Czas inkwizytorów

Praktyka spowiedzi często czyniła z chrześcijan osoby, które istotowo czuły wstyd do siebie, bo tak ich uczono interpretacji grzechu pierworodnego. W praktyce prowadziło to do sytuacji, w której sumienie było otwartą, nigdy niezaleczalną raną.

08.02.2004

Czyta się kilka minut

Podziwiam zapał, z jakim ks. Henryk Witczyk "tropi" wszelkie przejawy niewłaściwego - jego zdaniem - ujmowania sumienia, polemizując czy to z moimi (zob: " ", "TP" nr 3/04) czy też o. Tadeusza Bartosia OP (zob: "GW" z 13-14 XII 2003) tezami o funkcji i formacji sumienia w życiu chrześcijan. Pośrednio kwestionuje on także teologiczne przemyślenia teologów tej rangi, co o. Wacław Hryniewicz czy ks. Alfons Skowronek. Cytowaną przeze mnie wypowiedź o. Hryniewicza traktuje jako “efektowną, ale pół-prawdziwą", natomiast tezę ks. Skowronka (“że chrześcijaństwo z religii wyczulonej na cierpienie przeobraziło się w religię wyczuloną na grzech") uznaje wręcz za heretycką (“zarzut ten jest sprzeczny z Objawieniem"). W obu przypadkach zapomina, że są to tezy wypływające nie z interpretacji dogmatu czy Tradycji, ale z historycznych procesów prowadzących do zniekształceń w nauczaniu i przekazywaniu depozytu wiary. Jeżeli zaś chodzi o polemikę ze mną, mam wrażenie, że ks. Witczyk chce powiedzieć o sumieniu więcej niż rozumie.

Moralność i rzeczywistość

Zarzuca mi np., że posługuję się “filozoficzną koncepcją sumienia jako rozumu, który jedynie w oparciu o poznawane przez siebie wartości dobra, piękna i prawdy uzdalnia nas do podejmowania decyzji o czynieniu konkretnego dobra bądź unikaniu kuszącego nas zła", a nie widzi, że piszę o “sumieniu moralnym" w odróżnieniu od “psychologicznego", które Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 1778) definiuje jako: “sąd rozumu, przez który osoba ludzka rozpoznaje jakość moralną konkretnego czynu, który zamierza wykonać, którego właśnie dokonuje, lub którego dokonała. Człowiek we wszystkim tym, co mówi i czyni, powinien wiernie iść za tym, o czym wie, że jest słuszne i prawe. Właśnie przez sąd swego sumienia człowiek postrzega i rozpoznaje nakazy prawa Bożego". Pisząc o sumieniu moralnym wcale nie wyłączyłem z jego opisu tego, co o nim powiedziano w Biblii, a następnie w nauczaniu Soborowym - ja to założyłem, ale przyjąłem inną perspektywę, bo polemizowałem z psychologami redukującymi sumienie do “superego". Dla tych ostatnich “dusza", “serce" czy “sanktuarium człowieka" to metafory, a nie konstrukty poznawcze, do których zaliczają wyłącznie sumienie moralne - a o nim pisał właśnie św. Tomasz z pozycji prawa naturalnego. Rozwój moralny człowieka jest przedmiotem zainteresowań psychologii rozwojowej i dotyczy zdolności do wykształcenia się sumienia. Uniwersalna bowiem dla wszystkich ludzi i w tym sensie obiektywna na gruncie nauk psychologicznych jest tylko zdolność do wykształcenia sumienia, którego jednak kształt jest silnie determinowany kulturowo.

Używając języka teologicznego, w świetle psychologii personalistycznej i eklezjalnej, “sumienie należy rozumieć jako genotyp (gr. synderesis), tj. jako dyspozycję duchowo-psychiczną właściwą tylko człowiekowi, która uzdalnia go do poznawania dobra i zła. Natomiast sposób oceny czynu jest nabyty (syneidesis) - fenotyp". Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie podkreśla, że sumienie jest uzdolnieniem rozumu do osądu i “należy do trwałej, istotnej wartości ludzkiego bytu, jest istotnym elementem ludzkiej natury, warunkującym doświadczenie wolności". Obiektywne istnienie sądów sumienia (tego jak istnieją wartości i jak je rozpoznajemy także jako chrześcijanie) to kwestie rozważań aksjologicznych w obrębie etyki czy teologii moralnej - ale nie one były przedmiotem mojego artykułu. Tak jak przedmiotem nie była kwestia źródeł chrześcijańskiej moralności, a w szczególności roli Pisma Świętego w rozumieniu lub opracowywaniu norm moralnych. W swoich rozważaniach wyszedłem z fundamentalnego dla katolickiej teologii moralnej założenia, że “moralność jest oparta o rzeczywistość".

Poczucie winy jest doświadczeniem złożonym i wieloznacznym. U niektórych jest bodźcem do rozwoju życia chrześcijańskiego, inni bardzo ciężko odczuwają dwuznaczność poczucia winy, co prowadzi do zahamowania albo degeneracji wzrostu osobowego. Można i trzeba o poczuciu winy mówić z perspektywy trzech różnych wymiarów, których bazą jest to samo doświadczenie, są jednak różne, gdy się uwzględni spełnianie przez nie zadania, konsekwencje, do których prowadzą i źródło, z którego pochodzą. Giuseppe Soveringo, autor książki “Poczucie winy" (wyd. “M", 1993), zalicza do nich: 1) “psychiczne poczucie winy albo też poczucie winy czy uczucie psychiczne bycia winnym"; 2) “moralne poczucie winy albo też poczucie czy uczucie moralne bycia winnym"; 3) “religijne poczucie winy albo poczucie grzechu". I dodaje: “żaden z tych wymiarów nie znajduje się w stanie czystym ani niezależnie od innych. W konkretnej osobie, która doświadcza poczucia winy, są one wszystkie obecne, ale zwykle jeden dominuje wszystkie inne i określa wynik końcowy. (...) Właśnie ów decydujący wymiar należy wyszczególnić, gdyż on określa różne sytuacje i osoby. To, co ma szczególne znaczenie to dominujący rodzaj poczucia winy. On nadaje zabarwienie i kierunek, które określają własną świadomość winy. Niemniej jednak pozostaje ono zawsze doświadczeniem złożonym".

Mówienie, że “Bartoś i Prusak myśleć biblijnie nie potrafią" traktuję z przymrużeniem oka. Ks. Witczyk twierdzi, że błędnie powołuję się na Biblię, nazywając zapisaną w Księdze Rodzaju historię Rajskiego Ogrodu biblijnym mitem, zamiast “pre-historią", będącą swoistym gatunkiem literackim, zwanym także proto-historią. To z kolei u mnie “przeradza się w racjonalistyczną bądź psychologiczną teorię, która łatwo przekreśla to, co w moralności i duchowości chrześcijańskiej jest najbardziej oryginalne". Otóż ks. Witczyk przypisał mi posługiwanie się kategorią mitu jako fikcji literackiej nie mającego żadnego waloru poznawczego - błędnie jednak rozpoznał moje intencje. W naukach religioznawczych, w badaniach nad mitem, wykształciły się zasadniczo dwa skrajne stanowiska - jedno uznaje wartość poznawczą mitu, drugie je kwestionuje. Ja jestem zwolennikiem pierwszego podejścia. Oznacza to, że w wyjaśnianiu mitu mogę odwoływać się do jego racjonalności, zarazem jednak nie traktować go jako formy wiedzy.

Trauma konfesjonału

Osobną kwestią są wątpliwości dotyczące sformułowanej przeze mnie oceny kondycji moralnej chrześcijan - ich dojrzałości moralnej i uformowanego sumienia. Ks. Witczyk pisze: “nie sądzę też, żeby wielu chrześcijan miało dziś »trudności - jak pisze ks. Prusak - w ocenie swoich myśli, pragnień, fantazji bez czerwienienia się ze wstydu lub umierania ze strachu przed Bogiem«". I podaje przykład popularności reality show. A skąd ks. Witczyk ma pewność, że uczestnikami tego typu przedstawień są osoby religijne, zainteresowane pogłębianiem swojej wiary? Ja wśród “gwiazd" reality show nie szukam osób z wrażliwym sumieniem.

Jeszcze nie tak dawno wiele osób wierzących, w tym również dzieci, dowiadywało się o seksualności przy kratkach konfesjonału. Ksiądz wypytywał np.: “Ile razy, drogie dziecko dotykałeś się w miejsca nieprzyzwoite?". Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że mali penitenci, pytani o sprawy, o których nie mają zielonego pojęcia, przeżywają to w sposób traumatyczny. W psychologii mówi się nawet o “traumie konfesjonału" (zob: Jacek Bomba i Dorota Terakowska, “Być rodziną, czyli jak budować dobre życie swoje i swoich dzieci", WL 2003). W tradycji chrześcijańskiej seksualność często umieszczano w kontekście sacrum i “tabu", co sprawiało, że postrzegana ona była jako olbrzymia tajemna i nieświadoma siła wzbudzająca poczucie winy, a przy tym - jak napisał cytowany wcześniej Soveringo - “słuszna i chrześcijańska, niekiedy widziana w kategoriach przyzwoitości, wstydu, uczciwości, dobrego smaku, itd.".

“Manowce spowiedzi", o których pisałem, dotyczą rozumienia dobra i zła przez penitentów i częstej wśród nich praktyki robienia “rachunku sumienia" z książeczek do Pierwszej Komunii. W nauczaniu i spowiadaniu dzieci księża często zapominają, że pojęcie dobra i zła, a co za tym idzie grzechu i winy, przyjęcie tych abstrakcyjnych (co nie znaczy wymyślonych!) wartości, pojawia się u człowieka dopiero w okresie wchodzenia w dorastanie, czyli po 13 roku życia. Nie chcę przez to powiedzieć, że dziecko nie potrafi odróżniać dobra od zła (ta zdolność pojawia się już ok. 3 roku życia), ale jego system wartości jest ulokowany w postawie rodziców - złem jest to, co nie jest przez nich akceptowane. Księża jednak swoimi pytaniami albo pouczeniami “zmuszają" dzieci do tego, aby utożsamiały nakazy rodziców z wolą Bożą, a to - moim zdaniem - ślepa uliczka dla dojrzewania wiary.

Ks. Witczyk chce, by katolik formował sumienie przywołując w codziennej modlitwie słowa inspirowane Biblią: “Będziesz miłował Pana, Boga twego, a bliźniego twego jak siebie samego". Tak powinno być, jednak wielu osobom, z którymi się spotykam, piekło wydaje się rzeczywistością bardziej przemawiającą do przekonania niż Bóg. Piekło można sobie wyobrazić, Bóg natomiast pozostaje dla nich Sędzią ich sumień, którego obecność rozpoznają w poczuciu winy. Praktyka spowiedzi często czyniła z chrześcijan osoby, które “istotowo" czuły wstyd do siebie, bo tak ich uczono interpretacji grzechu pierworodnego, co w praktyce prowadziło do sytuacji, w której sumienie było otwartą, nigdy niezaleczalną raną. Nie potrzeba mi do stwierdzenia tego badań socjologiczno-pastoralnych - ja się z tym spotykam w ramach poradnictwa pastoralno-religijnego i spowiedzi.

Czytając artykuł ks. Witczyka miałem wrażenie, że “sumiennie" walczy on o sumienie w wymyślonej przez siebie krucjacie. Na szczęście skończył się już czas “wielkich inkwizytorów". I na koniec “słowo od Freuda" - każdy bunt przeciwko autorytetowi Prawa jest ostatecznie “samobójczy"; kończy się bowiem powrotem wypartego (“zduszonego") autorytetu w postaci winy lub auto-destruktywnych zachowań. Czyż nie o tym właśnie przypomina nam grzech pierworodny?

Za tydzień głos o. Tadeusza Bartosia.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Dyrektor Instytutu Psychologii Uniwersytetu Ignatianum w Krakowie. Członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Autor wielu książek, m.in. „Wiara, która więzi i wyzwala” (2023). 

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2004