Reklama

Co wyszło Platformie

Co wyszło Platformie

16.05.2020
Czyta się kilka minut
Pokonanie Andrzeja Dudy przez polityka innej partii opłaciłoby się PO bardziej niż wielce ryzykowna i kosztowna próba wylansowania Rafała Trzaskowskiego.
Rafał Trzaskowski i Małgorzata Kidawa-Błońska na prezentacji nowego kandydata PO w wyborach prezydenckich, 15 maja 2020 r. / Fot. Jakub Kamiński / East News
Z

Z punktu widzenia interesów PO, jej elektoratu i w ogóle tej części obywateli zwanej dla uproszczenia Polską nie-pisowską wycofanie się Małgorzaty Kidawy-Błońskiej było rozsądną decyzją podjętą w idealnym momencie. Pani marszałek nie ponosi winy za nagły zwrot akcji w wyborczym serialu, który sprawił, że jej kandydatura, od początku raczej pozbawiona impetu, dramatycznie osłabła. Coraz bardziej groteskowo brzmiały zapewnienia ostatnich lojalnych wobec niej polityków, że idzie świetnie. Uruchomił się bezlitosny syndrom, kiedy robienie dobrej miny do złej gry tylko przyspiesza proces, który chciało się zatrzymać.

Skuteczne zablokowanie szalonego planu PiS, by za wszelką cenę przeprowadzić wybory w maju to był dobry moment na podjęcie decyzji o wycofaniu kandydatki: w chwili takiego przesilenia łatwiej przykryć przed opinią publiczną własne porażki, sprzedając je jako strategiczny krok do przodu, dalekosiężne przegrupowanie. Jednak pomimo poczucia „resetu”, jakie zapanowało w polskiej polityce, kampania wyborcza toczy się dalej, a do samych wyborów jest niewiele czasu: trudno nadać dowolnej nowej postaci odpowiedni rozpęd.

Był to więc moment na przegrupowanie sił po stronie opozycji przed ostatnią, krótką prostą. Czyli wsparcie któregoś z dwóch kandydatów akceptowalnych dla większości elektoratu Platformy – w przypadku PSL-u ten wariant zgrupowania elektoratów był ćwiczony na jesieni w tzw. bloku senackim. Bardziej wychyleni w lewo (licząc na skali tradycja vs modernizacja oraz indywidualizm vs wspólnotowość) wyborcy odpłynęliby w pierwszej turze do Biedronia, ale w drugiej spora ich część uległaby raczej wspólnej anty-pisowskiej emocji. 


Czytaj także: Andrzej Stankiewicz: Wybory Jarosławów


Partia podjęła jednak decyzję, jakby się bała, że brak szyldu partyjnego na giełdzie przez najbliższe dwa miesiące strąci ją w niebyt. Jakby nie pozostawała nadal silna swoimi strukturami i władzą, którą przecież sprawuje w połowie województw i większości dużych miast. Coraz bardziej wypłukana z pomysłów i inicjatywy, cień dawnej partii władzy, ma jednak z pewnością dość kapitału, żeby trwać i być może wymyślić się na nowo przed kolejnymi wyborami sejmowymi, zostawiając prezydenckie tym, którzy sobie lepiej w tej sytuacji radzą. Per saldo pokonanie Andrzeja Dudy choćby przez polityka innej partii opłaciłoby się Platformie w perspektywie dalszych rozgrywek i budowy alternatywy dla obecnej władzy. Na pewno bardziej niż wielce ryzykowna i kosztowna próba wylansowania Rafała Trzaskowskiego. 

Platformie „wyszło w badaniach”, że prezydent Warszawy potencjalnie może pokonać Dudę w drugiej turze. Na tym przykładzie doskonale widać, jakim przekleństwem dla polityki bywa zbyt uważne patrzenie, co „wychodzi w badaniach”, zamiast ocena realnej sytuacji dziejącej się w czasie rzeczywistym, a nie laboratoryjnej próżni fokusowej. Czasu jest po prostu za mało – choćby po to, by Trzaskowski, jakkolwiek zręczny, mógł wymyślić formułę, która wyrwałaby jego kandydaturę z dychotomii Polska oświecona / Polska ludowa. Bo w takiej grze PiS jest nadal skuteczny, kiedyś jedynie Donald Tusk umiał równie sprawnie odwoływać się jednocześnie do dumnej swojskości i kompleksów niższości, czarować jednocześnie tych, którzy aspirują, i tych, którym jest dobrze w zaścianku – ale to było bardzo dawno temu i na razie Platforma ma niezmiernie nad sobą klątwę bycia partią elit.

Nikt nie przewidzi dziś, jak się poprzesuwają nastroje wyborców i czy będą chcieli, zajęci wygrzebywaniem się z pandemicznego chaosu, skupiać uwagę na kampanii i zauważyć, że pojawił się nowy kandydat. Nie da się więc dziś nic pewnego powiedzieć, gdzie będziemy za dwa miesiące, tuż po wyborach prezydenckich. Ale jedno, co pewne już dziś, to że Platforma okazała się krótkowzroczna, nawet w chwili kiedy kontekst sytuacji nadzwyczajnej ułatwia śmiałe decyzje. Rafał Trzaskowski, nawet gdyby niespodziewanie wygrał, będzie miał za sobą partię, która kalkuluje tylko do najbliższej przerwy w meczu i więcej dba o wewnętrzną równowagę frakcji niż o pomysł na rządzenie krajem.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Gorzkie uwagi redaktora w stronę PO są jak najbardziej uzasadnione. Platforma uzyskałaby o wiele większą wiarygodność dla swojego nominata, gdyby przeprowadziła przez Internet otwarte społeczne prawybory (najlepiej dwustopniowe) pomiędzy kilkoma swoimi rzetelnymi kandydatami (niekoniecznie członkami partii). Uprawnieni do głosowania powinni być wszyscy pełnoletni obywatele (a może także młodzież od 16 roku życia). Jeżeli nawet zwolennicy PiS zaczęliby głosować na kandydata, który wydaje im się wygodniejszy, to i tak samym faktem zwiększania frekwencji działaliby przeciwskutecznie. Oczywiście pojawiłoby się wiele problemów praktycznych (np. jak zagwarantować, że głosuje dana osoba i że głosuje tylko raz), ale nie są one nie do przejścia (nadzorujący komitet społeczny; zatrudnienie profesjonalnej firmy, instytucji, która będzie dbała o transparentność i uczciwość procesu). Byłaby to zupełnie nowa jakość na polskiej scenie politycznej. Pierwszy raz PO wyszłaby z przełomową inicjatywą miast reagować na postępki PiS i pierwszy raz w historii zasłużyłaby na przymiotnik Obywatelska w swojej nazwie. ******** W miejsce tego otrzymaliśmy standardowe partyjniactwo...

Niezależnie od tego, kogo wystawiły partie opozycyjne i w jaki sposób, pozostaje wciąż nierozwiązany kluczowy problem: pisowskie "wybory" latem pozostaną nadal właśnie nieważnymi łże-wyborami. ******** 1. Działanie obwodowych komisji wyborczych zmniejszy prawdopodobieństwo fałszerstw, ale nie wykluczy go w zupełności, ponieważ duża część głosów będzie wysyłana pocztą i liczona bez społecznej kontroli. Mamy zatem brak spełnienia konstytucyjnego wymogu uczciwości i bezpośredniości wyborów. **** 2. Ci, którzy nie wierzą w uczciwość głosowania korespondencyjnego pod egidą PiS, mogą nie zdecydować się na pójście do lokalu wyborczego ze względu na obawy przed koronawirusem. Dochodzi zatem niespełnienie konstytucyjnego wymogu powszechności wyborów. **** 3. Członkowie komisji wyborczych, zamknięci przez wiele godzin w małej sali odwiedzanej przez setki ludzi szczególnie narażeni będą na zakażenie wirusem. Podobnie będzie z ludźmi przenoszącymi korespondencyjne pakiety - a może także i samymi wyborcami je otrzymującymi. Brak gwarancji bezpieczeństwa będzie kolejnym działaniem przestępczym organizatorów. **** 4. Głosowanie korespondencyjne z domu nie daje pewności tego, że to wyborca głosuje zgodnie z własną wolą, a nie inny domownik własnoręcznie lub wymuszając decyzję na wyborcy. Do kolekcji dołącza tym samym brak spełnienia konstytucyjnego wymogu tajności wyborów. **** 5. Nie było i nie będzie równej, uczciwej kampanii wyborczej. Jeden kandydat otrzymuje niesprawiedliwie wsparcie ze środków publicznych w postaci przestępczej działalności "mediów publicznych" zamienionych w organ propagandowy PiS. Nie tylko urzędujący prezydent i jego środowisko są w nich bezwstydnie promowani, ale też inni kandydaci ze swoimi środowiskami są kłamliwie i manipulatorsko szkalowani i oczerniani. Nie zachowany zostaje więc także konstytucyjny wymóg równości wyborów. **** 6. Istotne zmiany prawa wyborczego na mniej niż 6 miesięcy przed planowanym dniem wyborów, które funduje nam PiS, w sposób rażący łamią wyroki Trybunału Konstytucyjnego z 2006 r. i 2009 r. Zgoda na złamanie tych rozstrzygnięć - sama w sobie przestępcza - równa się milczącej zgodzie na dalsze, jeszcze większe przestępstwa PiS. **** 7. PiS nie ma żadnych podstaw prawnych w konstytucji, żeby przeprowadzić wybory w wygodnym dla siebie terminie. Ogłaszanie nowych wyborów przez marszałka Sejmu tylko dlatego, że urzędnicy państwowi dopuścili się przestępstwa niedopełnienia obowiązków przed 10 maja, będzie stanowiło tegoż marszałka uzurpację i kolejny dowód nieważności tych "wyborów". Marszałek ma teraz konstytucyjne prawo do ogłoszenia wyborów tylko po ustąpieniu stanu nadzwyczajnego lub śmierci albo ustąpieniu prezydenta. Żadna z tych okoliczności nie zachodzi obecnie i nie pomogą tutaj karkołomne wygibasy PKW, która próbuje zrównywać skutki prawne zaniedbania obowiązków z konstytucyjnymi warunkami. **** 8. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, która zgodnie z ustawą miałaby rozpatrywać skargi wyborcze i rozstrzygać o ważności wyborów, pozostaje nieobsadzona, a ludzie którzy podają się za jej sędziów, nie są nimi, ponieważ w ich nieskutecznej nominacji brał udział niekonstytucyjny organ w postaci pseudo-KRS. ******** Stajemy przed dylematem: trwać stanowczo przy pełnym legalizmie i nie brać udziału w łże-wyborach? czy też brać w nich udział z pełną świadomością, że nie są to uczciwe, demokratyczne, zgodne z prawem wybory, co zostanie wykorzystane w ataku na nasze pryncipia moralne, ale za to daje jakąś tam nierówną szansę na odbicie prezydentury? Ja skłaniam się ku stanowisku prezentowanemu przez prof. Bartłomieja Nowotarskiego w "Wyborczej": 'W gruncie rzeczy marszałek Sejmu nie ma podstawy prawnej do rozpisania nowych wyborów, bo znajduje się ona tylko w łatwo identyfikowalnych miejscach konstytucji (art. 128, 131, stany nadzwyczajne). Dlatego uważam, że trzeba mocno obstawać przy konstytucji i nie pozwalać rządzącym przyzwyczajać społeczeństwa do organizowania wyborów na dowolną modłę, byle znalazła się jakaś skrzynka do wrzucenia głosów. Bo to będzie ostateczny koniec demokracji w Polsce. Idę o zakład, że mistyfikacja „powielaczowa” powtórzy się w przyszłości w wyborach ważniejszych, czyli parlamentarnych. Do tego czasu nikt np. nie odwoła ustaw epidemicznych, a wirus (lub coś innego) będzie „trzymany w pogotowiu”. Tak to się robi w takich państwach. Rządzący już dziś testują na Polakach, w tym na partiach opozycyjnych i ich kandydatach, narzędzia manipulacyjne. Należę do tych, którzy nie mają złudzeń co do jednoznaczności motywów prezesa Kaczyńskiego i jego reżimu. Takich reżimów jest dzisiaj ok. 60 w świecie i zawsze w sytuacjach poważniejszego kryzysu lub wzrostu rywalizacyjności w polityce reagują one zwyżką represji i manipulacji. To, że zbliżamy się do Kamerunu Paula Biyi czy Kenii Daniela arap Moi, nie ma dla Kaczyńskiego znaczenia. Towarzystwo równie dobre jak Orbán'.

"Partia [...], cień dawnej partii władzy, ma jednak z pewnością dość kapitału, żeby trwać...". Kapitał odcięty od źródeł nieuchronnie wysycha i pewnie stąd wzięła się mantra o "powrocie do źródeł", powtarzana przez działaczy partii w egzystencjalnym kryzysie. Platforma nie ma żadnego powodu, żeby wspierać cudzego kandydata, a już szczególnie kandydata ugrupowania od 70 lat zaprawionego w trwaniu u źródeł. Wystawiając Trzaskowskiego może tylko zyskać, bo niby w jakim sensie jego kandydatura jest dla PO "ryzykowna i kosztowna"? W tych wyborach jest tak naprawdę tylko dwóch konkurentów: Duda i Nieduda. Ten drugi oczywiście kolektywny, ale to łączny wynik da mu ewentualne zwycięstwo w pierwszej turze - konieczne, żeby doszło do drugiej. Czemu nie głosować na kandydata najbliższego sercu: Bosaka, Trzaskowskiego, Kosiniaka, czy nawet Tanajnę? W drugiej natomiast i tak pan redaktor znów zagłosuje na Niedudę, tyle że będzie on już miał jedną twarz. Na razie z sondaży wynika, że może to być twarz Laleczki Chucky'ego, ale to życie, a nie film. Wyborcy nie muszą się bać. A może powinni? To zastanawiające, że jako możliwy wspólny kandydat przyszedł panu redaktorowi do głowy słabszy w sondażach Tygrysek. Czyżby to, co lepiej znane i teoretycznie bliższe, budziło jakieś obawy?

że Rafciu Trzask ma misję odzyskania głosów, które są aktualnie w "kieszeni" kandydata partii Mam Talent, czyli nadziei Mr. Bravo.

"Partia podjęła jednak decyzję, jakby się bała, że brak szyldu partyjnego na giełdzie przez najbliższe dwa miesiące strąci ją w niebyt." I racja, każda partia powinna wystawić swojego kandydata, jeśli chce mieć przyszłość. Mizeria opozycji daje Trzaskowskiemu realną szansę zaistnienia, jeśli sam się nie zaora.

Jeśli dojdzie do II tury, oddam głos na kogokolwiek, byle wykopać Dude z Belwederu. Przy czym jeśli to będzie pan Hołownia, będę na niego głosować z zatkanym nosem. Dla mnie jest to nowe wcielenie Stana Tymińskiego, od którego należy trzymać się z daleka.

Po czytelnikach TP można by się spodziewać jakiejś wiedzy o osobie i dokonaniach Hołowni. Osobiście nie widzę żadnego podobieństwa z Tymińskim i będę na niego głosować w obu turach i to bez zatkanego nosa.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]