Być, robić, móc, chcieć, musieć, mieć... Moje postanowienia noworoczne

Postanawiam w nowym roku starać się widzieć świat tak, jak widzi go moja córka. A co wy chcielibyście postanowić na nowy rok?
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara

Nie miałabym żadnych postanowień noworocznych, gdyby nie praca domowa z francuskiego. Ostatecznie to zeszłoroczne, zanotowane miesiąc przed narodzinami dziecka, wyglądało tak: „?”. Dosłownie, wynotowałam pod datą 2025 wielki znak zapytania. Nie miałam pojęcia, co się zbliża. Choć nieśmiało w myślach dopowiadałam, że może będę ćwiczyć regularnie, chodzić z wózkiem po muzeach, a w czasie drzemek napiszę książkę. W końcu będę miała rok wolnego czasu…

Notuję postanowienia noworoczne, bo tak każe podręcznik. Mają być z czasownikami nieregularnymi, więc zakres czynności, jakie mogę planować, jest szczęśliwie ograniczony: być, robić, móc, chcieć, musieć, mieć, zobaczyć, wiedzieć, chodzić, przyjść. I sama nie wiem, czy pisząc je, bardziej czuję ciężar ułożenia eleganckich zdań z niebanalnym słownictwem, czy może ciężar bezczelnego wsadzania palca w przyszłość. Zarzucania wędki w rok, którego jeszcze nie ma. W tym roku wiem, że nic nie wiem. Również o tym nadchodzącym.

Mój sposób na postanowienia noworoczne

Szkoda, bo ja lubię takie rytuały jak postanowienia, nowy kalendarz, jakieś otwarcie kolejnego obrotu. Nauczyłam się co prawda, że postanowienia na rok nie działają, bo rok to jednak za długo i można się pogubić. Zwykle dzielę go na kwartały, dokładniej przyglądam się sobie w perspektywie półroczy. Zadaję pytania, po co chcę coś zrobić i kiedy dokładnie zamierzam. Pytanie o to, kiedy, jest kluczowe, bo często obnaża, że na coś zupełnie nie ma miejsca w życiu. Pozwala zobaczyć, gdzie sama siebie mamię i zwodzę, i czemu coś mi nie wychodzi. Tak posiekany czas i zobowiązania stają się bardziej bezbronne, mniej dostojne i paraliżujące. Wymienialne po kwartale.

Prawda jest jednak taka, że w tym roku mogłabym powtórzyć znów wielki znak zapytania. Nawet większy, bo w tym pierwszym chowałam się za hasłem „nie mogę, jestem na macierzyńskim”, a teraz świat znów będzie miał prawo czegoś ode mnie chcieć. I dziecko też.

Zatem może powinnam zapisać: „You can have it all?”. Klasyczne pytanie ery feminizmu, bo czy możemy mieć to wszystko naraz, bez uszczerbku, dylematów, rozdarcia chwilami: co ważniejsze, co pilniejsze. Bez pytań, czy jestem taką pracownicą, jaką chcę być? Czy jestem taką matką, jaką chcę być, jeśli jestem tamtą pracownicą? Pod tym względem mijający rok był czasem ochronnym, a teraz pora na zderzenie z rzeczywistością produktywności i kapitalizmu. Ale też zderzenie dwóch ważnych stron własnego życia.

Poproszę o dobry przepis na satysfakcjonujące macierzyństwo i karierę jednocześnie

Fantazjuję o dniu, w którym pójdziemy do żłobka, a jednocześnie już jestem o ten dzień zazdrosna. Dziwnie się od niej oddzielać, dziwne, gdy coś lub ktoś powoli staje między nami. Rozkleja nas z tego zwarcia, w którym byłyśmy. Jak gdy rzuciła się łapczywie na szklankę wody, a mnie przemknęła myśl, że pierwszy raz pije coś, czego dla niej nie przefiltrowałam przez swoją krew. Czego nie oczyściłam sobą. Kiedy cieszy się na nianię i uczy od niej rzeczy. Tak ma być, ale… auć. A z drugiej strony na myśl o żłobku zalewa mnie ekscytacja, że cały dzień będę robiła swoje dorosłe rzeczy! Bez błagania, by jeszcze chwilę zajęła się sorterem, bo muszę skończyć felieton.

A potem myślę, że nie wytrzymam i ją stamtąd porwę, że będziemy chodziły na wagary, robiły swoje rzeczy. Tyle że każda z nas w nowym roku zostanie przyporządkowana swojej instytucji. To można na te wagary do parku czy nie?

No i jest jeszcze jedno. Ona już zagaduje w swoim języku nawet do obrazków niemowląt na opakowaniach pieluch, więc może faktycznie ma potrzeby społeczne? Pediatrzy i psychologowie przewracają oczami, ale tak przekonują belgijskie matki, które do żłobka muszą dzieci oddawać po piętnastu tygodniach.

Jeśli ktoś ma dobry przepis na satysfakcjonujące macierzyństwo i karierę jednocześnie, to poproszę. Jeśli ktoś zna kraj, który wymyślił na to jakiś ludzki system, to chętnie się dowiem.

Być, robić, móc, chcieć, musieć, mieć, zobaczyć, wiedzieć, chodzić, przyjść. A jakie ty byś stworzyła postanowienia z tych czasowników? A co ty w tych ramach postanowiłbyś na nowy rok?

Sama chciałabym być obok córki uważnie i bez niecierpliwości, że jej sprawy są błahe i powtarzalne. Chciałabym móc robić mniej, nie musieć nic udowodnić i zdobyć. Wiem, że to w tych czasach wielki przywilej: mieć czas dla dziecka. Ale też chcieć ten czas mieć. Wbrew romantyzującym macierzyństwo kaznodziejom, to nie przychodzi samo. Jest decyzją i wyborem, a nie istotą kobiety.

Chcę, żebyśmy chodziły dalej po parkach i placach zabaw, i postanawiam w nowym roku starać się widzieć świat, jak ona go widzi. Z takim oszołomieniem i otwartymi ustami, z jakim ostatnio patrzyła na morskie fale, na pierwszą w życiu górę i na wodospad.

Reszta roku i tak zostanie znakiem zapytania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Palec w przyszłość