Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Z kamerą za żelazną kurtyną

Z kamerą za żelazną kurtyną

18.11.2013
Czyta się kilka minut
W sumie to proste: gdy jesienią 1989 r. tworzyła się historia, byliśmy tam, na miejscu, gdzie to się działo.
Siegbert Schefke dokumentuje podupadające miasta NRD. 1989 r. Fot. Robert-Havemann-Gesellschaft / ARAM RADOMSKI
W

WOJCIECH PIĘCIAK: Jak zaczęła się Twoja dziennikarska „przygoda” z Europą Wschodnią?
JOACHIM TRENKNER: Wyrastałem w komunistycznej NRD i dlatego w jakiejś mierze przynależałem do Europy Wschodniej nie tylko geograficznie, lecz zdecydowanie też politycznie. System polityczny, który po wojnie zapanował nad Europą Wschodnią, był mi więc dobrze znany. Jak wielu innych uciekłem z NRD, w 1959 r., potem przez Berlin Zachodni trafiłem do Nowego Jorku, zostałem dziennikarzem. Tam po raz pierwszy spotkałem ludzi z innych krajów Europy Wschodniej, z niektórymi połączyła mnie przyjaźń. To byli Polacy, polscy Żydzi, którzy przeżyli Holokaust i jako tzw. dipisi, displaced persons, dotarli do USA. Oni obudzili moje zainteresowanie wschodnią częścią Europy, zwłaszcza Polską. Oczywiście, gdyby wtedy, w latach 60. XX wieku, ktoś powiedział mi, że już dekadę później będę jeździć wzdłuż i wszerz po Europie Wschodniej jako reporter zachodniej telewizji, albo że pod koniec mojej dziennikarskiej kariery będę pisać dla polskiej gazety, pewnie uznałbym go za szalonego.
Jak trafiłeś do telewizyjnego programu „Kontraste”? Co to był za program?
Pracę w redakcji „Kontraste” zaproponował mi ówczesny redaktor naczelny zachodnioberlińskiej stacji telewizyjnej Sender Freies Berlin (SFB), należącej do pierwszego programu telewizji publicznej ARD. Chciał on, by magazyn „Kontraste”, utworzony w 1968 r., informował głównie o Europie Wschodniej, a więc o tym obszarze, który od 1945 r. dla Niemców z Zachodu pozostawał terra incognita. Była to więc, dziennikarsko, praca pionierska, na początku dość niełatwa, w apogeum „zimnej wojny”, gdyż władze za „żelazną kurtyną” patrzyły z wielką podejrzliwością na każdego dziennikarza z Zachodu.
Ale mieliśmy też ważną „akuszerkę” i sojuszniczkę: nową Ostpolitik kanclerza Brandta. Ona otwierała nam wiele drzwi, zwłaszcza w Polsce, potem też w ZSRR. W Polsce stawialiśmy pierwsze kroki bardzo ostrożnie, świadomi tego, co Niemcy uczynili Polakom podczas wojny, świadomi faktu, że Polska była pierwszą ofiarą nazistowskich Niemiec. Dlatego, przyjeżdżając z kamerą do PRL na początku lat 70., podejmowaliśmy najpierw „miękkie” tematy, jak życie kulturalne, konkurs imienia Chopina czy Festiwal Wieniawskiego. Szybko zauważyliśmy, że władze, od których musieliśmy uzyskiwać akceptację dla realizowanych tematów, pozwalały na trochę więcej niż w ZSRR czy NRD. Mogliśmy np. zrobić reportaż na tak drażliwy temat jak przestępczość młodzieżowa w socjalizmie. Nie mieliśmy też problemów, gdy robiliśmy materiał o kłopotach zaopatrzeniowych w PRL; w NRD czy ZSRR byłoby to nie do pomyślenia. Punktem kulminacyjnym naszej pracy w Polsce był oczywiście rok 1980 i Solidarność.
Jednak zainteresowanie Europą Wschodnią wśród ludzi na Zachodzie, także w RFN, było wówczas chyba raczej umiarkowane?
Mieliśmy „sojusznika”, na którym można było polegać: powracające cyklicznie kryzysy systemu komunistycznego. Gdy w styczniu 1968 r. po raz pierwszy trafiliśmy na antenę, zapowiadała się Praska Wiosna i próba zbudowania tam „socjalizmu z ludzką twarzą”, zakończona inwazją Układu Warszawskiego. Od połowy lat 70. tematem zaczęły stawać się coraz częściej ruchy protestu, np. w NRD znaczącym wydarzeniem było wydalenie barda Wolfa Biermanna w 1976 r. i jego skutki. Rok 1980, Solidarność i stan wojenny zwróciły uwagę zwłaszcza na Polskę. W latach 80. sporo uwagi poświęcaliśmy też ruchom opozycyjnym w NRD, aż do upadku muru berlińskiego w 1989 r.
Większość mieszkańców NRD mogła oglądać zachodnią telewizję, w tym Wasz program, który stał się w NRD bardzo popularny. I znienawidzony przez władze. Dlaczego?
Dla ludzi z NRD staliśmy się ważni chyba po prostu dlatego, że mówiliśmy prawdę o ich życiu. Enerdowska telewizja opowiadała o świecie nieistniejącym, to była czysta propaganda. A do tego nuda. Mówiąc o strajkach w Polsce, enerdowska telewizja mówiła o „kontrrewolucji” opłacanej przez Zachód. My mówiliśmy prawdę i dawaliśmy głos takim ludziom jak Lech Wałęsa czy zmarły niedawno Tadeusz Mazowiecki. Ale był też jeszcze jeden szczególny powód, dla którego „Kontraste” stały się w latach 80. dla ludzi z NRD – jak wynikało z relacji zza muru – programem, którego starano się nie przegapić: koncentrowaliśmy się na życiu w Niemczech wschodnich. A dokładniej na tych problemach, które były kompletnie przemilczane w enerdowskiej telewizji – jak zanieczyszczenie środowiska, łamanie praw człowieka i wiele, wiele innych.
W 1984 r. zostałeś szefem redakcji „Kontraste”. W następnych latach udało się Wam zbudować w NRD swego rodzaju siatkę ludzi, którzy dostarczali potajemnie nakręcone materiały filmowe. Jak to było możliwe?
Przede wszystkim dzięki ludziom. Po pierwsze, szefem SFB został Jürgen Engert, który podobnie jak ja spędził młodość w komunistycznych niemczech i w latach 50. uciekł na Zachód. Po drugie – i przede wszystkim – do naszej redakcji trafiło dwóch młodych kolegów, którzy mieli pomysł, jak można trochę namieszać w NRD, dziennikarsko, przy pomocy metod zupełnie niezwyczajnych. Byli to Peter Wensierski i Roland Jahn. Wensierski przyszedł z Ewangelickiej Agencji Prasowej EPD, gdzie sporo pisał o NRD i już jako młody dziennikarz stał się znany dzięki swym książkom. Z kolei Jahn nie miał doświadczenia dziennikarskiego, ale miał inne doświadczenia: był liderem środowiska opozycyjnego w Jenie, siedział w enerdowskim więzieniu i został wydalony z tamtego kraju na Zachód, zresztą wbrew swej woli. Obaj utworzyli niezwykle efektywny tandem. W redakcji „Kontraste” Wensierski był dziennikarską głową tego tandemu, a Jahn organizatorem.
Wcześniej wyglądało to tak, że jeśli chcieliśmy nakręcić w NRD jakiś materiał, musieliśmy się zgłosić do urzędów w Berlinie Wschodnim. Jeśli wydały one zgodę, ekipa mogła jechać i kręcić, ale cały czas pod kontrolą ludzi, którzy oficjalnie mieli pomagać, a z reguły byli współpracownikami tajnej policji Stasi. Nie mogły to być więc tematy newralgiczne, a swoboda poruszania się była ograniczona. Za sprawą Wensierskiego i Jahna sytuacja zmieniła się radykalnie: stworzyli oni w NRD tajną siatkę ludzi o opozycyjnych poglądach, którzy mieli dość odwagi i fantazji, by wymykać się uwadze wszechobecnej Stasi i kręcić materiały filmowe, na koniec nawet całe reportaże. Dzięki pomocy kolejnych ludzi dobrej woli kasety wideo były szmuglowane przez granicę do Berlina Zachodniego, do naszej redakcji, gdzie na podstawie nagranego materiału Wensierski i Jahn przygotowywali reportaże, emitowane potem na antenie.
Sposób, w jaki kasety docierały do Berlina Zachodniego, to osobna historia. Pierwszego przerzutu podjęła się posłanka Zielonych do Bundestagu, Petra Kelly. Wensierski i Jahn dobrze ją znali i gdy miała pojechać oficjalnie do Berlina Wschodniego, poprosili ją o pomoc. Kelly miała spotkanie z Erichem Honeckerem, pierwszym sekretarzem partii komunistycznej, a potem odwiedziła też kilku dysydentów, którzy dali jej nagraną kasetę. Przewiozła ją przez granicę. Później Wensierski i Jahn zbudowali cały system logistyczny, zapewniający dostawy ze Wschodu na Zachód; wtajemniczonych było w to niewiele osób. Dziś wiemy, że była to trafna taktyka.
Jakie były tematy tych potajemnych nagrań?
Zanieczyszczenie środowiska przez przemysł, degradacja wschodnioniemieckich miast, działania ruchów opozycyjnych, raz nawet enerdowscy neonaziści. Nagrań dokonywano amatorską kamerą wideo, kupioną w NRD w sieci Intershop [odpowiednik peerelowskich Pewexów, gdzie towary można było kupić za zachodnią walutę – red.], za pieniądze z naszego budżetu.
A umożliwili to wszystko dwaj ludzie związani z opozycją: Siegbert Schefke i Aron Radomski. Obaj byli filmowcami amatorami, ale muszę powiedzieć, że z kamerą pracowali po mistrzowsku. Byli niezwykle odważni, gotowi na ryzyko, a przy tym pomysłowi – udawało im się wykiwać Stasi. To właśnie im należą się szczególne słowa uznania. Oni byli też cichymi bohaterami pokojowej rewolucji jesienią 1989 r.
Skoro o tym mówimy: właśnie październik 1989 r. stał się punktem kulminacyjnym nie tylko enerdowskiej rewolucji, ale też Waszej pracy dziennikarskiej. Można bez przesady powiedzieć, że nakręcone przez Was wtedy obrazy tworzyły historię. Jak do tego doszło?
W sumie to proste: gdy tworzyła się historia, byliśmy na miejscu, gdzie to się działo. Na początku października 1989 r. Schefke nagrywał potajemnie wielkie demonstracje w Lipsku, nagrania szybko trafiały do nas i zaraz na antenę, nie tylko naszego programu, ale też najważniejszych audycji informacyjnych w Niemczech i Europie, a tą drogą także do mieszkańców NRD, którzy zobaczyli, co dzieje się w Lipsku, i sami zaczęli wychodzić na ulice w swoich miastach.
Czy wiadomo dziś coś więcej o działaniach Stasi wobec Waszej redakcji?
Oczywiście „Kontraste” były na celowniku Stasi, zwłaszcza odkąd zaczęliśmy puszczać materiały nagrane w NRD bez zezwolenia. Ale nie rozbili naszej siatki. Na ile dziś wiadomo, nie udało im się też infiltrować naszej redakcji, tj. nie mieliśmy wśród nas żadnego konfidenta. Na marginesie: ich operacja, której celem były „Kontraste”, nosiła kryptonim „Wodopój”.
Wieczorem 9 listopada 1989 r., gdy nagle upadł mur berliński, byłeś w Warszawie, w ekipie dziennikarzy towarzyszących kanclerzowi Kohlowi w jego podróży do Polski. Jak przeżywałeś ten moment?
No cóż, dla dziennikarza to oczywiście dramat: kiedy nie jesteś na miejscu w takim momencie, zwłaszcza że to miejsce to twoje własne miasto... Konsekwencją tego była bezsenna noc i ogromny rachunek za taksówkę. Po prostu wsiadłem w Warszawie do taksówki i ruszyłem w drogę do Berlina. Ale przynajmniej miałem poczucie, że w Berlinie działa dobrze funkcjonująca redakcja, zwłaszcza Jahn i Wensierski, który zresztą – jako jedyny w naszej redakcji – dość wcześnie zaczął twierdzić, że mur musi upaść.
Dziś, prawie ćwierć wieku później, ludzie z naszego ówczesnego zespołu nadal są czynni. Siegbert Schefke jest znanym kamerzystą w telewizji ARD, Peter Wensierski dziennikarzem tygodnika „Der Spiegel” i autorem wielu materiałów, które trafiały na okładkę, a Roland Jahn szefem „niemieckiego IPN”. Zaś ja jestem korespondentem „Tygodnika Powszechnego”. Najwyraźniej wszyscy jesteśmy, jak to się mówi z niemiecka, Überzeugung­stäter: to, co robimy, robimy z przekonania.

JOACHIM TRENKNER urodził się w 1935 r. w Turyngii. W latach 60., po ucieczce z NRD na Zachód, wyjechał do USA, gdzie zaczynał pracę dziennikarską jako reporter w tygodniku „Newsweek”. Po powrocie do RFN był dziennikarzem zachodnioberlińskiej telewizji Sender Freies Berlin, w latach 90. zastępcą redaktora naczelnego. Od 1997 r. stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” jako berliński korespondent. W Polsce ukazały się jego dwie książki: „Naród z przeszłością. Eseje o Niemczech” (2004) i wspomnienia „Niemieckie lustro” (2011; zapis wywiadu rzeki przeprowadzonego przez Paulinę Gulińską-Jurgiel).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]