Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zamiast zaostrzać

Zamiast zaostrzać

23.03.2018
Czyta się kilka minut
Forsowanie restrykcyjnego prawa, które niszczy wypracowany w trudzie kompromis, nie jest roztropne.
„Czarny piątek”, Poznań, 23.03.2018 r. / FOT. SEAN GALLUP / GETTY IMAGES
„Czarny piątek”, Poznań, 23.03.2018 r. Fot. Sean Gallup / Getty Images
W

Wyrzykiwane przed warszawską kurią hasło „Hipokryci, fanatycy, poczujecie gniew ulicy”, druciane wieszaki – symbol protestów przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego – zostawiane na klamkach biskupich siedzib w całej Polsce czy kościoły znaczone biało-czerwonymi taśmami jak „miejsca zbrodni” – to najnowsza odsłona polskiego sporu o aborcję.

W Sejmie przy wsparciu Episkopatu procedowany jest obywatelski projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”, likwidujący możliwość legalnego przerwania ciąży w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Podczas marcowych obrad biskupi zaapelowali „o niezwłoczne podjęcie prac legislacyjnych nad projektem”. Reakcją na ten apel była akcja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet #WieszakDlaBiskupa. W niedzielę 18 marca pod kuriami pojawili się protestujący z antyklerykalnymi hasłami: „Chcemy zdrowia nie zdrowasiek”, „Wara wam, katolicy, od ateistycznej macicy”, „Potrzebujemy lekarzy, nie misjonarzy”. W Warszawie, gdzie protestujący chcieli wejść do budynku, i w Gdańsku-Oliwie, gdzie organizacje pro-life zorganizowały kontrpikietę, doszło do przepychanek z policją. W poniedziałek projekt „Zatrzymaj aborcję” pozytywnie zaopiniowała sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka, ale już we środę bez podania powodu odwołano posiedzenie komisji polityki społecznej i rodziny, od której zależą jego dalsze losy (rzecznik KEP wyraził zaniepokojenie tym faktem). W piątek 23 marca w wielu miastach odbyły się kolejne protesty; przed warszawską kurią wygłoszono m.in. „Litanię antydziękczynną do biskupów”.

Czy forsowanie restrykcyjnego prawa, które niszczy wypracowany w trudzie przed laty kompromis, jest roztropne? Zwolennicy zmiany ustawy argumentują, że w majestacie prawa zabija się nienarodzone dzieci tylko z tego powodu, że istnieją podejrzenia, iż są chore. W Polsce obecnie rodzi się już tylko co drugie dziecko z zespołem Downa. W 2016 r. urodziło się 321 dzieci z tą wadą genetyczną, zaś z powodu jej podejrzenia dokonano 388 aborcji. Przeciwnicy naruszania kompromisu wskazują jednak, że nielegalność aborcji nie powstrzyma zdesperowanych kobiet – pogorszy tylko ich dramatyczną sytuację.

Jako wierzący katolik jestem przekonany, że brniemy w ślepą uliczkę, próbując budować „od dachu”. Do aborcji popycha sytuacja, która wydaje się nie do udźwignięcia. To na niej powinna być skupiona nasza uwaga. Kościół obecną odsłonę sporu o aborcję powinien wykorzystać jako okazję do uświadomienia społeczeństwu trudności, z jakimi borykają się rodzice chorych od urodzenia dzieci, po to, by zmobilizować dla nich jak największe społeczne wsparcie. Niedawno opublikowane badania przeprowadzone przez UPJPII na blisko 400 rodzinach z dziećmi z zespołem Downa pokazują, że takie rodziny borykają się nie tylko z niewystarczającą pomocą państwa, ale także z niedostatecznym duchowym wsparciem ze strony Kościoła.

Łatwo zmienić prawo – to nas, katolików, nic nie kosztuje. Nie obronimy się jednak przed zarzutem, że naszym głównym motywem jest faryzejskie zadowolenie z „bycia obrońcą życia”, które tak naprawdę usypia nasze sumienia. Niech ta decyzja nas coś kosztuje.  


CZYTAJ TAKŻE:

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Właśnie o to chodzi. "I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie." (Łk 11:46)

Jestem ciekaw: czy wolałabyś wybrać celibat na całe życie, czy życie z mężczyzną i niepełnosprawnym dzieckiem?

..ale czy zadane pytanie ma sugerować, że mężczyźni wybierają kapłaństwo i celibat uciekając przed żonami i niepełnosprawnymi dziećmi?... tak na serio, to jest według mnie niemądre porównanie

Nie, chciałem dać tylko do rozwagi, który ciężar może być większy, i czy cytowanie NT było przemyślane. Dla mnie przykładowo celibat byłby cięższą kulą u nogi niż życie z niepełnosprawnym dzieckim. Nie uważam więc, że kapłani zrzucają na mnie ciężary, a sami biorą coś lekkiego – tylko ten kapłan to czyni, gdy wdaje się w romans.

Jeśli nawet kapłan bierze na siebie ciężar decydując się na celibat, to sam go wcześniej ocenia i niesie. Sam WYBIERA. Zresztą niesie albo i nie niesie - rygory celibatu łatwo obejść, piszą, że nawet 2/3 księży współżyje, tworzy związki, a 1 na 4 odchodzi z powodu kobiety z kapłaństwa. Dziecka nie da się tak po prostu pozbyć jak sutanny, prosze Pana. ✚✚✚ A nawet jeśli ksiądz trwa w celibacie, to wcale to nie oznacza, że byłby zdolny do wychowania i opieki nad głęboko niepełnosprawnym - ba, do podjęcia decyzji o dopuszczenia do jego urodzenia. Więc z tej perspektywy cytat jest jak najbardziej adekwatny. ✚✚✚ Skąd się w ogóle bierze temat legalności aborcji? Ano stąd, że są tacy, którzy twierdzą, iż wiedzą co Bóg miał a myśli. I nawet jeśli po skrupulatnym przestudiowaniu wszystkich świętych ksiąg nic tam na ten temat nie znajdziemy, oni dalej wiedzą. Tacy oszołomieni głupcy albo wyrachowani oszuści zawsze sprowadzają na ludzi nieszczęście.

Seks wymyślono, by nam bardzo przyjemnie przekazywało się życie. Byśmy mieli z tego fajną satysfakcję i dodatkową motywację i żeby czasem seks był tylko dla samego seksu. Ale człowiek Pana Boga nie słucha, tylko woli wierzyć w kłamstwo, że seks istnieje tylko dla samej przyjemności, a ciąża to tylko skutek uboczny. Z tego kłamstwa są same tarapaty i beznadziejne próby zabezpieczenia się lub wyjścia z tych tarapatów. O kwestii wolnego wyboru już nie dyskutuję, bo jestem dorosły.

Seksu nie wymyślono, seks jest sposobem na reprodukcję. Jest on wskazany, jeśli nie konieczny, aby człowiek nie był kłębkiem nerwów i nie popadał w paranoję (co się często zdarza zyjacym w celibacie). Więc aby uniknąć niechcianej i niepożądanej reprodukcji należy stosować sposoby, które ludzie wymyślili dzięki rozwojowi wiedzy medycznej. Wszelkie szamaństwa i krętactwa są hańbą dla ludzi zyjacych w XXI wieku

To się nadaje do zapisania dla potomnych: seks wymyślono. Trzeba będzie pamiętać w odpowiedniej sytuacji o autorze tej myśli.

tym 'wymyślonym seksem' to Pan walnął jak przysłowiowy gołąb na parapet albo Morawiecki w Monachium - tylko czekać na hasło, że rozum też wymyślono do czego innego niż głupi i zakłamany człowiek z niego korzysta

Wystarczyła jedna myśl o kreacji natury przez Pana Boga i proszę. Drodzy ludzie, badajcie najpierw swoje myśli, bo może lepsza byłaby dla nich aborcja zamiast ten radosny poród upośledzonych...

Panie Szanowny, pisz Pan prostym językiem. Do czarnego luda. Bo pojąć trudno. Zrozumiałem, że życzysz Pan nam aby nam mamusia swego czasu aborcję zrobiła? Prawdziwie chrześcijańskie podejście do bliźnich. Pomimo wszystko ściskam radośnie.

...

Z nów górnolotnie. Na co niby mam się nawracać? Na Pańską wiarę? Niby dlaczego? Bo panu wydaje się, że jest jedynym oświeconym? Nawróć się Pan na moją wiarę. Zwykłe, znojne życie. Bez pomocy z zewnątrz, zrozumienia tragedii, wspomagania jakiejkolwiek instytucji. Zwłaszcza kościelnej, bo noś sobie chłopie swój krzyż. Nie Proszę Pana, ja się nie zamknę za złotym płotem. Nadal będę wymagał od mieniących się nadludźmi prawa do swobodnego dysponowania swoim życiem i swoim postępowaniem. Prawa do decyzji.

To skorzystaj z prawa decyzji i zdecyduj się, na czym bardziej ci zależy: wolisz, żeby chrześcijanie mieli do Ciebie prawdziwie chrześcijańskie podejście, czy jednak wolisz by Ci złorzeczyli np. aborcją ciebie w łonie matki. Bo widzę, żeś niezdecydowany. Jak ci się wydaje. że ci złorzeczą, to przypominasz o postawie chrześcijańskiej, jak ci życzą chrześcijaństwa, to znów że górnolotnie. Zaprzeczasz sobie. Tylko nie mów proszę znowu o pozostawieniu prawa do decyzji. Już czas wyjść z tego etapu i przejść do myślenia o tym co się powinno, a czego nie, co jest dobre a co złe, a tu zamiast tego ciągłe klepanie jak dziecko o tym, że chce się mieć do czegoś prawo.

bo to już kompletna kaszanka jest, naprawdę...

.

...Ale o brzasku zjawił się(Jezus) znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!»....To historia powtarzająca się bez końca: do końca świata uczeni w Piśmie i to bez względu na denominację, będą szukać przestępców przeciw Prawu Mojżeszowemu (czy np. Prawu Kanonicznemu), by wystawiać Syna Bożego na próbę i mieć pretekst, by go oskarżyć

Jeżeli została tylko kobieta i Jezus, który po sobie żadnych piśmiennych śladów nie pozostawił, to kto tu jest świadkiem i narratorem? Coś to mało wiarygodna historia.

dobremu, to jest ona jak najbardziej wiarogodna. Świadkiem i narratorem jest tu każdy czytelnik, dla którego pisany tekst staje się żywym słowem.

Czy do opowieści o Królu Kraku i Smoku Wawelskim też Pan podchodzi w taki sam sposób?

uchronić się od opresji przemocy. Ale spryt to nie dobro, tylko jakiś (pół)środek na osiągnięcie dobra. Dobry jest Bóg-ten objawiony w ewangeliach o Jezusie z Nazaretu. Jest to zupełnie inna forma literatury i sposobu jej lektury

Członkowie jednego z zarejestrowanych w Polsce kościołów uważają za niezgodne z Bożym prawem transfuzje krwi, przeszczepy itede. Wyobraźmy sobie, że hierarchowie tego kościoła mają równą albo i większą siłę sprawczą w wywieraniu nacisków na polski parlament i rząd co biskupi katoliccy, i podobnie jak oni zaczynają forsować to swoje widzimisię. No trudno chyba o dobitniejszy przykład do czego prowadzi pozwalanie fanatykom i politykierom spod religijnego logo na wtrącanie się w sprawy państwa, na tolerowanie ich aroganckiego i bezczelnego narzucania wszystkim wymyślonych przez nich zakazów i nakazów.

Złości mnie bezproduktywność tego sporu, gdyż obie strony funkcjonują na różnych płaszczyznach i obie strony używają szlachetnej idei jako poręcznej maczugi. Pro-life mówi że życie jest święte, z czym się zgadzam całym sercem, a pro-choice mówi, że każda ma wolną wolę i sama decyduje czy dać życie czy nie - z czym też się zgadzam całym sercem. Nie ma tutaj dychotomii. Uważam że aborcja nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale przyznam że nie potrafiłbym podjąć decyzji „życie za życie” za kobietę, która się znajduje w tych trzech sytuacjach opisanych obecnie w ustawie. Problem się pojawia, bo pro-life chce tak naprawdę narzucić innym swoje normy społeczne wynikające z wiary, której nie podzielają wcale wszyscy Polacy, a pro-choice zamiast wywierać presję na polityków, woli obrzucać błotem Kościół, który prawa nie stanowi, a tylko, tak jak pro-choice, korzysta z wolności wypowiedzi do prezentowania swoich opinii. Czyli tak naprawdę żadna ze stron wcale nie walczy ani o te dzieci, ani o te kobiety w sytuacjach „bez wyjścia”. Jako katolikowi, przychodzi mi do głowy, że skoro chcemy penalizować KAŻDY przypadek przekroczenia 5. przykazania, to penalizujmy konsekwentnie KAŻDY przypadek przekroczenia 6. przykazania (i tu wielu osobom ze strony prawdziwopolsko-katolickoniepodległej zadrży ręka i nie tylko). Albo idźmy mocniej – po co zajmować się 5. czy 6. przykazaniem, weźmy to najważniejsze – pierwsze przykazanie. I powsadzajmy do więzień wszystkich apostatów, muzułman, żydów, buddystów, satanistów oraz wegetarian i cyklistów. I trolli internetowych przy okazji też.

A cóż to niby ma znaczyć?.. Właśnie od takich bezmyślnie de facto powtarzanych frazesów zaczyna się awantura, na nich jak na matematycznych dogmatach opiera się budowany przez kościół front antyaborcyjnego zamordyzmu. [już tylko na marginesie trzeba zauważyć, że kto jak kto, ale Kościół jak żadna inna, uwikłana przez wieki w przerażające historie krwawych rzezi, od wypraw krzyżowych po ludobójstwo Rwandy instytucja nie wydaje się być autorytetem uprawnionym do rozpatrywaniu kwestii "świętości życia"]. Co do reszty podzielam Pańskie opinie, tylko patrzeć, jak któryś z Bożych wysłanników w czerwonej czapce zechce karać chłostą za cudzołóstwo - czemu nie, precedensy są - albo obcinaniem dłoni za masturbację. Mandaty za nieobecność na niedzielnej mszy założę się, że już są w biskupich pałacach omawiane.

A cóż to niby ma znaczyć?..Właśnie od takiego, bezmyślnego de facto, deprecjonowania cudzych poglądów zaczyna się awantura, na tym, jak na matematycznych dogmatach, opiera się budowana przez obie strony barykada niezrozumienia. Albo zaczniemy wzajemnie SZANOWAĆ cudze poglądy albo w końcu zaczniemy rzucać w siebie kamieniami.

należy pozostawić SOBIE - jedynie w ten sposób uszanujemy poglądy innych. Narzucanie tych swoich innym jest niczym innym jak rzucaniem w nich kamieniami. Wolność wyboru nie jest poglądem - jest prawem.

Ja bardzo bym chciał, żeby mi ktoś racjonalnie, jasno i klarownie, bez cytowania biblijnych tekstów wytłumaczył, co oznacza ten frazes i jaki ma związek z aborcją, in vitro czy antykoncepcją. Co według niego oznacza świętość, co oznacza życie, co oznacza człowiek. Nie spotkałem po dziś dzień takiego mądrego.

Ja z kolei jeszcze nie usłyszałem takiego argumentu za aborcją dziecka z wadą genetyczną, z którego wybrzmiałaby szlachetność i umiłowanie życia. Co jak co, ale trudno doszukać się takich nut w niechęci do przyjęcia trudnego brzemienia na pół życia albo dłużej. No chyba że za ideał pięknego i szlachetnego życia przyjmiemy życie w komforcie z umiarkowanym stresem i wysiłkiem. Można np. głosić chwałę dezercji na wojnie, gdy ta toczy się w jakiejś obronie. A co do świętości - zamiast czekać na racjonalne słowa można bliżej przyjrzeć się życiu rodziny, która zdecydowała się urodzić, pokochać i wychować człowieka z zespołem Downa...

Prosze Pana, Pan górnolotnie o życiu, a ono nas dostatecznie myślę już w naszym wieku wydedukowało, że nie trzeba mieć głęboko upośledzonego dziecka, by odczuć jego przyrodzony ciężar i związane z nim cierpienie. Sud'ba czełowieka - ba, mówią, że to Pan Bóg taki los nam zgotował. Wydaje mi się, że do Pana kompletnie nie dociera głos zrozpaczonych matek stojących wobec dramatu świadomości stanu, w jakim mają urodzić swe dzieci i cierpienia, jakie przychodzi im przeżywać w związku z tym. Po tysiąc razy można powtarzać słowa uznania dla tych, co potrafiły swe życie poświęcić dla innych - ale na miłość boską, Pan chce kobiety zmuszać do tego?... To obrzydliwa i okrutna postawa. Każdy "szlachetny i miłujący życie" bez trudu znajdzie sposób na pełną realizację swych ideałów, sierocińce są pełne dzieci i zdrowych, i upośledzonych przez los, czekających na adopcję. Tam widzę Pana i wszystkich szlachetnych, nie na prokuratorskim i katowskim etacie. ✚✚✚ Pan pisze o "umiłowaniu życia" i założę się, że ma na myśli właśnie owo w znaczeniu dogmatycznym życie ludzkie "od poczęcia" - a przecież bez cienia wątpliwości życie przybiera wiele przeróżnych form, przenika całą naszą planetę, pod wieloma postaciami kryje się w ciałach każdego z nas. Każda nasza komórka jest bezsprzecznie ludzka i żywa - no więc o czym my rozmawiamy?...Może o świętości komórek?... A przecież i takie pomysły z historii religijnych fantazmatów znamy. ✚✚✚ Tu właśnie pada pytanie kim/czym jest człowiek, czym jest ludzkie życie, czy jest a jeśli tak to dlaczego wyjątkowym fenomenem w oceanie życia, i czy to "dlatego" wystarcza, by uznawać je za "święte"? A co znaczy "święte" i dla kogo, i znowu dlaczego? ✚✚✚ Proszę sobie wyobrazić siebie jako żywy organizm bez absolutnie żadnej świadomości i do tego bez układu nerwowego umożliwiającego choćby podstawowe, najbardziej prymitywne reakcje na bodźce zewnętrzne, zmysłowe czy ból. Starcza Panu wyobraźni? Więc kim Pan w tej chwili jest? Amebą, stułbiopławem, ślimakiem? no nie, znacznie niżej, one Pana wyprzedzają o kosmos w tym momencie. Ale Pan raczej powie, że jest dzieckiem poczętym, a jego życie jest święte - zgadłem? ✚✚✚ Ja wiem, Pan się będzie upierał, że jest człowiekiem z dogmatycznym certyfikatem świętości swego życia, bo przecież ma jeszcze duszę, której ameby nie mają. No i tu się kończy nasza dyskusja.

Skoro tak... Nic tu nowego nie usłyszałem. A z tym zgadywaniem co do mojej osoby, do tego co myślę lub powiem - to trochę na marne i trochę na ślepo. Sądzę że to dlatego, że naprawdę za mało wiesz o sobie.

Powiadasz, że mówię górnolotnie. W każdym razie mówię z mojego doświadczenia Boga, doświadczenia wiary, doświadczenia praktyka chrześcijaństwa. Moje myślenie o upośledzonych również kształtuje doświadczenie. Znam małżeństwa, które znając wyniki prenatalnych badań, wybrały życie dla dziecka z zespołem Downa. Spotykam takich niepełnosprawnych ludzi i ich rodziców co jakiś czas, bo moja żona zajmuje się tymi sprawami zawodowo. I kto tu jest górnolotny? Może raczej ten, kto intelektualizuje o jakichś amebach. Jeśli twoje myślenie budujesz na wczuwaniu się w egzystencję ameby, to faktycznie dyskusja się nie rozwinie. SŁuchaj, a może Ja ci powiem o moim doświadczeniu Jezusa Chrystusa, a ty mi powiesz o doświadczeniu stułbiopławia w twojej jaźni? Może obopólnie rozweselimy się? Ale rozumiem Twoje dylematy, bo zwykle granicami niewierzącego człowieka jest przymus i wolność. Czy może być coś innego?

Panie Robercie, cóż ja poradzę na to, że Pan Bóg zamiast losu trwania w ślepej i narzuconej mi wiary zesłał na mnie łaskę oczyszczającego od niej uwolnienia, a Jezusa doświadczam czytając jego nauki bez nałożonych mi w kościele filtrów? Rozum to największy dar PB dla człowieka, tym nas ponoć wyróżnił spośród stworzenia - w czym ja winien, że ważę się z tego Bożego daru korzystać?... Na temat Pańskiego doświadczenia chętnie przeczytam, podobne doznania nieraz były tematem moich rozmów z przyjacielem neurologiem. Wszystko dzieje się w mózgu, prosze Pana. Cały nasz świat, jego blaski i cienie, łącznie z wiarą i ciężarami celibatu tam się mieści. O ile oczywiście ten mózg istnieje i prawidłowo funkcjonuje.

A Pan miał jakieś doznania okołochrześcijańskie, o których rozmawiał z neurologiem, czy tylko cudze doznania bierze Pan na warsztat? Dla zaspokojenia Pańskiej ciekawości i na potrzeby tej rozmowy mogę podać tylko kilka faktów, tak po kronikarsku - nie będzie to świadectwem. Kiedyś pewnemu nieszczęśnikowi ukradłem Biblię z plecaka. W moim domu nie było Pisma Świętego i prawdę mówiąc nie znałem tej księgi wcale. Pewnej nocy zacząłem czytać Nowy Testament. Zaciekawiła mnie poetyka słów Chrystusa (miałem wtedy okres potężnej fascynacji poezją). Po przeczytaniu paru fragmentów położyłem spać. Zasypiałem jako zdeklarowany ateista i nieprzyjaciel Kościoła. Miałem sen, jakby nie sen. Obudziłem się nawróconym chrześcijaninem. To tyle o moim nawróceniu.

Lat już temu ze dwadzieścia realizując dziecięce marzenie zobaczenia góry, którą w szkolnej czytance zdobywali Hillary i Tenzing wybrałem się w podróż do Nepalu, przez Indie. Górę zobaczyłem niejako mimochodem, doznałem za to czegoś w rodzaju oświecenia stykając się bezpośrednio ze znanym mi jedynie ze zdjęć i opowiadań zupełnie innym, wielkim, nowym i wspaniałym światem, także w jego wymiarze religijnym i duchowym. Byłem wtedy jeszcze posłusznym dzieckiem kościoła. Zaraz na drugi dzień po powrocie do Warszawy przypadek sprawił, że spotkałem się z moją znajomą, która zafascynowana była postacią i dziełem o. Josepha Verlinde, barwnej postaci z ciekawym epizodem buddyjskim w życiu. Przeczytałem jego książki, słuchałem taśm z jego wykładami. To był początek mojego z pasją na nowo odkrywania i odczytywania świata i siebie. Potem dobry Bóg podrzucił mi książkę benedyktyna i jednocześnie mistrza zen o. Willigisa Jägera "Fala jest morzem". Tej zawdzięczam bardzo wiele. Wszystko działo się jak w dobrze wyreżyserowanym filmie, sceny jedna za druga układały się w spójną całość. Wkrótce potem spędziłem tydzień na sesshin, sesji medytacyjnej zen, z o. WJ. Pokój współdzieliliśmy z młodym księdzem, który w ten sposób odprawiał swoje rekolekcje, jeszcze inny ksiądz, trapista z Belgii, pomagał o. WJ. Wracałem z tych medytacji bez wątpienia odmieniony. Jakby włączyć wycieraczki podczas deszczu, tak zacząłem widzieć świat. Jego obraz zaczął się krystalizować i krzepnąć. Zacząłem rozumieć i czuć jego sens i istotę, które powoli zajmowały miejsce tandetnych dekoracji. Potem był jeszcze zdumiewający Ken Wilber i jego "Spektrum świadomości". I tak już poszło. ✚✚✚ Jeszcze w Katmandu na ulicy znalazłem zgubiony przez kogoś medalik z Matka Boską. Mam go po dziś dzień, nazywam Matką Boską Nepalską. Mógłbym ją uznać za matkę chrzestną w moim nowym życiu. Tyle o moim doświadczeniu, Bogu niech będą zań dzięki jeśli istnieje. p.s. zauważył Pan, ilu księży w tej opowieści?

Szkoda, że w tej historii brakuje Chrystusa. Ale to zrozumiałe. Dzięki za opowieść. Na tym kończę teraz i na przyszłość.

Popatrz Pan, że kawał świata wyznaje inne świętości. Nie Chrystusa. I niby co w tym złego? Pamiętasz Pan spotkanie JPII z rabinem, buddysytą, muzułmaninem? Nie? No tak dla Was historia skończyła się na śmierci JPII. Potem już nie ma nic. Nie będzie jutra. Tragedia dla Prawdziwego Polaka Chrześcijanina.

Ciekawe , że w dysputach , wielce uczonych, o aborcji, życiu, dziecku biorą udział Panowie, sądząc z nicków. Panie jakoś nie biorą udziału. Robią swoje. Biorą wieszaki i idą pod kurie. I tak trzymać.

Panie Melchiorze, jestem już w wieku, w którym nie grożą mi podobne dylematy. Mam natomiast kuzynkę przeszło dwudziestoletnia, która jest dotknieta ciężkim uposledzeniem. Przez te dwadzieścia kilka lat jej rodzice przeszli gehennę, jeśli ich zycie nie jest w rozsypce, to jedynie z powodu niebywałego hartu ducha matki chorej dziewczyny. A ja myslę o jednym: gdyby, nie daj Bóg!!!, cos się stało rodzicom, co wówczas stanie się z kobieta niezdolną do samodzielnej egzystencji? Jestem jej najblizsza krewną i wiem, ze z pewnoscią nie będzie mnie stać na poswiecenie dla niej. Zresztą ona zapewne przezyje i rodziców, i mnie. I jaki będzie jej los?

Pani kalino, ja jestem tym gorszym, pod każdym względem odłamem społeczeństwa. Kobiety są naj..., nie żartuję. Tyle, że myślę o córce, myślę o jej córce, myślę o "sąsiadce Hance", i o wszystkich Paniach których głosu nie biorą pod uwagę te przemądrzałe figury. Oczywiście, że z ust Pani Kai Godek nie padnie słowo o dzieciach już narodzonych. Mam prawo sądzić że jest to osoba reprezentująca większość purpuratów. Czyli, im to za bardzo też na myśl nie przychodzi. Nie mówię już o facecie od nart i klęcznika, ani o reszcie tych bufonów podnoszących rączki na wezwanie. Ja nie miałem, na szczęście doświadczenia z dzieckiem potrzebującym stałej opieki. Wiem, że jest wiele takich kobiet, które się z tym mierzą. Padam do ich stóp. To są osoby święte. Wiem, że chłopy raczej nie wytrzymują takich doświadczeń, odchodzą. I potem gardłują o życiu nienarodzonym, wytycznych chłopców z KK, obowiązkach wobec wiary itd. A Państwo? Śmiechu warte. Dalej proszę popatrzeć na pomoc ludziom w wieku , delikatnie mówiąc, podeszłym. Co Panowie w purpurze mają do zaoferowania? Noście swój krzyż. I tyle.

Mnie po prostu nie może się zmieścić w głowie, jak ludzie deklamujący o Bogu, o wartościach chrześcijańskich i innych patetycznych figurach retorycznych mogą być tak okrutni i tak dotknieci atrofią uczuciową w stosunku już nawet nie do matek, ale do tych nieszczęsnych istot, które zostaną wyrzucone w swiat z ciężkim uposledzeniem uniemozliwiajacym samodzielne zycie. Ich szczęście, jak umrą, ale jeśli przyjdzie im zyć samotnie, w poniewierce i bez opieki? Jak można skazywać na takie cierpienie człowieka pozbawionego świadomości?

Ma Pani oczywiście rację. Ja natomiast, wracając do tematu, wściekły jestem, że grupa cwaniaków uzurpuje sobie prawo do odebrania, blokowania podstawowych praw człowieka, jakim m. inn. jest prawo do swojego zdania, wyboru. Ubierają to we wzniosłe słowa - patrz niektóre posty na tym forum i udają, że im zależy na tak wzniosłej idei jak życie. Proszę Pani tu chodzi o podstawowe prawa kobiety o decydowaniu o swoim ciele. I wara wszystkim od tego. Kobieta wybiera, decyduje, ponosi konsekwencje. Z dala od jej wyboru wszystkim chłopom, nawet odzianym w najdroższe szaty i mieszkającym w "ubogich pałacach". Takie z was Panowie Biskupi dobroczyńcy? Udostępnijcie dzieciom i młodzieży dostęp do prawdziwej edukacji seksualnej, informacji o funkcjonowaniu organizmu człowieka. Zaprzestańcie opowiadanie o tych sprawach banialuków przez księży, katechetki i katechetów w szkołach, mówcie prawdę o metodach zapobiegania niechcianej ciąży. Niech młodzież czerpie wiedzę o tych sprawach z ust wykształconych do tego edukatorów a nie zestrachanych Pań od "Życia w rodzinie" patrzących na drzwi czy ksiądz dobrodziej nie podsłuchuje i informujących młodych ludzi, że pszczółka zapyla kwiatek. Może przestaniemy znajdować martwe noworodki po krzakach i rowach. Może kobiety przestaną umierać po zabiegach wykonanych na dziko, albo urządzać wycieczki na Słowację, Litwę czy też do Niemiec. Skończyć z hipokryzją i chowaniem głowy w piasek proszę przewielebnych. Zejdźcie z niebios na ziemię.

A swoją drogą Pani Kalino dziwne jest dla mnie, że Pani , jako jedna z niewielu Kobiet zajęła stanowisk w tej sprawie na tym forum. Czy naprawdę Panie straciły już nadzieję?

Panie generalnie chyba rzadko się udzielają na naszym forum:))) A teraz ciut z innej beczki: jako osoba religijna (religijna, ale nie ciemna dewotka) uczestniczę w mszach, zwłaszcza w tak ważne swieta jak Wielkanoc. Dzis jest Niedziela Palmowa. W moim kościele parafialnym na warszawskiej Woli nigdy nie brakowało ludzi podczas mszy, niemniej wszyscy miescili się bez problemu w dużej światyni. Dziś tłum był tak nieprawdopodobny, ze ludzie wypełnili całą przestrzeń trzech naw i jeszcze stali w kruchcie. Obok osób starszych - młodzież, kobiety, mężczyźni... Powinno to dać do myslenia osobom, które usiłują zatrzymać staczanie się państwa po równi pochyłej atakując religie i Kościół jako taki zamiast hierarchy X, Y, Z.

jest inna. Po prostu prezes ma kłopoty i rzuca ludziom patyk, aby sie gryźli między spobą. Po co Kosciół daje się wkręcać w te nazbyt prymitywne i czytelne gireki, nie mam pojęcia. KK powinien przejąć nauczanie z rąk polityków i złapać dystans do fałszywych przyjaciół. Ab. Życiński próbował to kiedys wyrazić mówiąc (w odpowiedzi na deklaracje prezesa o konieczności obrony Katolicyzmu), że Kościół nie potrzebuje takich obrońców jak prezes. Purpuraci powinni się opamiętać, zanim bedzie za późno.

Przecież to resorty siłowe są potencjalnymi siewcami nagłych zdarzeń rozdzielających nieśmiertelną czastkę od ułomnego ciała. Utrzymując je, narażamy ich samych (mówimy tu o kilkuset tysiącach osób) jak i ich potencjalnych oponentów. Zakażmy poruszania się jakimikolwiek środkami komunikacji to uratujemy rocznie około 3 tysięcy osób od przedwczesnej śmierci ( w 2016 roku na polskich zgineło 2993 osób, rannych zostały 40 343). Idąc dalej tym tropem, proponuję zakończyć produkcję alkoholu. Wszak pijani kierowcy powodują w 2016 roku 2295 wypadków. A przemysł tytoniowy, szacunki mówią iż np. w 2010 r. papierosy umożliwiły odejście ok. 67 tys. Polaków (51 tys. mężczyzn i 16 tys. kobiet). Zanieczyszczenie środowiska...Pomysły można mnożyć. I zaprawdę to są prawdziwe wyzwania, dla służących Narodowi, nie dające się załatwić działaniem pozornym. A od dziewczyn radzę się odczepić bo to im również dał Pan Bóg , prawo do świadomego wyboru zgodnego z głosem sumienia i nieuchronnością konsekwencji dla ciała i nieśmiertelnej duszy.. Poruszać, uczyć, uwrazliwiać tak. Narzucać, tworząc kolejne dziwolągi prawne to już raczej nie.

Natura/Bóg w swej "nieomylności" jakby kto nie wiedział wycina w pień około 75% "nienarodzonych dzieci" (ciąża biochemiczna według katolickich interpretacji też przecież jest już człowiekiem). Z jakiegoś powodu "Nieomylny" tak czyni, ale człowiek w swej pysze stworzył medycynę i w to coraz mocniej ingeruje. Bez medycyny większość ciąż obarczona wadami genetycznymi nie miała by szans zakończyć się sukcesem. Zatem o co chodzi? że człowiek czasem postanawia pójść za pierwotnym planem "Nieomylnego" i jednak czyni z wadliwymi płodami to co "Nieomylny" i tak robi na porządku dziennym? (Ups, 3/4 ludzkości wymordowane, bez szansy nawet na jeden oddech, jestem zdruzgotany tym niewyobrażalnym okrucieństwem "Nieomylnego").

Kiedy będzie roztropne prawo wg. TP które broni życie ??? Dlaczego w tak ważnej sprawie obrony życia nie zabiera głosu autorytet czytelników TP ks. Boniecki ??? " W Polsce obecnie rodzi się już tylko co drugie dziecko z zespołem Downa... "- autorze artykułu nie kompromituj się... Niech wreszcie "katolicki " TP odwaznie zabierze głos w sprawie obrony (lub nie) życia od poczęcia tak jak to robi w sprawie antysemityzmu !TP- badz zimny albo gorący ... najgorzej jak jesteś letni...

Prawda ewangeliczna ma się nijak do partyjnej propagandy na rzecz Jedyniesłusznej Opcji. A radykalizm ewangeliczny jest zupełnie czy innym, niż ideolo-religijny fundamentalizm. Kiedyś polski naród stanął przed wyborem Zimnego Stalina i Gorącego Hitlera. Tertinum non datur? Bo jest to droga Wyklętych? Krzyż Syna Bożego pomaga w wyborze tej trzeciej drogi przekleństwa...

Prawda ewangeliczna ma się nijak do partyjnej propagandy na rzecz jedynie słusznej opcji. Życie należy chronić od poczęcia !

Nie powstali w wyniku poczęcia, zatem nie podlegali ochronie;p ps. Oczekuję, że pan się jakoś ustosunkuje do sytuacji w której około 75% poczętego życia ulega zagładzie samoistnej. Jakiegoś najdrobniejszego choćby głosu krytyki pod adresem potencjalnego twórcy tak morderczego systemu (bo chyba nie uważa pan, że życie powstało samo z siebie metodą prób i błędów?).

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]