Najpierw oddaje się aparaty fotograficzne. Nie wolno zrobić zdjęcia. Trzeba zapamiętać na całe życie, więcej nawet - uwiecznić. Z kolejki na placu Czerwonym wchodzi się w mrok. Tutaj trzeba zejść na samo dno. Z tego nie wolno się śmiać. Kwadratowe kręgi, na każdym rogu strażnik wskazuje drogę. W prawo, w lewo, w otchłań, w dół. Panuje nabożna cisza, groźni strażnicy nikomu nie muszą zwracać uwagi, po prostu sugestywnie pstrykają palcami. Siłą rzeczy, intruz zmienia się w pielgrzyma. Tutaj turysta staje się wyznawcą. Trzeba zdjąć czapkę. Trzeba uczestniczyć w czarnej mszy. Trzeba oddać hołd. Nie ma wyjścia. Każdy samotnie zstępuje na szczyt woskowej rozpaczy. Coraz niżej. Kroczy po stopniach. W ciemność. W mrok. Mauzoleum. Oto ciało moje. Wyłania się. W boskiej poświacie. Leży Lenin. Tutaj nie ma "dlaczego".
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















