Abonent poza zasięgiem

Czy szukając pomocy zadzwonisz do księdza, który przyjmuje zgłoszenia od ofiar molestowania – i równocześnie jest rzecznikiem prasowym kurii?

Reklama

Abonent poza zasięgiem

Abonent poza zasięgiem

14.05.2018
Czyta się kilka minut
Czy szukając pomocy zadzwonisz do księdza, który przyjmuje zgłoszenia od ofiar molestowania – i równocześnie jest rzecznikiem prasowym kurii?
BARBARA NIEWIADOMSKA
M

Marta była molestowana przez księdza 20 lat temu. Nie szuka już pomocy. Zgłosiła sprawę przełożonym tego księdza, jest po kilku latach terapii. Teraz sama chce pomóc ofiarom, dlatego sprawdza, jak Kościół reaguje na ich zgłoszenia.

1

Miałam wtedy 15 lat. On był przed trzydziestką. Śmiały, energiczny, zabawny. Potrafił przynieść żywego baranka na mszę dla dzieci. Kiedyś spytał: „A ty, co tak często jesteś na mszach w tygodniu?”. Czy przypuszczał, że coś jest nie tak? Czy domyślał się, że przed czymś uciekam?

Pewnego dnia przyszedł do mojego domu, choć nikt go nie zapraszał.

Może nie od razu, może nie tego samego dnia, ani nie następnego, może po kilku tygodniach, a może latach, ale w końcu chcesz coś zrobić z tym, co się wydarzyło.

Dobrze pamiętam tamten moment: jechałyśmy z koleżanką na wycieczkę, byłyśmy w pociągu, i ona nagle powiedziała: „Wiesz, ten ksiądz to podobno kawał skurwiela”. A ja pomyślałam: „A co, jeśli komuś zrobi to, co mnie?”.

2

Zaczynasz od szukania kontaktu. Ofiara księdza nie pójdzie do parafii. Nic nie da wpisywanie w wyszukiwarkę haseł: „molestowanie w kościele pomoc”, „jak zgłosić molestowanie przez księdza”. Nie wyświetli się numer telefonu, pod którym ktoś czeka.

Musisz znać inne określenie – „delegat biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży”. Od kilku lat ma go każda diecezja i każde zgromadzenie zakonne. To wymóg watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary z 2011 r.

Ale by system działał, ofiary powinny mieć dostęp do numerów telefonów delegatów.

3

Sprawdzamy wspólnie. Najpierw strona diecezji Marty. Potem kolejne.

Jeśli masz szczęście i mieszkasz np. w Gliwicach, od razu trafiasz na zakładkę „Ochrona dzieci”, nazwisko delegata, jego adres mailowy i numer telefonu. Dzwonisz.

Na 44 diecezje w Polsce na stronach co czwartej nie znajdziesz informacji o delegacie. A molestowanie trzeba zgłosić w swojej. Ile zajmuje umieszczenie informacji na stronie? Dwie minuty? Pięć? A może nie o czas tu chodzi?

Z danych opublikowanych na stronie działającego przy jezuickiej Akademii Ignatianum w Krakowie Centrum Ochrony Dziecka wynika, że delegatów nie ma w prawie połowie diecezji w Polsce. Tylko w 18 diecezjach podane jest imię i nazwisko delegata, jego adres ­mailowy i numer telefonu. W kilku dane są niepełne, albo nie ma ich wcale (19 diecezji). Zdarza się, że link podany na stronie COD odsyła do niedziałającej strony diecezji.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


Dyrektor COD o. Adam Żak SJ zapewnia, że od 2015 r. przeszkolono 130 księży. Skąd więc opieszałość niektórych biskupów i przełożonych zakonnych w podawaniu kontaktu do nich? Po co zostali powołani i przeszkoleni, skoro z połową z nich nie można się skontaktować?

Podobnie sytuacja wygląda wśród delegatów w zakonach – numerów telefonów i adresów mailowych nie ma do co trzeciego delegata z listy umieszczonej na stronie COD. Widzisz, owszem, komunikat, że strona jest w budowie i dane są umieszczane sukcesywnie, ale zastanawiasz się, dlaczego od trzech lat nie udało się przygotować kompletnej listy i jej opublikować?

Gdy sprawdzamy, kto zostaje delegatem, zaczyna niepokoić coraz więcej rzeczy.

Np. to, dlaczego w trzech diecezjach delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży, który ma przyjmować zgłoszenia ofiar, i rzecznik prasowy, który ma dbać o wizerunek kurii, to ta sama osoba.

Dlaczego w innych diecezjach sprawami zgłoszeń ofiar zajmuje się kanclerz kurii, a telefon czy adres mailowy, podane jako te, pod którymi mogą zgłaszać się ofiary, to te same, pod którymi urzęduje w swoich godzinach pracy?

Dlaczego w kolejnej diecezji delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży jest rektor Wyższego Seminarium Duchownego?

Albo: dlaczego na stronie jednej z diecezji wśród blisko 30 osób pełniących różne funkcje tylko przy nazwisku delegata biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży nie podano numeru telefonu. Jest za to adres mailowy. Wygodne?

4

Do tej rozmowy przygotowujesz się długo – mówi Marta.

Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądała, więc na wszelki wypadek zadaję sobie po raz kolejny te same pytania, nie szukając nowych odpowiedzi.

Na pewno spytają: Co się wydarzyło. Zacznę od tego, że byłam wtedy blisko Kościoła. Blisko w każdym sensie. Gdy trzeba było podłogę zamieść, zamiatałam, kwiaty wymienić – wymieniałam. Albo nie, powiem o katechetce. Pojawiła się, gdy byłam w siódmej klasie. Przekonywała, że z Bogiem można rozmawiać jak z żywym, a ja uwierzyłam. Potem była Odnowa w Duchu Świętym, wspólne czytanie Pisma Świętego, spotkania w jej domu i w salce przy kościele.

Albo nie, powiem krótko: To była jednorazowa sytuacja. Miałam 15 lat. On był księdzem. Zajmował się dziećmi w naszej parafii.

A jeśli spytają o szczegóły? Marta przerabiała to wielokrotnie z terapeutką.

Powiedział, że ma dla mnie wiersz. Był zimny październik. Miałam na sobie zimową kurtkę. Weszliśmy do salki przy kościele. Przytulił mnie. Jakoś inaczej. Nie rozumiałam. Pocałował w policzek. Uciekłam. Biegłam przez miasto. Nie wiedziałam, co się stało, ale czułam, że coś złego.

A potem przyszedł do mojego domu. Przez chwilę rozmawiał z moim bratem. Brat wyszedł, on został. Zaproponował, żebyśmy się pomodlili w moim pokoju. Różaniec to długa modlitwa. Ale on modlił się ze mną na różańcu tylko przez chwilę. Siedziałam nieruchomo na materacu. Byłam sparaliżowana. Mówił, że mnie kocha. Nie uwierzyłam. To, co w Kościele, wydawało mi się czyste. A te kilkanaście minut były dla mnie brudne. Od razu wiedziałam: to, co zrobił, jest złe.

Gdy mama wraca z pracy, dziwię się, że niczego nie zauważyła. Przecież wszystko się zmieniło. Dopiero potem będzie dla mnie jasne, że takich rzeczy nie widać. Wieczorem bardzo chcę płakać. Ale nie potrafię. Krzyczę z twarzą przyciśniętą do poduszki. Nie mówię mamie o tym, co się wydarzyło, dość ma swoich problemów z ojcem.

Może spytają, czy mam z tym księdzem jeszcze kontakt. Nie mam i nie chcę mieć. Zadzwonił kilka lat temu. Nieznany numer, znajomy głos. Przedstawił się, poprosił o spotkanie. Wydawało mi się, że jestem silną kobietą. Inną niż tamta dziewczyna. Taką, która ma siłę się bronić i zareagować. A może chciałam to sobie tylko udowodnić? Pewnie chce przeprosić, pomyślałam. Przeprosił. A ja wybaczyłam. A może po prostu czytał, jak wszyscy wtedy w Polsce, artykuły o arcybiskupie Wesołowskim i głośnej sprawie z Dominikany?

Nie, powiem krótko: To była jednorazowa sytuacja. Miałam 15 lat. On był księdzem. Zajmował się dziećmi w naszej parafii.

Czy mam mówić o terapii? O tych kilku latach rozmów tylko o tym. Teraz już wiem, manipulował mną. Wiele razy: i wtedy, gdy podarował mi srebrny różaniec, który wyglądał jak biżuteria, i wtedy, gdy przechodząc obok mnie w kościele, szepnął, że czeka w konfesjonale. Nie poszłam. Dopiero terapeutka wyjaśniła: chciał, byś była współodpowiedzialna, by wina była po twojej stronie.

A może powinnam opowiadać chronologicznie. A więc szkoła i lęk, że nigdy nie przestanę już o tym myśleć. A jeśli nie przestanę myśleć, to nie będę mogła się uczyć. A jeśli nie będę mogła się uczyć, nie zdam do następnej klasy. A jeśli nie zdam…

Przełom: obóz w górach ze znajomymi, gdzieś wchodzimy, a ja nagle: nie myślę o tym.

Mijają pierwsze tygodnie, miesiące. Zaczynam się bać. Potem nienawidzić. Jego. Wyobrażam sobie, jak wbijam mu nóż w serce. Ale bardziej nienawidzę siebie. Ile razy patrzyłam w oplute lustro? Ostrzygłam włosy, ostrzygłam je, by były brzydkie, najbrzydsze. Chciałam być gruba. Jadłam, i jadłam, i jadłam. Myślałam o tabletkach, które brał mój brat, o tym, że mogłabym nie żyć.

Lepiej powtórzyć: to była jednorazowa sytuacja. Miałam 15 lat. On był księdzem. Zajmował się dziećmi w naszej parafii.

Wiem, że są takie słowa, które mogą jeszcze zranić.

„Winna”. Przez wiele lat bałam się tego. Że to ja go sprowokowałam. W kościelnych wspólnotach szukałam ojca. W domu go nie było. Moim ulubionym momentem podczas mszy było przekazanie znaku pokoju. Znaliśmy się. Przytulał Marcin – wielki ksiądz, i Radek – wielki ojciec rodziny. Chciałam, by ta chwila trwała. A może brakowało kogoś, kto doradzi, obroni, z kim będzie przez chwilę bezpiecznie?

„Bóg cię kocha”. Czy choć raz w waszej wspólnocie słyszałam historię o Bogu, który nie kocha ludzi? Świadectwa. Bóg tylko dobry. Historie, jak się ludźmi opiekuje, jak zmienia ich życie. A skoro tak, myślałam, to może ja jestem zła. Może to był mój grzech. Kara boska. Bo jeśli ja myślę o sobie źle, to dlaczego Bóg miałby myśleć o mnie dobrze. Gdyby mnie kochał, obroniłby mnie. Nie obronił, znaczy – nie kocha mnie. Skoro zmartwychwstał, to dlaczego ja tego nie doświadczam?

Ale w mojej historii jest i dobry ksiądz. To jemu opowiadam o tym, co się wtedy wydarzyło. Dwie godziny, kilka zdań. W zamian on czyta przypowieść o człowieku, na którego zastawiono pułapkę. I pyta, co czuję. Pierwsza myśl: jestem zła, to ja zastawiłam pułapkę. A on na to: „Mnie ten cytat kojarzy się z tym, że ksiądz zastawił pułapkę na ciebie”.

Mam jeszcze jedną wątpliwość: a co, jeśli nikt nie zrozumie? Ile razy czytałam o tym, że ludzie bronią swojego proboszcza? Nawet wtedy, gdy ujawniają się kolejne ofiary, powtarzają zarzuty.

Dotąd powiedziałam tylko jednemu księdzu, siostrze, przyjaciółce z liceum. Inni mężczyźni? Próbowałam, ale nie znalazłam takiego, który mógłby zrozumieć. Nawet nie zauważyłam, kiedy to stało się kryterium bliskości.

5

Marta zaczyna dzwonić. Nie wie, w jakich godzinach pracuje delegat, więc wybiera godziny między 13 a 15. Dzwoni najpierw do swojej diecezji. Nikt nie odbiera. Próbuje jeszcze raz, dalej nic. Gdyby miała 15 lat, a to wszystko wydarzyło się kilka tygodni temu, nie zadzwoniłaby więcej. Ale teraz chce sprawdzić. Wybiera numer delegata z kolejnej diecezji. Na początku wyjaśnia, że do swojej diecezji nie udało się jej dodzwonić i że chce wiedzieć, jak takie rozmowy przebiegają.

„Halo, kuria” – ktoś odbiera. Innym razem słyszy kobiecy głos, może to siostra zakonna. Pyta o nazwisko delegata, rozmówczyni prosi, by chwilę poczekała. Szuka, pyta. Przekazuje słuchawkę, w tle słychać gwar.

Kolejna rozmowa.

Marta: – Dzień dobry, dzwonię w sprawie zgłoszenia o molestowanie. Chciałabym spytać, jak mogę to zrobić.

Delegat: – Musielibyśmy się, no nie wiem, jakoś spotkać.

Marta: – W ten sposób się zgłasza takie sprawy?

Delegat: – Tak. Muszę pani powiedzieć, że jest pani pierwszą, która dzwoni w tej sprawie.

Pierwszą?

Marta myśli o tym, co działo się w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat. Nie to, że wyszukiwała takie sprawy, śledziła je, czytała wielokrotnie te same teksty. Ale kiedy się działo, przeżywała.

Zaczęło się od Bostonu. Tekstów dziennika „The Boston Globe”, które jeden po drugim odsłaniały skalę tuszowanego od lat skandalu pedofilskiego w amerykańskim Kościele. Czyta i cieszy się. Bo wyszło na jaw. Czyta i wścieka się. Bo przez tyle lat, bo tyle ofiar, bo bezkarność, bo bezduszność. Ale wtedy, po raz pierwszy, czuje, że jest nadzieja.

Przeżywa też kolejne historie. To, jak media opisują ofiary abp. Juliusza Paetza, ks. Wojciech Gila. Ale najbardziej chyba słowa abp. Józefa Michalika: „Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zgubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”.

Kolejna nadzieja, czerwiec 2014 r., Kraków. Pierwsze nabożeństwo pokutne za grzechy księży pedofilów i słowa bp. Piotra Libery: „Zawstydzeni i skruszeni prosimy o przebaczenie. Prosimy Boga i prosimy ludzi skrzywdzonych przez kapłanów”.

Nie, nie poszła. Ale czytała raporty z konferencji, oglądała transmisje w mediach. Zapamiętała: molestowanie nie zawsze dotyczy dzieci w rozumieniu prawa. Większość molestowanych przez księży to chłopcy. Część z tych przypadków wynikała z niedojrzałości emocjonalnej księży. Często to są jednorazowe przypadki.

6

Marta wybiera numer kolejnego delegata.

Delegat: – Kancelaria kurii.

Marta: – Dzień dobry, dzwonię w sprawie zgłoszenia o molestowanie.

Cisza. Po drugiej stronie słychać ciężkie westchnienie.

Po chwili delegat: – No co tam się dzieje? To jest jakieś stare czy aktualne?

Marta odkłada słuchawkę.

7

Będzie miała ochotę odłożyć ją jeszcze kilka razy:

– gdy słyszy, że nie ma innej możliwości niż zorganizowanie pierwszego spotkania w budynku kurii i że muszą w nim wziąć udział dwaj księża,

– gdy delegat przekonuje, że księdza trzeba będzie zawiesić i „rozpoznać sprawę po cichu, czy nie ma sytuacji wobec większej liczby osób”,

– gdy dowiaduje się, że najważniejsze jest wyrzucenie tej sprawy z siebie.

8

Ale wśród kilku rozmów z delegatami, którzy odbierają telefon, są i takie, po których wie, że zgłoszenie ma sens.

Delegaci reagują na pytania, nie dopytując.

Marta: – Czy podczas naszego spotkania będzie psycholog?

Delegat: – Może pani o to poprosić. Jeśli chodzi o niepełnoletnich, to takie spotkanie zwykle odbywa się w obecności rodziców i psychologa. Forma spotkania zależy od pani. Podobnie jak to, gdzie ono się odbędzie. Możemy spotkać się w pani domu, możemy w pomieszczeniu kościelnym lub jeszcze innym, wybranym przez panią.

Marta: – Jak będzie wyglądało spotkanie?

Delegat: – Przedstawi pani swoją historię, a osoba, która się z panią spotka, pomoże ją pani spisać. Taka notatka musi być sformalizowana, mieć formę powiadomienia.

Marta: – Co się z nią dalej stanie?

Delegat: – Trafi do biskupa. Pani zgłoszenie rozpoczyna dochodzenie wstępne, prowadzone w diecezji lub zakonie. Jego efektem ma być ustalenie, czy przestępstwo jest prawdopodobne. Dalsza procedura zależy od tego, czy zgłoszenie dotyczy osoby pełnoletniej, czy nie. Jeśli chodzi o osobę poniżej 18. roku życia, zawiadamiamy też prokuraturę. Pani jako dorosła może zrobić to sama. Wtedy będą dwie procedury równoległe – jedna w sądzie kościelnym, druga w prokuraturze. We wszystkich przypadkach biskup przesyła sprawę Stolicy Apostolskiej, do Kongregacji Nauki Wiary, a ta nadaje sprawie bieg. Decyduje, czy zajmuje się tym sama, czy zleca ją diecezji.

Marta: – Kto w diecezji bada tę sprawę?

Delegat: – To zależy od diecezji, prawo kościelne nakłada ten obowiązek na ordynariusza. Wyznaczona jest zwykle jedna osoba, by takie dochodzenie przeprowadziła. U nas w diecezji ja się tym zajmuję.

Marta: – Czy będę musiała spotkać się ze sprawcą?

Delegat: – Nie, nie musi pani. W sądach kościelnych nie ma czegoś takiego jak rozprawy znane z telewizji. Wszystko dzieje się na podstawie zeznań, dokumentów, które sporządza się oddzielnie. Kolejne spotkania powinny być ograniczone do minimum.

Marta: – Czy po zgłoszeniu będę wiedziała, co dalej dzieje się ze sprawą?

Delegat: – Tak. Może pani o to prosić. To też zależy od Stolicy Apostolskiej, która podejmuje decyzje, a jeśli ona tak zdecyduje, biskup miejsca panią powiadomi.

Marta: – A o zakończeniu postępowania?

Delegat: – Również.

Marta: – Czy ponoszę jakieś opłaty podczas postępowania?

Delegat: – Nie. Ma pani prawo, żeby takie nadużycie zgłosić. Ono musi być zweryfikowane. To są trudne rzeczy, ale do sprawdzenia. Nie jest tak, że jest słowo przeciwko słowu.

9

Do delegatów, których diecezje nie podają numeru telefonu, Marta wysyła maile. Wybiera dwóch. Zadaje w nich wiele pytań. Odpowiada jeden delegat, ale tylko na maila, nie na pytania, proponuje spotkanie.

Drugi wciąż milczy. ©℗

Imię bohaterki zostało zmienione.


CZYTAJ TAKŻE:

EWA KUSZ, psychoterapeutka: Są miejsca w polskim Kościele, gdzie zgłoszenie nadużycia seksualnego na osobie nieletniej będzie empatycznie załatwione. Ale są też takie, gdzie może być różnie.


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Dziennikarka, reporterka, redaktorka działu Kraj „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracowniczka Instytutu Dziennikarstwa,...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zjawisko pokazujące na potrzebę ogarnięcia się-intelektualnego i moralnego; i to w skali globalnej. Potrzebujemy więcej ucywilizowania w cywilizacji i więcej Kościoła w kościele-jako nośnika tejże. Potrzebujemy przypomnieć sobie, że rok 2018 "naszej ery", jest w istocie Rokiem Pańskim. Potrzebujemy od-reagować na komercyjną deprecjację człowieczeństwa i powrócić do edukacji ewangelicznej, by zacząć porządkować relacje międzyludzkie w formule Logosu. Dotyczy to także sfery ludzkiej seksualności. Kobieta winna sobie przypomnieć swoją rzeczywistą atrakcyjność, która jest zasadniczo inna niż np. schabu zapakowanego w celofan i wystawionego na sprzedaż. Mężczyzna winien przypomnieć sobie swoją patriarchalną pieczę na kobietą i nad całym stworzeniem, która jest zasadniczo różna od kontroli macho nad otoczeniem, którego interesuje tylko "mięcho do pożarcia". Logiczni duchowni nie są gwiazdorskimi magami-szamanami,którzy w plemieniu mają wysoką pozycję i dodatkowy przydział "fasoli, mięsa i kobiet", tylko wykonują uniżoną posługę duchową wobec wspólnoty Kościoła. Powróćmy do naszych duchowych korzeni, a wiele problemów zacznie się samoistnie rozwiązywać.

gratuluję, to jedno ze zgrabniejszych stylistycznie a przy tym brutalnie szczere w kontekście tematu tekstu AG uzasadnienie przyczyn i konieczności trzymania kobiet na krótkim pasku męskiej dominacji - dla pełniejszego obrazu Pańskiej cudacznej, przedpotopowej wizji świata proponuje dołączyć akapit o przyrodzonej Murzynom gibkości członków i stąd w sposób oczywisty im przynależnym miejscu na gałęzi w cyrku Bożego stworzenia

komentarza, to odniosę do mojej "cudacznej, przedpotopowej wizji świata"-jak to Sz. P. raczył ująć. Otóż zgodzę się na określenie tej wizji jako "anty-potopowej", a w tym sensie, że wbrew egocentrycznej postawie (którą wyznaje jakże wielu ludzi-niestety), a którą wyraża powiedzenie: "po nas choćby i potop". Nie zgadzam się z tym przesłaniem doraźności i partykularyzmu(jako wyznawca wartości uniwersalnych)i wobec tego zgoda na "antypotopowość" mojej wizji świata. I w pewnym sensie jest ona "cudaczna", bo dla wielu (niestety)cudaczną jest głębsza refleksja intelektualna na rzeczywistością.

Panie Szanowny wróć Pan na ziemię. O czym pan piszesz? Co mają Pańskie wynurzenia na temat podległości Kobiet do tematu artykułu? W artykule wskazano na ignorancję, tumiwisizm, obojętność naszych hierarchów wobec przestępstw seksualnych w kościele. Także ich stosunek wobec stanowiska Papieża Franciszka. Tutaj mamy problem. Polecam przeczytać artykuł z tego samego numeru TP dotyczący oddolnego ruchu ludu bożego przeciw takim właśnie postawom najwielebniejszych w Chile. Tego nam brakuje. Poza tym, zastanawiam się, dlaczego takie sprawy rozstrzygają kolesie w sutannach a nie prokuratura po prostu?

ograniczać się do powierzchownej kosmetyki, bo nie na "pudrowaniu wrzodów" uzdrawianie polega. I proszę mi wierzyć, to nie sam Kościół(w wymiarze instytucjonalnym czy metafizycznym) jest tu istotnym problemem, ale powszechne intelektualne i moralne zapętlenie się współczesnego człowieka w libertyńskiej interpretacji wolności osobistej. A i w Polsce nie brak silnych nurtów antyklerykalnych-nie ma co się oglądać na Chile i im zazdrościć...

O czym Pan pisze? Tak rozmieniają na drobne temat tylko ludzie winni. Jeżeli ktoś jest winny to musi być ukarany i chodzi tu o sprawiedliwość ludzką i społeczną. Najgorsze, że pokrzywdzone są dzieci, które my jako społeczeństwo cywilizowane powinniśmy chronić. Jeżeli winny jest duchowny to powinien być sądzony przede wszystkim przez sąd powszechny. O nagonce mógłby Pan mówić kiedy oskarżenia byłyby bezpodstawne.

Gdy wpisałem frazę "molestowanie w kościele pomoc" w wyszukiwarkę, to pierwszy link, jaki mi się pojawił, to http://nielekajciesie.org.pl/47-Do_ofiar_i_rodzicow. Przyznam szczerze, że nie znam tej fundacji i nie wiem, co by w praktyce zrobiła z takim zgłoszeniem, natomiast form kontaktu tam nie brakuje.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]