Ponoć włoszczyzna zrobiła się przed świętami droższa od mięsa. Wkrótce potem usłyszeliśmy zaś, że Polska podzieliła się pod kątem postnych praktyk na diecezje, które dały wiernym dyspensę od postu w okresie oktawy Bożego Narodzenia – tradycyjnie znaczącej czas świąteczny – i takie, które z tego obowiązku nie zwolniły. Kraj podzielił się w proporcji 25 do 15 na korzyść dyspensy. To już kolejna odsłona ulubionej katolickiej rozrywki, w której swego czasu przodował rzecznik prasowy episkopatu. Ma ona też swoją odmianę majowo-warszawską, w postaci rozważań, na którym brzegu Wisły można będzie legalnie grillować mięso w pierwszy ciepły i wolny weekend. Przede wszystkim jednak medialne komunikaty o dyspensie, która wymaga uwagi terytorialnej, ośmieszają sens postu. Ten post zresztą ma ciekawą historię, która każe stawiać wiele pytań o piątkowe niejedzenie mięsa.
Od historii zacznijmy. Poszczono we wczesnym chrześcijaństwie przed chrztem – pościł tak chrzczony, jak udzielający chrztu, a zachęcano i całą wspólnotę. Widziano też w poście uczynek pokutny, ale już Hermas w II w. próżnym postem nazywał samo ograniczenie pokarmów. Twierdził: „poszcząc tak dla Boga, nie robisz nic dla sprawiedliwości” i sugerował poszczenie o chlebie i wodzie, a przeznaczenie w ten sposób zaoszczędzonej sumy na wsparcie wdowy, sieroty lub ubogiego. Ojcowie Kościoła wyraźnie łączyli post z uczynkami miłosierdzia, a Jan Chryzostom nawoływał, by pościło nie samo podniebienie, ale oko, ucho, nogi, ręce i wszystkie członki ciała – zawsze gotowe zachować się tak, by postawę chrześcijańską udowodnić czynami.
Za to piątkowy post zawdzięczamy najpewniej Tertulianowi i jego dziełu „O poście”, które powstało, gdy związany był z rygorystycznymi montanistami. U montanistów post był dyscyplinowaniem siebie, odpowiedzią na grzech obżarstwa Adama (sięgnięcie po owoc), praktyką ascetyczną przybliżającą do Boga. Montaniści pościli dwa razy w tygodniu, w środy i piątki. Choć zwyczaj wywodził się z grupy oddzielonej od ówczesnej ortodoksji, przyjął się.
Mniej znanym uzasadnieniem piątkowego postu jest zalecenie z „Didascalia Apostolorum”, tekstu z pierwszej połowy III w. (ok. 230 r.), by postem zadośćuczynić za grzech bogobójstwa popełniony przez Żydów. „Pośćcie w piątek, bo wtedy naród (żydowski) zabił się, zabijając Zbawiciela” – argumentuje tekst, zgodnie z długą tradycją obarczania Żydów winą za śmierć Jezusa, która na ten naród miała sprowadzić nieszczęścia. Dodajmy – tradycją, z której Kościół wycofał się na Soborze Watykańskim II.
Rygoryzm z czasów Tertuliana podbiły jeszcze ascetyczne praktyki ojców pustyni. Post był sposobem życia anielskiego, dawał wolność od grzeszności ciała, miał sprawiać, że modlitwa będzie bardziej skuteczna. Z czasem postów, w tym surowych, zaczęło być w chrześcijańskim kalendarzu coraz więcej, a jednocześnie mnożyły się sposoby ich omijania. Podręczniki dla spowiedników wyliczały, że grzechem śmiertelnym jest w dzień postny przyjąć więcej niż 120 g pokarmu! Stąd już blisko do formalizmu, jaki reprezentuje polski Kościół dziś, dając lub odmawiając dyspensy od mięsa.
A przecież, zgodnie z prawem kanonicznym, każdy lokalny Kościół i każdy episkopat może sam określić sposób zachowania postu i wstrzemięźliwości. Można post zupełnie zastąpić uczynkami miłosierdzia, które być może lepiej oddawałyby naśladowanie Chrystusa niż placki ziemniaczane lub leniwe. Byłyby też bardziej adekwatne w dobie wegetarianizmu oraz wskazanego przez lekarzy i ekologów ograniczania spożycia mięsa.
Można by w Polsce pomyśleć zatem nad innym rozumieniem postu niż odmawianie sobie nie tak w końcu luksusowego mięsa. Solidarność z ubogimi, naśladowanie Chrystusa, walka z własnymi wadami i nałogami utrudniającymi miłość bliźniego są w tym dniu ważniejsze niż tradycyjna piątkowa jarskość. Zamiast namyślać się przy każdym konflikcie w kalendarzu, można by więc pomyśleć raz a dobrze nad głębszym może sposobem postu i nie tak bardzo narażonym na kwestionowanie, gdy akurat wypada długi weekend z grillem lub trzeba dojadać świąteczny pasztet. Zresztą, czy ktoś nam z tym każe czekać na biskupów?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















