Czy wiara w zjawiska nadprzyrodzone, specjalne objawienia Chrystusa, Marii czy świętych jest czymś istotnym, czy marginalnym dla chrześcijaństwa? Gdyby popatrzeć z punktu widzenia socjologii religii, odpowiedź jest oczywista: nawet w dobie sekularyzacji i panowania naukowego obrazu świata grupy powiązane z nadzwyczajnymi fenomenami religijnymi stanowią zdecydowaną większość ludzi głęboko zaangażowanych religijnie.
Z drugiej strony, jak niedawno pisaliśmy w „Tygodniku”, istnieje możliwość czysto naturalnego wyjaśniania „nadprzyrodzonych” doświadczeń. Ludzie wierzący muszą więc postawić sobie pytanie, jaką rolę w ich wierze pełnią (domniemane) wtargnięcia tego, co nadprzyrodzone, w zwykłą, empirycznie uchwytną codzienność.
Objawienia mogą przynieść dobre skutki
Dla katolików pouczające może tu być opublikowane ostatnio stanowisko Dykasterii Nauki Wiary na temat „fenomenu Medziugoria”. Fenomen ów rozpoczął się w latach 80. XX w. od – domniemanych – objawień maryjnych, których miała (i nadal ma) doświadczać szóstka osób „wybranych” przez Gospę (czyli „Panią”). Objawiająca się Maria ma przekazywać „widzącym” orędzia o treści teologicznej i społecznej. Wokół tych objawień powstał ogromny ruch religijno-duchowy: miliony osób pielgrzymują corocznie do hercegowińskiej miejscowości, w której rozwinął się prężny ośrodek religijny prowadzący liczne nabożeństwa, rekolekcje, warsztaty.
Znamienne jest, że dla watykańskiej dykasterii najważniejszym kryterium oceny „fenomenu Medziugoria” nie były same objawienia, lecz powstały wokół nich ruch. Najważniejsze okazało się to, co dzieje się z ludźmi, którzy do Medziugoria pielgrzymują. Kościelny dokument wymienia tu liczne nawrócenia, pogłębienie wiary, postanowienia o głębszym zaangażowaniu w życie Kościoła, uratowanie i pogłębienie związków małżeńskich. To te pozytywne owoce przeważyły szalę i stanowiły podstawę ostatecznego zezwolenia na włączenie „fenomenu Medziugoria” w kościelne duszpasterstwo.
Jak Watykan ocenił treść objawień
Owszem, Watykan oceniał też przekaz „objawień” – wskazując, gdzie jest on teologicznie pozytywny, a gdzie zawiera niejasności i błędy. Co kluczowe, uznanie, że w „nadprzyrodzonych” przekazach są teologiczne błędy, nie dyskwalifikuje całości zjawiska. Dykasteria przypomina tu swój wcześniejszy dokument, z którego wynika, że „kiedy rozpoznaje się działanie Ducha Świętego w jakimś duchowym doświadczeniu, nie oznacza to, że wszystko, co się z nim wiąże, jest wolne od wszelkich nieścisłości, niedoskonałości czy możliwych nieporozumień. Należy ponownie przypomnieć, że zjawiska te »czasami jawią się jako związane z niejasnymi ludzkimi doświadczeniami, teologicznie nieprecyzyjnymi wyrażeniami lub nie do końca uzasadnionymi interesami« (Normy, nr 14). Nie wyklucza to możliwości »pewnych błędów pochodzenia naturalnego, niewynikających ze złej intencji, ale z subiektywnego postrzegania zjawiska« (tamże, art. 15, 2)”.
Innymi słowy, z punktu widzenia Kościoła katolickiego duchowe przeżycie, nawet jeśli przejawia się w nim działanie Ducha Świętego, zawsze przefiltrowane jest przez subiektywny stan przeżywających je osób. Z tych przyrodzonych uwarunkowań nie da się „wydestylować” nadprzyrodzonego elementu. Lepiej więc skierować swą uwagę na egzystencjalne skutki takich przeżyć.
Objawienia odsyłają do Ewangelii
Watykańska ocena teologicznej wartości objawionych maryjnych „przesłań” jest jednak również pouczająca. To, co zostało uznane za najbardziej wartościowe, to fragmenty, które odsyłają do Ewangelii i przypominają jej treść. Tu jednak pojawia się pytanie: skoro istotne dla wiary jest to, co wiadomo i bez szczególnych objawień, skąd bierze się ich siła, dlaczego wciąż pełnią istotną rolę w religijności prawdopodobnie większości żarliwych wiernych?
Odpowiedź kryje się chyba w obserwacji, że fundamentalnym wymiarem zaangażowania religijnego jest żywe doświadczenie. Owszem, każda z wielkich światowych religii (a taką jest i katolicyzm) to także bardzo rozbudowana społeczna struktura, trwająca za sprawą siły (ciężaru?) wielowiekowej tradycji, a także rozmaitych związków z politycznymi strukturami społeczeństwa. Jednak u źródła każdej z wielkich religii (również katolicyzmu) jest intensywne duchowe przeżycie.
Współcześnie rola owego przeżycia wzrasta – bo przecież w dobie sekularyzacji społeczeństwa słabnie siła (ciężar?) tradycji, rwą się więzi z politycznymi strukturami. Jeśli religia się ma gdzieś ostać, to tylko tam, gdzie mamy do czynienia z duchowym doświadczeniem. Tym bardziej ważne staje się pytanie: na czym takie autentyczne duchowe doświadczenie miałoby polegać? Jakie jego formy warto pielęgnować?
Świętość można znaleźć wszędzie
Nieco upraszczając sprawę, można rozróżnić dwie wizje relacji pomiędzy rzeczywistością naturalną a tym, co święte czy boskie, oraz dwie, wynikające z tych wizji, odmienne postawy wobec religijnego doświadczenia.
Pierwsza wizja postrzega wyraźną różnicę pomiędzy profanum a sacrum. To ostatnie jawi się wtedy właśnie jako „nadprzyrodzone”, niezwykłe, przenikające w codzienność w jakichś szczególnych miejscach czy doświadczeniach. Poszukiwanie religijnie znaczących przeżyć jest poszukiwaniem czegoś specjalnego: szczególnego głosu, niezwykłej postaci, wyraźnego przesłania.
Wizja druga rozpoznaje, że Świętość jest wszechobecna, iż „wszystko całkowicie napełnia” (por. Ef 1, 23), że w Niej „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (por. Dz 17, 28). W tej wizji nie ma potrzeby wyraźnie odróżniać tego, co jest naszą interpretacją, a co „szeptem Ducha”, co jest naturalne, a co nadprzyrodzone. Wszystko jednocześnie może być (jest!) takie i takie. Nie ma zatem potrzeby zwracać większej (religijnej) uwagi na domniemane szczególne objawienia. Objawieniem jest bowiem wszystko.
Jeśli jednak objawieniem jest wszystko, jeśli nieustannie mamy je przed oczami – to właśnie z tego powodu łatwo je nam przeoczyć. Być może tutaj tkwi wartość wszelkich nadzwyczajnych, „nadprzyrodzonych” fenomenów, zdarzeń i przeżyć. Nie są one bardziej święte niż cała reszta naszego życia i świata. Przypominają nam tylko o tej – powszechnej – świętości.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















