Papież ogłosił, że diakonatu kobiet nie będzie. Na proste pytanie, czy kobiety będą ordynowane na diakonki, zadane przez Norah O’Donnell w programie „60 Minutes” amerykańskiej telewizji CBS, Franciszek odpowiedział krótkim: „Nie”. Zaskoczona O’Donnell cisnęła dalej, na co wytłumaczył, że święcenia są dla mężczyzn. Proste, nie? Zresztą, kwietniowy wywiad wyemitowano w maju, akurat około trzydziestej rocznicy dokumentu „Ordinatio sacerdotalis”, wydanego przez Jana Pawła II, by odpowiedzieć na prośby i pragnienia kobiet chcących służyć Kościołowi jako prezbiterzy i diakoni. Tamten dokument też był wyrazistym „nie”. Czy jednak da się ten temat zamknąć, powtarzając „nie”, a to w dokumencie, a to w telewizji, skoro głosy proszące o diakonat kobiet tak mocno przebiły się w konsultacjach synodalnych i raportach regionalnych, w wielu rejonach zaś nie stroniono i od pytań o kobiece kapłaństwo?
Papież już orzekł, tymczasem trwają prace kolejnej komisji, którą powołał, żeby wyjaśniła, czy diakonat kobiet w historii był, czy go nie było. Jak się ma zatem papieskie „nie” do prac komisji i jesiennej sesji synodu? Czy to zapowiada jakiś kobiecy diakonacki program bez święceń, słabszą wersję diakonatu dla słabszej płci? Czy też, że nie będzie nic, żadnych zmian ani żadnego dostrzeżenia zmieniającej się rzeczywistości? Czemu papież zdradza to rozwiązanie w telewizji, nie czekając na synod o synodalności, który miał być procesem głębokiego słuchania i globalnych konsultacji? Problem jeszcze w tym, że diakonat i był, i go nie było, bo przed średniowieczem święcenia nie były usystematyzowane, wiązały się z nimi różne role i rytuały, używano różnych nazw. Choćby Febe, pierwsza osoba nazwana w historii chrześcijaństwa diakonem. Co z nią zrobić, skoro nie wiadomo, jakim rodzajem diakona była? Raczej nie ordynowanym, bo ciężko sobie wyobrazić, by w latach 50. pierwszego wieku, gdy w Jerozolimie stoi wciąż świątynia, a ruch Jezusowy spotyka się po domach, ktoś wymyślił ordynację na diakona. Krótko mówiąc: historia nie odpowie nam na współczesne pytanie, czy możemy mieć diakonat kobiet, czy nie możemy. Musimy wziąć odpowiedzialność za naszą odpowiedź, a nie powoływać kolejne komisje i zasłaniać się przeszłością.
Osobnym zagadnieniem jest, jaką rangą nauczania jest występ telewizyjny papieża. Zakładam, że nie wysoką. Czy jednak można zupełnie machnąć ręką? Ja nie mogę, bo wiem, w jakich nerwach wiele kobiet posługujących duszpastersko i liturgicznie w Kościele czeka na rozstrzygnięcie w tej sprawie. Rozmawiałyśmy już, że musimy być razem w Rzymie pod koniec synodu, by tej decyzji nie musiały znosić w samotności, żeby było z kim się cieszyć lub płakać. Ze wskazaniem na płakać. Dla nich to rozstrzygnięcie jest odpowiedzią na pytanie, czy Kościół widzi ich pracę i powołanie. Dlatego nie wzruszam ramionami na występ papieża, tylko otulam je czule myślą, ale buzuje we mnie złość.
I nagle, nie umiem tego wytłumaczyć, ta złość odpaliła mi w głowie nieśmiertelny hit Jennifer Lopez z czasów mojego liceum: „Let’s get loud! Let’s get loud” – huknęło na cały regulator, a przed oczami zobaczyłam, jak tańczymy to u wrót Watykanu (dowolnych) lub na placu św. Piotra. Mogą mówić swoje, a my i tak jesteśmy w Kościele ze wszystkim: naszymi ciałami, powołaniami, pragnieniami. „If you wanna live your life, live it all the way and don’t you waste it” („Jeśli chcesz żyć swoim życiem, żyj nim do końca, nie roztrwoń go”) – kręcimy biodrami w rytm hitu Lopez przed Watykanem. „You gotta do it (you gotta do it), you gotta do it your way. You gotta prove it (you gotta prove it), you gotta mean what you say” („Musisz to zrobić, musisz to zrobić na swój sposób. Musisz to udowodnić, musisz wierzyć w to, co mówisz”).
Słucham tej piosenki w kółko, bo jej energia mnie koi. Chcę zaszaleć, skoro papieskie wolty w sprawie diakonatu kobiet powoli doprowadzają nas do szaleństwa. Odreagować, głośno zaprotestować. Let’s get loud! Bądźmy głośne! – wiercę się przed komputerem. Musisz to zrobić na swój sposób – śpiewa w tle Lopez, a przede mną staje ciekawe pytanie: o zmysł wiary ochrzczonych. Co, jeśli rozeznajemy rolę kobiet inaczej niż Watykan i – w sumie, jak w sprawie antykoncepcji – zaczniemy się do swojego rozeznania stosować? Co, jeśli zaczniemy traktować kobiety, jakby przewodziły Kościołowi, głosiły, wyjaśniały Pismo? Od kilkudziesięciu lat mogą mieć taką rolę tam, gdzie brak księży (jak w niedawnym tekście Domy Matejko o Amazonii), czy w sąsiednich Niemczech, gdzie nie brakuje w parafiach kierowniczek duszpasterskich. Jak to zrobić w umęczonej klerykalizmem Polsce, z której ledwo te zmiany widać?
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















