Czytniki płoną, wydzielając truciznę

Jako alergiczka lubię swój czytnik. Odkąd go mam, zażywam mniej leków przeciwalergicznych. Niechże się wszystko cyfryzuje i udostępnia.
Czyta się kilka minut

Wszystkie te powiedzenia jak „rękopisy nie płoną”, archiwa, pomniki stawiane rozstrzelanym książkom i stosyprzygotowane dla niebezpiecznych. Zakazy, reprinty, wznowienia i zapomnienia. Kanony i praktyki czytelnicze. Noże do papieru, zakazy spożywania potraw aromatycznych i plamiących, lampki rzucające ciepłe światło, panie mające wiedzę. Po prostu cały osobny świat, wypełniony szczegółami, zapachami. Maszyneria. Instytucja. Posady. Mitologie. Motywy literackie. Codzienność. Odświętność. Kosmos. Mikrokosmos. Czytelnie. Księgarnie. Wydawcy. Biznes. Show-biznes. Powinności. Rozrywki. Można napisać grubą książkę składającą się z samych czasowników lub z samych rzeczowników w tej sprawie. Wystawić je na targach lub w witrynie.

Nie będzie sprawiedliwie, ale…. Niedawno w moim mieście dziennikarzy oburzył fakt wyrzucenia przez szkołę starej części księgozbioru do pojemnika na papier. W mieście, które niejeden zasób biblioteczny rozpirzyło, zanim przestała obowiązywać doktryna zacierania niemieckich śladów. Niszczono, wywożono do innych miast, upychano w prowincjonalnych filiach, w nieodwiedzanych magazynach – jakby dyslokacja przedmiotów musiała nadążyć za wymuszonymi migracjami ludzi. Teraz, rzekłabym, endemicznie zawstydzeni – bo z większym naciskiem, skwapliwiej niż dyktowałby zdrowy rozsądek – bronimy tego „zasobu”, który tworzony był z tanich wydań klasyków, towarzyszy i socrealistów. Małe biblioteki potrzebują miejsca na lepsze wydania klasyków, nowych idoli i pisarzy zaangażowanych we współczesność. Co mają zrobić z górą nieczytanego papieru? Dalekowzrocznie uznać, że ktoś kiedyś sięgnie po dzieła, nie wymienię nazwisk, jętek jednodniówek minionych mód? Może chodzi o ostentację w tych porządkach. Gdyby rzecz się dokonała po cichutku, przed świtem, za pośrednictwem jakiegoś oddalonego od miejsca czystki pojemnika, zadziwionego tym zakurzonym wsadem, innym od powszedniego, składającego się głównie z opakowań, rachunków i druków reklamowych. W dzień odbioru surowców wtórnych segregowanych. Bez rozgłosu. Albo przez murek, gdzie wystawia swą biedę nadodrzański bukinista. Przez śluzę zawalonego po sufit niechcianymi pozycjami antykwariatu. Jakkolwiek, byle nie tak na oczach zgorszonych przechodniów, którzy na co dzień sięgają najwyżej po bezpłatną gazetę.

A jak opisać masową śmierć książki cyfrowej? Jej los jest wymownie inny jakościowo. Komputery, laptopy, czytniki,kasety, odtwarzacze, taśmy, płyty, pendrive’y i inne – to po prostu od razu elektrośmieci. Ich wyrzucenie poza wyznaczone miejsca oburza z innych powodów. Zatruwają środowisko. Groźne dla alergików infekcje papierowe są niczym w porównaniu ze skażeniem środowiska, które nam grozi, jeśli czytnik zetknie się z wodami gruntowymi.

Analogia niepełna, powiedziałby ktoś, ponieważ książka elektroniczna istnieje w sieci, ma postać cyfrowego ducha, chmury, wywoływanej kombinacją klawiszy. Tam też, w wirtualu, istnieje śmietnik, ale niematerialny i w dodatku porządkowany w biblioteki wolnodostępne. Tylko że do tych bibliotek potrzebujemy końcówek, nowoczesnych urządzeń starzejących się niepokojąco szybko i zmieniających status w elektrośmieci.

Nie chcę wyciągać z tego zestawienia nośników – papieru i urządzeń – jakichś ogólnych wniosków. Że biblioteki przetrwają, ponieważ stanowią materialny dowód naszej mądrości, pomnik lepszej strony natury ludzkiej, czyli kultury. Jako alergiczka lubię swój czytnik. Odkąd go mam, zażywam mniej leków przeciwalergicznych. Niechże się wszystko cyfryzuje i udostępnia. Nie trzeba będzie jeździć po Polsce i świecie, żeby przeczytać pięć zdań w gazecie z XIX wieku. Trochę mniej mistyki, więcej pragmatyki. Lubię książki, chwalę nieograniczony czasoprzestrzennie dostęp do literatury. Zestawiam dwa fakty: wyrzucanie książek uznajemy za barbarzyństwo. Wyrzucanie czytników obwarowujemy przepisami. To, co stare, nazywamy tradycją. To, co nowe, nas niepokoi.

W muzeach można spotkać ekspozycje złożone z różnych sprzętów i nośników informacji: telewizorów, taśm, komputerów, dyskietek. Części z nich nie da się uruchomić. Niektóre działają, ale są niechciane. Symbolizują zwykle przemijalność cywilizacji.

Pewnie trzeba pracować nad nowymi metaforami, mniej powiązanymi z materią. Papier czy bajt – w środku zawierają myśl i ta powinna podlegać ochronie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2015