Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dyktator niedoceniony

Dyktator niedoceniony

28.04.2009
Czyta się kilka minut
Bez niego Śląsk nie należałby do Polski. Odpokutował to tragedią, swoją i rodziny. Atakowali go Niemcy, polscy zwolennicy sanacji, a nawet Kościół.
N

Na jego pogrzeb w sierpniu 1939 r. zjechało do Katowic 100 tys. ludzi. Manifestacja patriotyczna była też cichym protestem przeciw państwu. Tłum blokował ulice już na trzy dni przed pogrzebem, w oczekiwaniu na przyjazd zwłok z Warszawy, a później w kolejce do kaplicy, urządzonej w salonie domu Korfantych na rogu Powstańców i Sienkiewicza. Przez morze płaczących przebili się z trudem biskup Adamski i gen. Haller. Sanacyjny wojewoda śląski Michał Grażyński ostentacyjnie wyjechał na urlop, a działaczom sanacji zakazano udziału w pogrzebie. Owszem, zjawili się, ale w innym celu: w trakcie pogrzebu zdewastowali dom Korfantych i wynieśli dokumenty z kancelarii syna zmarłego, adwokata.

Wybitnie skuteczny, inteligentny. "Największy z mężów stanu świata" - pisał o nim z emfazą francuski generał Le Rond, kierujący Międzysojuszniczą Komisją Rządzącą i Plebiscytową, która w lutym 1920 r. de facto przejęła władzę nad Górnym Śląskiem, o który spierali się Polacy i Niemcy. Cenił go Władysław Sikorski, też przeciwnik sanacji: "Podziwiałem jego żar. Widziałem niejednokrotnie śmiałość, porywającą się dosłownie na wszystko".

A jednak Wojciechowi Korfantemu do dziś nie oddano należnego miejsca w polskiej historii.

Ici Korfanty!

Minęło prawie 50 lat od jego śmierci, a babcia mojego męża wciąż nuciła, krzątając się po domu, francuski wykrzyknik. "Ici Korfanty, ici Korfanty!". Wesołość budziło, gdy mówiła tak, podnosząc słuchawkę telefonu. Nie był to jedynie wyraz uwielbienia, ale nawyk z czasów powstańczych: Stefania Brożek pracowała dla Korfantego tuż przed wybuchem trzeciego powstania śląskiego. 18-latka żonglowała niemieckim i czystą polszczyzną. Korfanty zatrudnił ją też w Polskim Komisariacie Plebiscytowym. Elegancki, w czarnych prążkowych spodniach, z fantazyjnie wiązanym krawatem, zjawiał się w bytomskim hotelu Lomnitz (siedzibie Komisariatu) wcześnie rano, w towarzystwie wilczura Moryca. Wbrew rozsiewanej przez szefa wywiadu gen. Józefa Gawrycha opinii o porywczości i szorstkości charakteru Wodza, babcia pamiętała go jako mężczyznę o łagodnym usposobieniu. Korfanty budził szacunek pracowników.

Praca w Komisariacie była walką nerwów. Babcia opowiadała, że często wybiegała z hotelu do sąsiedniego parku i płakała. Rozładowywała napięcie, wracała i pracowała dalej. Chodziło o Polskę. Każdy, kto pracował w Komisariacie, liczył się, że może nie wrócić do domu. Niemcy dawali za głowę Korfantego milion marek, kilka razy podejmowali próbę napadu na hotel Lomnitz. Napięcie sięgnęło apogeum, gdy okazało się, że plebiscyt nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i powstanie wisiało na włosku. W chwilach zwątpienia babcia rzucała spojrzenie na niego: człowieka z zasadami, których pozazdrościć mógłby mu każdy przywódca.

Zapamiętała taką scenę: trzecie powstanie dobiega końca. Dowództwo wojsk powstańczych ulokowane jest w Szopienicach (na wypadek przegranej stąd łatwiej ewakuować się do Polski), słychać strzały. Korfanty wychyla się przez okno. Ulicą powstańcy prowadzą niemieckich jeńców. Wycelowana broń, ręce uniesione w górę. Korfanty krzyknął: "Stać!". Odwrócił się do babci i wydał polecenie: "Proszę zbiec na dół i przekazać, że jeńcy mają natychmiast opuścić ręce!".

Znienawidzony

Choć był dyktatorem powstania, sprawę Śląska chciał rozwiązać pokojowo. Nie był podobny do Piłsudskiego. Podobno to Marszałek czuł zazdrość, nawet nienawiść do Korfantego. Gdy w miesiąc po rozpoczęciu przejmowania przez Polskę przyznanej jej w końcu części Śląska, w 1922 r., Komisja Główna Sejmu desygnuje Korfantego na premiera (należy on wtedy do Chrześcijańsko-Narodowego Klubu Robotniczego), Piłsudski wpada w furię. Korfanty proponuje współpracę, Piłsudski propozycję odrzuca; jego opór zmusza Ślązaka do odstąpienia od misji tworzenia rządu. Różni ich przepaść mentalna, a nawet nawyki: ulubionym zajęciem Marszałka jest pasjans, Korfanty wolne chwile spędza na pisaniu i literaturze francuskiej. Marszałek siłą rozwiązuje problemy, także ten z Korfantym.

Jest 26 września 1930 r.; o 4 nad ranem pod dom Korfantego podjeżdża austro-daimler. Dwóch mężczyzn wyprowadza Korfantego. Wieczorem jest w Brześciu nad Bugiem; w więzieniu czeka na niego Kostek-Biernacki, zaufany Piłsudskiego (potem organizator obozu w Berezie Kartuskiej).

W Sejmie Śląskim oburzenie. Na skutek nacisków śledztwo przeciw Korfantemu o rzekome malwersacje zostaje umorzone, a on sam wychodzi na wolność po trzech miesiącach. Musi emigrować. W szwajcarskim Morges, w posiadłości Paderewskiego, spotyka się z Sikorskim, Witosem, Hallerem; tzw. Front Morges zakłada w 1937 r. Partię Pracy. Większość czasu spędza jednak w Czechosłowacji. Nie może przyjechać na ślub syna; nowożeńcy jadą więc do niego, do Luhacovic. Na horyzoncie widzą powłóczącą nogami postać: Korfanty, nie mogąc się ich doczekać, wyszedł im naprzeciw. Potem nie pomogły prośby o pozwolenie na wjazd do kraju, gdy umierał jego drugi syn; wojewoda nie zezwolił mu nawet przyjechać na pogrzeb.

Tymczasem wojna wisi w powietrzu. Korfanty ma nadzieję, że władze mu odpuszczą. Myli się. Wraca wiosną 1939 r. - i zostaje aresztowany; na warszawskim Pawiaku jest bity i poniżany. Syn Zygmunt staje na głowie, by ojca zwolniono. Był jeden warunek: nie może wrócić na Śląsk. Wrócił, ale w trumnie. W lipcu Korfantego wyniesiono z Pawiaka na noszach. Stawiano go na nogi w lecznicy na Hożej. Kolejne noce spędzał w hotelu Bristol, by za chwilę znów wracać do szpitala. Umiera 17 sierpnia 1939 r., a wokół jego śmierci do dziś krąży hipoteza, że został otruty w więzieniu (miał zatruć się oparami arszeniku, którym rzekomo nasączono ściany celi).

Wojtek z honorem

Tragiczny finał tej biografii okazał się zwieńczeniem nie mniej dramatycznej opowieści sprzed okresu powstańczego. Urodził się w 1873 r. w Sadzawce (dzisiejsze Siemianowice), w rodzinie górnika. Z dzieciństwa zostały jedynie strzępy wspomnień. Prawie żadnych zdjęć, nic, poza krótkim szkicem nakreślonym przez samego Korfantego (w domu modlono się po polsku, matka czytała chłopcu kazania Skargi). Dalej jak w scenariuszu: najpierw bunt w niemieckim gimnazjum. Wojtek łamie zakaz mówienia po polsku. Odrzuca propozycję dyrektora szkoły, nie przeprasza. Maturę zdaje eksternistycznie. Studiuje w Berlinie i Wrocławiu, działa w polskim ruchu akademickim. Potem dziennikarz (naczelny "Górnoślązaka"; dużo pisze, przy biurku spędza noce) i działacz polski, buntuje się przeciw germanizacji. Krytykuje księży, którzy odmawiają Polakom rozgrzeszenia za czytanie polskiej prasy. Naraża się tym ordynariuszowi wrocławskiemu i ten w odwecie odpłaci Korfantemu, odmawiając mu w 1903 r. ślubu kościelnego (narzeczeni jadą więc do Krakowa; tu biorą ślub). Ambitny, jako 30-latek zostaje posłem do parlamentu niemieckiego.

W październiku 1918 r. na forum Reichstagu żąda przyłączenia do powstającego państwa polskiego wszystkich ziem dawnego zaboru pruskiego (Wielkopolski, Prus Królewskich, Gdańska, części Prus Książęcych) i Górnego Śląska; żąda też uwolnienia Piłsudskiego z Magdeburga. Wystąpienie, we wrogim otoczeniu, wymaga odwagi. Korfanty gestykuluje, przemawia z aktorskim zacięciem. Sala wielokrotnie przerywa mu szyderczym śmiechem.

Ale zasiane ziarno niedługo wykiełkuje.

A w starych śląskich rodzinach do dziś powtarza się zdanie Korfantego, rodzaj jego testamentu duchowego: "Jedną tylko wypowiadam prośbę do ludu śląskiego, by pozostał wierny swym zasadom chrześcijańskim i swemu przywiązaniu do Polski". Choć dla niego - i wielu Ślązaków - nie okazała się taką, o jakiej marzyli.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]