Czumacki Szlak w Ukrainie. Historyczna droga, którą dziś jedzie wojna

Przez wieś Dmitriwka od wieków biegł szlak na wschód. Dziś tą drogą, trasą E-50, pędzą wojskowe kolumny. Jej mieszkańcy nie chcą stąd wyjechać. Reportaż ze wschodniej Ukrainy.
z Pawłohradu i Dmitriwki
Czyta się kilka minut
Anatolij wraz ze swoją krewną, Ljubą, przed wejściem do „Czumackiego Szlaku”. // Fot. Antonina Palarczyk
Anatolij wraz ze swoją krewną, Ljubą, przed wejściem do „Czumackiego Szlaku”. // Fot. Antonina Palarczyk

Historia tego szlaku, biegnącego przez Dzikie Pola na Krym, sięga starożytności i Wielkiej Scytii, której granice sięgały rzeki Doniec. Przemieszczały się nim stepowe ludy koczownicze, po których dziś zostały kurhany i posągi kamiennych „bab”. 

Pierwsze pisemne wzmianki i mapy uwzględniające tę drogę pojawiają się w XVI w., pod nazwą sakma. Według encyklopedii Brockhausa i Efrona słowo to pochodzi najpewniej z tureckiego i pierwotnie oznaczało ślad na ziemi, zostawiony przez zwierzęta lub kawalerię. 

Jeszcze za czasów Iwana Groźnego sakmami podążały hordy tatarskie. Potem okolicę obecnego pogranicza obwodów dniepropietrowskiego i donieckiego zasiedlili Kozacy zaporoscy. Strategiczny szlak łączył wschód z zachodem – tędy zaczęto sprowadzać cenną sól z Krymu, aż do wieku XIX. Zapamiętany został w pieśniach jako Czumacki Szlak, a wędrownych kupców zwano czumakami, czasem kołomyjcami. 

Czumacki Szlak to w języku ukraińskim droga mleczna. Gwiazdy wskazywały wędrowcom drogę.

Czumacki Szlak: dawna droga przez Dzikie Pola

Przez setki lat czumacy pędzili więc przez step besarabskie woły, ciągnące wozy pełne towaru. Zapisali się w ukraińskiej kulturze, w poezji Tarasa Szewczenki, w XIX-wiecznym malarstwie. Czumactwo znaczyło wolność, ucieczkę spod pańskiego bata. 

Dziś ten szlak znów żyje, na swój sposób. Znów step przecina droga mleczna: strategiczna, nieodzowna dla wojskowej logistyki, Szosa Doniecka. Pokryta antydronowymi siatkami, które ciągną się przez dziesiątki kilometrów, spękana trasa E-50. Z Dniepra przez Pawłohrad suną nią do Donbasu dniem i nocą wojskowe auta: naznaczone odłamkami terenówki, ociężałe kamazy, karetki i autobusy, z okien których wyglądają zmęczone twarze.

Przyglądam się jej. Najpierw z punktu obserwacyjnego na dworcu autobusowym w Pawłohradzie. Potem z wytartego fotela marszrutki. Ciężarówka pełna „smoczych zębów”, betonowych zapór fortyfikacyjnych, mija klatki pełne osowiałych kur wystawione na bazarze. Nad asfaltem, nad szklanymi drzwiami dworca wiszą plakaty rekrutacyjne brygady „Ljut” (gniew, wściekłość): „Zostań wyrokiem dla okupanta!”. 

Obok rozkładu jazdy marszrutki na trasie Pawłohrad-Orbita-Terniwka wisi kartka z apelem do mieszkańców o ewakuację z miasta.

Szosa Doniecka: strategiczna trasa na front

Marszrutka wypluwa mnie w połowie drogi z Pawłohradu do granicy z obwodem donieckim, w wioseczce Dmitriwka nad rzeczką Samarą. Gdzie, jak nie tutaj szukać opowieści o historii i teraźniejszości drogi, która przecina Dmitriwkę na pół? 

Siatki antydronowe nad drogą z Pawłohradu do Kramatorska, 2026 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Tunel z siatki wrzyna się w wieś, uwiera. Jego obecność to zwiastun rosyjskich dronów. Wprawdzie front jest ponad 40 km stąd, ale dla niektórych małych dronów nie jest to dystans nie do pokonania (tym bardziej dla tych dalekiego zasięgu). Wojna zakrada się do Dmitriwki. Już wcześniej odciskała tu swoje piętno: zabierała życie poborowych i ochotników, zaglądała pod postacią ostrzałów rakietowych. 

Od 2014 r. płynie tędy strumień wojskowych zmierzających na front i wracających stamtąd. Wielu się tu zatrzymuje: w dmitriwskiej knajpce połączonej ze sklepem. W Dmitriwce piąty już rok z rzędu wolontariusze serwują żołnierzom bezpłatne posiłki. Nad wejściem blaknie napis z nazwą przybytku: „Czumacki Szlak”.

„Czumacki Szlak”: miejsce, które karmi żołnierzy

W sklepie króluje on. – Wszystko już umarło w mojej duszy. Jest mi obojętne, niech się dzieje. Niech przyjdzie diabeł z rogami, niech mnie rozstrzelają i psy rozwleką. Ale nigdzie nie wyjeżdżam, bo nikomu nie jesteśmy potrzebni. Kiedyś to była energia, jakaś pasja, kurwa. Ludzie umieli sobie pomagać i nie było w tym nic dziwnego – mówi Anatolij zza kontuaru. 

Zwalisty jak lodowa góra, łypiący niebieskimi oczami. W przybrudzonym dresie i wojskowej mycce wtapia się w otoczenie, złożone z pustych półek sklepowych, mętnych szyb niedziałającej lodówki i przypadkowych drobiazgów pokrywających sklepik jak kurz. Miejsce jeszcze dyszy, jeszcze trwa, jeszcze się nie zamyka.

Knajpka też pracuje, jak pracowała – nieprzerwanie od początku inwazji. Tylko z każdym kolejnym rokiem miejscowi wolontariusze miny mają coraz bardziej markotne. 

Pamiątki pozostawione w „Czumackim Szlaku” przez żołnierzy w ciągu minionych czterech lat. // Fot. Antonina Palarczyk

– Dojadamy, co zostało – wzdycha Anatolij. Według jego rachunków, kiedyś przez to niepozorne z ulicy miejsce mogło przewijać się trzy tysiące ludzi na dobę. Zgiełk nie do opisania, dzień i noc „Czumacki Szlak” był pełen, więc i ręce pełne roboty. Mimo to ktoś zawsze znajdował czas, by na długim stole zostawić bukiet świeżych polnych kwiatów. Szosa Doniecka szumiała tysiącem wojskowych aut zmierzających na najdzikszy ze wschodów. 

Milanka: dziecko wojny przy drodze na Donbas

Dziś chętnych na herbatę i miskę barszczu wciąż nie brakuje. Co jakiś czas drzwi otwierają się, wpuszczają kolejną grupkę żołnierzy i zatrzaskują za tymi, którzy odsiedzieli kwadrans lub dwa, nasycili ciepłem, pogapili na szynszyle w klatce i pokrywające ściany tysiące podpisów, naszywek i innych artefaktów, jakie nagromadziły się w ostatnich latach.

Nie zniknęła nawet ukraińska flaga z Matką Boską obejmującą ręczną wyrzutnię przeciwpancerną Javelin, którą zostawiłam tutaj trzy lata temu. 

Co jakiś czas między jadalnią a przedsionkiem przebiega Milanka, wnuczka Anatolija. Trzyletnie dziecko wojny: tata służy w wojsku, a mama opiekuje się „Czumackim Szlakiem”. Milanka tarmosi burego kota o minie sugerującej, że doprawdy jest mu już wszystko jedno, zagląda w każdym zakamarek i sprawia, że oczy Anatolija zaczynają się śmiać. Może nawet na chwilę zamienił zdanie z tymi psami, które miałyby rozwlec jego szczątki. 

Lidia Wasyliwna i muzeum pamięci Dmitriwki

Z „Czumackiego Szlaku” idę do Lidii Wasyliwny. Czyli do miejscowego muzeum. 

Przez 45 lat pracowała tu w szkole. Potem w dawnym budynku administracji wiejskiej stworzyła malutkie muzeum historii Dmitriwki. Z pasji. Gdy nadszedł rok 2022, jak wielu mieszkańców wsi pomagała w „Czumackim Szlaku”. Nakrywała stoły, obierała ziemniaki. Potem, żyjąc samotnie po śmierci męża, zaczęła opiekować się żołnierzami, jakich coraz więcej zaczęło mieszkać w Dmitriwce. – Szkoda ich wszystkich – mawia o nich zatroskanym głosem – to wszystko nasze dzieci. 

Muzeum historii Dmitriwki, stworzone przez Lidię, pasjonatkę historii. // Fot. Antonina Palarczyk

Dziś muzeum jest zamknięte. Ale jeśli zgłosić się do Lidii, z chęcią wpuści i oprowadzi. Ale najpierw sadza za stołem kuchennym w swoim domu, częstuje naparem z kilkunastu ziół i zaczyna opowieść.

Dmitriwka: kawałek historii stepu

W Dmitriwce były kiedyś dwa warsztaty garncarskie. Jeden, należący do Dziadka Matwieja, nieco poniżej obecnego „Czumackiego Szlaku”. Wszystko w wieku XVIII. Glina była dobra, miejscowa (dowodem regał pełen dzbanków na ścianie muzealnej salki). Dziadek Matwiej co niedziela sprzedawał na bazarze pod Pawłohradem swoje wyroby – z czarnej gliny. Dzbanki z czerwonej gliny wyrabiał drugi warsztat, w części wsi zwanej Lebeża, od łabędzi zamieszkujących tu jeziorka. 

Z kolei nieopodal Samary były stajnie, tam zatrzymywali się podróżujący na wschód, by podkuć konie i odpocząć. Do dziś zachowała się tylko studnia, pamiętająca dawne czasy. 

Jeśli z rejonu Leniniec jechać w dół drogi i w prawo, dotrze się do Lebeży. A w lewo – tak jak jechali czumacy, do Kozeriwka, gdzie hodowano kozy. Jeśli zaś skierować się w stronę dawnego kołchozu, dotrze się do Polski: tam mieszkali kiedyś polscy osadnicy, którzy dotarli tu w końcu XVII w., uciekając od pańszczyzny. Przez wieki niejeden uciekał na Dzikie Pola w poszukiwaniu swobody. Nazwa została, choć Polaków dawno nie ma. 

Z czasów wojny domowej, tej po 1917 r., krążą po okolicy plotki, że do pobliskiej wioski Czumaki, po drugiej stronie E-50, przyjeżdżał Nestor Machno, wódz powstańczej armii chłopskiej i anarchokomunistycznej republiki w sercu Dzikich Pól. Podobno tam mieszkała jego kochanka.

Dawny szlak na wschód znów prowadzi przez ciemność

Przygotowując część ekspozycji o Hołodomorze, Wielkim Głodzie, Lidia po prostu szła od chaty do chaty, pytając o rodzinne historie. Niemal pod każdym dachem doznano straty. Po wsi krążyła opowieść o kobiecie, która zjadła dwoje swoich dzieci, po czym straciła zmysły. Babka od strony męża Lidii opowiadała, że we wsi był żłobek, gdzie całodobowo trzymano dzieci, aby przeżyły. Karmiono je zupą z narwanej lebiody, z wyszperanej garstki ziaren. Ludzie polowali na susły i myszy, na wszystko, co dało się złapać.

Potem przyszła II wojna światowa, zabrała ze sobą kilka setek mężczyzn z Dmitriwki. Lista ich nazwisk dłuży się w jednej z gablot, jest wyryta na brackiej mogile za wsią. 

Portrety poległych w obecnej wojnie wiszą zaś w głównym korytarzu muzeum. Chyba niedługo przestanie starczać dla nich miejsca, jak nie starcza wolnych chat dla wojskowych.

Jeśli zasłuchać się tu w wietrze, może przyniesie z głębi Dzikich Pól czumacką pieśń:

Smutny, smutny nasz pan Ataman

Chodzi po taborze 

Co chodzi i białe ręce załamuje

I mówi słowami:

Wstawajcie, chłopcy, nowe wozy smarujcie 

Siwe woły zaprzęgajcie

Hej i pojedziemy w drogę

Aż do niebieskiego Donu!

Ponure czasy znowu zawisły nad stepem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Przystanek Dmitriwka