Jeszcze dziesięć lat temu Benito Antonio Martínez Ocasio – bo tak brzmi jego pełne imię i nazwisko – pakował towar w popularnej sieci sklepów Econo na Portoryko. Dziś Bad Bunny (dosł. Zły Królik) wypełnia po brzegi stadiony na całym świecie. Jednym z nich będzie wkrótce PGE Narodowy w Warszawie – 14 lipca artysta zagra u nas solowy koncert.
To niejedyny „pierwszy raz” Królika, w ogóle nowy rok zaczął się dla niego wyjątkowo dobrze. Podczas gdy oczy całego świata zwrócone są na jego zbliżający się wielkimi krokami występ podczas Halftime Show – w przerwie Super Bowl, finału rozgrywek futbolu amerykańskiego – on zdążył zyskać kolejny niebagatelny powód do świętowania.
Album „DeBÍ TiRAR MáS FOToS” (Powinienem był robić więcej zdjęć) zgarnął statuetkę za najlepszy krążek podczas ceremonii wręczenia nagród Grammy. Nigdy wcześniej żaden album nagrany w całości po hiszpańsku nie zdobył w Stanach Zjednoczonych tak ważnej nagrody.
Bad Bunny: król latynoskiego trapu
Kariera artysty jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu, choć od zawsze wzbudzała kontrowersje, a w internecie nie brakuje głosów krytyki, zarzucających mu brak talentu wokalnego oraz nadużywanie autotune’a. Muzyczne początki Bad Bunny’ego przypadły na rok 2016, gdy szczyty swojej popularności zaczął zyskiwać tzw. trap, nurt muzyczny silnie powiązany z kulturą cyfrową.
Narzędzia takie jak autotune, który pozwala na syntetyczną modulację głosu oraz ciężki powtarzalny bas, stały się jego znakami rozpoznawczymi, dającymi utworom celowo przerysowany efekt estetyczny.
Metaliczny ludzki głos przypominający maszynę wypluwa teksty pozbawione głębszych znaczeń, przenosząc liryczny punkt ciężkości na krótkie, chwytliwe i często powtarzane w rytm beatu frazy. Era cyfrowa zrewolucjonizowała świat muzyki i wpłynęła na proces jej tworzenia oraz brzmienie, a także w dużym stopniu przyczyniła się – przynajmniej na początku – do jej demokratyzacji.
Platformy takie jak SoundCloud i YouTube umożliwiły młodym twórcom niezależną dystrybucję, a samodzielnie komponowane w domach kawałki trapowe zaczęły dominować listy streamingowe. Bad Bunny wychowywał się w małym mieście Vega Baja na wybrzeżu Portoryko, godzinę drogi od stolicy San Juan, uznawanej za miejsce narodzin reggaetonu – popularnych na całym świecie dyskotekowych melodii śpiewanych po hiszpańsku.
Ojciec piosenkarza pracował jako kierowca ciężarówki, matka była nauczycielką, a Benito był jedną z pierwszych osób, która w latin trapie – czyli w hiszpańskojęzycznej wersji trapu – dostrzegła realną szansę na wyrwanie się z rodzinnych stron. Jego pierwsze hity: „Diles” (Powiedz im) i „Soy Peor” (Jestem gorszy), opublikowane na SoundCloudzie, zwróciły uwagę producentów.
Najczęściej słuchany w streamingu artysta na świecie
Cyfrowa rewolucja w muzyce sprawiła, że jej sukces mierzy się statystykami odtworzeń na platformach streamingowych. Trudno zignorować fakt, że tu Portorykańczyk kładzie konkurencję na łopatki. Przez trzy lata z rzędu (2020, 2021, 2022) był najczęściej słuchanym artystą na świecie, pobijając tym samym wcześniejsze rekordy ustanowione m.in. przez Taylor Swift i Drake’a.
W 2022 r. wydał album „Un Verano Sin Ti” (Lato bez ciebie), który okazał się najlepiej sprzedającym krążkiem w historii Spotify. To właśnie wtedy nie tylko umocnił swoją dotychczasową pozycję, ale i pokazał, że jego muzyka ma potencjał na sukces o wymiarze globalnym. Już w pierwszym tygodniu od premiery album przekroczył liczbę 356 mln odtworzeń, obecnie jest ich już ponad 21 mld.
Był taki moment, że na liście Billboard Hot 100 znajdowały się równocześnie jego 22 utwory, za to cała płyta utrzymywała się w pierwszej dziesiątce listy przez ponad rok. To naprawdę wyczyn, bo Bad Bunny konsekwentnie tworzy wyłącznie po hiszpańsku.
Śpiewanie po hiszpańsku: sprzeciw wobec imperium
Hiszpańskojęzyczni wokaliści od lat stopniowo podbijają rynek muzyczny w Stanach Zjednoczonych i na świecie, a sam Bad Bunny jest nie tylko muzycznym, ale przede wszystkim politycznym symbolem, nieoficjalnym rzecznikiem latynoskiej diaspory w USA. Sytuacja Portorykańczyków jest zresztą pod tym względem szczególna.
Odkąd Hiszpanie przekazali wyspę Amerykanom w 1898 r., Portoryko pozostaje najstarszą kolonią współczesnego świata. Status wyspy jest dość skomplikowany: „nieinkorporowane terytorium” Stanów Zjednoczonych, którego mieszkańcy są od 1917 r. „obywatelami”, jednak nie w pełni suwerennymi.
Portorykańczycy nie mogą głosować na prezydenta, nie mają senatorów i posiadają jedynie symbolicznego przedstawiciela w Kongresie.
Dla Bad Bunny’ego śpiewanie po hiszpańsku jest zatem wyrazem oporu względem opresyjnych polityk imperium, którego podatnicy są postrzegani na kontynencie jako obywatele drugiej kategorii. „Nuevayol” – jeden z utworów nowego albumu – to hymn uznania dla Nuyoricans, czyli portorykańskiej diaspory Nowego Jorku, która od dekad tworzy własną, hybrydową tożsamość kulturową.
W klipie, którego premiera miała miejsce czwartego lipca, w Dzień Niepodległości, artysta użył nawet wygenerowanego przez AI głosu Donalda Trumpa, który peroruje na temat wartości społecznej imigrantów w USA i przyznaje, że Ameryka to nie nazwa kraju, a całego kontynentu. Podczas tegorocznej gali wręczenia nagród Grammy zadedykował ją wszystkim tym, którzy „opuszczają swoje domy, ziemię i kraj, aby podążać za marzeniami”.
Odniósł się także wprost do aktualnej polityki imigracyjnej Stanów Zjednoczonych, podsumowując ją dwoma słowami „ICE, wynocha”. Wcześniej sam zrezygnował z występów w kontynentalnych USA, ponieważ, jak tłumaczył, „bał się, że agenci ICE będą wyłapywać jego fanów przed wejściem na koncerty”.
W centrum stolicy wyspy – San Juan – zorganizował trzymiesięczną serię 31 koncertów pod hasłem „No me quiero ir de aquí” (Nie chcę stąd wyjeżdżać). Przez pierwsze dziewięć wieczorów cykl koncertów był przeznaczony wyłącznie dla rezydentów wyspy, kolejne pule biletów były już dostępne dla reszty fanów.
Trasa stała się motorem ruchu turystycznego Portoryko w trwającym od czerwca do listopada niesprzyjającym podróżom sezonie huraganów, a całościowy wpływ ekonomiczny szacuje się na ponad 700 mln dolarów.
Bad Bunny na Halftime Show Super Bowl
Choć wcześniej zdecydował się nie grać koncertów w kontynentalnych USA, przyjął zaproszenie na Halftime Show Super Bowl, jedno z najbardziej prestiżowych widowisk w kraju. Decyzja ta nie zachwyciła jednak zwolenników ruchu MAGA, którzy po ogłoszeniu jego udziału zaczęli domagać się zastąpienia go wykonawcą muzyki country.
Pytany o niego Donald Trump przekornie twierdzi, że nie wie, kim jest, mimo że pewny siebie wokalista nie raz dawał mu się osobiście poznać. Najpierw potępiając słowa komika Tony’ego Hinchcliffe’a, który podczas wiecu Donalda Trumpa w 2024 r. nazwał Portoryko „pływającą wyspą śmieci”, później w trakcie kampanii wyborczej, popierając kandydaturę Kamali Harris.
Bad Bunny przypominał w social mediach o błędach administracji Trumpa z 2017 r., gdy przez wyspę przetoczył się najtragiczniejszy jak dotąd w skutkach huragan Maria, w wyniku którego zniszczeniu uległa cała sieć energetyczna Portoryko. Do ciągłych przerw w dostawie prądu, które do dziś nękają mieszkańców wyspy, nawiązuje utwór „El Apagón” (Blackout) z 2022 r.
Towarzyszący mu 23-minutowy teledysk przeplata imprezowy hedonizm komentarzem społecznym, w ramach którego lokalna dziennikarka Bianca Graulau obnaża nierówności i mechanizmy gentryfikujące wyspę. „Chcą mi odebrać rzekę i także plażę, chcą mojej dzielnicy i żeby babcia się wyniosła” – śpiewa ponownie Bad Bunny w utworze z nowego albumu LO QUE LE PASÓ A HAWAii (To, co stało się z Hawajami).
Bad Bunny: mamy prawo do życia w pokoju
Globalna trasa koncertowa DeBÍ TiRAR MáS FOToS World Tour – licząca ponad 50 koncertów na czterech kontynentach – rozpoczęła się pod koniec listopada zeszłego roku. Jak dotąd Bad Bunny śpiewał już na Karaibach, w Meksyku, Kolumbii i Peru. Na początku stycznia zawitał do Chile, gdzie na legendarnym Estadio Nacional zaskoczył publiczność wykonaniem pieśni „El derecho de vivir en paz” (Prawo do życia w pokoju) autorstwa Víctora Jary.
Ten politycznie zaangażowany chilijski artysta zginął w 1973 r. rozstrzelany przez reżim Augusto Pinocheta. Stadiony narodowe przestały wówczas pełnić funkcję obiektów oddanych sportowemu widowisku i rozrywce, a stały się miejscami brutalnych tortur oraz egzekucji przeciwników politycznych. Niosą ambiwalentną symbolikę na całym świecie, przypominając, że gdy miejsce wspólnoty i masowych celebracji jest zawłaszczane przez władzę, może stać się instrumentem państwowego terroru.
Zdaje się, że nowy album Bad Bunny’ego uwrażliwia słuchaczy właśnie na te dwa, pozornie wykluczające się wymiary rzeczywistości, jak gdyby artysta mówił: czerpcie z życia i bawcie się do mojej muzyki, ale nie bądźcie ignorantami wobec otaczającego was świata.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















