W 2018 roku kanadyjska pisarka Miriam Toews napisała powieść, której kanwą były autentyczne zdarzenia, do których doszło mniej więcej dekadę wcześniej w Boliwii. Rzecz działa się w jednej z tamtejszych kolonii założonych przez menonitów, czyli radykalny odłam anabaptyzmu, hołdujący surowym regułom obyczajowym i bardzo tradycyjnemu stylowi życia. Aczkolwiek to nie sama egzotyka zaintrygowała autorkę – na światło dzienne wyszła sprawa 151 kobiet i dziewczynek, które latami były gwałcone przez miejscowych mężczyzn. Usypiali je środkiem uspokajającym przeznaczonym dla bydła.
Jako „Głosy kobiet” książka ukazała się nie tak dawno także w Polsce, wydana przez Czarne, jednakże film w reżyserii Sarah Polley pod tym samym tytułem, mimo że nagrodzony Oscarem za scenariusz adaptowany, ominęła dystrybucja w naszych kinach.
- GŁOSY KOBIET („Women Talking”) – reż. Sarah Polley. Prod. USA 2022. Max, Play Now
Co istotne, nie dostajemy adaptacji dosłownej ani tym bardziej rekonstrukcji faktów – raczej rozpisaną na różne punkty widzenia dramę, gdzie grupa bohaterek pod chwilową nieobecność swoich mężów, ojców i braci zastanawia się, czy porzucić wspólnotę. Powstaje z tego osadzony w kameralnej scenerii demokratyczny wielogłos, którego stawką jest więcej niż dawanie świadectwa tamtym konkretnym zbrodniom. Występują same znakomitości: Rooney Mara, Claire Foy, Jessie Buckley czy Frances McDormand, również współproducentka „Głosów”. Muzykę skomponowała fenomenalna Hildur Guðnadóttir i ma się wrażenie, że wszystkie twórczynie tego filmu oddają mu nie tylko swoje talenty czy twarze.
Odejść czy pozostać? A jeśli zostać, to na jakich warunkach? Walczyć z oprawcami czy im po chrześcijańsku wybaczyć? Czy jednak przebaczenie nie oznaczałoby przyzwolenia, w tym na krzywdzenie małych dzieci? I wreszcie – co powie Bóg, jeśli wierne porzucą wspólnotę? Znajdziemy tu jeszcze więcej dylematów i sporów, jakie toczą między sobą bohaterki w ascetycznych staroświeckich sukniach, w rozmaitym wieku, z różnymi ranami zadanymi im oraz ich córkom. Niektóre mają nieletnich synów – czy ich też należałoby zabrać z wioski do nowego nieznanego życia? Gorąca debata odbywająca się w oświetlonej lampami naftowymi stodole zatacza kręgi coraz szersze i dotyczy zbawienia, posłuszeństwa, wspólnotowości, pacyfizmu… A także samego patriarchatu, którego lokalni mężczyźni również stali się zakładnikami.
Zresztą tych mężczyzn na ekranie prawie nie widać. I nie tylko dlatego, że właśnie pojechali do miasta, by wstawić się za ziomkami przyłapanymi na gorącym uczynku i zamkniętymi w areszcie. Tym razem nie oni mają głos, może z wyjątkiem subtelnego Augusta (w tej roli Ben Whishaw), wykluczonego ongiś ze społeczności. I który teraz, w imieniu niepiśmiennych kobiet, notuje ich słowa (choć to nie on, w przeciwieństwie do książki, jest narratorem).
Dlatego błędem byłoby upominanie się w przypadku „Głosów kobiet” o realizm przedstawienia czy życiowe prawdopodobieństwo. Polley inscenizuje umownie, tak też traktując menonicki kostium. Równie mocno argumentacja bohaterek mogłaby zabrzmieć w naszym (po)nowoczesnym świecie, gdzie nadal ścierają się radykalnie różne racje, a wiele mechanizmów, przesądów czy lęków pozostaje bez zmian. Tu i ówdzie kobiece marzenia o bezpiecznym i godnym życiu są nadal utopią.
Chwilami nasuwają się wątpliwości, czy historia o masowych, metodycznych i przez długi czas bezkarnych gwałtach nie operuje zbyt uszlachetnioną materią filmową. Ale jeśli zaakceptuje się tę zaangażowaną i zarazem trochę sztuczną konwencję, oparty na dialogu film Polley przestanie być jedynie feministycznym słuchowiskiem z pięknymi wizualnymi przebitkami, stylowo wypłowiałymi zdjęciami i skłonnością do metafor.
Polley nie stara się epatować i przede wszystkim wsłuchuje się w słowa, toteż można jej wybaczyć ozdobną czasem retorykę, wystudiowaną rozwlekłość czy licentia poetica wobec faktów. Chodzi jej w gruncie rzeczy o uniwersalną przypowieść na temat bezbronności i buntu, dla jednych pewnie tendencyjną, dla innych więcej niż słuszną. Niby o archaicznej społeczności i barbarzyńskim procederze, lecz wychyloną w naszą przyszłość.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















