Reklama

Co powie papież

Co powie papież

19.09.2021
Czyta się kilka minut
Rozmowa „na żywo” to zawsze ryzyko zbyt emocjonalnej i nieprzemyślanej odpowiedzi, pomieszania faktów, przejęzyczenia, ale też instrumentalizowania papieża przez dziennikarzy (i vice versa).
Konferencja Franciszka podczas lotu z Bratysławy do Rzymu, 15 września 2021 POOL AFP/Associated Press/East News
S

Samolotowe konferencje prasowe papieży mają już ponad czterdziestoletnią tradycję. Zaczęło się od amerykańskiego dziennikarza, który wbrew zwyczajowi (i zakazowi) zadał pytanie przechodzącemu przez przedział prasowy Janowi Pawłowi II w czasie jego pierwszego lotu do Irlandii. Od tamtej pory takie krótkie rozmowy stały się normą i przywilejem dziennikarzy akredytowanych na volo papale. Ale w tamtych czasach ani pytania, ani odpowiedzi nie były w całości publikowane – poszczególne redakcje cytowały tylko to, co zarejestrował ich przedstawiciel, a w watykańskim dzienniku „L’Osservatore Romano” ukazywało się jedynie krótkie omówienie.  

Benedykt XVI zwyczaj utrzymał, choć przed podróżą należało przekazać pytania rzecznikowi prasowemu Watykanu, żeby papież mógł się z nimi zapoznać, dokonać wyboru i przygotowywać odpowiedzi. 

Szczery jak papież

Wraz z Franciszkiem wróciła spontaniczność i otwartość – dziennikarze mogą zadawać pytania na dowolne tematy, całość jest rejestrowana i publikowana na stronach internetowych tuż po zakończeniu podróży. A konferencje organizowane ad hoc w samolocie to jedna z niewielu okazji, by opinia publiczna zobaczyła „prawdziwą” twarz papieża, zwykle schowaną za protokołem oficjalnych spotkań i szablonem publicznych wystąpień. Co ma swoje wady i zalety (o czym wiele razy pisaliśmy):


CZYTAJ WIĘCEJ

Lotniczy wywiad papieża

Słuchajcie Franciszka

Papieskie życie


Rozmowa „na żywo” to zawsze ryzyko zbyt emocjonalnej i nieprzemyślanej odpowiedzi, pomieszania faktów, przejęzyczenia, ale też instrumentalizowania papieża przez dziennikarzy (i vice versa). Pewnie dlatego są tak lubiane przez media, które konferencją w samolocie często interesują się bardziej niż papieską pielgrzymką.

Spotkanie Franciszka z dziennikarzami podczas lotu powrotnego z Bratysławy trwało 28 minut, bo i podróż była krótka. Papieżowi zadano pięć pytań, na które udzielił pięciu odpowiedzi: zaskakującej, nieeleganckiej, oczywistej, wykrętnej i takiej, którą każdy może zrozumieć po swojemu.

Nad pięknym, czystym Dunajem

Zaskakujące było podsumowanie wizyty na Węgrzech. Wszyscy pamiętamy rezerwę, z jaką papież podchodził do spotkania z władzami państwowymi („nie jadę do kraju, ale na mszę”, „myślę, że Orbána nie będzie”) i wynikające z tego dyplomatyczne zawirowania. Niemal do końca nie było wiadomo, czy spotka się z premierem, z którym różni go zarówno stosunek do uchodźców, jak i do narodowej wersji katolicyzmu, którą politycy chcą wykorzystywać we własnych celach. 

Tymczasem Franciszek wręcz nie mógł nachwalić się Węgrów – i ich władz – za ekumenizm, ekologię („naprawdę chapeau bas za świadomość ekologiczną, jaką mają. Objaśniali mi, jak oczyszczają rzeki – to są rzeczy, o których nie miałem pojęcia”), programy demograficzne i prorodzinne. Dodał też kilka słów z Orbanowego repertuaru o prawdziwych, mistycznych a nie biurokratycznych wartościach europejskich i o obronie przed „ideologiczną kolonizacją” ze strony państw najsilniejszych („wszystkie kraje powinny mieć takie same prawa”). O emigrantach – przyznał papież – w ogóle nie rozmawiano.

Biedaczek negacjonista

Odpowiadając na pytanie o szczepionki, które podzieliły społeczeństwo, także katolików, Franciszek przyznał, że również wśród kardynałów zdarzają się negacjoniści: „Jeden z nich, biedaczek, trafił do szpitala z wirusem. Ironia losu”. To prawda, że kard. Raymond Burke – bo o nim mowa – kwestionował programy szczepień (choć nie sam fakt istnienia pandemii). I prawdą jest, że ledwo uszedł z życiem po trzech tygodniach spędzonych na OIOM-ie. Ale mówienie o jego chorobie w tak protekcjonalny sposób jest nieeleganckie i świadczy o braku wrażliwości. Bo o satysfakcję, że los sponiewierał jednego z największych krytyków tego pontyfikatu, mimo wszystko papieża nie posądzajmy.

Nauka jest trendy

Nikogo nie dziwi zdecydowany sprzeciw papieża wobec aborcji. Powtarzał go wielokrotnie, nazywając przerwanie ciąży – także w początkowym jej okresie – zabójstwem. „Weźcie jakikolwiek podręcznik embriologii dla studentów medycyny. W trzecim tygodniu od poczęcia są już wszystkie organy, nawet DNA” – to ulubiony ostatnio argument papieża (użył go, słowo w słowo, także podczas udzielonego dwa tygodnie temu wywiadu dla hiszpańskiego radio COPE). „Ujmując sprawę naukowo, mamy do czynienia z ludzkim życiem. Czy usuwanie go rozwiązuje jakiś problem?” – pytał retorycznie, porównując też – po raz kolejny – dokonującego aborcji lekarza do płatnego zabójcy.

Kazuistyka jest passé

Ale pytanie o aborcję padło w kontekście powracającej co jakiś czas dyskusji (np. po wyborze katolika, Joego Bidena, na prezydenta USA), czy polityk opowiadający się za legalizacją przerywania ciąży może przystępować do komunii. Choć pytanie wydaje się proste, to równie prostej i jasnej odpowiedzi nie było, nawet jeśli można wywnioskować, ku jakiej opcji Franciszek się skłania. Z jednej strony przyznał, że osoba kwestionująca publicznie naukę Kościoła sama stawia się poza jego wspólnotą, więc do sakramentów przystępować nie powinna. Z drugiej jednak dodał, że on nigdy nikomu komunii nie odmówił, a raz nawet udzielił jej osobie nieochrzczonej (choć dowiedział się o tym już po fakcie). Przestrzegał przed traktowaniem komunii jako nagrody dla doskonałych, a nie lekarstwa dla grzeszników, a także przed upolitycznianiem sakramentów. Wniosek z długiej, ponad dziesięciominutowej wypowiedzi papieża jest taki, że uciekając przed szponami bezwzględnej kazuistyki (przed którą Franciszek przestrzega), łatwo wpaść w sidła relatywistycznej sofistyki (o którą, od czasu „Amoris laetitia”, się go oskarża). Bo skoro o udzieleniu lub odmowie komunii ma decydować nie przepis, ale „rozeznanie” duszpasterzy (podobnie jak w przypadku osób żyjących w niesakramentalnym związku), trudno dziwić się dezorientacji księży. Sytuacje, gdy kapłan zgodnie z prawem, własnym sumieniem i wiedzą odmawia komuś sakramentów, a w odpowiedzi słyszy, że „przecież papież mówi co innego”, zdarzają się coraz częściej.

Niech będzie dobrze 

Zapytany o pomysł Parlamentu Europejskiego, by w każdym państwie Unii zalegalizować małżeństwa par jednopłciowych i zezwolić im na adopcję dziecka, papież udzielił odpowiedzi, która – w jego ocenie – godzi zwolenników i przeciwników projektu, gdy tymczasem w obu coraz bardziej zradykalizowanych obozach słychać tylko odgłosy irytacji. „Małżeństwo sakramentalne jest związkiem kobiety i mężczyzny” – stwierdził papież. Osoby homoseksualne należy wspierać, ale bez narzucania rozwiązań, których Kościół zaakceptować nie może. I choć powinno się to wydawać oczywiste każdemu, kto uważnie słuchał jego wcześniejszych wypowiedzi, sporo osób, które widziały we Franciszku sojusznika liberalnych zmian, poczuło się zawiedzionych, a wręcz zdradzonych. Ale i zagorzali przeciwnicy obyczajowej rewolucji nie mają się z czego cieszyć. Bo o ile Kościół nie będzie łączył par homoseksualnych w sakramentalne związki, o tyle państwa – jak można wywnioskować z wypowiedzi papieża – powinny je legalizować i chronić prawem („niech będą związki cywilne”, „niech pary homoseksualne z tych praw korzystają”).  

Samolotowe konferencje papieży zawsze budziły emocje, ale nigdy tak wielkie i skrajne. Szczerość i spontaniczność Franciszka podoba się mediom, ale już nie watykańskiej kurii. Służby prasowe i najbliżsi współpracownicy papieża nieraz musieli wyjaśniać, precyzować, a nawet prostować słowa, które padły w samolocie. Tym razem też mogą mieć dużo pracy.

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz i fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Z racji wieku u papieża Franciszka łatwo o błąd. U mnie też bo straszny zemnie umiłowany prostaczek. Mam nadzieje, że biskup Rzymu mi wybaczy, że nie wmurowałem się w kościół Katolicki formalnie. Niestety jako Piotr nie mogę. Nie mogę popierać bardziej Kościoła Katolickiego. Ja sobie w kościele zachowałem to co wszyscy. Mam na myśli przydomek Brata w Chrystusie. I to mi wystarczy. Prawda jest taka , że mnie Chrystus pogonił z KK. Bo jako Piotr jestem członkiem wielu kościołów jako kamień na Syjonie. I nie mogę udzielać poparcia kłamstwom Rzymu . Władzę Pasterską nadaje Bóg a z Bogiem nawet Papież przez swój kłamliwy biznes nie wygra. Jedynie narazi się Bogu. I stanie się pseudo Piotrem. Papież doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że Piotr wybierany jest przez Boga. A papież przez Kościół Katolicki (kardynałów). I doskonale sobie zdaje z tego sprawę, że jest zwykłym teologiem. Ministrantem, który został kapłanem (i sam o tym mówił otwarcie). Mam nadzieje, że kościół uszanuje moją decyzje ale niestety ja musze zostać osobą neutralną w kościele. I to jest mój krzyż. Mam dopilnować tego, żeby prawda jaką wybrał sobie kościół się krzewiła (bez względu na metkę kościoła wasze zwady i interesy i manipulacje, którą stosujecie posługując się Bogiem i ewangelią lub inną nauką wprowadzoną do fundamentu) . Zaszczytami sobie podcieram tyłek bo to czyni człowieka tylko ślepym i nie o to tu chyba chodzi. Ja służę Bogu a nie interesom. I to jest mój obowiązek i mój krzyż. Kościół pobłądził dawano temu i nikt tego nie naprawi. Kościół się przejedzie na swoich błędach a raczej przejeżdża się dalej. I raczej szkoda czasu i wysiłku na to żeby to naprawić, bo kościół doskonale zdaje sobie sprawę z tego co sobie uroił. Kościół będzie cierpiał nie z powodu wiary w Boga, tylko z powodu braku wiary z powodu własnych kłamstw i wygłupów i interesów. Bóg ma wiele czasu. Więcej niż kościół. Skompromitowany kościół bez ingerencji Boga sobie nie poradzi. I kościół przez to będzie regularnie niszczony. I będzie to oznaczało więcej cierpienia w kościele dla ludzi kościoła. A cierpieć będziecie nie z powodu Boga tylko własnej głupoty, śmiesznej błazeńskiej manipulacji i interesów. ====>https://www.youtube.com/watch?v=5YfpvzAYaxc

Osobiście życzę papieżowi Franciszkowi jak najlepiej. Bycie papieżem to ciężka praca. W szczególności dla starca, który z racji wieku szybko się męczy. Mam nadzieje, że pokieruje kościołem w odpowiedni sposób. Ja osobiście się do tego nie nadaje. Musze przyznać szczerze, że bardzo mi się podoba ta tuba propagandowa Franciszka jaką są katolickie media i kościół. Podoba mi się wizerunek Franciszka, który przekazują. Mam nadzieje, że to prawdziwy wizerunek a nie fałszywka. Musze przyznać, że bardziej sobie cenie Franciszka niż Benedykta czy Wojtyłę. Wiem jedno, że jak na trudne czasy kardynałowie dokonali dobrego wyboru. Oby było więcej w kościele tak trafnych wyborów. Kościół potrzebuje postępową głowę kościoła. Otwartą na szczery dialog. Mam nadzieje, że Kościół sobie poradzi. Franciszek z tego co widzę stara się być przykładem. Stara się być w tym szczery. Domyślam się, że czasem gra, kiedy zapalają się światła jupiterów i wiem, że uderza mu też woda sodowa do głowy. I czasem przewraca mu się w tej główce. Całe szczęście nie musze się z nim użerać. Nie mój CYRK nie moje Małpy. Franciszkowi z serca życzę zdrowia i rozwagi. Mam nadzieje, że zapisze się w historii kościoła jako jedna z ciekawszych osób zarządzająca kościołem. Sam się często zastanawiam jakie numery potrafi wyciąć swoim współpracownikom w Rzymie. Wiem jedno, że to silna i charyzmatyczna osoba, pełna szlachetnych idei starająca się przekonać ludzi do Boga i kościoła za co trzymam kciuki. Jego wyskoki słowne (wywiady) świadczą o tym, że jest odważnym człowiekiem i szczerym. I każdy z nas ma głupie nie przemyślane wypowiedzi. Mnie w tej dziedzinie Franciszek nie przegoni, bo głupotą potrafię sięgać gwiazd. Mam nadzieje, że personelowi Rzymu dobrze się współpracuje z Biskupem Rzymu.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]