Gry szczepionką

„Nikt nie jest do końca bezpieczny, dopóki bezpieczni nie są wszyscy” – powtarzają epidemiolodzy. W walce o zrównoważony dostęp do szczepień przeciw COVID-19 stawka jest jednak o wiele wyższa.

08.02.2021

Czyta się kilka minut

Załadunek chińskich szczepionek przed ich dystrybucją. Indonezja, 13 stycznia 2021 r. / / ROBERTUS PUDYANTO / GETTY IMAGES
Załadunek chińskich szczepionek przed ich dystrybucją. Indonezja, 13 stycznia 2021 r. / / ROBERTUS PUDYANTO / GETTY IMAGES

Niewiele tekstów o pandemii zestarzało się równie szybko, jak pean na cześć Unii Europejskiej, który w listopadzie 2020 r. ukazał się w „The World in 2021”, specjalnym wydaniu tygodnika „The Economist”.

„Pewne kraje postrzegają starania o szczepionkę jako wyścig między mocarstwami, podobny do tego z lat 60. XX w. o dominację w kosmosie – pisała w nim Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. – To ułuda. Ścigamy się wyłącznie z wirusem oraz z czasem, wszyscy razem. Najlepsza strategia to współpraca, podstawa polityki Unii od początku kryzysu”.

Artykuł ten, zatytułowany „Drużyna Europa gra dla świata”, dziś wydaje się pochodzić z innej epoki. W rywalizacji o dostęp do szczepionek w Unii – podobnie jak u innych dużych graczy – nie widać solidarności z resztą globu; opóźnienia w dostawach powodują coraz silniejsze napięcia. Gdzie indziej eksport preparatów staje się dla państw sposobem na zwiększenie wpływów. A w tle tych wydarzeń jest ważne pytanie: o to, czy nierówności w dystrybucji mogą wydłużyć pandemię.

Lepiej, ale źle

Najpierw dobre informacje. Według portalu ourworldindata.org na początku lutego dawkę szczepionki przeciw COVID-19 przyjmowało codziennie ok. 3,5 mln ludzi na świecie. Liczba ta stale rośnie. W Unii można już stosować trzy preparaty (Pfizer/BioNTech, Moderna i AstraZeneca), kolejne przechodzą testy kliniczne. „Gdyby zapytano mnie o to rok temu, odpowiedziałbym, że wynalezienie szczepionki zajmie od roku do dwóch, i na pewno nie założyłbym, że będzie miała 90-procentową skuteczność” – mówi Liam Smeeth, epidemiolog z London School of Hygiene and Tropical Medicine, w rozmowie z czasopismem medycznym „The Lancet”.

Jest więc lepiej, niż przewidywano. Pierwsza akcja szczepienia dorosłych z całego świata ruszyła stosunkowo szybko. Jeśli jej skuteczności nie obniżą identyfikowane co pewien czas nowe warianty koronawirusa SARS-CoV-2, do końca tego roku znacznie zmniejszy ona liczbę ciężkich przypadków COVID-19, odciążając systemy ochrony zdrowia.


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Na tym dobre newsy się kończą, gdyż świat zabezpiecza się przed chorobą w bardzo nierównym tempie. Do minionej środy tylko Izrael, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Seszele zaszczepiły pierwszą dawką więcej niż jedną piątą swojej populacji. Jesienią ma być już zaszczepiony każdy dorosły Brytyjczyk, a kanclerz Angela Merkel obiecała w minionym tygodniu, że do końca lata zaszczepić będzie mógł się każdy chętny Niemiec [o sytuacji w Niemczech patrz tekst tutaj >>>].

Jednak wiele innych krajów musi poczekać co najmniej do przyszłego roku. Dostępnych dawek jest wciąż za mało, a długą listę problemów z dystrybucją zaczynają pieniądze i polityka, kończą zaś – dostępność zamrażarek i szklanych fiolek.

W szachu

Zła wiadomość brzmi: COVID-19 na długie lata może pozostać chorobą ubogich. Alarm podnosi szef Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom. „Świat stoi na krawędzi katastrofalnej porażki moralnej, a cena tej porażki zostanie zapłacona życiem ludzi w najbiedniejszych krajach świata” – ostrzegał w styczniu. Adhanom oskarżył zamożne państwa o egoizm i wezwał je, aby po zaszczepieniu swoich grup ryzyka – seniorów, chorych i pracowników służby zdrowia – przepuściły w kolejce kraje uboższe.

Kłopot w tym, że zamożniejsi kłócą się na razie między sobą. „Szczepionkowy nacjonalizm” ujawnił się na najczulszym unijnym pograniczu – w Irlandii. 29 stycznia Komisja Europejska nieoczekiwanie zapowiedziała zastosowanie artykułu 16. tzw. protokołu irlandzkiego, części porozumienia brexitowego z Wielką Brytanią, który umożliwia Brukseli przywrócenie kontroli granicznych między Republiką Irlandii a brytyjską częścią irlandzkiej wyspy. Kilkanaście godzin później – skrytykowana równo przez Brytyjczyków i państwa członkowskie – Komisja wycofała się z tej decyzji, ale zaciętość, z jaką obie strony wystąpiły przeciw sobie, to zły prognostyk.

A poszło właśnie o szczepionki: gdy brytyjsko-szwedzki koncern AstraZeneca i niemiecko-amerykański producent Pfizer/BioNTech zapowiedziały, że problemy z produkcją spowodują opóźnienie dostaw, Unia ostrzegła, że rozważa zakaz eksportu zapasów szczepionki produkowanych na jej terenie.

Bruksela i Londyn trzymają się tu nawzajem w szachu: AstraZeneca produkuje głównie w Wielkiej Brytanii, choć swoją fabrykę ma także w Irlandii (wspomniane wyżej unijne kontrole graniczne miałyby uniemożliwić transport szczepionek z irlandzkiej fabryki do Wielkiej Brytanii poprzez Irlandię Północną). Z kolei dostawy szczepionki Pfizer/BioNTech na Wyspy Brytyjskie pochodzą z fabryki w Belgii.

Nie tylko dla ubogich

Kraje o niższych dochodach nie dysponują takimi kartami przetargowymi. Muszą polegać na współtworzonej przez WHO koalicji zakupowej (pod nazwą COVAX), która zapłaciła za pół miliarda dawek i obiecała równy do nich dostęp. Pierwsze dostawy preparatu na licencji AstraZeneca, przeznaczonego głównie dla krajów Afryki, opuściły już zakład w Indiach.

COVAX wymyślono z głową. W pierwszej fazie dystrybucji ma zostać zaszczepionych 20 proc. dorosłej populacji najuboższych krajów, w tym grupy ryzyka. Później mechanizm pomoże państwom najbardziej dotkniętym przez epidemię, o niewydolnym systemie opieki zdrowotnej i tym, gdzie na ryzyko zakażenia narażone są całe grupy społeczne. Zaplanowano też tzw. rezerwę humanitarną: nawet 5 proc. dawek będzie zarezerwowane m.in. dla uchodźców i azylantów.

Już jesienią COVAX zaczął przygotowywać się do szczepionkowych konfliktów. „Stworzyliśmy zdywersyfikowany system produkcji. Żadna z naszych szczepionek nie powstaje w jednym regionie, na wypadek gdyby wprowadzono ograniczenia eksportu” – mówił wtedy portalowi „Politico” Jim Robinson, odpowiadający w koalicji za strategię produkcji.

„Drużyna Europa” – jak lubi Unię określać Ursula von der Leyen – wpłaciła na COVAX pół miliarda euro. Tym, że 400 mln z tej kwoty to pożyczka z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Bruksela już się nie chwali. Z systemu stworzonego z myślą o państwach ubogich korzystają też zamożne Nowa Zelandia, Singapur i Kanada (która jeszcze jesienią samodzielnie kupiła awansem po 10 dawek na obywatela). „Podjęliśmy tę decyzję, ponieważ wiemy, jak ważne jest, aby wszyscy Kanadyjczycy mieli dostęp do szczepionek” – tłumaczyła się kanadyjska minister rozwoju międzynarodowego Karina Gould. Łagodząc kontrowersje, premier Justin Trudeau obiecał, że po zaszczepieniu wszystkich dorosłych obywateli jego kraj podzieli się nadwyżką z innymi.

Leczenie za pozwoleniem

Nigdzie pytanie o trudne sąsiedztwo nie wybrzmiewa tak, jak w Izraelu – państwie, które szczepi najszybciej w świecie. Także Palestyńczyków – jednak tylko tych z izraelskim obywatelstwem i tych mieszkających we wschodniej Jerozolimie.

Na terytoriach okupowanych szczepienia jeszcze się nie zaczęły. Izrael powołuje się na układ z Oslo z 1993 r., zgodnie z którym ochrona zdrowia na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy leży w gestii Autonomii Palestyńskiej. Palestyńczycy odpowiadają, że umowa z Oslo zobowiązuje również oba kraje do współpracy w czasie ewentualnej epidemii – a poza tym pierwszeństwo nad nią ma konwencja genewska, która obliguje władze okupacyjne do opieki nad miejscową ludnością. Izrael jednak nie uznaje się za siłę okupacyjną – i koło się zamyka.

Nawet gdyby obie strony doszły do zgody, przeszkodą będzie sytuacja w terenie. Choć Autonomia Palestyńska ma ministerstwo zdrowia, jej granice kontroluje Izrael – powołując się na zagrożenie bezpieczeństwa zakazuje nawet wwozu tomografów i sprzętu do radioterapii. Przed epidemią na samo tylko leczenie nowotworów u Palestyńczyków Izrael wydawał ok. 3 tys. pozwoleń miesięcznie. Wciąż też odpowiada za ewidencję ludności na terytoriach palestyńskich – bez jego pomocy masowe szczepienia są właściwie niemożliwe.

Mimo surowej retoryki premiera Beniamina Netanjahu – który liczy, że szybkie szczepienia zapewnią mu sukces w marcowych wyborach – jest szansa na wyjście z pata. W miniony czwartek do Autonomii Palestyńskiej dotarło 10 tys. dawek rosyjskiego preparatu Sputnik V. Kilka dni wcześniej Izrael zgodził się przekazać 5 tys. szczepionek pracownikom palestyńskiej służby zdrowia. Izraelscy epidemiolodzy przypominają, że codziennie 100 tys. Palestyńczyków przyjeżdża do pracy w tym kraju, a pół miliona żydowskich osadników mieszka na Zachodnim Brzegu (ci są szczepieni przez Izrael). Częste kontakty izraelsko-palestyńskie sprawiają, że utrudniając szczepienia Palestyńczykom, zwiększa się ryzyko nowych lokalnych ognisk epidemii wśród Izraelczyków.

Nie, dziękujemy

„Szczepionki są niebezpieczne. Jeśli biali są w stanie je rzeczywiście wymyślić, dlaczego nie powstały jeszcze szczepionki przeciw AIDS, gruźlicy, malarii czy nowotworom?” – pytał kilka dni temu prezydent Tanzanii John Magufuli, w tym krótkim zdaniu mieszając uprzedzenia i niewiedzę. Od początku pandemii Magufuli a to zaprzecza pandemii (zabraniając wysyłać do WHO statystyki zachorowań), a to stawia się w roli zbawcy narodu (importując z Madagaskaru zioła, jego zdaniem lek na COVID-19). Przykład idzie z góry, więc nawet tanzańska minister zdrowia zaapelowała, aby przed zakażeniem chronić się… inhalując parę wodną.

Tanzania jest pierwszym krajem świata, który zapowiedział, że nie będzie kupował szczepionki. I to mimo ostatniego wzrostu liczby zachorowań w innych krajach Afryki, z którą dotąd pandemia obchodziła się stosunkowo łagodnie. Nowy wariant koronawirusa odkryto niedawno w RPA. W małym Eswatini (dawniej: Swaziland) jest już prawie 16 tys. zakażeń i 574 zgonów, w niektórych szpitalach zabrakło worków na zwłoki, a lekarzy do pomocy przysłała tu Wielka Brytania.

Wiele państw Afryki ma ograniczone możliwości przechowywania i transportu preparatów w niskiej temperaturze – Eswatini może składować je tylko w temperaturze od 2 do 8 stopni Celsjusza, podczas gdy szczepionka Pfizer/BioNTech wymaga temperatury minus 70 stopni. Alternatywa to szczepionka AstraZeneca, niewymagająca tak niskich temperatur. Ale tu na przeszkodzie może stanąć niedostępność szklanych fiolek. I kolejny paradoks: choć szybki postęp prac nad szczepionkami to także efekt doświadczeń gromadzonych latami podczas kolejnych epidemii wirusa ebola w Demokratycznej Republice Konga i zachodniej części kontynentu, Afryka może walczyć z COVID-19 najdłużej na świecie.

Stracą wszyscy

Według zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO), ustalonych w latach 80. XX w., patenty na nowe produkty farmaceutyczne są ważne przez 20 lat. Na początku pandemii, gdy realne wydawało się zmonopolizowanie rynku szczepionek przeciw COVID-19 przez kilka firm, pojawił się argument radykalny: producenci preparatów powinni zawiesić swoje prawa patentowe i intelektualne, umożliwiając ich wytwarzanie na całym świecie i przez różne podmioty. Pomysł ten zgłosiły w WTO m.in. Indie, RPA, Egipt i Indonezja, jednak odrzucono go, głównie głosami z Zachodu. Łagodząc nieco demoniczny wizerunek koncernów farmaceutycznych, Moderna, producent jednej ze szczepionek, ogłosiła, że nie będzie pozywać producentów korzystających z jej patentu. AstraZeneca i Johnson & Johnson (preparat tej ostatniej firmy może być następny w kolejce do akceptacji na Zachodzie) dzielą się swoimi patentami z wytwórniami w Indiach, RPA i Brazylii.

W idei równego (lub ściślej: zrównoważonego) dostępu do szczepionek nie chodzi tylko o szczytne hasła. Jest też argument ekonomiczny: Międzynarodowa Izba Handlowa, zrzeszająca izby przemysłowo-handlowe z całego świata, ogłosiła właśnie, że jeśli zamożne państwa będą faworyzować swoje społeczeństwa kosztem państw uboższych, straty światowej gospodarki wyniosą od 1,5 bln do nawet 9,2 bln dolarów. Nawet jeśli bogate państwa osiągną już wiosną narzucone sobie cele, a nie przyspieszy tempo szczepień w krajach uboższych, Zachód miałby stracić prawie połowę tej sumy.

Sputnik dookoła świata

Z braku skuteczniejszych mechanizmów państwa pomagają sobie nawzajem: Tajwan obiecał Eswatini pół miliona dolarów na szczepionki. Australia programem szczepień obejmuje wyspy Oceanii, Chiny oferują dawki Mjanmie, Kambodży, państwom Afryki i Ameryki Łacińskiej.

Do gry – i tu zaczynają się kontrowersje – wkraczają też Rosjanie. Sprawiły to bardzo dobre wyniki trzeciej fazy badań klinicznych szczepionki Sputnik V, opublikowane w minionym tygodniu przez „The Lancet” (92 proc. skuteczności). Rosyjska szczepionka powstała w prestiżowym moskiewskim Instytucie Epidemiologii i Mikrobiologii. Ale to nie wiarygodność naukowców, lecz ryzyko, że preparat będzie używany do zwiększenia wpływów Kremla w świecie, sprawia, że dotąd na Zachodzie traktowano ją z obawą.

Sputnik V został już wysłany na Białoruś, gdzie od pół roku trwają antyrządowe protesty, oraz do Wenezueli, sojusznika Rosji. W ostatni wtorek 30 tys. dawek preparatu miało trafić na Węgry, gdzie wcześniej poddano go testom. Viktora Orbána, który utrzymuje z Rosją przyjazne stosunki, można krytykować za wyłamanie się z unijnej solidarności. Ale i on ma swoje argumenty: skoro szczepienia w Unii idą wolniej, niż planowano, czemu oglądać się na Brukselę, skoro można własnych obywateli ochronić szybciej?

TO DOPIERO początek batalii, która potrwa zapewne przez cały drugi rok pandemii. „Im dłużej będziemy zwlekać z zapewnieniem szczepionek, testów i leczenia wszystkim krajom, tym dłużej wirus się przyczai, będzie większe prawdopodobieństwo pojawienia się jego nowych wariantów, większe ryzyko, że obecne szczepionki będą nieskuteczne, i tym gorzej będzie na koniec podnieść się z kryzysu” – ostrzega szef WHO.

Nikt nie jest bezpieczny, dopóki bezpieczni nie są wszyscy – powtarzają epidemiolodzy. Ale gra toczy się o coś więcej. Według twórców mechanizmu COVAX walcząc solidarnie z COVID-19, budujemy model działania, który przyda się przy kolejnych pandemiach. Bo pojawienie się kolejnych wirusów o podobnym do SARS-CoV-2 potencjale jest zapewne kwestią czasu. ©℗


Wciąż czekamy

JOHN STEVEN ZABI z Sudanu Południowego, księgowy, jako uchodźca przebywał w Ugandzie, w 2018 r. wrócił do domu:

Nie znamy jeszcze dnia rozpoczęcia akcji szczepionkowej ani liczby zarezerwowanych przez rząd dawek. Mówi się, że nie będzie ich wiele, a większość zamówiły organizacje międzynarodowe bądź nasze władze, ale w ramach mechanizmu COVAX. We współpracy z ONZ prowadzona jest akcja edukacyjna, nadawane są m.in. audycje radiowe dla różnych grup społecznych.

Wiem, że wiele innych krajów epidemia dotknęła bardziej niż Sudan Południowy. Ale i u nas COVID-19 sprawił, że ludzie stracili pracę, a ceny usług poszły w górę. W dodatku epidemia utrudniła wejście w życie porozumienia pokojowego, które ponad dwa lata temu zakończyło długą wojnę domową. Ludzie wciąż umierają na tę chorobę, równie wyniszczający jest lęk. Wielu chorych nie chce zgłosić się do szpitali i umiera w domach. To dlatego statystyki są niepełne. ©


Pomogli sąsiedzi

TENZING LAMSANG, założyciel i redaktor naczelny gazety „The Bhutanese” z Thimphu w Bhutanie (państwie w Azji Południowej, w Himalajach):

Dwa tygodnie temu dotarła do nas pierwsza partia szczepionek produkowanych w sąsiednich Indiach na licencji firmy AstraZeneca. Byliśmy pierwszym krajem, który je otrzymał, w dodatku już cztery dni po rozpoczęciu szczepień w Indiach. Nasz premier i kilku ministrów zaszczepili się jeszcze na lotnisku.

Nasi sąsiedzi obiecali dostarczyć obie dawki dla wszystkich ponad pół miliona mieszkańców naszego królestwa. Szczepienia idą sprawnie. Do tej pory, aby wyjechać z kraju, wymagany był negatywny certyfikat badania na koronawirusa. Władze zapowiedziały, że wkrótce będą sprawdzać zaświadczenia o szczepieniu. Kilka dni temu premier wygłosił w telewizji oświadczenie o efektach ubocznych szczepienia – przypomniał, że w Bhutanie nie było jak dotąd przypadków groźnych skutków ubocznych, oraz że różne skutki uboczne zdarzają się też przy innych stosowanych u nas szczepieniach. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Marcin Żyła jest dziennikarzem, od stycznia 2016 do października 2023 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 7/2021