Czy piątkowy post od mięsa ma dziś jeszcze sens?

W dobie wegetarianizmu i ograniczania spożycia mięsa można by wreszcie zastąpić piątkowy post uczynkami miłosierdzia. Lepiej oddawałyby naśladowanie Chrystusa niż placki ziemniaczane lub pierogi leniwe.
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara

Ponoć włoszczyzna zrobiła się przed świętami droższa od mięsa. Wkrótce potem usłyszeliśmy zaś, że Polska podzieliła się pod kątem postnych praktyk na diecezje, które dały wiernym dyspensę od postu w okresie oktawy Bożego Narodzenia – tradycyjnie znaczącej czas świąteczny – i takie, które z tego obowiązku nie zwolniły. Kraj podzielił się w proporcji 25 do 15 na korzyść dyspensy. To już kolejna odsłona ulubionej katolickiej rozrywki, w której swego czasu przodował rzecznik prasowy episkopatu. Ma ona też swoją odmianę majowo-warszawską, w postaci rozważań, na którym brzegu Wisły można będzie legalnie grillować mięso w pierwszy ciepły i wolny weekend. Przede wszystkim jednak medialne komunikaty o dyspensie, która wymaga uwagi terytorialnej, ośmieszają sens postu. Ten post zresztą ma ciekawą historię, która każe stawiać wiele pytań o piątkowe niejedzenie mięsa.

Od historii zacznijmy. Poszczono we wczesnym chrześcijaństwie przed chrztem – pościł tak chrzczony, jak udzielający chrztu, a zachęcano i całą wspólnotę. Widziano też w poście uczynek pokutny, ale już Hermas w II w. próżnym postem nazywał samo ograniczenie pokarmów. Twierdził: „poszcząc tak dla Boga, nie robisz nic dla sprawiedliwości” i sugerował poszczenie o chlebie i wodzie, a przeznaczenie w ten sposób zaoszczędzonej sumy na wsparcie wdowy, sieroty lub ubogiego. Ojcowie Kościoła wyraźnie łączyli post z uczynkami miłosierdzia, a Jan Chryzostom nawoływał, by pościło nie samo podniebienie, ale oko, ucho, nogi, ręce i wszystkie członki ciała – zawsze gotowe zachować się tak, by postawę chrześcijańską udowodnić czynami.

Za to piątkowy post zawdzięczamy najpewniej Tertulianowi i jego dziełu „O poście”, które powstało, gdy związany był z rygorystycznymi montanistami. U montanistów post był dyscyplinowaniem siebie, odpowiedzią na grzech obżarstwa Adama (sięgnięcie po owoc), praktyką ascetyczną przybliżającą do Boga. Montaniści pościli dwa razy w tygodniu, w środy i piątki. Choć zwyczaj wywodził się z grupy oddzielonej od ówczesnej ortodoksji, przyjął się.

Mniej znanym uzasadnieniem piątkowego postu jest zalecenie z „Didascalia Apostolorum”, tekstu z pierwszej połowy III w. (ok. 230 r.), by postem zadośćuczynić za grzech bogobójstwa popełniony przez Żydów. „Pośćcie w piątek, bo wtedy naród (żydowski) zabił się, zabijając Zbawiciela” – argumentuje tekst, zgodnie z długą tradycją obarczania Żydów winą za śmierć Jezusa, która na ten naród miała sprowadzić nieszczęścia. Dodajmy – tradycją, z której Kościół wycofał się na Soborze Watykańskim II.

Rygoryzm z czasów Tertuliana podbiły jeszcze ascetyczne praktyki ojców pustyni. Post był sposobem życia anielskiego, dawał wolność od grzeszności ciała, miał sprawiać, że modlitwa będzie bardziej skuteczna. Z czasem postów, w tym surowych, zaczęło być w chrześcijańskim kalendarzu coraz więcej, a jednocześnie mnożyły się sposoby ich omijania. Podręczniki dla spowiedników wyliczały, że grzechem śmiertelnym jest w dzień postny przyjąć więcej niż 120 g pokarmu! Stąd już blisko do formalizmu, jaki reprezentuje polski Kościół dziś, dając lub odmawiając dyspensy od mięsa.

A przecież, zgodnie z prawem kanonicznym, każdy lokalny Kościół i każdy episkopat może sam określić sposób zachowania postu i wstrzemięźliwości. Można post zupełnie zastąpić uczynkami miłosierdzia, które być może lepiej oddawałyby naśladowanie Chrystusa niż placki ziemniaczane lub leniwe. Byłyby też bardziej adekwatne w dobie wegetarianizmu oraz wskazanego przez lekarzy i ekologów ograniczania spożycia mięsa.

Można by w Polsce pomyśleć zatem nad innym rozumieniem postu niż odmawianie sobie nie tak w końcu luksusowego mięsa. Solidarność z ubogimi, naśladowanie Chrystusa, walka z własnymi wadami i nałogami utrudniającymi miłość bliźniego są w tym dniu ważniejsze niż tradycyjna piątkowa jarskość. Zamiast namyślać się przy każdym konflikcie w kalendarzu, można by więc pomyśleć raz a dobrze nad głębszym może sposobem postu i nie tak bardzo narażonym na kwestionowanie, gdy akurat wypada długi weekend z grillem lub trzeba dojadać świąteczny pasztet. Zresztą, czy ktoś nam z tym każe czekać na biskupów? 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pasztet z postem