Słyszeliście o raporcie Eurobarometru na temat postaw wobec nauki? Czas skomplikować przekaz w tej sprawie

Przekonanie, że wszystko sprowadza się do opozycji pomiędzy oświeconymi i ignorantami, głupimi i mądrymi, racjonalnymi i irracjonalnymi, zaciemnia problem. Pytanie brzmi: dlaczego sobie nie ufamy?
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

W mediach konwencjonalnych i społecznościowych krążą wnioski z – pierwotnie ogłoszonego zresztą w lutym – raportu „Eurobarometr 2024. Wiedza i postawy obywateli europejskich wobec nauki i technologii”. Towarzyszą im głosy oburzenia, zdziwienia i rozpaczy. Czytając je, można odnieść wrażenie, że oto ludzie racjonalni, kierujący się w swoim życiu tylko rozumem i najnowszymi ustaleniami nauki, wyrażają słuszne zaniepokojenie i żal opłakanym stanem (nie)wiedzy pozostałych. 

Cóż, na tle innych krajów europejskich nasze wyniki faktycznie nie prezentują się imponująco. Ponad połowa badanych nie wierzy w antropogeniczne zmiany klimatu, 45% uważa, że istnieje niezawodny lek na raka, lecz jest ukrywany przez koncerny farmaceutyczne, a 50% sądzi, że naukowcy są zależni od przemysłu i w związku z tym nieobiektywni. I tak dalej, raport jest szczegółowy, niewątpliwie warto go odnaleźć w sieci i uważnie przestudiować. Czy jednak sytuacja polskiego społeczeństwa faktycznie rysuje się wedle tych podziałów? Po jednej stronie mądrzy i wykształceni, po drugiej niedouczeni, pogrążeni w ignorancji?

Otóż sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, a „racjonalni i wyedukowani” być może wcale nie są tacy znowu racjonalni i wyedukowani, zaś „nieracjonalni i niewyedukowani” tacy znowu nieracjonalni i niewyedukowani. Wiele wskazuje bowiem, że obraz świata oraz modus operandi „racjonalnych i wyedukowanych” nie opierają się wyłącznie na nauce i rozumie, a „nieracjonalnych i niewyedukowanych” – na ignorancji. Jak to pokazali m.in. psycholog Andrew Shtulman, prawnik Dan Kahan czy antropolog John Tooby (a podsumował w „Nowym Oświeceniu” Steven Pinker) – uznawanie poszczególnych poglądów mieszczących się w naukowym konsensusie nie idzie wcale w parze ani z lepszym rozumieniem nauki jako takiej, ani z głębszą znajomością danej problematyki.

W jednym z testów mierzących poziom ogólnej wiedzy naukowej, opracowanych przez amerykańską National Science Foundation, już w 2010 r. zrezygnowano z niektórych pytań dotyczących ewolucji, bo odpowiedzi były niemiarodajne. Okazało się, że wskazują raczej na identyfikację religijną, a nie na kompetencję w tej czy innej dziedzinie. Po prostu ktoś, kto wykazywał sceptycyzm wobec dictum, że ludzie pochodzą od wcześniejszych gatunków zwierząt, nie okazywał się w innych obszarach wiedzy mniej obeznany od tych, którzy się z tym twierdzeniem zgadzali. Czy to nie dziwne? Nieszczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że wbrew odruchowym interpretacjom sprawa nie dotyczy wyłącznie edukacji. Owszem, ona się tutaj liczy, bez dwóch zdań, niemniej popularność pseudonauki, myślenia spiskowego i rozmaitych innych osobliwości nie redukuje się ostatecznie do konwencjonalnie rozumianej głupoty.

W czym więc rzecz? W zjawisku, które można określić mianem „utożsamościowienia” poglądów. Wspomniany wyżej Dan Kahan z Uniwersytetu Yale zwrócił uwagę, że deklarowanie określonych przekonań – m.in. dotyczących kwestii klimatu – stało się dziś w pierwszej kolejności sposobem na manifestowanie kulturowo-politycznej przynależności. W bardziej szczegółowych testach ludzie uznający antropogeniczne zmiany klimatu nie wypadają lepiej od klimatycznych sceptyków czy negacjonistów, ponieważ ich pronaukowe deklaracje nie wynikają z wiedzy, lecz z lojalności wobec środowiska, w którym się obracają. Obie grupy są więc pod niektórymi względami równie irracjonalne, ale pod innymi… równie racjonalne. 

We współczesnym świecie, w dobie mediów społecznościowych i polaryzacji, kwestia przynależności i wierności grupie jest przecież niezwykle istotna. Z perspektywy planety czyjeś przeświadczenia dotyczące ocieplenia klimatu są w zasadzie zaniedbywalne, z perspektywy jego indywidualnego losu, funkcjonowania w danym środowisku, pozycji społecznej czy bliskich relacji mogą mieć natomiast znaczenie rozstrzygające. Stąd taka czy inna deklaracja dotycząca klimatu, choć nie stoi za nią żadna realna wiedza, jest w obu przypadkach zachowaniem w pewnym sensie racjonalnym – chroni wszak przed środowiskowym ostracyzmem czy też innymi przykrymi konsekwencjami.

Oczywiście, jest to zjawisko ze wszech miar negatywne. Utożsamościowienie przekonań i wpisanie nauki w kontekst polaryzacji prowadzi do pogłębiającej się irracjonalności życia społecznego. A także do piętrzenia się nierozwiązanych problemów. Żeby je bowiem pomyślnie rozwiązywać, trzeba je najpierw dostrzegać, diagnozować, a następnie stosować odpowiednie środki zaradcze. Tego zaś nie sposób czynić bez realnego rozumienia, co się dzieje – samo selektywne powtarzanie po tych, co rozumieją, dalece nie wystarcza.

Powtórzmy, jakość edukacji jest tutaj fundamentalna. Niemniej przekonanie, że wszystko sprowadza się do opozycji pomiędzy oświeconymi i ignorantami, głupimi i mądrymi, racjonalnymi i irracjonalnymi, zaciemnia, a nie rozjaśnia problem. Pytania, które powinniśmy zadawać, brzmią więc raczej: dlaczego sobie nie ufamy? Dlaczego uznajemy, że politycy, media, lekarze, koncerny oraz przedstawiciele rozmaitych instytucji życia społecznego starają się nas oszukać?

O ile pozostawimy je bez odpowiedzi, o tyle będziemy się – zarówno „racjonalni i wyedukowani”, jak i „nieracjonalni i niewyedukowani” – dalej pogrążać w odmętach ignorancji. Niezależnie od tego, jak wiele zainwestujemy w edukację.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Racjonalni nieracjonalni