230 lat po jego śmierci trwa we Francji spór, kim był: krwawym tyranem czy obrońcą ludu. A może Robespierre był jednym i drugim?

W mieście Arras, gdzie się urodził, powstaje muzeum Maksymiliana Robespierre’a, pierwsze w ogóle takie muzeum we Francji. Odwiedziliśmy to miejsce i zapytaliśmy francuskich historyków o ocenę wodza tamtej rewolucji. Do dziś dzieli on Francuzów.
z Arras
Czyta się kilka minut
Carl de Vinck, Zgilotynowanie Robespierre’a i jego towarzyszy, kolorowana litografia z epoki // Universal Images Group / East News
Carl de Vinck, Zgilotynowanie Robespierre’a i jego towarzyszy, kolorowana litografia z epoki // Universal Images Group / East News

Z czym kojarzy się w Polsce francuskie Arras? Zapewne najpierw z arrasami, kunsztownymi gobelinami, które możemy oglądać np. na Wawelu. W epoce renesansu miasto to, wtedy należące do Niderlandów, słynęło w całej Europie z ich wyrobu (choć akurat te wawelskie Zygmunt August miał sprowadzić raczej z Brukseli).

Kto natomiast wie, że w tym mieście na północy Francji, 50 km od Lille, urodził się w 1758 r. i spędził większość życia Maksymilian Robespierre?

PROJEKT | Cicha wąska uliczka na uboczu gwarnego śródmieścia Arras. Stara kamienica z zielonymi drzwiami i framugami okien w tym kolorze. Tablica głosi, że mieszkał tu w latach 1787-89 (razem z rodzeństwem: bratem Augustynem i siostrą Charlotte). Wtedy był adwokatem, poza Arras mało znanym. Do Paryża wyjechał tuż przed wybuchem rewolucji, która obaliła monarchię. I został tam do śmierci.

Dom Robespierre’a w Arras, gdzie będzie się mieścić jego muzeum // Fot. z kolekcji Alcide'a Cartona / Materiały prasowe

Do 2026 r. niepozorna piętrowa kamienica ma zamienić się w nowoczesne muzeum Robespierre’a – pierwsze muzeum we Francji poświęcone „Nieprzekupnemu” (jak brzmiał przydomek późniejszego jakobina).

Rewolucja francuska jest nad Sekwaną główną krynicą zbiorowej mitologii. Począwszy od zdobycia przez paryski lud 14 lipca 1789 r. Bastylii, więzienia dla wrogów króla. Z tejże rewolucji wywodzą się symbole narodowe: flaga niebiesko-biało-czerwona, hymn „Marsylianka” i dewiza „Wolność, Równość, Braterstwo”, wyryta na frontonach wszystkich szkół w kraju.

Ale z obaleniem feudalnego świata i tworzeniem nowego wiązał się ogrom krwi i destrukcji. Stąd rewersem pionierskiej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z września 1789 r. jest Terror (też pisany dużą literą), który towarzyszył drugiej fazie rewolucji w latach 1793-94. I pracująca bez wytchnienia gilotyna, którą dziś potocznie ucieleśnia właśnie Robespierre.

Gdy cztery lata temu ogłoszono projekt muzeum, w kraju podniosły się głosy protestu: „Nie dla czczenia krwawego dyktatora!”. Protestował też były wicemer Arras Matthieu Lamoril, cytowany przez „Liberation”: „Czy możemy sobie wyobrazić wystawę pt. »Hitler, młody malarz z Wiednia«, której towarzyszyłoby tylko kilka plansz mówiących o nazizmie?”.

HAPPENINGI | Niektórzy mieszkańcy pamiętają do dziś, że w czasach Terroru – ten ogarnął również prowincję – w Arras stała gilotyna: tuż obok przyszłego muzeum (dziś to plac przed teatrem). Zginęły na niej setki osób, uznanych (często arbitralnie) za „wrogów rewolucji”. Działo to się, gdy Francją współrządził Robespierre.

Jeszcze w XX w. aktywiści niechętni rewolucji urządzali w tym miejscu happeningi: na bruk leciały ścinane kartonowe głowy, po trotuarze lała się czerwona farba. Do dziś, jak widać, rodzinne miasto nie przepada za swoim sławnym mieszkańcem.

– Jeszcze rok temu dostawaliśmy listy pełne oburzenia, że będziemy gloryfikować tyrana – w rozmowie z „Tygodnikiem” Laurent Wiart, koordynator muzeum z ramienia miasta, odpiera zarzuty i waży każde słowo. 

– Nie, nie chcemy tworzyć miejsca ku chwale Robespierre’a. Zależy nam, by neutralnie przedstawić życie tego „syna Arras”, wraz z jego czarną i białą legendą. Dlatego merytoryczną pracą nad muzeum kieruje powołana przez miasto rada naukowa z udziałem znanych historyków, którzy badają temat rewolucji 1789 r.

Paradoks: to burmistrz centroprawicy, licząc na zyski z turystyki, zgodził się na muzeum jakobina, współfinansowane z budżetu miejskiego. Ma ono kosztować około miliona euro. Cały projekt nie doszedłby zapewne do skutku bez lokalnego Stowarzyszenia Przyjaciół Robespierre’a (L’ARBR). To ono od ponad 30 lat dba o pamięć przywódcy jakobinów w Arras, organizuje konferencje i spacery jego śladami. W 2014 r. L’ARBR ogłosiło petycję o przekształcenie domu Robespierre’ów w muzeum. Podpisało ją blisko 5 tys. osób z Francji i zagranicy (m.in. Włoch, USA, Rosji). To skłoniło Ratusz do działania.

Autor anonimowy, Portret Maksymiliana Robespierre’a (1758-1794), Muzeum Carnavalet // Wikipedia.org

OBROŃCA | Dlaczego mimo upływu 230 lat postać Robespierre’a tak mocno polaryzuje i historyków, i ogół Francuzów?

Historyk idei i filozof Marcel Gauchet, autor książki „Robespierre. Człowiek, który nas tak mocno dzieli” z 2018 r., twierdzi, że słynny jakobin, „bohater dla jednych, a potwór dla innych, uosabia jednocześnie nadzieje niesione przez rewolucję, jak i jej krwawy ślepy zaułek”.

W życiu Robespierre’a były trzy etapy. Pierwszy, do wiosny 1789 r., gdy był dość przeciętnym adwokatem w Arras. Drugi, do lipca 1793 r., gdy został deputowanym rewolucyjnej Konstytuanty i liderem klubu jakobinów. Trzeci od lipca 1793 r. do śmierci 28 lipca 1794 r., gdy sprawował władzę jako przywódca Komitetu Ocalenia Publicznego.

Brytyjska badaczka Marisa Linton twierdzi, że gdyby Robespierre zmarł np. w 1792 r., dziś byłby czczony jako bojownik o prawa człowieka. Dlaczego? Bo po zdobyciu Bastylii domagał się w parlamencie zniesienia kary śmierci (tak, ten sam Robespierre). Jako jeden z pierwszych sprzeciwił się handlowi niewolnikami (zanim w lutym 1794 r. rewolucyjny parlament zniósł niewolnictwo w koloniach). Walczył też o wolność prasy i powszechne prawo do głosowania (wbrew obowiązującemu cenzusowi majątkowemu). Co prawda tylko dla mężczyzn, ale o prawach kobiet wspominała wtedy garstka. Wreszcie, chciał wolności wyznania i sprzeciwiał się zamienianiu kościołów w tzw. świątynie rozumu (sam był deistą).

Dziś na ogół pamięta się tylko o ostatnim roku jego życia: o Terrorze.

PRZEMOC | Jak to się stało, że młody idealista i adwokat uciśnionych (tak sam się przedstawiał jako początkujący prawnik) stał się symbolem represji? I w jakim stopniu za nie odpowiada?

Historycy szacują, że rewolucyjny terror z lat 1793-94 pochłonął co najmniej 40 tys. ofiar. Przy czym liczba ta nie uwzględnia największej hekatomby tej epoki we Francji: wojny domowej na zachodzie kraju, w Wandei, gdzie w latach 1793-96 zginęło (według rozbieżnych szacunków) od 200 tys. do 300 tys. ludzi. W zdecydowanej większości byli to wandejscy powstańcy i cywile, mordowani przez armię rewolucyjną.

Skąd tyle przemocy? Trzeba pamiętać, że tamta rewolucja była wstrząsem dla porządku w całej Europie. Od ogłoszenia republiki (jesienią 1792 r.) i stracenia króla Ludwika XVI (styczeń 1793 r.) europejscy monarchowie patrzyli na Francję i jej „misjonarską” ideologię wolności i równości jak na źródło „rewolucyjnej zarazy”.

Stąd część historyków tłumaczy skalę Terroru sytuacją kraju w tamtym czasie: wojną z niemal całą Europą, jednoczesną wojną domową (prócz Wandei buntowały się też miasta, np. Lyon, Bordeaux, Tulon). Towarzyszył temu powszechny głód i drożyzna. Liderzy rewolucji – jak Robespierre, Danton i inni – widzieli w terrorze środek niezbędny, by ocalić zagrożoną – w ich oczach zewsząd – rewolucję.

Dyktatura jakobinów, którzy objęli władzę w latach 1793-94 (przewodził im właśnie Robespierre), działała pod presją tzw. sankiulotów, plebejskiego odłamu rewolucjonistów. Domagali się oni i chleba, i ukarania tych, których uważali za zdrajców. Jakobini długo przyzwalali na tę oddolną przemoc, niekiedy sami do niej wzywali. Z czasem, od końca 1793 r., próbowali nad nią zapanować, organizując trybunał rewolucyjny w Paryżu.

DEKRET | Robespierre nie był dyktatorem jak Stalin czy Hitler, decyzje podejmował wspólnie z pozostałymi dwunastoma członkami Komitetu Ocalenia Publicznego. Z biegiem czasu Komitet został zdominowany przez tzw. triumwirat: Robespierre (ten miał najmocniejszą pozycję), Georges Couthon i Saint-Just. Wszyscy trzej zginęli potem razem na gilotynie.

Rolę Komitetu ograniczał z kolei Konwent Narodowy, tj. rewolucyjny parlament, złożony z różnych sił politycznych. 1 sierpnia 1793 r. tenże Konwent zarządził „zrównanie z ziemią” zbuntowanej Wandei. Robespierre poparł tę uchwałę, jak większość deputowanych, ale to nie on najgłośniej wzywał do „eksterminacji buntowników”. W tej kwestii można mówić o masowej paranoi.

Jedno jest pewne: to Robespierre był, razem z Couthonem, inicjatorem dekretu z 10 czerwca 1794 r., który zapoczątkował tzw. Wielki Terror. Miał on umożliwić błyskawiczną likwidację „wrogów ojczyzny” przez trybunał rewolucyjny. Zniesiono prawo do obrony i przesłuchanie świadków; były tylko dwa wyroki: śmierć lub uniewinnienie. Na tej podstawie trybunał rewolucyjny w Paryżu tylko przez sześć tygodni (czerwiec-lipiec 1794 r.) skazał na śmierć 1,4 tys. osób – więcej niż w ciągu poprzednich czternastu miesięcy.

Ten straszny w skutkach dekret przyczynił się do upadku Robespierre’a. Jego wrogowie w Konwencie, uprzedzając spodziewany atak „Nieprzekupnego” na nich samych, uderzyli pierwsi. 27 lipca 1794 r. aresztowali lidera jakobinów i jego towarzyszy, a następnego dnia zgilotynowali. Miał wtedy 36 lat.

Claude-André Deseine, terakotowe popiersie Maksymiliana Robespierre’a, 1791 r. // Fot. Rama / Wikipedia.org

POTWÓR | Tradycyjnie czarna legenda Robespierre’a obciążała go winą za cały Terror. Współcześnie francuscy historycy mają tendencję do relatywizowania tej oceny.

Jean-Clément Martin, jego biograf, mówi „Tygodnikowi”: – Zaraz po śmierci Robespierre’a jego przeciwnicy, także z Komitetu Ocalenia Publicznego, zrobili z niego najpierw tyrana, a później prawdziwego potwora. W ten sposób chcieli uniknąć kary za własne czyny i wydobyć Francję z ogromnie trudnej sytuacji politycznej w lipcu 1794 r.

Robespierre byłby zatem kozłem ofiarnym, bo wielu z tych, którzy go obalili, sami byli wcześniej zwolennikami Terroru. Martin wymienia wśród tych spiskowców Josepha Fouché (później, za Napoleona, słynnego ministra policji). W 1793 r. Fouché, wysłannik jakobinów, utopił we krwi bunt w Lyonie, każąc rozstrzelać bez sądu setki „wrogów ludu”.

Martin uważa, że historia obeszła się z „Nieprzekupnym” niesprawiedliwie: – Przestańmy uważać Robespierre’a za monstrum. Był jedną z wybitnych postaci rewolucji, jak Danton czy Mirabeau, którzy też mieli na swoim koncie bardzo wątpliwe czyny.

Danton (bohater filmu Andrzeja Wajdy z 1982 r.), zanim stał się rywalem Robespierre’a w walce o władzę, akceptował Terror. Potem, gdy próbował powstrzymać spiralę represji, „Nieprzekupny” aresztował go i wysłał na gilotynę. Dziś Danton ma w Paryżu pomnik i ulicę. Robespierre’a nie spotkał taki honor, władze stolicy traktują go nadal jak persona non grata.

CNOTA | Przeciw rehabilitacji „Nieprzekupnego” opowiedział się kilka lat temu na łamach „Le Figaro” inny znany badacz rewolucji, Patrice Gueniffey. Argumentował, że Robespierre „w wielkiej części odpowiada za Terror”, i że doświadczenia tegoż Terroru – z trybunałami i parodią procesów – inspirowały potem Lenina i jego bolszewickich następców.

Oto, co sam Robespierre mówił w lutym 1794 r., w środku Terroru: „Podczas gdy w czasach pokoju rząd ludowy opiera się na cnocie, to w epoce rewolucji – jego podporą jest równocześnie cnota i terror. Cnota, bez której terror jest zgubny, terror, bez którego cnota jest bezsilna. Terror nie jest czymś innym jak sprawiedliwością – szybką, surową, nieugiętą; jest emanacją cnoty”.

Wyjaśnijmy: pojęcie „cnoty” (franc. vertu), o którym tu mowa, oznacza „cnotę obywatelską”, tj. bezinteresowne oddanie sprawie publicznej. Cytat ten jest esencją teorii rządu rewolucyjnego według Robespierre’a, który utrzymywał, że w ręku „cnotliwych” polityków (czytaj: takich jak on) Terror będzie uderzał tylko w występnych (tj. kontrrewolucję), oszczędzając niewinnych. Praktyka (nie tylko we Francji) pokazała, że rewolucja obraca się nie tylko przeciw swoim wrogom, faktycznym czy imaginowanym, ale też – własnym protagonistom.

POPULISTA | Według biografów Robespierre, samotnik i zatwardziały kawaler, był niejako archetypem rewolucjonisty. Paweł Jasienica pisał o nim (w inspirującym eseju o Wandei „Rozważania o wojnie domowej” z 1969 r.), że stronił od kobiet, wina, kart, a „jedyną jego słabością życiową było zamiłowanie do wymuskanego stroju”. Co prawda, biograf Hervé Lauwers pisze, że jako młody adwokat lubił śmiać się, śpiewać i zabawiać damy. Ale w rewolucyjnym Paryżu żarty się skończyły. Z rozrywek zostały spacery z psem nad Sekwaną.

Przydomek „Nieprzekupny” zyskał  jako deputowany Konstytuanty z lat 1789-91. O jego uczciwości przekonani byli nawet jego wrogowie. Skromnym stylem życia zjednał sobie paryską biedotę. Już u szczytu władzy wciąż wynajmował pokój u stolarza.

Zafascynowany filozofią Rousseau, Robespierre przedstawiał się jako obrońca ludu rozumianego jako najuboższa lub uciśniona część narodu. „Lud jest dobry, cierpliwy, wspaniałomyślny” – powtarzał z mównicy. Z biegiem czasu utożsamił się z tą grupą. Głosił: „Nie jestem trybunem ani obrońcą ludu, ja jestem ludem”. Towarzyszyły temu ataki na elity, zepsute i kosmopolityczne. W miarę nasilania się walki o władzę, kontrrewolucyjne spiski widział wszędzie, wręcz obsesyjnie (tak twierdzi historyk Timothy Tackett).

Czy nie brzmi to aktualnie? Z dzisiejszego punktu widzenia Robespierre’a (rzecz jasna, tego sprzed epoki Terroru) można by uznać za prekursora populizmu.

Filozof Gauchet uważa, że robespierrowski „mit ludu” i jego moralnej siły ożywa dziś na naszych oczach. Z jednej strony może to przyczynić się do uzdrowienia demokracji, ale z drugiej mit ten jest wykorzystywany przez współczesnych populistów jako narzędzie do podważania prawa i instytucji przedstawicielskiej demokracji w imię ludowego „suwerena”. Już nie przez zbrojną rewolucję, ale w drodze wyborów.

Znamienne, że Jean-Luc Mélenchon, dziś główny lider francuskiej radykalnej lewicy, nie kryje fascynacji postacią Robespierre’a.

TO ON? | Wracając do Arras Anno Domini 2024, trudno znaleźć ślady rewolucjonisty. W biurze turystycznym nie ma kubków ani tiszertów z jego podobizną. Ratusz otrzymał niegdyś jego popiersie, ale umieścił je, jakby wstydliwie, w sali niedostępnej dla interesantów.

Jest za to w Arras liceum ogólnokształcąco-techniczne imienia Robespierre’a. W wiosenne popołudnie przed szkołą rozmawia grupka uczniów. Zagajam ich o patrona szkoły. – Robespierre? Nie wiem, o nim się u nas nie mówi – słyszę. Inni, gdy pytam o popiersie stojące na dziedzińcu szkoły, robią wielkie oczy: – O, naprawdę to on?

Na dziesiątkę zapytanych o niego licealistów może połowa ma jakieś skojarzenia. Zwykle, że „obciął bardzo dużo głów”, „miał krew na rękach”. I że urodził się w ich mieście.

Adrien (chce być inżynierem) i jego kolega Anatole (chce być lekarzem) mówią mi nieco więcej. Adrien: – Robespierre to interesująca postać, bo kontrowersyjna, uwielbiana przez jednych, a przez wielu znienawidzona. Dobrze, że będzie u nas jego muzeum. Ale uważam, że rewolucja francuska była zbyt krwawa, żebyśmy mieli się nią inspirować.

Anatole: – Nie musimy budować barykad, żeby być przeciw. Są inne sposoby. Na przykład głosować. Idziemy teraz po raz pierwszy na wybory europejskie.

Obaj chłopcy właśnie skończyli 18 lat.

HOLOGRAM | Dom Robespierre’a, na razie pusty (nie licząc tablic informacyjnych o przyszłej wystawie), zwiedzają już dziś goście z zagranicy, m.in. z Niemiec, Polski czy Czech. Władze miasta liczą, że po przekształceniu w muzeum miejsce to przyciągnie nie tylko turystów, ale też francuskie wycieczki szkolne.

Według planów będzie to placówka nowej generacji, zwana „centrum interpretacji zabytków”. Czyli przestrzeń objaśniająca przeszłość przy użyciu multimediów, bez klasycznych obiektów muzealnych. Laurent Wiart tłumaczy: – Nie będzie tutaj pamiątek po Robespierze. Nie chcemy, by centrum przemieniło się w jakiś relikwiarz, otoczony kultem przez jego miłośników.

Miasto Arras zachowało pewne obiekty z nim związane, np. guziki od kamizelki, portrety jego i jego siostry Charlotte. Będzie je można zobaczyć w pobliskim miejskim Muzeum Sztuki. W dawnym domu będą natomiast eksponowane zdigitalizowane dokumenty, np. prywatne listy, kupione przez miasto. W podróży do przeszłości mają pomagać tablety udostępniane zwiedzającym.

Wiart: – Stawiamy na słowo. Robespierre miał talent oratorski, jego mów słucha się dość przyjemnie. Jeszcze nie wiemy, czy wyświetlimy we wnętrzu hologram 3D jego postaci. A może będzie nagranie jego mów czytanych przez lektora? Zobaczymy.

Tak czy inaczej, trybun z Arras znów przemówi w rodzinnym mieście. Czy lud („dobry, wspaniałomyślny”) zechce go jeszcze słuchać?

Tymczasem naprzeciw przyszłego muzeum umościł się sklep z mocnymi alkoholami o kuszącej nazwie „Duch epikurejski”. Wątpliwe, czy asceta Robespierre, gardzący trunkami i innymi ziemskimi uciechami, byłby zachwycony takim sąsiedztwem.

Prócz prac wspomnianych w tekście korzystałem m.in. z: Hervé Leuwers „Robespierre” (Fayard 2014), Timothy Tackett „The Coming of the Terror in the French Revolution” (Harvard 2015), Jan Baszkiewicz „Maksymilian Robespierre” (Ossolineum 1976).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Mówi do was Robespierre