„Miłego antropocenu!” to nowy cykl w Podkaście Tygodnika Powszechnego, w którym opowiadamy, jak nauka i technika zmieniły nasz świat i jak mogą pomóc go uratować. Gościem tego odcinka jest Kamil Muzyka, specjalista od prawa kosmicznego i członek Polskiego Towarzystwa Astrobiologicznego.
Gospodarzem cyklu jest Wojciech Brzeziński: dziennikarz naukowy stale współpracujący z „Tygodnikiem Powszechnym”, specjalizujący się w tematyce nowych technologii i cyberbezpieczeństwa, laureat, wraz z Agatą Kaźmierską, nagrody Grand Press Digital and Technology 2023 za cykl WybierAI - algorytmy demokracji.

Przyglądamy się największym wyzwaniom epoki człowieka oraz drodze, która zaprowadziła nas od afrykańskich sawann do globalnej wioski. Omawiamy badania naukowe i dyskusje nad interakcjami między człowiekiem i innymi elementami przyrody – zarówno tymi współczesnymi, jak i przeszłymi.
Pełna transkrypcja rozmowy
Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.
Nazywam się Wojciech Brzeziński i witam Państwa w podcaście Miłego Antropocenu, w którym opowiadamy jak nauka i technika zmieniły świat i jak będzie wyglądać świat jutra.
Albo raczej światy, bo w ciągu najbliższych dziesięcioleci możemy być świadkami prawdziwej kosmicznej gorączki złota.
Tym razem w przeciwieństwie do wielkiego wyścigu między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi motywacją nie będzie geopolityka i narodowa duma, a zimna gotówka.
Księżyc, asteroidy, a nawet inne planety Układu Słonecznego mają bowiem stać się niemal niewyczerpanym źródłem surowców dla wiecznie ich głodnej ludzkości.
Kosmiczne kopalnie mają dostarczać materiały i paliwo dla orbitalnych fabryk, a te produkować zupełnie nowe materiały, lekarstwa czy komponenty elektroniczne.
Wszystko bez zanieczyszczania naszej planety i bez przyczyniania się do ocieplania klimatu. Pierwsze firmy zaczęły już przygotowania do takiej przyszłości, tylko czy ta utopijna wizja jest rzeczywiście realna?
Naszym gościem jest dziś Kamil Muzyka, ekspert ds. prawa kosmicznego i członek Polskiego Towarzystwa Astrobiologicznego.
Im bardziej próbujemy przystawić się na czystą energię, tym bardziej okazuje się, że brakuje nam do tego różnych niezbędnych elementów. Kobaltu, tungstenu, pierwiastków, które na Ziemi występują dość rzadko, natomiast w kosmosie są całkiem pospolite. Co nas powstrzymuje przed tym, żeby po prostu zacząć sprowadzać je skądś w Układzie Słonecznym?
Po pierwsze, brak dobrego finansowania i brak dobrze rozwiniętych technologii, które mogłyby nam umożliwić takie właśnie wydobycie. Ponieważ na chwilę obecną nie mamy technologii, które by w sposób bezpieczny mogłyby nam pozwolić na wydobycie jakichkolwiek metali. My dopiero testujemy takie rozwiązania jak wydobycie wody z Księżyca, właśnie po to, że to jest najprostszy surowiec, jaki można wydobyć, a pozwala on na zbadanie, jak maszyny przemysłowe, szczególnie takie, które mają wydobywać i magazynować cokolwiek na Księżycu oraz transportować to, czy to na Ziemię, czy to na orbitę, czy to na inne części świata. Jak one będą się sprawdzać w cyklu między innymi dnia księżycowego?
Jak taki księżycowy przemysł miałby wyglądać? Do tej pory działalność człowieka na Księżycu sprowadzała się do kilku ludzi z młotkami, którzy przywieźli na Ziemię trochę skał. Tutaj mówimy o zupełnie innej skali.
No to byśmy w ogóle mówili o całym zespole fabryk i robotów, które by wydobywały surowce różnego rodzaju. Czy to są metale szlachetne, takie jak na przykład platynowce, czy to jest też coś takiego jak minerały ziem rzadkich. Może by nam się udało już załatwić całą sprawę Helu-3, to znaczy tego skąd go brać, jak go magazynować, jak go transportować i jak z niego korzystać. Czy będzie on wykorzystany właśnie w przestrzeni kosmicznej wyłącznie, czy on będzie jednak sprowadzany na Ziemię. Natomiast cały system tych fabryk księżycowych i górnictwa księżycowego byłby też przypięty do systemu związanego z orbitą ziemską. Czyli robienia takich rozwiązań jak elektrownie orbitalne, jak habitaty, jak inne fabryki, jak budowanie całych statków, które miałyby być międzyplanetarne, które by po prostu nigdy nie lądowały na planecie, tylko po prostu wypuszczały lądowniki same parkując jako stacje kosmiczne. Ale w każdym razie byśmy mieli cały system, który musiałby być też w dużej mierze ekologiczny. To znaczy on by w pewnym sensie przypominał istotę żywą, dlatego że cała ta fabryka, musiałaby się w dużej mierze obchodzić wyłącznie tymi surowcami, które posiada w okolicy. Mielibyśmy trochę takiego circular economy, czyli trochę Wall-E, trochę byśmy jednak kanibalizowali pewne urządzenia. Natomiast ogólnie cała taka fabryka musiałaby być na tyle samowystarczalna i samonaprawiająca się, żeby można było nawet przy zmianie cyklu produkcyjnego, lub tego co tam w nich będzie wytwarzane, żeby po prostu można było na przykład stworzyć nową, w innej części Księżyca. I faktycznie ten Księżyc wyglądałby inaczej, on by nam świecił w nocy. Przynajmniej jeżeli by nie było odpowiedniego reżimu światłowego, to byśmy po tej ciemnej części Księżyca widzieli światła jakichś stacji,lub jakichś zespołów maszyn. Coś jak mamy w The Expanse w czołówce.
Czyli zanim się nauczymy tworzyć taką księżycową fabrykę, tą gospodarkę obiegu zamkniętego na Ziemi, łatwiej się będzie nauczyć tego jak się tworzy na Księżycu.
To nawet inaczej, to będzie właśnie tak, że uczenie się i na Ziemi i na Księżycu będzie się samo wzajemnie napędzać. Dlatego, że nawet Europejska Agencja Kosmiczna stworzyła taki projekt koncepcji górnictwa bezwodnego, które mogłoby być zastosowane tak na Księżycu jak i na Ziemi. Czyli tu z jednej strony jest ekologia ziemska, czyli nie zużywanie wody dla celów przemysłowych i wydobywczych. Z drugiej strony mamy ten problem, że jeżeli mamy brać sprzęt górniczy na Księżyc, to on musi działać bez płuczki, bez tak naprawdę płynu górniczego.Więc trzeba jakiekolwiek inne metody zrobić, które byłyby odpowiednie do tych warunków i nie wymagałyby niesamowitych nakładów w stosunku do tego, co będzie się wydobywało.
Co możemy znaleźć w kosmosie, czego nie możemy albo co trudno znaleźć na Ziemi?
Po pierwsze możemy znaleźć bardzo dużo minerałów, które znamy wyłącznie z meteorytów. Tak samo możemy sprowadzić sobie duże ilości Helu-3, na przykład z Jowisza, niekoniecznie z Księżyca, ponieważ Księżyc posiada, wiemy, że tam się implantuje Hel-3 w regolicie. Natomiast nie jest tego prawdopodobnie dużo. Hel-3 jest naturalnym izotopem Helu-4, który na Ziemi występuje w bardzo śladowych ilościach. Natomiast w przestrzeni kosmicznej występuje dzięki aktywności wiatru słonecznego, bo on jest produktem Słońca.
To jest potencjalne paliwo przyszłości, paliwo fuzyjne, tylko ta fuzja zawsze jest za 50 lat. Z tą fuzją jest naprawdę taka kwestia, że to nie jest tak, że Hel-3 jest najbardziej wydajnym paliwem. On jest najbardziej... Nie tyle bezpiecznym, on jest najmniej tworzącym jakiekolwiek odpady radioaktywne.
Czego jeszcze tam możemy szukać? Ziemia jest bardzo bogata w surowce. Co prawda czasem możemy toczyć o nie wojny, ale...
No właśnie. I tu pan redaktor pięknie wszedł, że dlaczego można iść po te surowce.
Można iść właśnie dlatego, że te surowce mają trochę inną przynależność polityczną. Ponieważ jeżeli one się znajdują na terenie jakiegoś państwa w dużej koncentracji,
to albo jest nacisk zewnętrzny na to państwo, żeby był większy dostęp tych surowców na rynku, albo to państwo dyktuje ceny tego surowca i wpływa na rynek i w ogóle rynki. Między innymi czy to podzespołów, czy to samochodów elektrycznych, czy to jakichkolwiek naszych innowacji jakie są potrzebne. Pandemia nam bardzo dobrze pokazała jak bardzo sobie nie radzimy w zglobalizowanej gospodarce, kiedy wszystko może zależeć od dwóch, trzech państw, które zaczną się kłócić. Więc też to górnictwo kosmiczne jest takim sposobem obejścia pewnych problemów jakie są na Ziemi. Natomiast trzeba pamiętać, że nie zawsze to górnictwo kosmiczne będzie się wiązało z tym, że będziemy sprowadzać to wszystko na Ziemię w stanie surowym.Najprawdopodobniej będzie wykorzystywanie warunków mikrograwitacji po to, żeby tworzyć stopy metali, które będą lepsze niż na Ziemi, ze względu na brak konwekcji, na mniejsze problemy, znaczy na likwidację problemu wyporności, na które wpływa zawsze grawitacja, a mają swoje właśnie znaczenie w metalurgii. To będzie też to wykorzystanie surowców kosmicznych wraz z warunkami i przestrzeniami kosmicznymi i to może często wracać na Ziemię w postaci powrotników.
Ale to nie jest tak, że ktoś zrobi na orbicie fabrykę elektrycznych samochodów i zacznie je sprowadzać na Ziemię.
No nie, nie elektrycznych samochodów nie, ale prawdopodobnie części do tych samochodów już tak. Przy fabrykach kosmicznych też dużo mówimy o białkach, farmaceutykach i różnego rodzaju rzeczach organicznych albo rozwiązaniach, które się wiążą między innymi z tworzeniem podzespołów w mikrograwitacji,czyli właśnie między innymi półprzewodników. Produkcja kosmiczna jest komplementarna z górnictwem kosmicznym,to czasami się o tym zapomina, ale żeby górnictwo kosmiczne istniało,
musi być odbiorca. Odbiorcą najczęściej będzie jakaś fabryka, która będzie potrzebowała tych surowców. A fabryki kosmiczne oczywiście mogą działać w samej mikrograwitacji,
tylko że trzeba będzie przywozić różnego rodzaju surowce do nich z Ziemi, a w przypadku metali to niekoniecznie się będzie opłacało. Można jednak je wystrzeliwiać i lekko korygować, z Księżyca do stacji lub z asteroidy do stacji.
Taką produkcję na orbicie Stanisław Lem, Arthur C. Clarke czy Izaak Asimov opisywali już 70 lat temu.
Nawet Ciołkowski to opisywał.
Nawet 100 lat temu mieliśmy takie pomysły, natomiast do tej pory wszystko, co wyprodukowaliśmy na orbicie, to rezultat jakichś eksperymentów na międzynarodowej stacji kosmicznej, drobne kryształy, tego typu rzeczy. Rzeczy ciekawe. Są to rzeczy naukowo bardzo fascynujące, ale nic na miarę Forda “T”. To nie jest rewolucja przemysłowa. Czy taka rewolucja przemysłowa rzeczywiście może tutaj mieć miejsce?
To może być rewolucja przemysłowa, jeżeli się rozwiąże największy problem, jaki jest z produkcją kosmiczną i górnictwem, czyli nie problem tego, jak wprowadzić coś na orbitę, czy jak wynieść coś w przestrzeń kosmiczną, tylko jak bardzo duże ładunki sprowadzić bezpiecznie na Ziemię, tak żeby się one nie roztrzaskały, żeby to wejście w atmosferę było dla nich bezpieczne, no i żeby po prostu nie zrobiły komuś krzywdy. No i to oczywiście też bezpieczeństwo biznesowe, to znaczy, żeby nie doszło do czegoś takiego jak hakerstwo kosmiczne lub przypadkowe wystrzelenie rakiety antysatelitarnej w stronę wracającego powrotnika. Oczywiście, tak od razu powiem, że na konferencjach kosmicznych,szczególnie tych, które dotyczą bezpieczeństwa kosmicznego, ten temat już się powoli pojawia, jak właśnie zabezpieczyć te powrotniki.
Natomiast, tak, jest problem taki, że na początku będzie zawsze bardzo mało tego wytwarzania. Kwestia jest taka, że to musi być właśnie to koło zamachowe, które ruszy ten przemysł orbitalny. Na przykład wiemy, że satelity, bo powiedzmy sobie szczerze, my dzisiaj, ile razy chodziłem na konferencje kosmiczne przez ostatnich 10 lat, spotykałem się z tezą, że po co inwestować w jakieś górnictwo kosmiczne, trzeba inwestować w satelity do obserwacji, do nawigacji, do telekomunikacji, ponieważ tego ludzie potrzebują. Ludzie mają smartfony, ludzie mają nawigację, ludzie mają... że potrzebują tego ośrodki administracyjne, między innymi na przykład do badania, czy ktoś się nie oszukuje na nieruchomościach.
Rolnictwo, migracja, jakiekolwiek, oceanografia, też badania pogody kosmicznej, wszędzie ta obserwacja jest potrzebna. I satelity są używane szczególnie do tych rzeczy skierowanych ku Ziemi. Ale właśnie, jeśli wziąłem do ręki na przykład książkę Artura C. Clarke'a z lat 50., on bardzo fajnie pisze tam o tej samej dyskusji, jaka była w związku z potencjalnymi satelitami obserwacyjnymi, że po co to robić, po co wydawać na to pieniądze, jeżeli mamy samoloty i obserwacje, i zdjęcia lotnicze. Czyli jeżeli my nie potrzebujemy aż takiej telekomunikacji, to jest bajka. Dzisiaj żyjemy w trochę innym świecie. Mamy oceaniczne też kable i tak dalej. Natomiast wiemy, jak bardzo to koło zamachowe ruszyło. Więc prawdopodobnie, jak będzie koło zamachowe, to powstaną takie też przemysły, których my się nie spodziewaliśmy, ponieważ będą oparte o jakieś odkrycia lub o wynalazki, które ktoś dopiero wymyśla i dopiero później opatentuje. Ponieważ bardzo wiele się zmienia, między innymi w materiałoznawstwie, metalurgii, poznawaniu też tego jak działają substancje w mikrograwitacji lub które z nich są na tyle trwałe, żeby można z nich zrobić produkt.
Tylko zanim pojawi się ten nowy przemysł, musimy mieć coś, co jest tu i teraz. Zanim te futurystyczne sposoby na zarobienie pieniędzy się pojawią, musimy mieć sposób na sfinansowanie inwestycji dzisiaj. To jak dzisiaj można zarabiać na pieniądze?
Na razie to jest bardzo dużo nie tyle business to consumer, tylko business to government. Czyli większość firm, które się ustawiają w dużej mierze to są business to government rozwiązania na chwilę obecną.
Rozwiązania dotyczące wynoszenia czegoś, czy tworzenia elementów, obiektu kosmicznego, tego upstreamu, tego hardware'u,który wynosi przestrzeń kosmiczną, to jest bardziej póki co jeszcze business to government, czyli właśnie spełnianie wymogów lub jakichś potrzeb programów kosmicznych, takich jak program Artemis.
Mamy kilka fundamentalnych aktów prawnych, które mają regulować to, co można robić w kosmosie. Mamy traktat o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku, który jest bardzo idealistyczny. Żadnego zajmowania terytoriów, żadnego wojska, żadnych podbojów.Idylla jak ze Star Treka. Wszyscy bierzemy się za ręce i badamy razem wszechświat.
Powiedzmy, że to było trochę kopiuj i wklej z traktatu antarktycznego, ponieważ to powstawało w czasach zimnej wojny. I głównym zadaniem traktatu o przestrzeni kosmicznej było uniemożliwienie,a wręcz zapewnienie, że przestrzeń kosmiczna nie stanie się kolejnym polem konfliktu, polem walki między państwami. No i że państwa nie będą tworzyły sobie tam kolonii, co z drugiej strony sprawia, że my żyjemy już w tej rzeczywistości, gdzie chcemy wydobywać surowce, chcemy produkować, myślimy o tym, żeby zainstalować na Księżycu zegary atomowe, tworzyć cały system GPS-u, czy LunaNet, gdzie powoli będziemy przechodzili w tak zwane prawo obszarowe, czyli jakieś obszary na Księżycu będą już regulowane osobno, czyli na przykład, nie wiem, strefa ciszy po dalszej stronie Księżyca, czy tak zwane szczyty wiecznego światła, do kogo one będą należeć, jak będzie to ten, lub też będziemy nawet się zastanawiać, czy nie wyjść z tego, z tej sytuacji, gdzie tak naprawdę prawo państwa kończy się totalnie tam, gdzie jest zostawione, znaczy dokładnie na samym obiekcie kosmicznym, na samym lądowniku, a wszystko dookoła nie dotyczy tego państwa,nawet jakbyśmy tańcowali tam makarenę dookoła, żaden astronauta nie może nam powiedzieć, przestańcie, bo to mnie wkurza, chyba że mu przeszkadzamy w pracy.
No to oczywiście jest tak zwany Harmful Interference, jest to artykuł 9,natomiast kwestia jest taka, że faktycznie, jeżeli sobie usiejemy obiektami kosmicznymi, czyli jakimiś lądownikami, robotami i tak dalej, księżyc, to w tym momencie na poziomie tego prawa kosmicznego,jakie jest, to każdy z nich jest osobną wyspą i między nimi mogą sobie latać, śmigać, czy nawet stawiać inne wyspy, które oczywiście mogą wchodzić w konflikt i prawo było stworzone kosmiczne w latach 60. po to, żeby dać zaczątek tego, jakieś pierwsze ramy, natomiast jeżeli już patrzymy w przód, to ten problem, na który trafili astrogórnicy, między innymi ci ze startupów, to jest taki, że mało kto chciał to finansować.
Z jednego względu, nikt nie dawał im monopolu na to pole wydobywcze. Dosłownie obecnie astrogórnictwo wygląda, nie chcę mówić jak wielorybnictwo, więc powiemy, że rybołówstwo, aczkolwiek wielorybnictwo XIX wieczne bardziej przypominało to, jak planowano łapać asteroidy i jeśli to złapiesz i wydobędziesz, to jest twoje. No, że nie możesz sobie zastrzec, zanim tego nie złapiesz. Albo nie możesz komuś wchodzić w paradę, jak on leci i chce już to złapać.Okej, w każdym razie obecnie amerykańskie przepisy, przepisy Emiratów, przepisy też tych Luxemburgu, czy japońskie bardziej świadczą o tym, że jest prawo do wydobycia surowców,natomiast nie prawo do obszaru.
Czyli jeśli byśmy tak patrzyli na to, to wszystko w kosmosie, jakiej by nie było, o wielkości, charakteru, przeznaczenia, to jest kamper. Kampera zawsze możesz przestawić. Więc nieważne, czy sobie rozbijesz obóz pięcioma kamperami, zawsze możecie się stąd zwinąć i ten teren nie należy do was. Nieważne, co tam robiliście, nieważne, czy pobieraliście stamtąd surowce, nieważne, czy robiliście jakieś struktury. I to na chwilę obecną jeszcze będzie się sprawdzało,natomiast potem będą wchodzić konflikty dotyczące tego, czy to, co wytworzyłeś z surowców kosmicznych, to też należy się tobie. Czy to też jest twoja własność, czy to też przynależy się państwu. Bo dochodzi ci nawet taki prosty temat, jak prawo patentowe. Bo możesz z tego zrobić także jakiś szałas i tak dalej. Dobrze. I czy w tym szałasie możesz sobie zbudować własny warsztat i drukarkami 3D,które też zrobisz z surowców kosmicznych. Też możesz tworzyć jakieś rzeczy z naruszeniem prawa patentowego i to sprzedawać. Pytanie jest takie, czy w tym szałasie obowiązuje prawo kraju, z którego pochodzisz. Jeżeli to nie jest rejestrowane, ten szałas jako obiekt kosmiczny, to nie.I oczywiście można dyskutować, że jesteś obywatelem państwa, ale masz... Ale prawo patentowe dotyczy obszaru. Prawo cywilne, prawo rzeczowe dotyczy oczywiście osób i tak dalej.Natomiast prawo patentowe idzie razem z jurysdykcją, nie z tym uprawnionym. Czyli ty przenosisz się z Polski do Niemiec, to twój samochód się z tobą przenosi, ale twoje uprawnienia z patentu już nie, bo musisz je zastrzec w tym momencie także w Niemczech.
To jak? Będą działki na Księżycu?
Ja uważam, że niekoniecznie, aczkolwiek nie wyłączam tej możliwości właśnie też dlatego, że to, jak powstawało międzynarodowe prawo kosmiczne, było wynikiem epoki, w jakiej ono powstawało. Między innymi to, że porozumienie księżycowe nie zostało przyjęte przez Stany Zjednoczonei przez to była jego taka katastrofa w rozumieniu prawa międzynarodowego, czyli nie była ta szeroka ratyfikacja, że nawet Chiny nie podpisały, Rosja, czy też Związek Radziecki nie podpisały i został to w zasadzie taki traktat, który no właśnie chciał robić takiego jeszcze większego Star Treka, jak to uznaje, że jednak wszyscy będą się dzielić tymi surowcami, będzie jakieś ciało nadzorcze, będzie jakiś reżim wydobywania, a Amerykanie powiedzieli nie. Ale Amerykanie mieli też swoje powody, dlatego że po pierwsze oni chcieli tworzyć wielkie habitaty kosmiczne, czyli te kolonie O'Neill'a i też to, co dzisiaj też Europejska Agencja Kosmiczna i Chiny też rozważają, czyli te, co się nazywało powersaty, czy w ogóle też elektrownie orbitalne, które miały być albo wynoszone w częściach
za pomocą waharłowców w przestrzeń kosmiczną, albo być budowane przez fabryki kosmiczne seryjnie i dopiero potem montowane i umieszczane na orbicie geostacjonarnej.
Tyle, że była taka dosyć śmieszna sytuacja, że Amerykanom no po prostu powiedziano nie, nie możecie zawłaszczyć sobie całej orbity geostacjonarnej do własnego przemysłowego projektu, który tylko wam przynosi korzyści. No i stworzono między innymi coś takiego jak międzynarodowe zespoły orbitalne, gdzie wszystkie państwa świata mają przypisane. Oczywiście Polska też ma swoje przypisane, dzielimy je z paroma krajami. Natomiast w tym momencie Amerykanie stwierdzili, aha, jakby nam w nasz program, gdzie my chcemy... zapobiec katastrofie klimatycznej,odejść od ropy, odejść od wszystkich innych rzeczy,
bo oni to mieli wielki projekt tej elektryfikacji z wykorzystaniem tych powersatów, no to jak wy tak chcecie i wy chcecie, żebyśmy my dla was wydobywali surowce i w wami się dzielili, to dziękujemy. Nie podpisujemy tego.
Parę lat temu górnictwo kosmiczne stało się wielkim tematem. Jeden po drugim powstawały start-upy, które obiecywały, że będą łapać asteroidy w wielkie siatki jak oszalały entomolog, wydobywać z nich surowce. Że wszyscy będziemy bogaci, a zwłaszcza bogaci będą ci, którzy w nie zainwestują. Ale to wszystko przecichło. Kilka z tych start-upów padło, inne zamilkły. Co się stało?
Stało się głównie to, że stwierdzili, że sami tytanicznie będą mogli wszystko zrobić. Czyli cały system logistyczny pociągnął. Cały system eksperymentowania, cały system geologiczny, poszukiwania, oni pociągną sami. Trochę nie rozumieli jak działają firmy górnicze na Ziemi, czyli na przykład to, że Komatsu bardziej jest dostawcą sprzętu i rozwiązań, czy na przykład też inne firmy, albo jakąś część łańcucha logistycznego pokrywają. Natomiast nie są tak naprawdę firmą od wszystkiego. Mogą sprzęt, konsulting, szkolenia jakieś, know-how, ale nie wszystko.Kto inny finansuje, kto inny jest potem właścicielem tego i czerpie zyski.
I oni chcieli wszystko od budowy tego kosmicznego kilofa, po później przetwarzanie i czerpanie zysków ze sprzedaży surowców
Co ciekawe, oczywiście to miało wpływ na politykę Stanów Zjednoczonych i też pracę nad prawem astrogórniczym, ponieważ można powiedzieć, że ich ofiara się przełożyła na to, że teraz mamy program Artemis i że mamy to całe amerykańskie prawo astrogórnicze, które de facto było tworzone bardziej pod asteroidy niż pod księżyc. Jest sporo bardzo małych firm, znaczy małych w sensie tych firm młodych, technologicznych, które się zajmują konkretnymi elementami, czyli na przykład elementami robotycznymi do na przykład poszukiwania, zbierania próbek, napędami, zasilaniem.Każda chce coś robić do tego łańcucha dostaw, ale nie chcą robić wszystkiego. Ale wracając tak, duży problem był takiego, że chcieli za dużo niż mogli, a to też druga sprawa. Oni trochę liczyli, że Amerykanie będą mieli ten, że siła gospodarcza imperialna, jak to powiedzieć, Amerykanów, pozwoli im przelobować, że będą mieli prawo do, powiedzmy, ustanowienia monopolu na asteroidzie, czyli zastrzeżenia sobie jakichś praw górniczych, tak jak w prawie górniczym i geologicznym, jakichś licencji i wyłączności do tych asteroidów, które miałyby sprawić, że ci, którzy im dadzą pieniądze, będą mieli swoje zyski z tego. Spotkało się to ze ścianą po prostu,dlatego że dużo prawników kosmicznych nie chce tworzyć takiego monopolu, gdyż wiedzą, do czego to prowadziło, bo prawo kosmiczne właśnie starało się nie robić właśnie jakiegoś homesteadingu, czyli prawa zagospodarowania, że jeżeli ileś pracowałem na tym obszarze, to ta działka należy się już mi, że mogę od państwa kupić działkę. I to oczywiście Amerykanie mieli parę takich pomysłów, że powtórzymy historię Ameryki w kosmosie,natomiast to w dużej mierze to było przeliczenie się i przeliczenie tego, jak bardzo mają wpływ na siłę polityki między innymi polityki międzynarodowej, ponieważ trzeba pamiętać, że Ameryka nie jest sama.
Kiedy możemy realnie się spodziewać, że takie działania na orbicie, na Księżycu czy na asteroidach zaczną faktycznie być prowadzone? Czy to nie jest tak jak z fuzją jądrową, o której mówi się, że jest energią przyszłości i zawsze nią będzie?
To jest w tym sporo racji, dlatego jeżeli nie będziemy testować, to zawsze będzie. Bo jeżeli będziemy mówić hura, już lecimy, już wydobywamy i nagle się okazuje, że ojej, koparka nie działa, czy jakikolwiek system, który tam wysłaliśmy nie działa i niestety my dużo robimy tutaj na takiej technologii eksperymentalnej. To nie jest technologia, tak jak dzisiaj mamy falkony, które latają, czy satelity, które już się seryjnie montuje. To są tak naprawdę, póki co to są dzieła rzemiosła, mógłbym tak to uznać, ponieważ one są jedyne w swoim rodzaju i one dopiero testują i jeżeli coś się popsuje, to my wiemy mniej więcej, co się popsuło. I oczywiście Artur Siklark się nie raz śmiał, że problemem misji bezzałogowych jest to, że czasami psuje się jakaś prosta rzecz, którą mógłby naprawić astronauta ze śrubokrętem. Tylko problem jest taki, że astronauta ze śrubokrętem waży więcej i potrzebuje więcej zasobów zaopatrzenia i zabezpieczenia, niż taki robot. No i jeżeli robot się popsuje, no trudno, robot się popsuł. Ale jeżeli astronauta się popsuje, no to mamy tragedię narodową i mamy większe pociąganie do odpowiedzialności, niż robot się popsuł.Górnictwo kosmiczne i produkcja kosmiczna to jest rozwiązanie na dywersyfikację tych zasobów. To jest rozwiązanie też na to, żeby się nauczyć nowych rzeczy, zdobyć nową perspektywę
i też rozszerzyć ten obszar działalności człowieka, nie tylko do planet,bo i tak czy siak też funkcjonujemy na tej orbicie i żebyśmy mieli dobrą wiedzę o antropocenie, potrzebowaliśmy jednak satelitów obserwacyjnych. One bardzo pomogły, więc to jest też ta korzyść,
jaka płynęła z tego sektora kosmicznego, więc prawdopodobnie też niektóre rozwiązania z górnictwa kosmicznego też nam się przydadzą.Między innymi Europejska Agencja Kosmiczna planowała i ona rozpisała konkurs. Nie wiemy, kto wygrał go konkretnie, to był konkurs na projekty astrogórnicze, ale to były między innymi projekty, które miały korzystać z minimalnej ilości energii elektrycznej i nie używać wody. I dlaczego? Właśnie dlatego, żeby te projekty astrogórnicze można było zastosować tak w kosmosie, jak i na Ziemi, jako innowacyjna forma wydobycia surowców.
Czy to wszystko może być… sustainable? W którym momencie to latanie w kosmos przestanie być serią eksperymentów, a zacznie być istotną działalnością gospodarczą człowieka?
Jeżeli już o to chodzi, to tak jak powiedziałem, satelity są już sustainable. To już jest rynek, to jest najbardziej zarabiający rynek w całym kosmosie. Ale jeżeli tu chodzi o taki przemysł ciężki kosmiczny, on musi najpierw pokazać, że jest w stanie operować bez większych awarii i wymyślić cały system tego, jak go zaopatrywać, w sposób właśnie sustainable. I to taki sustainable, żeby mogli wykorzystywać to, co mają na miejscu, bez regularnego przesyłania zapasu śrubek, zapasu części zamiennychoraz człowieka, który będzie to naprawiał, z Ziemi.
Jaki jest najlepszy, a jaki jest najgorszy scenariusz na najbliższych 20-30 lat? Jak może zmienić się to, jak korzystamy z kosmosu, żebyśmy mieli z tego jak najwięcej korzyści? A jaki scenariusz może sprawić największe problemy?
To jest tak. Jeżeli chodzi o pozytywny scenariusz, to najlepszy pozytywny scenariusz byłby taki, że już mamy rozwiniętą konstrukcję i produkcję kosmiczną z wykorzystaniem surowców kosmicznych, dzięki czemu możemy stawiać lepsze satelity, które będą bardziej przystosowane do warunków kosmicznych, a nie tak, że większość ich budowy jest po to,
żeby przetrwała lot rakietą. Więc to jest pierwsza sprawa. Druga sprawa, mamy zmieniony system zaopatrzenia, że już coraz więcej jest produktów in situ i my tylko tym sterujemy i czasami się tylko dowozi. Oraz mamy mniejszy problem z zaśmieceniem przestrzeni kosmicznej. Natomiast też trzeba pamiętać, że w tym momencie do nas będzie wchodziła taka rzecz jak teleturystyka, czyli wykorzystanie robotów księżycowych na potrzeby turystyki. Ewentualnie będziemy mieli całe nowe gałęzie przemysłu. Jak powiedziałem, coś co możemy dzisiaj nam się wydawać albo kompletną fikcją, albo kompletnie nie wpadliśmy na to, że coś możemy w ten sposób wykorzystać. Z takich negatywnych, no to tak naprawdę życie w ciągłym strachu, że zaraz tego nie będzie, ponieważ nie umiemy sobie, ponieważ systemy na przykład zdejmowania złomu kosmicznego są wykorzystywane do niszczenia aktywnych satelitów. Kwestia też taka, że będzie wielka awantura o przestrzeń kosmiczną
i może to prowadzić się, jakby to powiedzieć, być przyczynkiem jakichś właśnie proxy wojen. Nie tyle w samym kosmosie, ale z wykorzystaniem kosmosu, z wykorzystaniem cyberataków, z wykorzystaniem też lądowych ataków, grup jakichś terrorystycznych, czy też jakby to powiedziećweaponizacji ruchów obywatelskich. Innym negatywnym scenariuszem jest po prostu to, że nagle zaczniemy zwijać cały system. No i też same kwestie do wykorzystania tych systemów, tak jak powiedziałem, do albo uszkadzania infrastruktury kosmicznej, albo do krzywdzenia ludzi na Ziemi. Czyli na przykład możemy wrócić do takiego, no może nie aż takiej spektakularnej koncepcji, jak w seriach Gundam, czyli że zrzucamy całą kolonię orbitalną na planetę, ale zrzucanie satelitów, które tak naprawdę będą zostawiać szczątki i razić ludność cywilną. Wcale nie jest takie nie do pomyślenia. To się niestety da nawet dzisiaj zrobić.
Czy nie grozi nam w tym momencie powtórka z historii? Czy nie grozi nam to, że kosmos stanie się po prostu kolejnym polem do geopolitycznej rywalizacji? Że zasoby w kosmosie będą powodem takich samych problemów, jak zasoby tu na Ziemi?
Prawdopodobnie tak. Tu nie będę owijał w bawełnę, bo po prostu, jeżeli mówimy już o antropocenie, no to trzeba powiedzieć, że jak zaczniemy wydobywać lub zostawiać, znaczy i tak już zostawiliśmy ślady na Księżycu, więc można powiedzieć, że antropocen dotarł też do Księżyca,ponieważ w śladach kopalnych gdzieś znajdziemy pozostałości działalności człowieka. Może nie na taką skalę, jak jest to teraz odkrywane, znaczy byłoby w przyszłości odkrywane na Ziemi. Ja bym zakładał, że niestety, ale będą jakieś konflikty. Nie mówię, że będą globalne czy międzysystemowe, ale na pewno tarcia będą, na pewno będą problemy sądowe, na pewno będą problemy spory, jak nie terytorialne, to o obszar, to o czy kontrolę obszaru, o kontrolę orbity, dlatego po prostu, że podmioty będą miały swoje interesy w tym wszystkim. Jeżeli nawet nie będzie to bezpośredni, znaczy powiedzmy tak, to może być nawet dużo takich zwanych proxy wars, czyli takie, jakie się widzi dzisiaj, że to nie są wojny między konkretnymi plemionami, między konkretnymi społecznościami, tylko tak naprawdę to jest pomiędzy wojna, między wielkimi mocarstwami. Tutaj podobnie może być, więc to nie jest aż tak rewelacyjne, ponieważ my tutaj też dajemy sobie nowe pole do popisu, jakby to powiedzieć.Ten kosmos jest też naszym takim kolejnym polem, no bo tak, nawet teraz, jeżeli mamy złom kosmiczny, wiemy, że można zdeorbitować złom kosmiczny, ale technologia deorbitowania złomu kosmicznego jest tak samo technologią unieszkodliwienia obcego satelity, ponieważ możemy i jego oznaczeniu, i nie tylko militarnym, bo mówi się głównie o militarnym, wystarczy, że będzie miał znaczenie gospodarcze i już będziemy mieli problem. No więc samo astrogórnictwo, produkcja, fabryki i to też między innymi dlatego ja w moich pracach bardzo układam naciskę na to, żeby jednak była jakaś rejestracja tych obiektów wytwarzanych w przestrzeni kosmicznej i jakiś ich status prawny, żeby w najgorszym wypadku, oczywiście wiem, że to jest trochę na chwilę obecną nie tyle fantastyka czy futurologia, tylko takie, może nawet nie straszenie, ale pokazywanie najbardziej absurdalnej opcji, że będziemy mieli coś takiego na zasadzie, że ktoś wypuszcza taki szrapner kosmiczny i stwierdza, że albo będziecie ze mną negocjować,albo wam popsuje wasze zabawki. Pewnie konflikty jakieś będą, to nie ulega wątpliwości. Czy to będą takie same konflikty, jakie my teraz widzimy, to jest inna sprawa, bo mogą się odbywać zupełnie w innej warstwie, na przykład w warstwie cyberwojny i przejmowania kontroli, zagłuszania.

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















