Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Krajobraz po powstaniach

Krajobraz po powstaniach

28.04.2009
Czyta się kilka minut
Historię powstań śląskich oraz obecności Śląska w II Rzeczypospolitej należałoby napisać na nowo. A przynajmniej przywrócić jej brakujące kawałki. W najnowszym numerze dodatek specjalny na rocznicę wybuchu III Powstania Śląskiego...
Rok 1922: polskie wojska wkraczają do Katowic, przyznanych już oficjalnie II Rzeczypospolitej. /fot. ze zbiorów Muzeum Śląskiego
N

Nie jestem historykiem. Moja wiedza o powstaniach śląskich jest niekompletna, lecz innej, zdaje się, nie ma. I nic na to nie pomogą liczne Albumy, Słowniki, Encyklopedie i Historie Powstań Śląskich; para- i quasi-naukowe studia badawcze, niektóre wydawane już przed wojną, a głównie w PRL-u.

Na pewno nie ma w nich - chyba że coś przeoczyłem - imienia, nazwiska i stopnia mojego dziadka, Vinzenta Malchera Wanieck, jak go nazywa metryka wystawiona w 1892 r. przez zabrzańską pruską gminę Kunzendorf, bardziej znaną jako Kończyce. A jednak uczestniczył w powstaniach, na co mam dokumenty. Wcześniej był starszym matem cesarskiej Kriegsmarine i mało brakowało, a poszedłby na dno. Na szczęście dostał urlop, pojechał na swój ślub akurat, gdy się kończyła wojna i znalazł się na Śląsku w marynarskim mundurze. Niemiecki znał, oczywiście, ale w domu mówiło się "po swojemu". Może się nie nawojował do syta albo go porwało kuszące słowo "Polska", bo się za nią opowiedział i przystąpił do pierwszego powstania (1919 r.). Po drugim (1920 r.) wstąpił do Policji Plebiscytowej, mającej zapobiegać walkom. Mimo to wziął udział w trzecim powstaniu (1921 r.) i poniosło go aż pod Racibórz.

***

Wojna światowa przyniosła kryzys, biedę i galopującą inflację. Na jej ruinie odrodziła się Polska. Każde hasło wykrzyczane przez jej agitatorów na Śląsku było wymarzone dla wyrobników pruskiego porządku. Kto nie miał nic do roboty, uwierzył w realność polskiego raju na ziemi lub tylko chciał sobie postrzelać - czyli głównie ci młodzi, co już zerwawszy epolety, jeszcze donaszali mundury - ten rwał się do walki.

W perspektywie widzieli Polskę, jak mój dziadek Wincenty. Znali jej język - lepiej lub gorzej - ale o niej samej nie mieli pojęcia. Każdy ją sobie po swojemu wyobrażał. Trochę mgliście, bo państwo jeszcze nie miało granic, wyłaniało się dopiero, upychało w środkowoeuropejskim powojennym zamęcie.

Na Śląsku zarysowała się alternatywa macierzy. "Witaj matko. Polsko moja" - pisał Augustyn Świder, ludowy wierszokleta powstańczy. Trudno dziś pojąć, co tam który myślał, wykrzykując hasła i strzelając na rzecz Polski, która dopiero się stawała. Że więcej w tym było uczucia niż rozumu, to typowe dla Śląska. W lwiej części był to przecież karnawał biedaków, porwanych nadzieją na lepsze życie. Bo mając majątek, dobrą pracę i miejsce w społeczności, kto szedłby się bić z sąsiadem, obok którego żył od dziecka? Więc jeden i drugi dał się uwieść tej wzniosłej abstrakcji i z jej wizją ruszał do walki.

W latach 1919-21 problem usiłowano rozwiązać przy pomocy plebiscytu z jednej strony i akcji powstańczej z drugiej. Oba sposoby okazały się połowicznie skuteczne. Równie nieprosty był rozdział wyznaniowy na Śląsku, gdzie katolik nie zawsze był zwolennikiem polskości, a często głosował lub walczył o nią ewangelik. Nie przejawiali propolskich sympatii protestanci czescy w południowych rejonach, a zdecydowanie niemiecką postawę przyjęli Żydzi.

Ale sedno tkwiło nie w sprawach ludowych czy religijnych. Przedmiotem sporu był status gospodarczy Śląska - jednego z większych przemysłowych regionów Europy.

***

Z doświadczeń mojego dziadka wynika, że przez niecałych 18 lat autonomii województwa śląskiego [w II Rzeczypospolitej - red.], a także podczas niemieckiej okupacji ciężko płacił za swą powstańczą przygodę. Nie wiem, czy już w latach 1919-21 opowiedział się po stronie Wojciecha Korfantego, któremu specjaliści z II Oddziału Sztabu Generalnego WP narzucali własny scenariusz. Ale zdążył się zorientować, że pod płaszczykiem "patriotycznego zrywu śląskiego" kryją się interesy nie zawsze zbieżne z nadziejami jego ludu.

Było to tematem jego pikantnych opowieści i wspomnień, których jako Polak wstydzę się powtarzać. Na pewno jednak był już "korfanciorzem", gdy po przewrocie majowym w 1926 r.

wojewodą śląskim został do niedawna porucznik, a teraz już pułkownik Michał Grażyński-Borelowski, de domo Kurzydło, który ten zaszczyt piastował aż do końca II RP.

2 września 1939 r., na chwilę przed opuszczeniem przez Grażyńskiego raz na zawsze Śląska i Polski, mianowano go ministrem propagandy. "Korfanciorze" nie wątpili, że podczas III powstania to właśnie on stał za nieudanym puczem przeciw Korfantemu, który go zdymisjonował. To zdarzenie z maja 1921 roku Cat-Mackiewicz nazwał żeligowszczyzną, tylko w gorszym wydaniu.

W dziejach polskiego Górnego Śląska ten personalno-polityczny konflikt zapisał się jako tragiczny nie tylko ze względu na osobę Korfantego, lecz i mas powstańczych, które doświadczyły Polski różnej od ich wyobrażeń w latach plebiscytu. Powszechne poczucie zawodu wyraził Franciszek Brosz - górnik, kandydat do urzędu, pisząc niewprawnym językiem w 1929 r. list do wojewody Grażyńskiego: "My walczyli, to się inni pośli do urzędów i ci wiedzą, że jest Polska". Podobnie wspominał po latach Arka Bożek: "Śniliśmy o idealnej Polsce, o Polsce sprawiedliwej, o Polsce bez panów i parobków, ojczyznie ludzi naprawdę wolnych".

***

Korfanty był Ślązakiem. Z natury legalista, po środki militarne sięgał tylko z konieczności. Obok walki zbrojnej jego politycznym orężem była perswazja i dialog, a również słowo drukowane. W okresie plebiscytu wykorzystał swe doświadczenie wydawcy, używając druku, by pozyskać opinię publiczną dla sprawy polskiej. Konfrontacja narodowa na Górnym Śląsku odbywała się więc także przy użyciu gazet, afiszów, plakatów, ulotek.

Grażyński z kolei był synem chłopa spod Myślenic. Podczas plebiscytu reprezentował drugi ośrodek: stawiającą głównie na walkę zbrojną Polską Organizację Wojskową Górnego Śląska, zakonspirowaną armię (7815 członków w roku 1920). Tworzyli ją młodzi polscy wojskowi i ochotnicy z Galicji oraz Wielkopolski. Byli także fachowcy od tej roboty - romantyczni specjaliści w sprawach Honoru i Ojczyzny. Szczególnie do drugiego i trzeciego powstania dołączyli nie tyle Ślązacy, ile ci, co chcieli Śląska dla Polski. Po wojskowym przeszkoleniu przybywali zza dawnej granicy rosyjskiej lub austriackiej. Kadry POWGŚl także używały propagandy, choć akcent był przesunięty na patriotyczne decorum - a więc sztandary, pieśni bojowe, obrzędy patriotyczne, poezję, legendę. Zdradzała się ona pewną "obcością" - brakiem znajomości lub wyczucia lokalnych symboli, wartości i obyczaju. O Śląsku, jego mentalności i języku nie mieli pojęcia. W materiałach agitujących za Polską przeważała podniosła retoryka i dźwięczne jak dzwon - a trochę też jak dzwon puste - slogany, których mocy oddziaływania nie chciałbym przeceniać. Chyba że miałbym wtedy - jak mój dziadek - lat dwadzieścia i później przekonałbym się, że rzeczywistość haseł i rzeczywistość faktów to niekoniecznie jedno.

Po latach Franciszek Bielak, pochodzący z Krakowa agitator plebiscytowy w powiecie kozielskim, późniejszy docent UJ, ocenił to zwięźle: "Myśmy nie umieli do nich [Ślązaków] odpowiednio przemówić".

***

Z części terenów, na jakich toczyły się walki, wykrojono cenny fragment górnośląskiego obszaru przemysłowego i ostatecznie utworzono z niego województwo śląskie - powierzchniowo najmniejsze w przedwojennej Polsce, ale mające przodujący udział w gospodarce krajowej. Województwo miało status autonomiczny, własny Skarb i Sejm.

W miarę zrastania się tego obszaru z Polską, pogłębiało się poczucie zawodu; potem irytacja, która często wyrażała się sprzeciwem. Rozczarowanie Polską dało wcześnie znać o sobie. Już w 1926 r. Stanisław Bełza pisał w raporcie do Piłsudskiego: "Poczciwy ten śląski ludek, który ciągnął do Polski w imię wspólnoty rasowej [sic!], oczekiwał od tej Polski poza urzeczywistnieniem ideałów narodowych i czegoś więcej. Niestety, doznał wielkiego zawodu".

Polonizacyjny kurs Grażyńskiego oparł się na funkcjonariuszach sprowadzanych głównie z byłego zaboru austriackiego. Dla Ślązaków szczególnie drażniącym okazał się "pański styl" przybyłych, już znany na Śląsku z zachowań funkcjonariuszy pruskiego państwa i Kościoła. Niechęć rodząca się na tym tle dała o sobie znać już w końcowym okresie kampanii plebiscytowej i III powstaniu śląskim, kiedy z tych przyczyn nie darzono zaufaniem oficerów przydzielonych do służb specjalnych.

27 października 1926 r. Korfanty z trybuny Sejmu Śląskiego powiedział: "Związek Powstańców Śląskich opanowany został przez szajkę i trzeba go oczyścić. Osobiście winny jest wojewoda Grażyński. Jednakowo należy bronić bezpieczeństwa Polaków i Niemców w województwie. Powstańcy Śląscy nie są jedynymi przedstawicielami ludu śląskiego". 19 listopada 1926 r. odbyły się w województwie śląskim wybory komunalne, nazywane też drugim plebiscytem śląskim. Zakończyły się zaskakującą klęską polskich ugrupowań. W Katowicach Niemcy uzyskali 56,7 proc., w Świętochłowicach 54,1 proc., a w Królewskiej Hucie aż 70,3 proc. W lutym 1929 r. Grażyński przed uchwaleniem budżetu na lata 1929-30 i nowej ordynacji wyborczej arbitralnie rozwiązał Sejm Śląski, bo nie uchylił immunitetu piątce opozycyjnych posłów Volksbundu, których wojewoda zamierzał aresztować. Uzasadnił to krótko: "Nie mamy większości w Sejmie Śląskim".

***

Uczucie zawodu pogłębiało się w rytm kolejnych gospodarczych i politycznych kryzysów wraz ze wzrostem bezrobocia i pęknięć wspólnotowych. Na polskim Górnym Śląsku bezrobocie nigdy nie zeszło poniżej 14 proc., a druzgocąca różnica między zarobkami na polskim i niemieckim Śląsku dopełniała ogólnej frustracji.

Najgorsze, że niegdyś harmonijna, wielojęzyczna i wielowyznaniowa społeczność coraz głębiej się dzieliła i antagonizowała. Przyczyny tego rozpadu były złożone. Polski Górny Śląsk stał się terenem władzy autorytarnej, by nie rzec - autokracji, a wojskowy styl władzy już w czasach pruskich nie zachwycał Ślązaków. Na marne poszły idee Wincentego Lutosławskiego o narodowym odrodzeniu Śląska. Ten stan rzeczy po roku 1926 przemawiał na korzyść Niemców, którzy starannie punktowali słabostki sąsiada i przeciągali na swoją stronę zachwiane poczucie lojalności jego obywateli. Kierunek ten nabrał impetu po dojściu do władzy narodowych socjalistów, którzy nie ukrywali chęci rewindykacji całego obszaru górnośląskiego.

Sądzono - nie bezpodstawnie - że Grażyński zmierza ku likwidacji autonomii Śląska, a nawet przyłączenia województwa śląskiego do Krakowa. Sanacja najchętniej powołałaby komisaryczny Sejm Śląski, jak ironizował "Kurier Śląski". Prasę opozycyjną poddawano cenzurze, a często konfiskowano. Okres bezsejmowy się przedłużał, co czynnie wspierał Piłsudski. Ale demonstracje na rzecz autonomii i kryzys produkcji na Śląsku wymusił na Sejmie RP zarządzenie (z 27 lutego 1930 r.) o przeprowadzeniu wyborów po ponad rocznej przerwie. Ich termin wyznaczono dopiero na 11 maja 1930 r. W  tym czasie opozycja domagała się (bezskutecznie) usunięcia Grażyńskiego.

W nowym Sejmie Śląskim znów okazało się, że przeciwnych Grażyńskiemu jest aż 38 na 48 posłów. Ten skrajnie niewygodny dla niego drugi Sejm Śląski dotrwał jedynie do 25 września 1930 r. Po czterech miesiącach Grażyński ponownie rozwiązuje Sejm Śląski i deportuje Korfantego do twierdzy w Brześciu. "Korfanty nareszcie pod kluczem! Sejm Śląski rozwiązany...!" - radowała się "Polska Zachodnia", gazetowa tuba pana pułkownika-wojewody.

***

Wracało to we wspomnieniach dziadka, a częściowo zostało zapisane przed wojną, gdy już wielu powstańców żałowało swego smarkatego idealizmu. Później PRL, z właściwym sobie sprytem, wykorzystał tę batalię o polski Śląsk. Wtedy było już niewielu tych kombatantów, odzianych w pamiątkowe mundury, awansowanych na podporuczników rezerwy i zwoływanych na partyjne defilady.

Nie jestem historykiem. Ale wydaje mi się, że wbrew przesądom tę historię należy napisać na nowo. A przynajmniej przywrócić jej brakujące kawałki.

HENRYK WANIEK (ur. 1942 r. w Oświęcimiu) jest pisarzem, malarzem surrealistą i grafikiem. W swoim pisarstwie podejmuje m.in. tematy historiozoficzne związane ze Śląskiem. Uprawia także eseistykę i krytykę artystyczną. Za zasługi w działalności na rzecz Śląska został w 2005 r. odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Autor m.in. książek "Hermes w Górach Śląskich" (1994), "Opis podróży mistycznej z Oświęcimia do Zgorzelca" (1996), "Finis Silesiae" (2004).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]