Wybory prezydenckie 2025: dlaczego „oni” tak głosują

Jednym z ważnych powodów wyboru znacznej części społeczeństwa jest opowieść, którą słyszy ona na swój temat od „tamtej strony”. Opowieść pełna pogardy.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Piszę ten tekst w środę, 28 maja, do drugiej tury wyborów pozostało jeszcze kilka dni. Jest to sytuacja dla cotygodniowego felietonisty tyleż klasyczna, ile niewygodna. Przyszłości, jak wiadomo, nie sposób przewidzieć, chyba że się posiada naraz wyjątkowo przenikliwą intuicję, rozległą wiedzę, umiejętności analityczne oraz – na pierwszym miejscu – mnóstwo szczęścia. Ostrożnie przypuszczam jednak, że prezydenckie wybory może wygrać kandydat, o którym jeszcze do niedawna sądzono, że jest niewybieralny. I którego niesłabnące poparcie – pomimo kaskady sensacyjnych materiałów publikowanych na jego temat zarówno przed pierwszą, jak i przed drugą turą – stało się zagadką, nad którą wciąż głowią się publicyści, socjolodzy, politycy i facebookowi komentatorzy.

Teraz właśnie – kiedy ja piszę, ale być może także kiedy państwo czytają – karierę w mediach społecznościowych robi pewien post. Jego autor w sposób niezwykle malowniczy, z energią i literacką swadą odmalowuje moralną i estetyczną ohydę zarówno popieranego bez względu na wszystko kandydata, jak i zagadkowo wielbiących go rzesz. Parafrazując – mają to być, bez wyjątku, osobnicy sfrustrowani, brzydcy, zapóźnieni intelektualnie, w dzieciństwie bici i poniewierani zarówno w domu, jak i w szkole, miast wyszukanych wędlin jadający siermiężną kiełbasę, a do tego jeszcze – last but not least – obdarzeni cuchnącym oddechem. Dominującą emocją, która nawiguje całe ich opłakane życie – spędzane gdzieś na zapleczach, w ostatnich ławkach, kuchniach i przedpokojach salonów, na których brylują ludzie piękni, wpływowi, bogaci i zadowoleni – jest oczywiście resentyment. To z resentymentu, nie inaczej – choćby się nawet wyedukowali, choćby zarobili pieniądze i z pomocą drogocennej perfumy stłumili bijące z siebie odory – dozgonnie nienawidzić będą każdego, kto reprezentuje ten lepszy świat, im na zawsze niedostępny. I dlatego, tylko dlatego, z jakiejś demonicznej hardości, na złość, żeby pognębić tych elegancików i inteligencików, którzy symbolizują nieosiągalne apanaże i honory, głosują nieodmiennie przeciwko nim. Na pohybel, ku pognębieniu, ze złą satysfakcją, grymasem na szpetnej twarzy, aż żrące krople żółci skapują na karty do głosowania.

Nie byłoby w tym wpisie nic godnego uwagi, gdyby nie okoliczność, że, po pierwsze, jego autor jest liczącym się lewicowym intelektualistą, na dodatek zatrudnionym w ważnej instytucji kultury, a po drugie, że grono lubiących, udostępniających i aprobatywnie komentujących w znacznej mierze składa się z osób publicznych, na co dzień wprawionych w tropieniu skrywających się w języku zasobów przemocy i opresji, skłonnych do obrony i demonstracji, kiedy tylko komuś dzieje się w ich przekonaniu krzywda. Po trzecie natomiast – wpis ten jest emblematyczny dla pewnego typu mentalności, odbija się w nim mnóstwo podobnych wypowiedzi rozmaitych intelektualistów, artystów, publicystów i facebookowych komentatorów, w mediach konwencjonalnych, wirtualnych i społecznościowych. Wypowiedzi krążących w polskiej infosferze od lat, regularnie pojawiających się na rozmaitych łamach w tej czy innej wersji, w tej czy innej konfiguracji.

Mimo że nie ma tu zasadniczo niczego nowego, czytając ten elaborat i entuzjastyczne na niego reakcje, zachodziłem w głowę, jak to w ogóle jest możliwe. Jak to jest możliwe, żeby nie dostrzegać pogardy i brutalności, która się z niego wprost wylewa? I jak to jest możliwe, żeby tego nie dostrzegać, a jednocześnie występować z pozycji arbitra dobrego smaku, subtelności, moralnej i intelektualnej rafinady, przynależności do kulturalnej elity, nośnika oświecenia, racjonalności i tolerancji? No jak? Może ktoś z państwa zna na to pytanie odpowiedź?

Poza wszystkim, w tej osobliwej nieświadomości – nie całkowitej, na szczęście, pod spodem pojawiło się także kilka głosów przytomnego votum separatum – zawiera się (i z niej wynika) również to bezbrzeżne zdziwienie, że ogromna część społeczeństwa może na pewne sprawy patrzeć zupełnie inaczej, niżby się tego od niej oczekiwało. Na to zdziwienie, wzorcowe doświadczenie poznawczego dysonansu, przychodzi oczywiście momentalny środek zaradczy, gwarantowana metoda redukcji: zohydzenie tych, którzy są tego dysonansu źródłem.

W ten sposób, jak to przy każdej podobnej redukcji bywa, umyka jednak pewna istotna prawda. Brzmi ona: jednym z ważnych powodów tych zaskakujących wyborów znacznej części społeczeństwa jest mianowicie właśnie ta opowieść, którą słyszy ona na swój temat od „tamtej strony”. Jest to po prostu najlepsza możliwa metoda, żeby odstraszyć każdego, kto się waha – bo to znaczy, że się w zasadzie już kwalifikuje do żałosnej grupy cuchnących, resentymentalnych brzydali – tych zaś, którzy są na przeciwnym biegunie, utwierdzić w przekonaniu, żeby tej afiliacji nigdy, pod żadnym pozorem nie zmieniali.

Abstrahując już od tego, rzecz jasna, że ten, kto żywi tak bezbrzeżną pogardę dla innych, z definicji nie spełnia propagowanych przez siebie kryteriów elegancji, subtelności i rafinady.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Subtelna i wyrafinowana pogarda