że należy mi się więcej niż innym tylko dlatego, że to ja.
Skoro osoby narcystyczne myślą wielkościowo, a inteligencja i wszelkie jej pomiary wywołują współcześnie tyle emocji, to czy nie jest tak, że ma ona w sobie komponentę narcystyczną?
Mówiliśmy osobom badanym, że ich inteligencja jest powyżej średniej lub że jest niska. I okazywało się, że w pierwszej grupie chwilowy stan doświadczenia narcyzmu był większy niż w drugiej. Przekazanie komuś nieprawdziwej informacji na temat inteligencji mogło wpływać na chwilowe poczucie narcystycznej wyjątkowości.
To dowodzi, że można wywoływać chwilowy narcyzm poprzez informacje na temat inteligencji. Oraz że samo nazwanie kogoś mądrym lub głupim nie jest bezkarne, tylko pociąga za sobą konsekwencje. Np. poczucie wyższości. Kiedy mówimy, że jacyś ludzie są głupi, bo głosują na kogoś innego niż my, mówimy dużo więcej, niż nam się wydaje.
To, co myślę i mówię o świecie, mówi więcej o mnie niż o świecie?
Można tak to ująć.
Kiedy miałem 12 lat, ojciec powiedział mi, że jestem głupi. Tylko ten jeden raz w życiu. Do dzisiaj pamiętam, bo zabolało.
Tak. Słowa mają konsekwencje rozwojowe i edukacyjne.
Jakie warunki kształtują przyszłą osobę narcystyczną?
Pojęcie narcyzmu jest bardzo stare. W psychologii już ma ponad sto lat. W psychoanalizie mówiono, że narcyzm rodzi się, gdy rodzice nieadekwatnie reagują na potrzeby dziecka. Nie odzwierciedlają potrzeb dziecka albo nie są wystarczająco empatyczni.
Wyobraź sobie przerażone dziecko. Rodzic może zareagować na ten bodziec dwojako. Zauważyć i nazwać lęk, powiedzieć: „widzę, że się boisz”, przytulić. Oddać dziecku jego emocję w formie przetrawionej, do przyjęcia.
Jeśli natomiast rodzic skupi się na własnych emocjach, zacznie panikować, gdy dziecko odczuwa panikę, to nie będzie w stanie wczuć się w jego emocje, empatyzować. Powtarzalność takich sytuacji może doprowadzić do tego, że dziecko nie będzie miało odzwierciedlenia u rodzica. Będzie go zatem szukało przez resztę życia u innych.
Druga teoria mówi o tym, że do narcyzmu prowadzi postrzeganie dzieci jako nadzwyczajnych, wyjątkowych. Oczywiście każdy rodzic myśli tak o swoim dziecku, ale tutaj chodzi o przypadki, w których rodzice nie widzą żadnych wad, słabości, ograniczeń i żyją w przekonaniu, że ich pociesze należy się więcej niż innym. Próbują ten obraz wtłoczyć w głowę dziecka.
Czy to nie inna odsłona tego samego procesu? Rodzic nie dostrzega potrzeb dziecka, tylko projektuje na nie swoje lęki lub marzenia?
To jest bardzo podobny proces, te teorie się nie wykluczają. Chodzi o niewidzenie dziecka w adekwatny sposób. W obu przypadkach można powiedzieć, że dziecko zaczyna tworzyć fałszywy obraz siebie, bo nie zna własnych słabości ani ograniczeń. Używając języka psychoanalizy – nie czuje się odzwierciedlane.
Do tego dochodzą czynniki środowiskowe. Dobry przykład to edukacja. Wyniki badań pokazują, że mężczyźni uważają, iż są bardziej inteligentni niż kobiety, choć większość badań pokazuje, że nie ma takiej różnicy w ogólnej inteligencji.
Ten efekt pojawia się już u nastolatków. Chłopcy szacują swoją inteligencję jako wyższą niż dziewczynki. Rodzi się zatem pytanie: czy narcyzm może być promowany w toku edukacji? Czy nie jest w tym okresie wywoływany lub wzmacniany?
Media społecznościowe, powszechne uzależnienie od dopaminy i lajków, manipulacje społeczne przy pomocy technologii. Czy żyjemy w czasach narcyzmu?
Kilka lat temu była taka hipoteza i wstępne badania na to wskazywały. Natomiast dalsze, bardziej zaawansowane badania metodologiczne, które analizują dane z ostatnich trzydziestu–czterdziestu lat, pokazują, że obecnie nie obserwujemy wzrostu narcyzmu w społeczeństwie.
Rozmawiam o tym ze studentami i zastanawiamy się, czy nie jest wręcz odwrotnie. W mediach społecznościowych trzeba się pokazywać w określony sposób, eksponować pozytywny wizerunek. I to może wywoływać poczucie nieadekwatności, bo nie zawsze mamy super pozytywne rzeczy, którymi chcemy się podzielić. Być może wzbudza to niechęć do eksponowania się? Być może ludzie wcale nie odnajdują się w lansowaniu siebie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać?
Gdzie przebiega granica pomiędzy adekwatnym a nieadekwatnym dzieleniem się informacjami w mediach społecznościowych?
Chcę pokazywać to, co zrobiłem, żeby inni naukowcy i świat to zobaczyli, bo nauka ma być popularna i dla ludzi. Do jakiego stopnia to jest OK, a od którego momentu już nadmierne? Gdzie zaczyna się popisywanie? To jest pytanie, które sam sobie zadaję.
Skupiam teraz dużą uwagę mediów w związku z Ig Noblem, ale do tej pory czułem, że wszystkie moje interakcje były adekwatne, ponieważ mówiłem o swoich badaniach, o nauce. I czuję, że to jest w porządku. Ale gdybym zaczął być pytany o to, co myślę o świecie, dawał recepty, rady, jak rozwiązać problemy społeczne, byłby to już ten krok za daleko.
Czy narcyzm ma dobre strony?
Narcyzm ma różne twarze. Może pójść w stronę wielkościową – to taki prototypowy narcyzm z codziennych skojarzeń. Osoba, która się popisuje, demonstruje, że jest najwspanialsza, wszędzie jej pełno. Potrzebuje publiki, która będzie na nią zwracała uwagę. Ale jest i strona nadwrażliwa narcyzmu. To osoby, które także myślą o sobie wielkościowo, ale nie mają siły, żeby to promować. Czują się odrzucone, bo świat nie rozpoznał ich wielkości.
Dobrym przykładem nadwrażliwej osoby narcystycznej jest główny bohater filmu Todda Phillipsa „Joker” z 2019 r. Myśli, że jest ponadprzeciętnie uzdolnionym komikiem i zostanie kimś wyjątkowym. W rzeczywistości zarabia jako klaun i gardzi innymi klaunami.
Żyje w takim świecie, ale nie ma na tyle siły, żeby zademonstrować tę swoją – urojoną – wyjątkowość. Próbuje, ale odnosi porażki. Jest tam scena, w której dziennikarz grany przez Roberta De Niro publicznie go wyśmiewa. Do Jokera dociera wstyd, który leży u podłoża narcyzmu wrażliwego – że obraz siebie, który stworzył, jest fałszywy. I wpada w furię.
Nadwrażliwy narcyzm wydaje się mieć mało pozytywnych stron. Wiąże się z depresyjnością i negatywnymi emocjami. Narcyzm wielkościowy natomiast ma złożoną dynamikę. Jego pierwsza twarz – aktywne zabieganie o uwagę – łączy się ze sprawczością, chęcią eksploracji świata, podejmowania ryzyka. Tacy ludzie szukają nagród.
Wszystko jest w porządku, póki sprawy idą po ich myśli. To ich napędza. Czują się ze sobą dobrze. Takie osoby mogą się wydawać wspaniałe, charyzmatyczne, uwodzące, pociągające. Natomiast w momencie, w którym coś zaczyna iść nie tak, włącza się druga strona: agresja.
W wysokim narcyzmie moment przyjmowania krytyki lub podważania opinii osoby narcystycznej może się skończyć agresją, niszczeniem drugiego tylko dlatego, że się z osobą narcystyczną nie zgadza.
Podczas wykładów pokazuję scenę z serialu o katastrofie w Czarnobylu. Diatlow, szef zmiany w momencie wybuchu, każe pracownikom przeprowadzić test reaktora. Oni wyraźnie sygnalizują, że coś jest nie tak. Pokazują raporty. Diatlow to neguje. Uważa, że wszystko jest w porządku. Wytrąca im te raporty z ręki. No i kończy się tragicznie.
To jest moim zdaniem bardzo dobra metafora obrazująca działanie tej dynamiki. Ja wiem najlepiej, wy macie mnie słuchać i podziwiać.
63 proc. Amerykanów ma negatywny stosunek do swojego prezydenta, a on uważa, że jest najlepszym prezydentem w historii USA.
Tak, zaprzeczanie faktom, ignorowanie ich... Takie osoby ignorują niewygodne informacje, w ogóle ich nie zapamiętują. Utrzymywanie pozytywnego obrazu siebie, a nawet całego systemu, w którym żyjemy, jest kluczowe w narcyzmie wielkościowym.
Po czym poznać, że żyje się z narcyzem?
Narcyzm wielkościowy ma to do siebie, że ludzie o wysokim jego poziomie robią bardzo dobre pierwsze wrażenie. Drugie oblicze wychodzi na jaw dopiero w dłuższej relacji. Może przejawiać się agresją lub manipulacją.
Bardzo trudno to rozpoznać. Czasami da się dopiero wtedy, gdy manipulacje stają się oczywiste, ale nawet i to da się maskować, używając subtelnych metod.
W filmie „Gaslight” z lat 40. mąż usiłuje przekonać żonę, że ona jest w obłędzie, zagubiona, myli się w sądach. Bohater ściąga obraz ze ściany i go chowa, a następnie pyta żony, gdzie schowała ów obraz. Kobieta odpowiada, że nie wie. Kiedy wspólnie odnajdują obraz, on mówi: widzisz, znowu go schowałaś. Próbuje wzbudzić w niej poczucie, że jest szalona.
Oczywiście, jest to pewne przerysowanie w fikcyjnej historii, działanie męża jest wyrachowane. W narcyzmie najczęstsza manipulacja polega na wzbudzaniu poczucia winy. Trudno to zobaczyć, od razu nazwać. Wymaga to czasu i wysiłku poznawczego, świadomości.
Jeśli ma się wątpliwości, warto sobie zadać pytania: dlaczego czuję się winna / winny? Skąd się te emocje biorą? Dlaczego ja się tak zachowuję? Zbadać i odnaleźć źródło dyskomfortu.
Gdzie przebiega granica pomiędzy narcystyczną cechą osobowości a zaburzeniem?
Obecnie w psychologii klinicznej pokazujemy, że to nie jest zero-jedynkowe. Nie ma takiego momentu, w którym powiemy: o, jesteś zaburzony, a moment wcześniej byłeś zdrowy. To jest pewne kontinuum.
Kiedy należy szukać pomocy?
Wtedy, kiedy cierpimy. Zwalniają nas z kolejnej pracy. Otoczenie mówi, że coś jest nie tak. Na bardzo wysokim poziomie narcyzmu, kiedy wkracza on w zaburzenie, wielkościowa forma może się przenikać z nadwrażliwą – z dołkiem. Te dwa typy mogą się nawzajem przenikać, fluktuować.
W sytuacji wielkościowości rzadko szukamy pomocy. Dopiero w momencie, kiedy jesteśmy w dołku, przeżywamy wiele porażek i świat mówi, że robimy źle – możemy wpaść w dołek narcystyczny, nadwrażliwość. I kiedy człowiek poczuje, że cierpi, odczuwa dużo negatywnych emocji, zaczyna szukać pomocy.
Ciężko jest postawić granicę pomiędzy cechą a zaburzeniem.
Czym jest narcyzm wspólnotowy?
Grupa badaczy skupionych wokół Constantine’a Sedikidesa stwierdziła, że narcyzm może się przejawiać w innej sferze niż egoistyczna i można ją nazwać wspólnotową. To przekonanie o własnej wyjątkowości w sferze społecznej.
Przekonanie, że jest się najlepszym przyjacielem na świecie, najbardziej pomocną osobą w rodzinie. Żyły sobie dla wszystkich wypruwam. Daję z siebie wszystko dla wspólnoty, grupy, uczelni, redakcji... I wszyscy powinniście doceniać, jak się dla was poświęcam. To jest myślenie narcystyczne w domenie wspólnotowej.
Kojarzy mi się to z mitem „białego zbawcy”, który pomaga mieszkańcom Afryki, buduje szkoły i reformuje rządy, bez pytania o faktyczne potrzeby osób, którym „niesie pomoc”.
Czy to się nie sprowadza do mechanizmu, o którym mówiliśmy na początku: jeśli rodzice cię kiedyś nie doceniali albo przeceniali, to w pewnym sensie niesiesz to obciążenie przez życie? Postrzegasz innych i ich potrzeby przez pryzmat siebie. Własnego wyobrażenia o świecie.
Tak, niewidzenie innych i brak zrozumienia perspektywy drugiej osoby wydają się kluczowe we wszystkich zjawiskach narcyzmu. Narcyzm wspólnotowy jest tym samym narcyzmem, o którym rozmawialiśmy od początku, ale lepiej ukrytym. Można tym ładnie manipulować i szantażować: „Zobacz, ile ja dla ciebie robię, a ty mnie nie dostrzegasz...”.
Z drugiej strony, nie każda akcja charytatywna jest przejawem narcyzmu wspólnotowego, choć może mieć w sobie narcystyczny komponent.
Czy narcyzm może odnosić się także do grupy?
Narcyzm kolektywny to przekonanie, że moja grupa społeczna jest wyjątkowa i należy jej się specjalne traktowanie. Czyli znowu: roszczeniowość, oczekiwanie wyjątkowego traktowania, ale w odniesieniu do grupy. To może być poziom narodowy.
My – katolicy, my – fani Wisły Kraków, my – niedoceniany naród polski...
...studenci Uniwersytetu Warszawskiego, którzy mogą myśleć, że są na najlepszym uniwersytecie i czuć się bardziej wyjątkowi niż ci „inni”. To mogą być przeróżne wspólnoty, w których identyfikacja z grupą jest źródłem poczucia wyjątkowości.
A potem siedzimy przy wigilii i boimy się odezwać, żeby wuj miłujący Konfederację czasem nie zripostował?
Wrogość to nastawienie oparte na założeniu, że inni chcą mnie skrzywdzić i są do mnie źle nastawieni. Sytuacje, które nie są jednoznaczne, interpretuje się jako wrogie. Jeżeli ktoś się do mnie uśmiechnął, ale nie wiem do końca, dlaczego, to w narcyzmie wrażliwym, ale też kolektywnym, interpretuje się to jako zagrażające. Różnica poglądów przy stole może do tego prowadzić. Często nawet odmienne zdanie postrzega się jako zagrożenie i personalny atak.
Czego nauczyły Cię własne badania?
Narcyzm to kategoria, którą stereotypizujemy innych. Tymczasem doświadcza go każdy z nas. W różnych, nawet bardzo subtelnych, codziennych sytuacjach.
Gdy próbujemy pomagać na siłę, porównywać się i rywalizować z innymi. Wszyscy walczymy o zachowanie pozytywnego obrazu siebie wśród innych, czasami nie zdając sobie sprawy, jak bardzo nas to zamyka na informacje, które by temu przeczyły.
Często jesteśmy przywiązani do własnych poglądów bardziej, niż jesteśmy skłonni przed sobą przyznać. Mamy przekonania na temat świata. I walczymy o nie bardzo mocno. Czasami to jest dobre, bo napędza nas do podejmowania działania, walki o sprawę. Ale może nas też ograniczać i zawężać pole widzenia. Kiedy ktoś jest w kontrze do mnie, a ja tylko chcę mieć rację...
Można mieć rację albo relację?
Tak. Trzeba się zastanowić, dlaczego ktoś protestuje. Dlaczego ma inne zdanie? Jakie są racje drugiej strony? Nawet jeśli uważam, że oponent postępuje niemoralnie, to mogę sobie zadać pytanie: dlaczego? Może coś wtedy zobaczę, zrozumiem lepiej. To jest trudne, ale zostało naukowo udowodnione, że empatia wyrywa nas z narcyzmu.

Prof. dr hab. Marcin Zajenkowski jest pracownikiem Wydziału Psychologii UW, zajmuje się psychologią osobowości. Laureat nagrody Ig Nobel w 2025 r. za badania nad wpływem informacji zwrotnej dotyczącej poziomu inteligencji na chwilowy poziom narcyzmu. Autor licznych publikacji na temat inteligencji, osobowości i narcyzmu. Redaktor naukowy czasopism „Personality and Individual Difference” i „Journal of Personality”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















