Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rewolucje prawników

Rewolucje prawników

06.09.2014
Czyta się kilka minut
Hilary Mantel dowodzi, że czas literatury epickiej jeszcze nie minął. Choć kto wie, czy nie jest ona możliwa wyłącznie w Wielkiej Brytanii. Jeśli tak, „God save the Queen”.
Hilary Mantel, Londyn, 2009 r. Fot. Nick Cunard / ZUMAPRESS / FORUM
K

Książki brytyjskiej pisarki są czymś więcej niż tylko powieściami historycznymi popularyzującymi wiedzę o minionych epokach. To studium władzy, kto wie, czy nie bardziej ożywcze niż modne dziś seriale telewizyjne: duński „Rząd” czy amerykański „House of Cards”. A jednocześnie analiza twórczych i brutalnych procesów, które stworzyły współczesną cywilizację Zachodu, stawiając na jej czele mieszczaństwo, czy też, jak powiedzielibyśmy dzisiaj: klasę średnią.
W tym sensie wybór tematyki, którą podejmuje brytyjska pisarka, wydaje się naturalny: Anglia czasów Thomasa Cromwella i Francja wielkiej rewolucji to przecież tygle (a może raczej stosy i kanały ściekowe pod gilotyną?), w których na dobre i złe powstawała współczesna Europa. Z jej indywidualizmem, (auto)krytycyzmem, wolnościami obywatelskimi, tolerancją... Czy to możliwe, by podwaliny tych wartości kładli ludzie, których dziś oskarżalibyśmy o najgorsze zbrodnie?
Mantel maluje naturalistyczną galerię polityków: czasem budzących podziw, czasem lekceważenie, szacunek albo politowanie, skutecznych bądź tylko gadatliwych. Przerażających. Przyglądanie się tym portretom rodzi dystans wobec sondaży, medialnych komentatorów, speców od marketingu politycznego, ale przede wszystkim wprowadza w swoiste misterium tremendum et fascinans, jakim polityka była niegdyś.

„Chryste, wyglądam jak morderca”

Nie bez powodu cichym bohaterem cyklu cromwellowskiego („W komnatach Wolf Hall” i „Na szafocie” – czekamy na tom trzeci, który ma się ukazać w 2015 r.) jest Hans Holbein młodszy, nadworny malarz Tudorów. Rudowłosy przybysz z Augsburga i Bazylei nie wykazywał ambicji politycznych ani intelektualnych. Miał za to uważne oko, zacięcie psychologa i sprawne dłonie: możni tego świata nie potrafili ukryć przed nim swoich planów i sekretów, sił i słabości.
Cromwell nie bał się jednak artystycznej wiwisekcji. „W jego londyńskim domu przy zaułku Austin Friars wisi na ścianie portret; ciemne sprawki spowite wełną i futrem, dłoń zaciśnięta na dokumencie jak na szyi ofiary. Hans wcisnął go za stół i powiedział: »Tomaszu, ani waż się uśmiechnąć«. I tego się trzymali – Hans nucąc przy pracy, Cromwell wpatrując się w nieodległą przestrzeń. Kiedy zobaczył skończony obraz, skomentował: »Chryste, wyglądam jak morderca«, na co jego syn Grzegorz zapytał: »To wcześniej o tym nie wiedziałeś?«”. Obraz, o którym mowa, znajduje się obecnie w nowojorskiej Frick Collection.
Z perspektywy kontynentu Thomas Cromwell to figura przynajmniej dwuznaczna. Przemysław Mroczkowski, wybitny znawca tamtej epoki, nazwał doradcę Henryka VIII jedną z najciemniejszych postaci w historii Anglii. Wywodzący się z plebsu – i dumny z tego – doradca i minister królewski, lord sekretarz i wikariusz generalny Kościoła anglikańskiego uchodzi za cynika, który rozwiązał zakony i podporządkował władzy świeckiej księży, by zbić na tym procederze gigantyczny majątek. Nazywany „krętaczem”, prawnymi sztuczkami potrafił kogoś wywyższyć bądź doprowadzić do upadku – jak w przypadku Katarzyny Aragońskiej i Anny Boleyn, pierwszych żon Henryka VIII. Bezwzględny antagonista Thomasa More’a, sprawił, że wiernego Rzymowi humanistę oskarżono o zdradę stanu i stracono.
Mantel burzy prosty stereotyp, dostrzegając w Cromwellu postać kluczową dla budowy nowoczesnego systemu politycznego państwa, które znaczyło dlań przynajmniej tyle samo, ile osobista kariera. Pozwala politykowi mówić własnym głosem, prowadząc (jakże wyrafinowaną!) narrację z jego punktu widzenia. Pomału przestajemy w nim widzieć cynika i karierowicza, który do zerwania z Rzymem dąży wyłącznie po to, by Henryk VIII mógł lege artis posiąść kolejną kobietę w nadziei na męskiego potomka. Jest raczej odwrotnie: walka o oficjalny rozwód króla daje możliwość zreformowania nie tyle angielskiego Kościoła, co szerzej: angielskiego społeczeństwa.

„Cieszę się, że nie jestem taki jak ty”

Syn kowala, najemnik walczący za Francję (zawsze skonfliktowaną z jego ojczystym krajem), praktykant we włoskich kantorach, najbliższy i najlojalniejszy współpracownik kardynała Wolseya, poliglota (próbujący się nawet z polszczyzną w uznaniu potencjału kulturowego państwa Jagiellonów) i intelektualista kolekcjonujący zakazane książki, zna świat lepiej niż którykolwiek z jego mocodawców. Zadaje pytania, których oni nigdy by nie zadali. A z odpowiedzi wyciąga praktyczne wnioski.
Dlaczego nie uczyć kobiet czytania i liczenia? Dlaczego nie udostępnić ludowi tekstu Pisma Świętego w ojczystym języku, tak by wreszcie dowiedział się, w co naprawdę wierzy? Czy handel relikwiami jest moralny? Czy pieniądze zabrane zakonom nie przydadzą się, by zwiększyć możliwości militarne państwa? Czy król sprawuje władzę wyłącznie z woli Boga, czy też jest „plenipotentem” ludu?
W roku 2001 Jan Paweł II ogłosił Thomasa More’a patronem mężów stanu i polityków; w oczach Hilary Mantel katolicki męczennik nie jest bynajmniej bohaterem. Pobożny w sposób kostyczny, wyższościowy, bezrefleksyjny, przypominałby molierowskiego Świętoszka. Przypominałby, gdyby nie okrucieństwo w życiu prywatnym i publicznym. More w książce Mantel to już nie tylko interlokutor Erazma z Rotterdamu i autor „Utopii”, ale także złośliwy dręczyciel żony, w której dostrzega jedynie inkubator pomocny w przedłużeniu rodu, śledczy nie stroniący od tortur, sędzia ślepy na wszelkie argumenty, przekonany do własnych racji, bez wahania podpisujący wyroki śmierci.
Cromwell też jest okrutny – tyle że w swoich działaniach kieruje się niewolnym od współczucia fatalizmem: jeśli nie przeprowadziłby z sukcesem procesu przeciwko Annie Boleyn, ona z całą pewnością doprowadziłaby do śmierci pasierbicy, Marii. A co, jeśli to Maria utrzymałaby swoją pozycję kosztem macochy? Czy wahałaby się użyć szubienicy i topora? Co stałoby się z nim samym? O ile to możliwe, dąży do kompromisu. Nigdy nie zrozumie, dlaczego More odrzucił propozycję podpisania Aktu Supremacji, wybierając śmierć. Długo będzie mu brakowało tego przeciwnika. Potem pojawi się poczucie, że i jego, choć stoi po przeciwnej stronie barykady, może spotkać podobny los.

„Skończy się rewolucją. To nie będzie przyjemne”

Najnowsza książka Hilary Mantel, „Kogo śmierć nie sięgnie” (tom I, czekamy na dwa kolejne), opowiada o początkach wielkiej rewolucji francuskiej. Brak jej epickiego rozmachu cyklu cromwellowskiego, wydaje się nieco niespójna, ale interesująco pokazuje atmosferę kraju tuż przed rewolucją. Służy temu wplecenie w tekst cytatów z gazet, pamfletów, statystyk. Dowiadujemy się, że jesienią 1774 r. czterofuntowy bochenek chleba w Paryżu kosztuje 11 sou, lecz następnej wiosny cena wynosi 14 sou. A zarobki stoją w miejscu. Że w 1788 r. deficyt państwowy sięga stu sześćdziesięciu milionów liwrów. Że średnia życia we Francji nie przekracza 29 lat. Oto jak liczy się czas ciszy przed burzą.
XVIII-wieczni następcy Cromwella urodzeni daleko od Paryża, w mieszczańsko-inteligenckim środowisku, wiedzą, że nie przebiją się wyżej. Przełożony słynnego Collège Louis-le-Grand mówił do małego Maximiliena Robespierre’a: „Wielką stratą jest rozbudować w was talenty, po czym powiedzieć – dotąd i ani kroku dalej. Nie jesteśmy w stanie chłopcu takiemu jak ty zapewnić przywilejów gwarantowanych przez urodzenie i zamożność”... Urodzony w Arras Robespierre był synem adwokata i córki piwowara. Gdy matka zmarła przy piątym połogu, ojciec opuścił rodzinę. Dziećmi zajęli się dziadkowie i ciotki, zapewniając chłopcu świetną edukację.
Niesforny Danton nie budził większych nadziei, zresztą wychowywał się sam: ojciec umarł wcześnie, matka zajmowała się gospodarstwem. Kiedyś chłopak o mało nie umarł, stratowany przez byka; po wypadku pozostała głęboka szrama na policzku.
Camille Desmoulins, potomek zubożałej pikardyjskiej szlachty, cieszył się za to niepospolitą urodą. Szybko ujawniła się jednak wada, dość uciążliwa w zawodzie adwokata: zaczął się jąkać. Nikt nie przypuszczał, że kiedyś zasłynie jako charyzmatyczny orator.
Na tym tle buduje Hilary Mantel profile psychologiczne swoich bohaterów. U Robespierre’a dostrzega nie tyle ascetyczność, ile wewnętrzne wyciszenie, skupienie, wyostrzone poczucie sprawiedliwości, które przeszkadza zarabiać pieniądze. Dla odmiany Danton traktuje zawód prawnika pragmatycznie: chce stworzyć stabilny, zamożny dom. Bardziej niż polityka, zajmują go procesy cywilne między przedsiębiorcami. Desmoulins jest rozchwiany emocjonalnie, nie wie, czym się zająć. Chciałby porywać tłumy – nie wiadomo: literaturą czy aktorstwem.
Ich życie potoczyłoby się zwyczajnie, gdyby nie kryzys i zamieszki lipca 1789 r. Dali się ponieść sytuacji czy też wyczuli, że nadeszła wielka szansa? Autorka nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Deputowany Robespierre przygotowuje przemowę wzywającą duchowieństwo, by przyłączyło się do stanu trzeciego. Cicho i cierpliwie walczy o pierwszeństwo z popularnym Mirabeau.
Tymczasem kiedy lud zdobywa Bastylię, Desmoulins, który dopiero co wygłosił pierwsze ze swych płomiennych przemówień, wypoczywa w domu przyjaciół. Tu dowiaduje się, że jako pierwszy wkroczył do twierdzy-więzienia. I są na to naoczni świadkowie. Za chwilę napisze do ojca, by mu donieść, że właśnie został sławny. Cisza przed burzą właśnie się skończyła.
Hilary Mantel jest nie tylko erudytką – wykazuje wielką wrażliwość na ironię historii. Czyż bez tej cechy dałoby się opisać świat, nad którym bez przerwy unosi się cień szafotu i gilotyny?

Hilary Mantel, „W komnatach Wolf Hall”, przeł. Urszula Gardner, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2010 i 2013
Hilary Mantel, „Na szafocie”, przeł. Urszula Gardner, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2010 i 2013
Hilary Mantel, „Kogo śmierć nie sięgnie”, tom I przeł. Urszula Gardner, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2014

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, historyk i krytyk sztuki. Autorka książki „Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek” (2005).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]