Brak badań profilaktycznych to ryzyko wykrycia nowotworu w zaawansowanych stadiach
I choć eksperci przyznają, że badania (nawet częściej, niż zalecają programy profilaktyczne) wykonuje więcej Polek, bo korzystają z możliwości, jakie daje prywatny sektor opieki zdrowotnej, a ginekologia to jedna z najbardziej sprywatyzowanych specjalizacji medycyny – to nie da się ukryć, jest źle.
Zwłaszcza że o prywatnie wykonywanych badaniach nie wiemy nic poza tym, że są. Nie wiemy, ile kobiet bada się poza programami profilaktycznymi „na NFZ” i jaką mają one efektywność. Brak wiedzy uniemożliwia projektowanie spójnych rozwiązań i kręcimy się w kole niemożności. Niska zgłaszalność na badania skutkuje wykrywaniem nowotworów w bardziej zaawansowanych stadiach, co sprawia, że leczenie raka w Polsce jest coraz droższe, a śmiertelność – wyższa niż w krajach Europy Zachodniej.
Dlaczego Polacy (i Polki) się nie badają?
Tradycyjna odpowiedź – brak świadomości zdrowotnej, brak edukacji (w tym miejscu można się pokłonić politykom, dzięki którym wprowadzany od września do szkół przedmiot edukacja zdrowotna będzie upośledzony nieobowiązkowością) – tylko w części jest prawdziwa. Brakuje, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, konsekwencji w projektowaniu i wprowadzaniu rozwiązań systemowych.
Najlepszym przykładem jest powiązanie badań profilaktycznych z medycyną pracy. Co roku do gabinetów lekarzy medycyny pracy stawia się ok. 5 mln dorosłych Polaków, których pracodawcy wysyłają po niezbędne zaświadczenie o braku przeciwskazań. Od lat eksperci, również organizacje samych pracodawców, wskazują, że byłaby to doskonała okazja do przeprowadzenia podstawowych badań w kierunku chorób cywilizacyjnych, czyli kardiologicznych i onkologicznych.
Na liście m.in. mammografia i cytologia, a także – dla panów – badanie PSA. Rok temu wydawało się, że postulowane zmiany są tuż, tuż, bo taką obietnicę złożyła ministra Izabela Leszczyna, a w kolejnych miesiącach traktowano ten scenariusz jako pewny. Jednak podczas ubiegłotygodniowej debaty eksperckiej przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia przyznała, że resort na razie nie planuje włączyć tych badań do medycyny pracy. Powodów jest zapewne wiele, ale jednym z nich są pieniądze – wiadomo było od początku, że choć badania medycyny pracy finansują pracodawcy, za ten dodatkowy pakiet musiałby zapłacić NFZ, a w kasie płatnika, jak wiadomo, obecnie hula wiatr.
Potrzebne SMS-y, powiadomienia push i listy z zachętami
Oczywiście, lekarze medycyny pracy mogą zachęcać – przy okazji wizyt „pracowniczych” – do skorzystania z badań profilaktycznych. „Jeżeli ja badam pracownika biurowego i nie zwrócę uwagi na czynniki ryzyka, zagrożenia, nieleczone wcześniej choroby, nie udzielę mu porady profilaktycznej, to w zasadzie ta wizyta byłaby kompletnie bez sensu” – mówiła prof. Jolanta Walusiak-Skorupa, dyrektor Instytutu Medycyny Pracy im. prof. J. Nofera w Łodzi.
Fundamentem skuteczności programów profilaktycznych jest jednak dotarcie z informacją o nich – i to bynajmniej nie jeden raz. Osoby, do których kierowane są programy, powinny być bombardowane telefonami z poradni POZ, SMS-ami, powiadomieniami push na telefonach, również tradycyjnymi listami, których wysyłanie Ministerstwo Zdrowia wstrzymało w 2017 roku. Wielu ekspertów ocenia, że był to jeden z większych grzechów ówczesnego kierownictwa resortu, przynajmniej w obszarze zdrowia publicznego i walki z chorobami nowotworowymi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















