Reklama

Ziemia się trzęsie

Ziemia się trzęsie

08.03.2019
Czyta się kilka minut
Instytucje naszego Kościoła tkwią mentalnie wciąż mniej więcej w latach 60. XX w. Butwieją, a „kryzys pedofilski” będzie pierwszym trzęsieniem ziemi, które w radykalny sposób przetestuje ich konstrukcję. Przetrwa wyłącznie to, co będzie ewangelicznym radykalizmem.
Manifestacja pod gdańskim pomnikiem oskarżanego o pedofilię ks. Henryka Jankowskiego, grudzień 2018 r. / FOT. WOJCIECH STRÓŻYK/REPORTER
Manifestacja pod gdańskim pomnikiem oskarżanego o pedofilię ks. Henryka Jankowskiego, grudzień 2018 r. / FOT. WOJCIECH STRÓŻYK/REPORTER
N

Nasi biskupi jeszcze nie zrozumieli, że tu nie chodzi wcale o skalę, o liczbę pedofilskich zbrodni, bo nikt nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że dopuszczała się ich większość albo nawet znaczna część duchownych. Nie pojęli istoty – tego, że akurat w tej materii nie można powiedzieć: „to jednostkowe przypadki, więc o co im wszystkim chodzi”. Bo tu każdy – nawet gdyby był tylko jeden – przypadek krzyczy tak głośno, że wystarczy to w zupełności, by poruszyć niebo, rozwalić Kościół, zabić wiarę w rzeszach ludzi.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


Chowanie się za komunikatami rzeczników, za pełnymi kościelnej nowomowy oświadczeniami, to nieustanne „wyrażanie troski” i składanie wzniosłych deklaracji, że „stanowczo potępiamy”, że „nie możemy tolerować”, że „spotkaliśmy się i wysłuchaliśmy z uwagą”, za którymi nie idzie konkret (bo znów jakaś katolicka kanapa zarzuci nam, że klękamy przed atakiem liberalnych wrogów)...

Boże mój, jak bardzo brakuje w tym kraju kościelnego przywódcy, który bez chowanego z tyłu głowy lęku o to, jak zareagują na to jego podwładni z korporacji, wyszedłby po prostu i – jak człowiek do ludzi – powiedział: „Słuchajcie, to naprawdę jest przerażające. To się nie mieści w głowie. Staniemy na głowie, żeby to się nie powtórzyło, będziemy to wypalać żywym ogniem, bo doskonale wiemy, że jeśli tego nie zrobimy, to nie będziemy mieli moralnego prawa oczekiwać od was, że przyjdziecie jutro z dziećmi do kościoła. Że nie wyjdziecie, gdy będziemy wam mówić z ambon o prawdzie, o odwadze, o czystości. Nie mamy nic do ukrycia, to nie jest w końcu nasz prywatny folwark, chcemy położyć wszystkie karty na stole. Doprosiliśmy świeckich: z Kościoła i spoza Kościoła, specjalistów od identyfikowania i karania sprawców, od wspierania ofiar, bo nie znamy się na wszystkim, a to musi być zrobione dobrze. Działamy. Pomóżcie nam, wspólnie oczyśćmy to bagno”. Jaki cud musi się stać, by ktoś z „czerwonych beretów” przemówił do nas w ten sposób?


CZYTAJ TAKŻE:

OJCIEC ADAM ŻAK SJ, koordynator episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży: Nie mam żadnych przesłanek, by uznać, że w polskim Kościele postępowano inaczej niż w amerykańskim albo irlandzkim.


Nader trafną analizę opublikował ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński, wskazując, jak nasz instytucjonalny Kościół wciąż nie rozumie, dlaczego nie może być tak, jak było kiedyś. Wciąż nie mogąc uwierzyć, że tak jak kiedyś nigdy już, niestety, nie będzie. 5 milionów Polaków (i w zdecydowanej większości katolików) z radością idzie na antyklerykalny „Kler”. To właśnie teraz, za władzy PiS pozującego (gdy mu wygodnie) na polityczną bojówkę Episkopatu, która wdroży (po dobroci lub siłą) ludowi „chrześcijańskie wartości”, ów lud wypina się na nie jak nigdy dotąd: liczba zwolenników aborcji, legalizacji związków homoseksualnych, radykalnego rozdziału Kościoła od państwa jest istotnie wyższa niż za rządów PO. I rośnie.

Część biskupów, na co zwraca uwagę Szułdrzyński, a co potwierdzają moje prywatne obserwacje, zorientowała się już, że na tym dealu z władzą można tylko przegrać. Wciąż nie słychać jednak ich wyraźnego głosu, bo – jak to trafnie wyraził w prywatnej rozmowie ze znajomym księdzem jeden z nich – godzą się na bycie zakładnikami fałszywie pojętej jedności.

Urządzają nam więc historyczne pogadanki o żołnierzach wyklętych oraz odwiedzają z zaplanowanymi wizytami maryjne sanktuaria, podczas gdy tysiące katolickich rodziców coraz poważniej zastanawiają się nad tym, czy jutro posłać na ministrancką zbiórkę lub wycieczkę z księdzem syna albo córkę. Nie dlatego, że sądzą, iż każdy ksiądz to zboczeniec. Ale dlatego, że widzą, iż jeśli zdarzy się ten statystycznie mało prawdopodobny, ale jednak nie niemożliwy wypadek, przełożeni przestępcy uznają za bardziej pilne dzielenie się ze społeczeństwem refleksją na temat karty LGBT+ albo katastrofy smoleńskiej, zamiast rzucić wszystko w kąt i ratować przed zbrodniarzem ich dziecko.

Nie da się ufać komuś, kogo nie stać na odpowiedzialność. A to o nią przecież tu chodzi. Nie tylko o odpowiedzialność za czyny sprawców, którzy służbowo podlegali (oraz są naszymi – chcemy czy nie – braćmi), ale przede wszystkim za tych braci, których tamci upodlili, za ofiary. To z jednej strony dowód kryzysu, w jakim znalazło się kościelne przywództwo, z drugiej – źródło nadziei (płynącej z odkrywania, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wspólnotę), że to świeccy uczą dziś swoich pasterzy, co to znaczy otoczyć opieką człowieka skrzywdzonego w Kościele. W ubiegłym tygodniu warszawski KIK wraz z Laboratorium „Więzi” i Fundacją Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu” uruchomili telefon zaufania dla ofiar przestępstw seksualnych dokonanych w Kościele. Dyżurujący przy telefonie (800 280 900) specjaliści wysłuchają, pokierują, wskażą dalsze kroki. Przede wszystkim zareagują tak, jak zareagować powinien każdy z nas słysząc, że w naszym domu okradziono człowieka: natychmiast stając po jego stronie, w jego obronie. Zamiast niuansować albo – to naprawdę hańbiące dla zgromadzenia chrystusowców – składać kasacje od prawomocnych wyroków nakazujących wypłacenie odszkodowania i dożywotniej renty dla kobiety gwałconej w dzieciństwie przez księdza pedofila.

Koledzy z KIK-u, „Więzi” i Fundacji zrobili więc robotę, którą już parę lat temu powinien zrobić Episkopat. Wydać na nią pieniądze. Rozbudować do poziomu ośrodka (ośrodków) wsparcia. To dobrze, że w kościołach urządzane są (odgórnie zadane) nabożeństwa wynagradzające za te straszne grzechy. Nikt przytomny nie będzie chyba jednak twierdził, że wystarczy modlić się za tych, którym trzeba realnie pomóc odzyskać własne życie.


ABONENT POZA ZASIĘGIEM: Czy szukając pomocy zadzwonisz do księdza, który przyjmuje zgłoszenia od ofiar molestowania – i równocześnie jest rzecznikiem prasowym kurii?


Instytucje naszego Kościoła tkwią mentalnie wciąż mniej więcej w latach 60. XX w. Butwieją, a „kryzys pedofilski” będzie pierwszym trzęsieniem ziemi, które w radykalny sposób przetestuje ich konstrukcję. Przetrwa wyłącznie to, co będzie ewangelicznym radykalizmem, wszystko, co jest władzą, socjotechniką, narodową czy historyczną ideologią, korporacyjnym strachem – spali się po drodze jak słoma. Czy ktoś ma wątpliwości, co zrobiłby Chrystus, gdyby doniesiono mu, że któryś z jego uczniów gwałci jakieś dziecko? Wydawałby oświadczenia via rzecznik prasowy? Przez swojego prawnika pouczał o domniemaniu niewinności? Zalecałby nabożeństwo pokutne? Po co komu Kościół, który nie ma odwagi radykalnie stanąć po stronie najsłabszych? Kto mu uwierzy?

Skończę tym, czym zacząłem. 98 proc. księży (jak przypuszczam) nigdy nie popełniło takiej zbrodni. Ale od reakcji na czyny tych dwu procent zależy dziś dużo więcej, niż wielu z tych 98 procent się wydaje. Naprawdę chcecie, macie czas i siłę na to, by szukać bluźnierstw u artystów i tropić ideowe nieprawomyślności polityków, podczas gdy w naszym własnym domu, pod naszym nosem, ktoś bezkarnie pluje w twarz samemu Bogu?


ogłoszenie społeczne

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]