Dlaczego nawet pozornie głupie stosowanie się do procedur ma sens

Najwyższy stopień bezpieczeństwa osiąga się wykonując często działania, wydawałoby się, bezsensowne i bezzasadne w konkretnych przypadkach.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”

„Semantyka, semantyka! Użyłem tego sformułowania metaforycznie!” – krzyczał pewien dowcipniś, wyraźnie rozczarowany brakiem poczucia humoru u obsługi warszawskiego lotniska. Chwilę wcześniej, zapytany, czy przewozi jakieś niebezpieczne przedmioty, wskazał na swoje dziecko siedzące w wózku i wesoło oznajmił, że, owszem, jego synek to „bomba z opóźnionym zapłonem”. Na dźwięk słowa „bomba” pracownik terminalu, zamiast wybuchnąć śmiechem, od razu zawezwał ochronę, ta zaś po przybyciu, również wcale się nie śmiejąc, zawezwała (podobnie niewesołą) policję. Dyskusja pomiędzy dowcipnisiem, ochroną a policjantami toczyła się długo i obfitowała w terminologię z zakresu językoznawstwa, a nawet filozofii. Jak się to skończyło, czy dowcipniś z rodziną poleciał, czy pozostał na ziemi – nie mam pojęcia. Ale w takich przypadkach mandat i konieczność modyfikacji planów to nierzadko stosowana reprymenda.

W gronie widzów całego tego komediodramatu, czyli innych pasażerów stojących w kolejce do odprawy, opinie były podzielone. Jedni trzymali stronę dowcipnisia, skądinąd słusznie podkreślając, że przecież wszyscy doskonale widzimy, jak jest: dziecko z całą pewnością nie wybuchnie, ani od razu, ani też „z opóźnieniem”. Po co więc ta maskarada i strata czasu? A do tego – zwrócił ktoś przytomnie uwagę – żaden faktyczny zamachowiec nie zadeklarowałby wszak ładunku wybuchowego. Kto więc deklaruje, ten właśnie zamachowcem raczej nie jest. A że na sto procent nie jest w omawianym przypadku – to da się bez wahania stwierdzić gołym okiem, nie trzeba być do tego profilerem. Wreszcie kwestia zasadnicza, czyli ta nieszczęsna semantyka. Ostatecznie języka używamy na różne sposoby i to one – a nie wyłącznie słownik – decydują, w połączeniu z kontekstem, o znaczeniu poszczególnych słów i zdań. O czym pracownik lotniska, ochrona oraz policja, wyraźnie naburmuszeni, zdawali się po prostu nie pamiętać.

Cóż, trudno się z tymi argumentami nie zgodzić. Zarazem zdecydowanie zgodzić się z nimi nie należy. W gruncie rzeczy nie stosują się one bowiem do tej sprawy, w niej samej odzwierciedla się natomiast bardzo powszechne nieporozumienie. Obecne nie tylko w oczach naszego żartownisia, który naprawdę nie był w stanie pojąć, o co ten cały ambaras, ale także np. we współczesnym kryzysie zaufania do nauki i rosnącej popularności różnych dziwnych teorii, w tym spiskowych.

Zacznijmy od tego, że w procedurach stosowanych w lotnictwie – w kwestii bezpieczeństwa i w ogóle – chodzi o systematyczność, powtarzalność i brak wyjątków. Jeśli, dajmy na to, wystąpi określona usterka, należy przesunąć start do czasu jej usunięcia, niezależnie od tego, czy z taką usterką samolot mógłby spokojnie lecieć, czy nie. Nawet jeśli mógłby i wszyscy to wiedzą – podobnie jak wszyscy wiedzieli, że dowcipniś nie mówi poważnie – to i tak samolot zostaje uziemiony, choć zapewne nic by się nie stało, gdyby wystartował. Dopiero taka właśnie sztywność i nieselektywność – summa summarum – owocuje statystycznie najwyższym bezpieczeństwem spośród istniejących środków transportu. W tej „maskaradzie” zatem ukrywa się metoda, cokolwiek by na ten temat sądził dowcipniś.

Oczywiście, jest to teoretycznie paradoks, bo osiąga się ten najwyższy stopień bezpieczeństwa wykonując często działania, wydawałoby się, bezsensowne i bezzasadne w konkretnych przypadkach. Ale istota sprawy tkwi w prawdopodobieństwie. W wielu sytuacjach, kiedy musimy podjąć jakąś decyzję lub działanie, nie mamy po prostu pełnych danych, możemy więc coś przeoczyć, czegoś nie zauważyć, coś nam może umknąć. Ścisłe stosowanie procedur ma nas na każdą taką okoliczność ubezpieczyć. Dodatkowo tam, gdzie w grze jest jednocześnie bardzo wiele czynników i ośrodków decyzyjnych, dochodzi czasem do zjawiska rozproszenia odpowiedzialności. Ludzie nie zajmują się pewnymi sprawami nie z niedbalstwa, lecz z bezwiednie przyjmowanego założenia, że ktoś inny z pewnością się nimi zajmie. Ów „ktoś inny” jednak, zdarza się, myśli podobnie. W rezultacie nikt nie robi tego, co zrobić koniecznie trzeba. Tymczasem ścisłe stosowanie procedur ma tego typu przeoczeniom zapobiegać. I rzeczywiście, statystycznie, zapobiega.

Prowadzi to nas do zaskakującej konstatacji, która, znowu: paradoksalnie, bywa używana jako oręż choćby we współczesnych atakach na naukę czy medycynę (nasiliły się one zwłaszcza od czasu pandemii). A mianowicie: kto generalnie postępuje racjonalnie, ten niekiedy w pojedynczych przypadkach postępuje nieracjonalnie. I odwrotnie: kto w pojedynczym przypadku postępuje, wydawałoby się, racjonalnie, nie musi wcale kierować się racjonalnymi regułami działania. W osiąganiu statystycznie najlepszych możliwych wyników nie chodzi jednak o każdy pojedynczy przypadek z osobna, lecz o zasadę, która sprawdza się w ogólności. Na tym oparta jest choćby polityka zdrowotna, tak działa w ogóle – a może raczej: tak teoretycznie działa, tak działać powinna – mechanika instytucji społecznych.

Zrozumienie tej paradoksalności, dostrzeżenie, że z niej właśnie bierze się siła tych rozwiązań – niedoskonałych, bo doskonałości nie ma, lecz najlepszych możliwych i wystarczająco dobrych – może być skuteczną szczepionką (nomen omen) przeciwko wielu różnym pseudonaukowym i spiskowym teoriom.

A gdyby tylko dowcipniś rozumiał, na czym ona polega, nie mam wątpliwości – poleciałby sobie spokojnie z rodziną na wakacje, zamiast wykłócać się z policją o semantykę. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Metoda w maskaradzie