„Kiedy wylądowałem we Francji, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mogłem odetchnąć pełną piersią. Uspokoiłem się i wreszcie poczułem się wolny” – mówi brytyjskiemu „Guardianowi” Aleksandr. Jeszcze przed agresją zaciągnął się do armii, podpisał kontrakt, został wysłany na Ukrainę zimą 2022 r., dowódcy zapowiadali, że jedzie na ćwiczenia, o zamiarze rozpętania wojny żołnierzy nie informowano. Aleksandr był łącznościowcem, próbował zwolnić się ze służby, bez powodzenia. Latem 2023 r. zdezerterował.
Każdy z sześciu dezerterów został przerzucony z Kazachstanu do Francji indywidualnie. Trudność polegała na tym, że nie mieli paszportów zagranicznych, uprawniających do podróżowania. Operacja przerzutu wymagała zatem nie lada wysiłku ze strony organizacji, które pomagają w uchylaniu się od służby w putinowskich wojskach. Jedną z nich jest projekt „Iditie lesom”, udzielający pomocy zmobilizowanym. Iwan Czuwilajew, rzecznik projektu, wskazuje, że przedostanie się dezerterów z Rosji do Kazachstanu nie nastręczało problemów: przy przejściu granicy nie jest bowiem wymagany paszport zagraniczny. Ale co potem? Dezerterom w każdej chwili groziło zatrzymanie i ekstradycja do Rosji.
Podczas ogłoszonej przez Putina „częściowej mobilizacji” we wrześniu 2022 roku m.in. do Kazachstanu napłynęła wielka fala młodych mężczyzn, którzy chcieli uniknąć wysłania na front. Różnie się ułożyły ich losy. Niektórzy powrócili do Rosji, niektórzy wyjechali do Ameryki Południowej, Izraela lub Europy. A niektórzy pozostali w Kazachstanie, znaleźli tu mieszkanie i pracę. Mówią, że to tymczasowe rozwiązanie – dopóki sytuacja się nie wyjaśni, dopóki trwa reżim Putina. Ich status nie jest nielegalny, tylko obciążony dużym ładunkiem niepewności: a nuż pewnego dnia Rosja upomni się o nich, Kazachstan zaś ulegnie presji i odeśle ich do ciągle potrzebującej mięsa armatniego ojczyzny.
Natomiast osoby ścigane w Rosji za dezercję mogły być w każdej chwili złapane i odstawione na terytorium Federacji Rosyjskiej.
Portal Mediazona opisał przypadek 23-letniego Kamila Kasimowa, który zbiegł z jednostki (służył w wojskach rakietowych) w Rosji, zamieszkał w Astanie. Został uprowadzony przez funkcjonariuszy rosyjskiej policji z Buriacji, przewieziony do Rosji (z pominięciem wymaganych procedur deportacji i ekstradycji) i postawiony przed sądem pod zarzutem dezercji w czasie wojny. W połowie sierpnia sąd skazał go na karę sześciu lat łagru.
Dezerterzy zatem się ukrywali. I korzystali z pomocy organizacji obrony praw człowieka: inTransit, Russie Liberte, Kazachstańskiego Biura Praw Człowieka i wspomnianego wyżej projektu „Iditie lesom”. Współpracownicy tych organizacji nie tylko rozpięli nad głowami dezerterów parasol ochronny, ale przez wiele miesięcy prowadzili z nimi rozmowy na temat motywów ich dezercji, upewniali się co do ich antywojennej postawy i tego, czy nie popełnili oni zbrodni wojennych.
Według Czuwilajewa przypadki dezercji wśród zmobilizowanych nie są odosobnione: „Próbują ukrywać się na terytoriach okupowanych. Schwytani uciekinierzy są poddawani torturom. Po miesiącu takiego traktowania człowiek zgadza się na wszystko, niech będzie już nawet front, z którego uciekł, byleby nie trafić ponownie w ręce oprawców. Jeżeli nie pojedzie walczyć, to czeka go sąd i wyrok”.
Jak pisze portal Mediazona, od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę na wokandę sądową trafiło ponad dziesięć tysięcy spraw związanych z odmową służby: samowolne oddalenie się z jednostki, odmowa wykonania rozkazu, dezercja. Ich liczba stale rośnie.
Wróćmy do kazusu sześciu dezerterów. Jekatierina Wienkina na stronie Deutsche Welle przypomina, że CNDA (Cour Nationale du droit d’asile – sąd administracyjny rozpatrujący przypadki nadania i odrzucenia statusu uchodźcy) w 2023 r. uznał, że dezerterzy z rosyjskiej armii i Rosjanie, którzy uciekli przed mobilizacją, mają prawo ubiegania się we Francji o status uchodźcy. Dotychczas CNDA przyznało taki status 102 obywatelom Federacji Rosyjskiej, którzy opuścili kraj w obawie, że zostaną zmobilizowani. Wśród nich nie było jednak dezerterów. Przypadek „sześciu z Kazachstanu” stanowi zatem precedens. Według obrońców praw człowieka wspomagających ludzi uchylających się od służby w rosyjskiej armii, w Kazachstanie i Armenii przebywają setki rosyjskich dezerterów.
Członek grupy dziennikarzy śledczych Aleksiej Alszanski (który brał udział w akcji przerzucenia rosyjskich dezerterów do Francji) mówi w rozmowie z Deutsche Welle: „Nie znam ani jednego przypadku, aby rosyjski dezerter, który znalazł się w państwie UE, otrzymał odmowę przyznania azylu. Przy czym dezerter musi udowodnić, że zbiegł, aby nie brać udziału w wojnie. Kraje europejskie wypełniają swoje zobowiązania, np. zalecenie biura ONZ ds. uchodźców (UNHCR) o tym, że dezerterom z armii państwa agresora można udzielić prawa do ochrony humanitarnej. Problem dezerterów polega na tym, że trudno im dostać się do UE – w Rosji do tej pory niewiele osób ma paszport zagraniczny, większość Rosjan dysponuje wyłącznie paszportem wewnętrznym, ten dokument jest honorowany przez Białoruś, Kazachstan czy Armenię, ale to nie są bezpieczne państwa dla nich”.
Dezerterzy, którzy trafili do Francji, założyli grupę „Pożegnanie z bronią”. Jak zapewnia Alszanski, zamierzają prowadzić aktywną działalność, m.in. dzielić się swoimi doświadczeniami, a także przekonywać rosyjskich wojskowych, aby nie walczyli za Putina i nie umierali za jego chore imperialne ambicje.
Oficjalne rosyjskie media nie poinformowały o udanej ucieczce dezerterów do Francji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















