„Nikt was nie zastąpi, nie ma takiej możliwości. Jesteście niezastępowalni! Każdy z was i wy jako wspólnota jesteście niezastępowalni i jesteście potrzebni" – mówił kardynał Grzegorz Ryś w kazaniu podczas nieszporów. Aż się rozmarzyłam, że to do mnie ktoś tak powiedział w Kościele. Że stoję na nieszporach i słyszę: nikt was, drodzy świeccy, nie zastąpi, nie ma takiej możliwości! Ale to było, oczywiście, do księży, zgromadzonych w Parznie w przededniu diecezjalnej pielgrzymki do grobu Sługi Bożej Wandy Malczewskiej. Okazało się – jak mówił kardynał – że nawet Kościoła synodalnego nie da się zrobić bez księży. Ciekawe, czy da się go zrobić bez świeckich? Rozumiem, że księża są w kryzysie, jak i Kościół, i trzeba ich podnieść na duchu, ale ja też bardzo poproszę, żeby podnieść mnie, mówić do mnie miłe słowa, wzmacniające, namawiające, bym została, wytrwała, poczuła się ważna i dostrzeżona.
I gdy się tak zżymam na tę samą co zawsze niesprawiedliwość i przeoczenie, kolega wrzuca zdjęcia z procesji na Skałkę. Fiolety, koronkowe rękawy, pelerynki prałatów – nie, żebym chciała się tak nosić, ale wzdycham, myśląc, że duchowieństwo jest jednak w jakiejś obcej galaktyce, do której udało się na własne życzenie.
Remedium na nadmiar klerykalizmu okazała się malutka, acz ostra jak brzytwa książeczka ks. Martina Ebnera „Czy Kościół potrzebuje księży? Perspektywa biblijna”. Ks. Ebner jest niemieckim biblistą, katolickim księdzem i nie owija w bawełnę. Zaznacza też, że na temat kształtowania się stanu kapłańskiego w ostatnich trzydziestu latach wydano zaskakująco mało książek. Może z lęku, iż obnażyłyby fakt, że dwustanowa społeczność, podzielona na kapłanów i zwykłych, nie była w planach ani Jezusa, ani jego pierwszych wyznawców. Na próżno szukać śladów chrześcijańskiego kapłaństwa w Nowym Testamencie. Przeciwnie, staje on w kontrze do kapłaństwa starotestamentowego, które było dziedziczną obsługą kultu służącego przebłaganiu Boga za grzechy. Nowy Testament radykalnie głosi, że śmierć Jezusa zmyła grzechy raz na zawsze, świątynia i ofiary nie są potrzebne. Wybaczenie przychodzi z wiary, a nie z kultu i krwi ofiar świątynnych. Zostaje wspólne jedzenie przez uczniów chleba i wina na pamiątkę tego wyzwolenia. Prawdziwie Bóg zostaje z nimi w tym najzwyklejszym posiłku, bez pompy i ołtarzy, bez specjalnej kasty, której, zaprawdę, nie było w pierwszych wiekach. A tu siup, mijają trzy wieki i chrześcijaństwo zrodzone z uczniów tegoż Jezusa zaczyna oblekać liderów w specjalne szaty, buduje strojne świątynie, stawia kapłanów przy ołtarzu, przegrodami i balaskami odgradza ich od zwykłych ludzi. I uzasadnia ustami teologów, że kapłani chrześcijańscy są jak lewici ze Starego Testamentu, utrzymywani z dziesięciny i poświęceni kultowi. Pełnoetatowi i osobni.
Ebner nie przebiera w słowach: „kapłaństwo jest implantem wprowadzonym na grunt chrześcijaństwa. Kapłan w swojej obecnej koncepcji – jako centralnej postaci przywódczej i sakramentalno-mediacyjnej – zaprzecza zasadniczym wymogom strukturalnym Nowego Testamentu i zasadom organizującym życie wspólnoty wiernych”. Pisze to w podsumowaniu wartkiego wywodu pokazującego, jak obce Nowemu Testamentowi jest duchowieństwo, które znamy. Choć ukapłanienie chrześcijaństwa zerwało z Nowym Testamentem, to kapłaństwo skutecznie się sprofesjonalizowało i inkulturowało. Jesteśmy modelową religią późnego Cesarstwa Rzymskiego, mamy kapłanów, ołtarze i ofiary, tylko czy o to chodziło?
To wszystko ks. Ebner chce przypomnieć, bo patrzy na kryzys w Kościele katolickim, na skandale, przemoc seksualną, kastowość i ochronę przestępców zakorzenioną w systemie teologicznym, z jaką mieliśmy i mamy do czynienia w Kościele. Ksiądz stoi w centrum systemu Kościoła, bo tylko on może odprawiać, głosić i administrować. Zatem ks. Ebner zabiera nas na biblistyczną przebieżkę, zaczynając od pytania: co zrobimy, jeśli to, co uważamy za typowo katolickie, nie jest nawet typowo chrześcijańskie, więc zasadniczo nie znajduje pokrycia w świadectwach Nowego Testamentu, a być może jest z nimi sprzeczne? Co, jeśli większy związek z nowoczesnością jest również bliższy Nowemu Testamentowi?
Nie wiem więc, czy dobrze jest mówić księżom, że są niezastąpieni. Ani czy my, świeccy, powinniśmy to słyszeć. Na księżowskie kryzysy można znaleźć parę innych remediów niż pompowanie samozadowolenia. Może lepiej wspomnieć, że autor Apokalipsy wg św. Jana nie dostrzegł w Bożym mieście świątyni, bo było nią całe miasto i wszyscy jego mieszkańcy. Niezastąpieni jesteśmy wszyscy, potrzebni i równi w oczach Boga. Szepnijcie to księżom, prałatom i kardynałom.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















