Reklama

Zdecydują ci, o których wiadomo najmniej

Zdecydują ci, o których wiadomo najmniej

29.06.2020
Czyta się kilka minut
Jeśli w polskiej polityce nastąpi wkrótce nowe rozdanie, zadecydują o nim najmniej dotąd widoczni i rozpoznani wyborcy.
Wieczór wyborczy Andrzeja Dudy w Łowiczu. Fot. Piotr Molecki/East News
W

Wynik pierwszej tury nie zaskakuje – nie tylko dlatego, że jest bardzo zbliżony do publikowanych w ostatnim tygodniu sondaży. Jest zgodny z oczekiwaniami i długofalowym obrazem polskiej polityki, która zachowuje się stabilnie. A zasada długiego trwania rządzi rozkładem preferencji nawet, jeśli główni kandydaci w swoim kampanijnym przekazie nadużywali rewolucyjnych haseł i manichejskich przepowiedni.

Okazuje się, że nawet pandemia, która na przełomie kwietnia i maja stworzyła ramy dla jednego z kilku najbardziej dramatycznych przesileń w dziejach III RP, nie zaburzyła w sposób istotny równowagi sił. A paradoksalnie – może nawet pomogła ją zakonserwować, bo to dzięki wymuszonym przez nią okolicznościom i targom wokół daty wyborów Platformie udało się wymienić kandydatkę na kandydata, który potrafił szybko odbudować i dowieźć do pierwszej tury poparcie lekko lepsze od tego, jakie partia zyskała w jesiennych wyborach sejmowych.

Przy porównywalnej z tamtymi wyborami frekwencji (szacowane 62–63 proc. to dużo w porównaniu z rokiem 2010 albo 2015, ale nic wyjątkowego w skali kończącego się właśnie czteropaku wyborczego, kiedy biliśmy kolejne rekordy) wynik Rafała Trzaskowskiego wypada jeszcze korzystniej, bo zwykle wybory prezydenckie mają trochę inną strukturę wyborców – więcej głosujących na wsi i w małych miastach, czyli miejscach, które nie są głównym łowiskiem kandydata ewidentnie wielkomiejskiego.

Przy takiej specyfice elektoratu (większa mobilizacja wsi i mniejszych miast) tym bardziej boli Andrzeja Dudę niewielka utrata głosów w porównaniu z zasobem jego partii z października ubiegłego roku. Ale z drugiej strony – żaden zwycięzca pierwszej tury nie miał tak dobrego wyniku i nigdy strata do lidera nie była aż tak duża. Dwanaście punktów różnicy to sporo do nadrobienia i żadne zaklęcia, że kandydat Platformy łatwo przyciągnie do siebie wyborców Szymona Hołowni, bo tenże tak gorąco uderzał w Dudę i PiS, albo że ultraliberalna część elektoratu Krzysztofa Bosaka zagłosuje na Trzaskowskiego przeciwko pisowskiemu „socjalizmowi”, nie pomogą.

Hołownia pozyskał dla siebie znaczną część (jedną trzecią zapewne) wyborców, którzy dotąd nie głosowali. Wyciągnął z domów ludzi nieobecnych dotychczas na politologicznych i sondażowych radarach. Co się dalej z nimi stanie – trudno przewidzieć.

Prawie dwie trzecie wyborców do 30. roku życia głosowało na kogoś spoza „głównej” pary, przede wszystkim na Hołownię i Bosaka właśnie (wyniki Roberta Biedronia i Władysława Kosiniaka-Kamysza można spokojnie pominąć, ani Lewica, ani PSL nie potrafią odcisnąć swojego piętna w wyborach prezydenckich). Dlatego chociaż ogólny wynik Dudy i Trzaskowskiego zdaje się powielać znany z przeszłości wzorzec, to ten jeden wskaźnik pokazuje, do jakiego stopnia ćwiczenia z polaryzacji PO–PiS nie wystarczą.


WYBORY PREZYDENCKIE 2020:  CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPECJALNYM >>>


 

Wynik drugiej tury zależy nie tylko od tego, ile jeszcze Duda wyciśnie z kół gospodyń wiejskich i czy obieca siedemnastą emeryturę oraz czy Trzaskowski na tle nowoczesnych pejzaży obudzi jeszcze więcej zadowolenia ze względnej zamożności, jaką osiągnęły ciężką pracą dwa pokolenia Polaków, które wydoroślały i ustatkowały się w wolnej Polsce. Zależy również od tego, kto skuteczniej odwoła się do wyborców, którym ani emerytura, ani duma z ostatniego ćwierćwiecza nie przemawiają do wyobraźni.

„Kolos na glinianych nogach” – mówił o swoich głównych konkurentach Krzysztof Bosak i zapowiadał w niedzielny wieczór, że „jesteśmy na nowych szerokich wodach pracy politycznej”. Owszem, sporo w tym przesady i puszenia się – ugrupowanie Bosaka wyszło ponad poziom marginalnego folkloru, ale poparcie nadal ma wątłe. A kolos na glinianych nogach rządzi na wszystkich szczeblach władzy, zwłaszcza samorządowej, i będzie tak przez co najmniej najbliższe trzy lata. Ale jeśli w polskiej polityce nastąpi wkrótce jakieś nowe rozdanie, to niewątpliwie kilka ważnych kart rzucą za dwa tygodnie na stół właśnie ci najmniej dotąd widoczni i rozpoznani wyborcy Hołowni i Bosaka. Nawet jeśli ani jedni, ani drudzy nie chcieliby, żeby ich wymieniać obok siebie.

 

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]