Policyjny profiler: Jacek Jaworek przeżywał zabójstwo swojego brata i jego rodziny

Jan Gołębiowski, profiler, który opiniował w sprawie Jaworka: To był po prostu zwykły facet. Zbrodnie rodzinne nie są niestety niczym wyjątkowym.
Czyta się kilka minut
Jacek Jaworek / materiały prasowe Policji Śląskiej
Jacek Jaworek / materiały prasowe Policji Śląskiej

MICHAŁ KUŹMIŃSKI: Jacek Jaworek w lipcu 2021 roku zastrzelił brata, bratową i siedemnastoletniego bratanka w ich wspólnym domu, który odziedziczyli po ojcu. To o ten dom miało pójść: rodzina brata mieszkała tam od dawna, Jacek Jaworek po wyjściu z więzienia, gdzie odsiedział trzy miesiące za alimenty, miał chwilowo zamieszkać u nich kątem i wyjechać do pracy za granicę, ale wybuchła pandemia covid-19 i został na dłużej. Potem mówiono o nim, że był agresywny, opowiadano, że miał się przy wódce chwalić nielegalną bronią… W takich sytuacjach słyszy się często, że „wszyscy wszystko wiedzieli, a nikt nic nie zrobił”…

JAN GOŁĘBIOWSKI: Łatwo się to ocenia post factum. Ale przecież do momentu tej tragedii cokolwiek o tym, jaki jest Jacek Jaworek, wiedziało najwyżej najbliższe otoczenie, a nie „wszyscy”. Wiadomo, że ta rodzina była skonfliktowana, ale byłbym ostrożny ze stwierdzaniem, że Jaworek był powszechnie odbierany jako osoba agresywna, tzn. zagrażająca bezpieczeństwu. To, że np. krzyczał, czy z kimś się kłócił, pokazuje najwyżej, że nie był osobą szczególnie uległą i pokorną. Ale kto z nas nie znał jakiejś rodziny, w której był konflikt i kłótnie podniesionym głosem? A przecież rzadko kiedy uznajemy, że to się na pewno skończy morderstwem.

Po fakcie wszystkie sygnały wydają się wyraziste, ale na co dzień te same sygnały bagatelizujemy. A to dlatego, że jako ludzie mamy naturalny mechanizm obronny sprawiający, że jesteśmy skłonni do odrzucania takich najgorszych scenariuszy. Podobne pytania słyszałem po okrutnym gwałcie popełnionym w centrum Warszawy przez Doriana S. na 25-letniej Lizie, która później zmarła w szpitalu: dlaczego nikt jej nie pomógł? Otóż zadziałał ten sam mechanizm: ludzie, widząc zamieszanie w bramie, zwykle są skłonni sobie wytłumaczyć, że na pewno nic złego się nie dzieje. W reakcji na lęk wykazujemy optymizm w ocenie sytuacji.

Ten optymizm w ocenie sytuacji działa nawet wtedy, gdy słyszymy, że ktoś ma nielegalną broń?

Obowiązuje mnie tajemnica śledztwa i nie mogę się odnosić do wiedzy z akt, ale na zdrowy rozsądek można stwierdzić, że gdyby „wszyscy wiedzieli”, że ma nielegalną broń, to zostałby za to zatrzymany przez policję.

Z ustaleń Onet.pl wynika, że brat i bratowa zgłosili policji groźby ze strony Jacka Jaworka.

Wiadomo też z mediów, że czynili sobie nawzajem różne złośliwości: zamykanie domu, zastawianie samochodem, wzywanie na siebie policji… Z punktu widzenia miejscowych funkcjonariuszy mogło to wciąż wyglądać na zaostrzający się, ale jednak wciąż dość typowy rodzinny konflikt. Takie żarcie się.

Czy suma drobnych złośliwości i przykrości może doprowadzić do aż takiej tragedii?

Jak widać – może. Z mojego doświadczenia wynika, że tak się dzieje zazwyczaj, Jacek Jaworek nie był wyjątkowy, zbierają się drobne kamyczki, coraz bardziej zaczynają ciążyć, aż wreszcie pojawia się jakiś mechanizm spustowy. Nieraz wręcz nieadekwatny, bagatelny. Nieuzasadniający obiektywnie tego, co następuje potem. W sytuacji narastającego, długotrwałego konfliktu może to być wręcz jedno słowo za dużo.

W literaturze kryminologicznej taki mechanizm powtarza się w przypadku tzw. masowych morderców: gromadzi się bagaż uraz, aż ktoś np. chwyta za broń i otwiera ogień do tłumu. W 2007 r. tak się stało w przypadku Damiana C., strażnika więziennego, który pewnego dnia zaczął strzelać z wieżyczki wartowniczej i zabił trzech policjantów. Ale w Polsce tego rodzaju zabójstwa są bardzo rzadkie, znacznie lepiej znamy je z USA. Jacek Jaworek ma coś wspólnego z modelem masowego zabójcy?

Masowy zabójca, podobnie z resztą jak seryjny, nie jest opisany w kodeksie karnym, ale w kryminologii używa się tego pojęcia. Tyle że w „czystym” wydaniu (znów: podobnie jak to jest z seryjnym) charakteryzuje się on tym, że zabija nieznane sobie ofiary lub – jak właśnie w szkolnych strzelaninach w USA – znane pobieżnie. Tu mamy do czynienia z wieloofiarowym zabójstwem osób bardzo bliskich, i takie przypadki w Polsce są już częstsze. Było ich ostatnio kilka, a nawet kilkanaście. Głośna była choćby sprawa Dariusza P. z Jastrzębia-Zdroju, który w 2013 r. podpalił dom, zabijając żonę i czworo dzieci. Niekiedy takie zabójstwa kończą się samobójstwem poagresyjnym.

Zbrodnie rodzinne dotykają w naszych oczach ogromnego tabu. Zdawałoby się, że w człowieku powinny zadziałać najbardziej pierwotne hamulce…

…tymczasem najczęściej ofiarą zabójstw padają właśnie osoby znane sprawcy, a często bardzo bliskie. To według licznych badań nawet 75 proc. zabójstw. Zabójstwa osób obcych są zdecydowanie rzadsze, a i to są zwykle – choć to źle zabrzmi – „wypadki przy pracy” np. przy rozbojach, które wymknęły się sprawcy spod kontroli. Oczywiście, istnieje jakaś grupa przestępców, którzy celowo mordują podczas napadu, jest też odsetek sprawców motywowanych seksualnie, w tym owych „seryjnych”, którzy atakują obce kobiety czy kogoś, kto wszedł im w drogę. Ale to wszystko nieliczna mniejszość.

Obława policyjna na Jacka Jaworka w Borowcach, gdzie doszło do zbrodni. 10 lipca 2021 r. / KASIA ZAREMBA / AGENCJA SE / East News

Wspomniał Pan o tzw. samobójstwie poagresyjnym. Gdy w 2021 r. okazało się, że Jaworek po zbrodni zniknął, pojawiła się właśnie taka hipoteza: że popełnił samobójstwo.

Nie naruszę już tajemnicy śledztwa przyznając, że sam wtedy uważałem, iż to właśnie będzie najbardziej prawdopodobne. W najczęstszych przypadkach czas od takiego czynu do samobójstwa zwykle liczy się w minutach, do kilku godzin. Najbardziej odroczony przypadek, jaki znam, to bodaj miesiąc po zabójstwie.

Z badań nad zabójcami, którzy nieskutecznie usiłowali po czynie popełnić samobójstwo, a także z hipotez, jakie psychologowie stawiają na podstawie listów pożegnalnych, wiemy, że składa się na to kombinacja, potocznie mówiąc, wyrzutów sumienia – czyli obciążających emocji, które wywołują u sprawcy silny dyskomfort, poczucie winy, bo przecież z ofiarami łączyła go relacja, związek, przyjaźń – oraz lęku przed odpowiedzialnością karną i reakcją społeczeństwa. Sprawca odczuwa nacisk, wiedząc, że jako bliski ofiary znajdzie się w kręgu podejrzanych, i rozważając, co powiedzą inni: dalsza rodzina, matka, dzieci, sąsiedzi. Słowem, za mechanizmem samobójstwa poagresyjnego stoi przytłoczenie czynem i jego konsekwencjami.

Jeśli się potwierdzi – a wszystko na to zdaje się wskazywać – że zwłoki znalezione 19 lipca w Dąbrowie Zielonej to Jacek Jaworek, i że faktycznie popełnił on samobójstwo, co będzie to znaczyć?

Nie ukrywam, że to dla mnie zaskakujące. Nie spodziewałem się, że do samobójstwa będzie dojrzewał aż trzy lata.

W dodatku, jak w sztampowym kryminale, wrócił na miejsce zbrodni – z Dąbrowy Zielonej do Borowców, gdzie doszło do zabójstwa, jest ledwie 5 km…

I co więcej, zabił się w szczególnym momencie, bo w niecały tydzień od trzeciej rocznicy zabójstwa i w przeddzień rocznicy pogrzebu ofiar.

Co Panu to wszystko, jako doświadczonemu profilerowi i psychologowi policyjnemu, mówi o Jacku Jaworku?

Po pierwsze, że ten okres był dla niego pod wieloma względami niełatwy – wiedział, że jest poszukiwany, i musiał się ukrywać, a jego sprawa była niezwykle medialna, nie wierzę więc, żeby chodził sobie po polskich ulicach. Z doświadczenia wiem, że ukrywanie się jest bardzo obciążające nawet dla przestępców z grup zorganizowanych, którzy mają to wpisane w swój zawód. A po drugie, że przeżywał zabójstwo swojego brata i jego rodziny. Przecież, jak wiadomo choćby z ustaleń dziennikarzy, oni go początkowo przyjęli pod swój dach. Nie było między nimi zadawnionego konfliktu, oni mieli poprawne relacje, on był też z resztą współwłaścicielem tego domu, a brat przez lata użytkował go za jego zgodą. Gwałtowność tej sytuacji mogła zaskoczyć samego Jaworka. A to nie był przecież żołnierz mafii czy seryjny morderca, nic też nie wiadomo o tym, żeby był zimnokrwistym człowiekiem bez sumienia. To był po prostu zwykły facet, budowlaniec w branży wykończeniowej, i tak powinniśmy na niego patrzeć.

A co o nim mówi fakt, że skutecznie ukrywał się przez trzy lata? Mnóstwo słyszy się teraz domorosłych ekspertów szydzących z policji, która jakoby nie umiała go znaleźć.

Powiem tak: fakt, że sam wykonywałem opinię do tej sprawy, świadczy o tym, że policja korzystała z nierutynowych metod – bo opinia profilera nie jest czymś rutynowym. Wiem, że korzystano z różnych narzędzi, jestem w kontakcie z tzw. poszukiwaniami celowymi, czyli popularnymi „łowcami cieni”, i mogę zaświadczyć, że ci goście traktowali sprawę priorytetowo. To po prostu była obiektywnie trudna sprawa. Nie jest tak, że policjanci zbagatelizowali sprawę lub nie wiedzieli, co robić. Robili wszystko, co się dało. Nie wiem, na ile te trzy lata ukrywania się należy przypisać sprytowi, konsekwencji czy uporowi Jaworka, a na ile trzeba je zrzucić na karb jego szczęścia, a pecha policji. Bo tak też bywa.

Pojawiają się teraz w mediach spekulacje, że może mu ktoś pomagał, doniesienia o jakichś zapisach monitoringu, uwagi, że skoro był w klapkach, to może ktoś go podwiózł... Tymczasem w błędzie byłby ten, kto by uważał policję za tak naiwną, żeby np. nie prowadziła obserwacji grona znajomych Jaworka, żeby ich, krótko mówiąc, nie sprawdzała.

A może fakt, że przez trzy lata Jaworka nikt nie rozpoznał, nie wskazał, choć znane były jego zdjęcia, portrety progresywne pokazujące możliwe warianty jego wyglądu, choć był poszukiwany listem gończym, wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania i czerwoną notę Interpolu – też można przypisać temu ludzkiemu odruchowi obronnemu, o którym Pan mówił na początku? „Może to nie on, może mi się wydawało”…?

Ależ zawiadomień było bardzo dużo. Tylko żadne się nie sprawdziło. Tak samo zresztą, jak w sprawie Iwony Wieczorek. Nawet do mnie osobiście internauci przysyłali zdjęcia i informacje, że, dajmy na to, w Dortmundzie jest osoba bezdomna, która wygląda jak Jaworek. Więc reakcja społeczeństwa była.

Dom, w którym doszło do zbrodni. Borowce, 10 lipca 2021 r. / KASIA ZAREMBA / AGENCJA SE / East News

Jak nie ulec panice moralnej w przekonaniu, że takich rodzinnych zbrodni jest coraz więcej? Jaworek, niedawno Grzegorz Borys, który zabił swojego synka, wspomniany Dariusz P. i inni…

Musimy sobie wtedy przypominać, że jesteśmy dziś społeczeństwem o błyskawicznym i globalnym przepływie informacji. Po prostu, kiedyś nie otrzymywaliśmy informacji tak bardzo na bieżąco, i z taką intensywnością. Co więcej, oprócz oficjalnych informacji i ustaleń reporterów, bombardują nas dziś komunikaty z mediów społecznościowych. A tu szczególnie dużo jest plotek, wzajemnego nakręcania się, skłonności do teorii spiskowych, szukania dziwnych wytłumaczeń. Teraz też trwa pogoń: Jaworek, Jaworek, Jaworek. Stąd bierze się poczucie przytłoczenia takimi sprawami.

Ale gdy się spojrzy w zimne statystyki, nie widać szczególnych zmian w liczbie tego rodzaju zbrodni. Od zawsze najczęściej mordują się ludzie, których łączą silne emocje.

 

JAN GOŁĘBIOWSKI jest psychologiem kryminalnym, biegłym sądowym i profilerem, który opiniował m.in. w sprawie Jacka Jaworka. Założyciel Centrum Psychologii Kryminalnej. Autor podręcznika do profilowania kryminalnego oraz książek popularyzatorskich: „Umysł przestępcy. Tajniki kryminalnego profilowania psychologicznego” (2021) oraz „Urodzeni mordercy? Nieznane kulisy pracy profilera – kto zabija i dlaczego” (2023).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”