Wszystkie pasje Ewy Unger

We wspomnieniach, które teraz się ukazują, podkreśla się jej pracę w Fundacji „Krzyżowa” dla Pojednania Europejskiego: że w 1990 r. była wśród jej twórców, i że bez niej trudno wyobrazić sobie rozwój tego miejsca.
Czyta się kilka minut
 / FUNDACJA KRZYŻOWEJ
/ FUNDACJA KRZYŻOWEJ

Może ta pasja, którą stała się dla niej Krzyżowa, sprawiła, że w cień odsunęły się wcześniejsze etapy jej życia. Jak lata 60., gdy była (obok Kazimierza Czaplińskiego) głównym „adresem” we Wrocławiu – w Klubie Inteligencji Katolickiej – dla młodych Niemców z Akcji Znaków Pokuty z NRD, którzy chcieli zadośćuczynić za ojców. Albo lata 70., gdy otworzyła się możliwość niezależnej od władz PRL współpracy ze środowiskami z RFN i ona za to odpowiadała. Albo stan wojenny: na jej adres przychodziły stosy paczek z Niemiec, z pomocą dla uwięzionych.

Niestety, ku żalowi historyków, Ewa Unger nie dokumentowała tych kontaktów i dyskusji: tej, jak wiemy dziś, działalności przedpolitycznej, która – prowadzona przez garstkę pasjonatów – miała procentować po 1989 r. w postaci nowej polityki polsko-niemieckiej. „Sybir nauczył mnie, by nic nie trzymać na papierze” – mówiła mi w 2012 r., w rozmowie wspomnieniowej.

Za Ural trafiła z rodzicami i bratem w 1940 r. Sowieci deportowali ich ze Lwowa, dokąd trafili we wrześniu 1939 r., uciekając przed Niemcami z Górnego Śląska. Ojciec był tam inżynierem w fabryce i tam się urodziła: w 1926 r., w Królewskiej Hucie (dziś Chorzów). „Ojciec dostał zawału, jak Sowieci przyszli po nas” – wspominała dzień 29 czerwca 1940 r. Przeżył, ale wkrótce miał drugi zawał; zmarł jesienią 1940 r. W łagrze – były to „baraki w lesie i 200 Polaków, same rodziny” – pracowali przy wyrębie. Także ona, czternastolatka. Potem spóźnili się do armii Andersa („O kilka dni”), utknęli w Kazachstanie, brat poszedł do armii Berlinga („Skłamał, że ma 18 lat”) i zginął. Do pojałtańskiej Polski wróciły z mamą w 1946 r. Do Wrocławia.

„Jestem urodzoną Żydówką – mówiła mi. – Nie byliśmy rodziną religijną, byliśmy zasymilowani. Chrzest przyjęłam po powrocie z Rosji. Początkowo z inicjatywy mamy, bardzo jej zależało. Mama ochrzciła się jesienią 1946 r., ja w kwietniu 1947 r. Trafiłam do Sodalicji Mariańskiej i dopiero tu nauczyłam się czegoś o katolicyzmie. Im więcej wiedziałam, tym bardziej mi się to podobało. Władze rozwiązały Sodalicję, ale ja już bakcyla połknęłam”. W KIK-u we Wrocławiu działała od początku, od 1958 r. Na liście członków miała numer 2, a jej mama numer 3 („Mój profesor był założycielem Klubu, byłam u niego asystentką, przyszedł i mówi: pani Ewo, może by się pani zapisała?”).

„Wielu mi mówiło: spisz wspomnienia! Ale nie chciałam... A teraz już za późno, pamięć słaba” – mówiła. Ewa Unger zmarła 15 marca, w wieku 93 lat. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2020