Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Buntownik z polską flagą

Buntownik z polską flagą

24.05.2011
Czyta się kilka minut
Choć od upadku NRD minęły 22 lata, rozliczenia z komunizmem są w Niemczech nadal prowadzone. Gwarantuje to nie tylko prawo, ale też nowy szef "niemieckiego IPN": Roland Jahn, jeden z najbardziej niezwykłych opozycjonistów w Niemczech Wschodnich.
C

Ceremonia w Berlinie, która towarzyszyła uroczystości mającej na pozór charakter jedynie administracyjny, była równie niezwykła jak jego dotychczasowe życie. Gdy w połowie marca Roland Jahn obejmował swój urząd - jako trzeci już szef "niemieckiego IPN-u" (po twórcy tej instytucji Joachimie Gaucku i jego następczyni Marianne Birthler; prawo stanowi, iż szefem tego urzędu można być tylko przez dwie 5-letnie kadencje) - w barokowym gmachu Niemieckiego Muzeum Historycznego zgromadziło się kilkuset prominentnych gości ze świata polityki i kultury.

Oprawa była więc iście państwowa, a kolejni mówcy skorzystali z okazji, by przypomnieć, po co istnieje instytucja, której nazwa jest typowa dla biurokratycznej niemczyzny: Urząd Pełnomocnika Rządu RFN ds. Dokumentów byłej Służby Bezpieczeństwa NRD. "Jednym z głównych celów rozliczeń z komunizmem jest przekazanie naszym dzieciom świadomości, iż życie w dyktaturze oznaczało, że człowiek nie mógł sam decydować o swym losie" - mówił minister kultury Bernd Neumann. A przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert podkreślał, że obrachunek z przeszłością nadal pozostaje aktualny.

Innym może tak, ale Jahnowi przypominać o tym nie trzeba. Urodzony w 1953 r. w Jenie, mieście uniwersyteckim, miał dwadzieścia parę lat, gdy związał się z ludźmi - wtedy w NRD jeszcze nielicznymi - którzy sprzeciwiali się władzy. Przy czym na początku jego bunt miał charakter apolityczny: szło np. o długie włosy, których nie wolno było nosić w szkole, czy o muzykę, której nie wolno było słuchać. Polityka wkroczyła w jego życie w 1976 r.: po tym, jak władze pozbawiły obywatelstwa barda Wolfa Biermanna, także Jahn przyłączył się do protestu - i został wyrzucony ze studiów.

To, co działo się potem, można podsumować następująco: w osobie Jahna NRD-owskie państwo samo stworzyło sobie opozycjonistę - bo im większy był nacisk aparatu, tym bardziej pomysłowe (i odważne) były jego akcje. Z czasem stał się liderem. Wymyślał takie formy protestu, aby rzucały się w oczy, ale jeśli tylko to możliwe, nie podpadały pod kodeks karny. Podczas oficjalnego pochodu 1 maja ustawił się obok trybuny honorowej - z twarzą ucharakteryzowaną w ten sposób, że jedna jej połowa przypominała Hitlera, a druga Stalina - tak że uczestnicy pochodu musieli go mijać. Przekaz był jasny: kiedyś Niemcy maszerowali posłusznie na rozkaz nazistów, teraz maszerują na rozkaz komunistów.

Gdy w 1980 r. powstała Solidarność, chciał zademonstrować solidarność z Polakami (opowiada o tym w wywiadzie obok) i zapłacił za to wysoką cenę. Więzienie, zwolnienie, znów więzienie ("Jesteś jak trucizna - usłyszał podczas przesłuchania. - A truciznę należy trzymać pod zamknięciem"). Na koniec przymusowa emigracja do RFN. Przymusowa, bo - w odróżnieniu od wielu innych - nie chciał wyjeżdżać na Zachód. Został więc skuty łańcuchami, jakich używano wobec najgroźniejszych kryminalistów, i wrzucony do pociągu do RFN, po czym funkcjonariusze Stasi zaryglowali od zewnątrz przedział i wagon.

Gdy przybył do Berlina Zachodniego, miał 30 lat. Nie uciekł w prywatność, nie popadł w apatię. Razem z grupą przyjaciół, także wydalonych z NRD (był wśród nich poeta Jürgen Fuchs), zorganizowali coś, co można by nazwać "prywatną siatką wywiadowczą": przez zaufanych ludzi szmuglowali do NRD pieniądze dla opozycji, materiały poligraficzne i zakazane książki. A kiedy w 1986 r. Jahn zaczął pracę dziennikarską, w redakcji telewizyjnego magazynu "Kontraste", częścią tej opozycyjnej "kontrabandy" stały się też kamery wideo: w rękach zaufanych ludzi z NRD narzędzie walki z systemem. W ten bowiem sposób powstawał materiał, wykorzystywany później w telewizyjnych reportażach - oglądanych także na terenie NRD, gdzie odbierano zachodnią TV - a opowiadających np. o zanieczyszczeniu środowiska czy łamaniu praw człowieka. Jesienią 1989 r., gdy w NRD ruszały pierwsze demonstracje, jedna z tych kamer zarejestrowała wielką manifestację w Lipsku. Zdjęcia, które poszły w świat, miały siłę piorunującą: cytując polskiego barda Jacka Kaczmarskiego, ludzie w NRD "zobaczyli, ilu ich" i pękł "mur" strachu. A kiedy upadł także mur berliński, Jahn jeździł do, jak teraz mówiono, wschodnich landów; kręcił filmy dokumentalne o historii NRD. Powstała z nich seria "Śladami dyktatury" (dostępna na DVD, należy dziś do klasyki).

Dziś, ponad 20 lat po zjednoczeniu Niemiec, Jahn staje na czele "niemieckiego IPN-u", jednej z najważniejszych instytucji dla tego, co Niemcy określają słowem Aufarbeitung (a co można przełożyć jako "rozliczanie", ale też szerzej: uporanie się z historyczną spuścizną). Instytucji, która od 1992 r. nie tylko udostępnia archiwa Stasi, ale prowadzi badania historyczne i zajmuje się edukacją publiczną. Dotąd wgląd w akta Stasi uzyskało 1,7 miliona osób: przede wszystkim ludzie prześladowani, a także dziennikarze i naukowcy.

Od redakcji: obszerny reportaż historyczny o postaci Rolanda Jahna opublikowaliśmy w nr 34/2005 "Tygodnika", w dodatku na 25-lecie "Solidarności"; jest dostępny na naszej stronie w internecie pod adresem: http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1547,1241777,0,dzial.html

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, korespondent „Tygodnika Powszechnego” z Niemiec. Wieloletni publicysta mediów niemieckich, amerykańskich i polskich. W 1959 r. zbiegł do Berlina Zachodniego. W latach 60....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]