Reklama

Gdzie znaleźć pociechę

Gdzie znaleźć pociechę

07.01.2019
Czyta się kilka minut
Mamy odruch szukania pocieszenia w wierze. Może się jednak zdarzyć, że nie tylko go nie odnajdziemy, ale stracimy przy okazji wiarę.
HELEN H. RICHARDSON / GETTY IMAGES
D

Dnia już przybywa, ale ciemność i szaruga jeszcze przeważa nad światłem słonecznym. Minęły świąteczne dni Bożego Narodzenia, koniec wolnego, trzeba wracać do pracy. Jeśli ktoś zanadto zaszalał podczas przedświątecznych zakupów – widok stanu konta może być bardzo przygnębiający. Jest też prawdopodobne, że noworoczne postanowienia właśnie okazały się – przynajmniej z subiektywnej, ale przez to najbardziej odczuwanej perspektywy – nie do wykonania.

Nic dziwnego, że styczeń, początek roku, to jeden z najtrudniejszych okresów dla ludzkiej psychiki, przynajmniej w naszym obszarze geograficznym. Choć słynny Blue Monday, najbardziej depresyjny dzień w roku, jest tylko „faktem medialnym”, czyli tak naprawdę nie istnieje, to psychoterapeuci zauważają w tym czasie zwiększony ruch w swoich gabinetach.

Jeśli nam trudno i czujemy się „w dołku”, gdzie szukać pociechy?

Zwrot ku...

13126

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

prosze się nie obawiać - ta tzw. "wiara" to w zdecydowanej większości przypadków prosty efekt tresury, prania mózgu od niemowlęctwa niemal, odruchy analogiczne do tych co Pawłow u swych psów obserwował - nic wartościowego stracie nie podlega

stosunku do Eddiego, że straciłeś wiarę? Więcej, jesteś jej zaprzysięgłym wrogiem.

nie straciłem, bo nie miałem - pozbyłem się co najwyżej wtresowanych mi odruchów, jasno to wcześniej przedstawiłem - nb nie jestem jak Pan sugeruje "zaprzysięgłym wrogiem wiary", tę akurat jako byt abstrakcyjny mogę mieć i mam w nosie - owszem, krytykuję instytucję, która pod pretekstem "wiary" realizuje własne, kompletnie nic z nią czy z Bogiem niemające cele

Zatem idę. "nie straciłem, bo nie miałem".Rozum to wiele podpowiada.Wszak nie można stracić, czegoś czego się nie miało. Dlaczego szydzisz z tych co mają w przeciwieństwie do ciebie? Co tu podpowiada rozum? Zestawienie wiary z psami Pawłowa, to kompromitacja, dla każdego w miarę rozgarniętego człowieka. Jesteś Eddie pozbawiony nie tylko wiary ale też wrażliwości. A to cię dyskwalifikuje, jako 'naprawiacza" czegokolwiek. Jedynie dajesz upust, swojej pysze. To mi podpowiada rozum.

@DRU, zestawienie dotyczy wiary i odruchu, a nie wiary i psów, więc nie przekręcaj faktów. A może czynisz tak by udowodnić, że wiara zaślepia? I tak jak każdy fundamentalista wolisz nie widzieć tego co jest, odrzucasz od siebie fakty niewygodne, a inne przekręcasz tak, by pasowały do dawno przez Ciebie przyjętej tezy? To jakoś znajome mi zachowanie niektórych ludzi w Polsce.

proszę Pana, z nikogo nie szydzę, nie uważam, jak Pan zdaje się sugerować, że nikt z tzw "wierzących" prawdziwie nie wierzy - ale twierdzę, że w zdecydowanej większości przypadków [stawiam tezę, że to >90%] tzw. "wiara" to nic innego jak efekt prowadzonej od niemowlęctwa tresury i prania mózgu - da Pan radę taki koncept rozumem ogarnąć? nie? może właśnie z powodu tego wprasowanego w fundamenty naszej kościółkowej "wiary" lęku przed 'szatańskimi podszeptami', 'ogniem piekielnym', 'grzechem nieposłuszeństwa wobec kościoła' itede - zna Pan te hasła? zetknął się Pan z nimi? bo mnie karmiono tą sekciarską brednią od dzieciństwa

Znam artykuł z Onetu. Dramatyczny. Bardzo współczuję tacie Roberta, bo on jest autorem tego stwierdzenia o przestaniu wiary w Boga. Uwaga - Kostek czy jak ci tam. Dla człowieka wierzącego Bóg jest zawsze z dużej litery. Czy tata Roberta, mógł stracić wiarę w Boga? Tak. Cierpienie może tak przygnieść, potargać człowieka, że ten może stracić wiarę we wszystko co dobre. W tym wiarę w Boga Żywego. Dlatego życzę tacie Roberta, by w tym roku, sprawa, jego syna została wyjaśniona. Tego domaga się sprawiedliwość, ta ludzka i ta Boska. Jako człowiek wierzący, życzę tacie Roberta, czegoś więcej.Powstania z martwych, jego wiary. Wiara daje Nadzieję. Wiara i tylko wiara. A Nadzieja prowadzi do Miłości. Bóg jest Miłością. Kiedyś po drugiej stronie linii życia, spotkamy tych których kochaliśmy, bardzo a może za mało......... Zdało się oczom głupich, że pomarli powiada autor natchniony. A oni żyją, właśnie w Bogu i dzięki Niemu. Niech Imię Jego będzie błogosławione.

„ Kto nie pragnie niczego dla siebie, ten spoczywa w pokoju Bożym.” No to klops, że tak delikatnie powiem. Ubiegły rok nie szczędził nam upałów, po mszy przed kościołem, grupka rolników biadoli nad suszą. Podchodzi do nich proboszcz, wita się i mówi - cóż nie pada i jest sucho jak w popielniku, a u mnie w tej sprawie nikt jeszcze nie był. Widzi Pan , panie Piotrze, tekst chyba zbyt uczony bym coś z niego zrozumiał. Czy wypełnianie nakazów religii przynosi pociechę, śmiem wątpić. Pokolenie moich rodziców bardzo serio te nakazy wypełniało, oni się o Bogu miłości uczyli dopiero przy nas, raczej przy wnukach. Bóg z ich czasów był mściwy, a gromy sypały się na nich z każdej możliwej strony. Bóg jest miłością od niedawna, to znaczy jaki jest to nie wiadomo, ale tak się teraz go promuje. Już się tak nas nie straszy ogniami piekielnymi jak kiedyś, a jak się komuś stodoła spali to jedynie dopust boży, a nie od razu kara. Czy z tego powodu nam lżej, czy odnajdujemy w tym pociechę? Ja tam nie wiem i sobie tak kombinuję, że ateiści to w sumie mają lżej, umrą i zostanie po nich tylko nawóz. Nas to dopiero czeka udręka, sądy i cały ten wieczny cyrk. Mój znajomy powiada, że marzy mu się piekło, bo tam przynajmniej rozrywkowe towarzystwo będzie. Mam w rodzinie kilka dewotek i jak sobie pomyślę, że mógłbym je spotkać w zaświatach, to jakoś tak dobry nastrój mija. Niewątpliwie sakrament pokuty dawać powinien ukojenie, pamiętam swoją pierwszą spowiedź przed przystąpieniem do I Komunii. Tak się tym denerwowaliśmy, że w drodze powrotnej z kościoła, musieliśmy sobie z kolegami zapalić, od razu ulżyło. Tak tak, wtedy dorośli tak nas nie inwigilowali jak dzisiaj, a smaki życia poznaliśmy bardzo wcześnie.

Czy ten ateizm który pojawia się wraz z wyrzeczeniem się ego nie jest jednak paradoksalnie wyrazem pychy, wyższości nad tymi którzy są uwikłani w swoje namiętności, a także wobec Boga. Zgoda na nicość jest przecież stwierdzeniem, że nie potrzebuję Boga, a to pycha wobec Niego. Czy ci którzy odkryli to ryzyko nie odpowiadają przypadkiem całkowitym uniżeniem, puczuciem całkowitego braku własnej wartości. Ślady takiego poczucia można chyba znaleźć u mistyków trochę mniej skłonnych do wywodów na temat swojej wiary, a przez to mniej narcystycznych - na przykład u... Turowicza, żeby nie szukać za daleko :0

jeśli już, to pojęcie absurdu koncepcji jakichkolwiek bóstw skutkuje raczej współczuciem - ani "zgoda na nicość", ani tym bardziej "pycha wobec Boga" jako efekt nicości - Pan kompletnie miesza i fałszuje porządki - efekt to ignorancji czy może pychy?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]