Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dowolność słowa

Dowolność słowa

28.08.2017
Czyta się kilka minut
Już od dawna internet nie jest pośrednikiem, drogą, która pozwoli nam dojechać do wybranej świątyni. Sam stał się tą świątynią, ba – zbiorowym bogiem.
FOT. GRAŻYNA MAKARA
FOT. GRAŻYNA MAKARA
C

Codziennie miliardy wiernych idą do niego, by zapytać: „Jak żyć?”. Powierzają mu wątpliwości, szukają w nim relacji, nadziei, pielęgnują duszę. Porannym i wieczornym „scrollowaniem” Facebooka wielu z nas zastąpiło pacierze. Sieć jest wszechogarniająca. Czas idoli osobowych się skończył; dziś idol jest jeden, cała reszta to jedynie goście zaproszeni przezeń na występy. Nic dziwnego, że gdy tylko pojawiają się pomysły regulowania internetu, współcześni reagują tak, jakby ktoś próbował reglamentować im dostęp do powietrza.

Oto przykład: „Gazeta Wyborcza” ogłosiła, że prawo do komentowania tekstów zamieszczonych w internetowym wydaniu zamierza dać wyłącznie prenumeratorom. Jakiż lament! Ideologiczni przeciwnicy dziennika zaraz zaczęli dąć (jak to oni), że oto michnikowska sotnia po raz kolejny idzie gwałcić gimnazjum płochych a szlachetnych dziewic, jakim bez wątpienia jest...

6481

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Czy pana panie redaktorze cieszy to, że przywódcy europejscy "budują" zaporę dla imigrantów już na południowej granicy Libii i Algierii ? Pewne jest, że nie są zadowoleni przemytnicy ( i rekiny rzecz jasna ) z racji spodziewanego skokowego ograniczenia obrotu żywym towarem.

Szanowni Państwo, niezależnie od negatywnego stosunku do tych, którzy wrzucając wszystkich do jednego worka z przeobionym na obelgę słowem "uchodźca", starszą nas chorobami , islamizacją, gwałtami i terroryzmem, problem migracji rodzi się u źródeł: tam gdzie jest nędza, którą kraje bogate tolerowaly tyle dziesięcioleci; gdzie są wojny, do których jeszcze się przyłożyliśmy dostawami broni i nieporadnymi interwencjami; gdzie panuje niestabilność polityczna spowodowana pierwotnie kolonialnym paternalizmem, sztucznymi podzialami terytoriów między kraje europejskiej [ja w Iraku i Syrii czy Afryce]... Problem należy rozwiązywać na miejscu, nie polityką kanonierek, ale rozwoju gospodarczego, oświatowego kulturalnego, także misji, niesionych mądrze i szczodrze - bo mamy w Europie i Stanach – za co odpokutowywać. W Afryce powinny powstawać enklawy bezpieczeństwa, inwestycji, produkcji, edykacji, tam na miejscu wśrod wspólnot lokalnych i do tego potrzebne byłoby czasem wsparcie wojska, nie do obalania reżymów, bo to zadanie dla ludów, gdy nabiorą do tego sił...

Zasadniczo zgadzam się z tym co wyżej. Chyba lepiej produkować jakieś dobra w Afryce nawet na granicy opłacalności aniżeli wydawać ciężkie pieniądze na drogie i nieefektywne programy asymilacyjne dla uchodźców i imigrantów. Oczywiście jakieś globalne działania, których celem będzie podniesienie ekonomiczne Afryki przyciągną tysiące cwaniaków i mrowie patologii ale to wciąż chyba najlepsze możliwe rozwiązanie. Może jeszcze bardziej efektywne działania opierają się na indywidualnym poświęceniu. W niektórych krajach afrykańskich misjonarze organizują edukację na niezłym poziomie i pomagają ludziom organizować warsztaty pracy pozwalające utrzymać się z uczciwej pracy nawet licznym rodzinom. Ale te działania choć piękne to kropla w morzu no i raczej nie są prowadzone w krajach muzułmańskich. Jeśli w ludziach jest spory potencjał dla pomagania ofiarom wojen ( a jest - moim zdaniem - także duży w Polsce ) to można i trzeba zachęcić europejskich komisarzy do pracy nad projektem ratunkowym dla Afryki.

A tak na serio - komentarze w necie są, moim zdaniem, mało inwazyjną formą wypowiedzi (co prawda nie bywam na salonach, gdzie gości zmusza się do przeglądania Onetu). Oczywiście GW ma święte prawo robić ze swoimi forami co zechce i można to najwyżej skrytykować lub obśmiać, ale nie uniemożliwić. Mogą nawet legitymować chętnych do komentowania, co wkrótce mają wypróbować Chińczycy, naturalnie w trosce o to, żeby wolność nie pomyliła się komuś z dowolnością. Ja krytykować nie zamierzam, ale podzielę się (kto nie ciekawy niech nie czyta ;) swoimi skromnymi spostrzeżeniami. Otóż z paru gazet online, które w miarę regularnie przeglądam, tylko Le Monde dopuszcza do komentowania wyłącznie prenumeratorów i bynajmniej nie przekłada się to na jakość wypowiedzi - przeważnie krótkich, choć niekoniecznie treściwych (coś jak wzajemne przeszczekiwanie się) i nader często pozbawionych lepszych argumentów niż kwestionowanie zdrowych zmysłów, inteligencji, wiedzy, moralności, a nierzadko urody lub seksualnej wydolności innych komentatorów. Za to w moim ulubionym New York Timesie - skądinąd prezentującym poglądy w niemal każdym punkcie rozbieżne z moimi, więc nie mówię tego z politycznej sympatii - czytelnicy wypowiadają się na ogół obszerniej, na temat, stosując argumenty (niechby nawet sofizmaty, ale nie absurdalne wycieczki osobiste) i z pewna dbałością o formę językową, choć bywa ostro. I jest tych komentarzy naprawdę dużo, bywa że grubo ponad tysiąc pod jednym artykułem. Może to zresztą cecha amerykańskiej kultury i głęboko zakorzenionego szacunku dla idei publicznej debaty. Albo po prostu cecha znakomicie robionej gazety, w której zawsze jest co poczytać.

Nie jestem przekonany co do zamieszkiwania Boga w internecie, pewne jest o dawna, że ze świątyń przeniósł się do telewizji i za jej pośrednictwem zaspakaja potrzeby wiernych. Tak twierdzę, bo internet jest domeną młodych bezbożników generalnie. Oficjalni wyznawcy, a więc ci 50+ nie ogarniają tego nowego przybytku i hołdują telewizji. A jak to z Nim jest na prawdę, tego nie wiemy. Wybaczy Pan, pozwolę sobie nie zgodzić z tezą, że jest oczywistością w naszej kulturze - kraść nie wolno. Proszę więc mi wytłumaczyć, jakim cudem 100 ludzi trzyma w ręku kapitał większy niż cała reszta populacji. Tych stu nie wyróżnia nic specjalnego, w co obdarzyła ich natura, by uzasadniać taki stan rzeczy. Umożliwił im to złodziejski system zbudowany na kulturze i moralności zachodniego chrześcijaństwa w głównej mierze. Używanie wulgaryzmów, języka nimi przesyconego, odzwierciedla nasz stan ducha i umysłu. Wulgarni ludzie są zbitką zakompleksionej małości ducha. Ich tak liczna obecność na forum publicznym wiele o nas mówi, jacy jesteśmy, o naszym morale, wartościach, stosunku do bliźniego. Wygumkowanie ich z komentarzy nie spowoduje, że oni znikną, jeśli poprawi to nam samopoczucie, znaczyć to będzie, że jesteśmy tak samo płytcy jak oni. Marzy mi się państwo, które nie cenzuruje swych obywateli, takie które potrafi skutecznie wezwać przed swe oblicze i solidnie szybko karać oszczerców. Takie co uczy odpowiedzialności za słowo, nie poprzez cenzurę, ale odpowiedzialność obywatelską. Napisałem teraz banały nie do zrealizowania, bo czymże byłby dzisiejszy polityk bez kłamstwa. Czemuż to wywody żony futbolisty miały by być mniej wartościowe od naukowych rozpraw? Mało to mamy przykładów imbecylnych wywodów uczonych tego świata? Ileż to rozpraw powstało na bazie kreacjonizmu, o płaskości naszego globu, o homeopatii jako metodzie leczenia… „Młot na czarownice” oto dzieło wiekopomne, podręcznik każdego inkwizytora. Czyli wykasować wszystko to co nie ma uczonej autoryzacji, a dzieciom do kołyski serwować cytaty JP II, wszak bajki to też tylko brednie. Mój ojciec skończył zaledwie 4 klasy, był prawie analfabetą, taki ktoś swym dzieciom nic mądrego do przekazania mieć nie mógł… Za komuny byliśmy niezwykle jednomyślni, niczym skała nie do ruszenia, tam na zgniłym zachodzie ludzie ubierali się jak chcieli, śpiewali co im się podobało i bawili się każdy po swojemu, przy okazji rozwijali potęgę własnych państw i budowali bogactwo, my zaś staliśmy w kolejkach po papier toaletowy. Możliwe, że jest to właściwe dla nas miejsce, bo gdy człowiek pokolenia które powoli będzie przyjmować stery naszego państwa twierdzi, że polityka nakazowo rozdzielcza ma przyszłość, to lekko nie będzie.

jak czytam co dziennikarze wypisują na tematy na których się znam, to boję się czytać czegokolwiek na tematy na których się nie znam. Internet dał prawo wypisywania głupot wszystkim, nie tylko politykom i dziennikarzom. Często teksty forumowiczów są lepsze niż dziennikarzy, to musi rodzić zazdrość i niepokój o kasę, zatem działania GW wcale mnie nie dziwią ;p

Dzięki Panie Redaktorze za ten komentarz, w całości się pod nim podpisuję, zwłaszcza pod pytaniem "dlaczego w świecie, w którym oczywiste jest dla nas to, że nie można kraść, przestało być oczywiste to, że nie można kogoś oczerniać, opisywać wulgaryzmami, życzyć mu śmierci?" Bez szamba przelewającego się pod tekstami, zaglądanie do komentarzy może mieć sens, pisanie ich też, z szambem także tym najgorszym, płatnym gdzieś koło Łubianki, na pewno nie miało.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]