Horror dorastania

Paranormalna moc Thelmy wyrasta z niekontrolowanych dziecięcych emocji, lecz szczególne natężenie osiąga w okresie najbardziej demonicznym, czyli naznaczonym przez dojrzewanie płciowe.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Thelma” / MATERIAŁY PRASOWE GUTEK FILM
Kadr z filmu „Thelma” / MATERIAŁY PRASOWE GUTEK FILM

Trudno wyobrazić sobie bardziej retoryczne otwarcie filmu. Kamera przez chwilę spoziera na bohaterkę spod przezroczystej warstwy lodu na jeziorze, z perspektywy pływających pod nim ryb. Thelma ma wówczas kilka lat i towarzyszy ojcu w polowaniu. Gdy na celowniku myśliwego pojawia się sarna, wszystko wskazuje na to, że dziewczynka jest świadkiem traumatycznego w skutkach aktu barbarzyństwa. Ale ojciec niespodziewanie rezygnuje z pociągnięcia za spust – mała bohaterka sprawiła to najprawdopodobniej siłą własnej woli. Norweski reżyser Joachim Trier zakreśla w ten sposób przestrzeń swego filmu, w którym naturalne i nadprzyrodzone będą tworzyć mieszankę wybuchową.

Filozofowie horroru wskazują, że jednym z ukrytych fundamentów tego gatunku jest nasz lęk przed naturą, która w pewnym momencie bierze odwet za próby jej okiełznania. Objawia się wówczas jako ciemna siła bądź przybierający rozmaite kształty potwór, który zwykle przychodzi z zewnątrz, ale czasem zamieszkuje w nas samych. Nie trzeba dodawać, że filmowe monstrum bywa sublimacją stłumionych popędów seksualnych i dlatego horrory stanowią istny raj dla psychoanalizy. W „Thelmie” paranormalna moc, którą obdarzona została tytułowa bohaterka, wyrasta zrazu z niekontrolowanych dziecięcych emocji, lecz szczególne natężenie osiągnie w okresie najbardziej demonicznym, czyli naznaczonym przez dojrzewanie płciowe. Trier niby podąża wytartym schematem obyczajowym: oto wychowana w surowej religijności dziewczyna przyjeżdża na studia do Oslo i pod wpływem wyzwolonej koleżanki Anji zaczyna smakować zakazane dotychczas owoce. Erotyczna fascynacja i zachłyśnięcie wolnością zderzone z głębokim wstydem i poczuciem winy muszą przynieść dramatyczne następstwa. I tu właśnie reżyser sięga po instrumentarium rodem z horroru, w Thelmie budzą się bowiem na nowo telekinetyczne zdolności. Opętana nieznanymi dotychczas pragnieniami nastolatka przejmuje ponadnaturalną władzę nad światem. Jest to jednak sprawczość tylko pozorna, bo tak naprawdę bohaterką rządzą impulsy, których nie będzie w stanie utrzymać na wodzy.

Oczywiście, gdzieś już to wszystko widzieliśmy. Starszą siostrą Thelmy jest chociażby Carrie, stworzona ongiś przez Stephena Kinga i powtórnie ożywiona m.in. przez Briana De Palmę w niezapomnianym wcieleniu Sissy Spacek. Pandemonium, jakie potrafi wywołać rozbuchana seksualność wieku pokwitania, na trwałe weszło do repertuaru kina grozy. Ślady tej mrocznej mitologii znajdziemy w takich współczesnych tytułach jak „Coś za mną chodzi”, gdzie David Robert Mitchell straszy wyobrażeniami na temat nastoletniej seksualności – spuszczonej z rodzicielskiej smyczy, ale też pełnej własnych, „nowoczesnych” przesądów, czy w prowokacyjnym „Mięsie” Julii Ducournau, ociekającym krwią horrorze wegetariańsko-feministycznym. Warto przy tej okazji odnotować, że demonizując seksualny wymiar dojrzewania, kino najchętniej wykorzystuje seksualność kobiecą. Krytycy piszący o „Thelmie” również zwracają uwagę na ten aspekt, jakkolwiek aktorstwo Eili Harboe jest nad wyraz powściągliwe, a sam Trier wystrzega się typowej fetyszyzacji. Lepkim spojrzeniem obdarza za to tę drugą, Anję, choć jej obraz zostaje przefiltrowany przez spojrzenia głównej bohaterki. I to Thelmie przyznaje reżyser w finale ostateczne zwycięstwo.

„Reprise. Od początku raz jeszcze”, „Oslo, 31 sierpnia”, „Głośniej od bomb” – śledząc wcześniejsze dokonania norweskiego twórcy, można wyodrębnić ich cechy charakterystyczne: obserwację bohaterów w kluczowych, by nie rzec: inicjacyjnych momentach życia, skupienie bardziej na nastroju niż dynamice opowiadania, przepuszczanie go przez subiektywny filtr. „Thelma” również wpisuje się w ten model, co w połączeniu z horrorowym sztafażem daje efekt zaskakująco świeży. Egzorcyzmowanie „nieczystych” sił objawia się w filmie bez udziału wody święconej i krucyfiksu, za to z profesjonalną pomocą najnowszej medycyny. Dręczące bohaterkę ataki mają jak najbardziej racjonalną diagnozę – jako „psychogenne napady rzekomo padaczkowe” – i jak najbardziej racjonalne przyczyny. Tym groźniejsza staje się przedstawiona w filmie wizja religijności, w której sekciarskie nawiedzenie niszczy nie tylko integralność jednostki, ale także rodzinne więzi.

Opowiadając o horrorze dojrzewania, Trier stara się być równocześnie trzeźwym psychologiem i surrealistycznym wizjonerem. Lecz niezależnie, czy popycha intrygę do przodu, czy przewija film o kilkanaście lat wstecz, niezależnie, czy patrzy na swoją bohaterkę spod grubej tafli lodu, czy z bardziej pozaziemskiego punktu widzenia, nie przykrywa swoim wszechwidzącym chłodnym okiem nastoletniej intymności. Bo to ona pozostaje w „Thelmie” sferą najbardziej niepokojącą, mimo wszystkich gatunkowych atrakcji. ©

THELMA – reż. Joachim Trier. Prod. Dania/Francja/Norwegia/Szwecja 2017. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 8 czerwca.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2018