Wskrzeszenie czarodzieja. Recenzja „Czarodzieja” Colma Tóibína

Czyta się kilka minut
 /
/

Gdy w wiele lat po śmierci Thomasa Manna zgodnie z jego wolą udostępniono prowadzone przez całe życie jego dzienniki, a w 1995 r. także u nas pojawił się trzytomowy ich wybór w przekładzie Ireny i Egona Naganowskich, obejmujący okres do 1936 r., moraliści mieli używanie. Oto wielki pisarz okazywał się małostkowym egocentrykiem, czasem domowym tyranem, w dodatku o niejasnej orientacji seksualnej...

Pamiętam rozmowę z Wisławą Szymborską, wielbicielką autora „Buddenbrooków” – poświęciła mu piękny wiersz w tomie „Sto pociech” – którą wyjątkowo irytowali ludzie podbudowujący własne ego krytyką geniusza. Teraz, sięgając po powieść znanego irlandzkiego pisarza, opartą na biografii Manna, trochę się obawiałem, że znajdę w niej podobne tony. Jednak nie: w „Czarodzieju” Tóibín jest wobec swojego bohatera raczej pełen podziwu i pokory, choć nie próbuje retuszować epizodów zaiste czasem zdumiewających. Jak historia opowiadania (znakomitego!) „Z rodu Wälsungów”, w którym Thomas skarykaturował swoją żonę Katię oraz jej brata-bliźniaka, nie bez antysemicko brzmiącej aluzji do pochodzenia rodziny Pringsheimów. Jak nieobecność Katii i Thomasa na pogrzebie ich syna Klausa, zmarłego śmiercią samobójczą – choć pogrzeb odbył się we Francji, a oni podróżowali właśnie po Europie...


Colm Tóibín w naszym podkaście literackim. Posłuchaj!


 

Tóibín w ogóle nie zajmuje się ocenianiem, zamiast tego próbuje odtworzyć motywacje swojego bohatera i przebieg jego procesu twórczego. Pisarza, który sam jest gejem, intryguje sposób, w jaki Thomas Mann spożytkował własne homoseksualne fascynacje w swojej prozie, jak borykał się ze swoją tożsamością seksualną. Intryguje go też funkcjonowanie rodziny, w której w gruncie rzeczy nie ma tajemnic, są tylko sprawy, o których się nie mówi, milcząco je akceptując. Pewnie dlatego tak ważną i tak sympatyczną postacią jest w tej powieści właśnie Katia Mann, wrażliwa, wszechrozumiejąca i lojalna.

Przed lekturą miałem jeszcze jedną wątpliwość – czy formuła powieści biograficznej (nie biografii!) nie jest już przestarzała? Wydaje mi się, że Tóibín szczęśliwie wybrnął z pułapki, jaką tworzy konieczność wkładania w usta postaci, które nie są jedynie literacką kreacją, wymyślonych kwestii. Jego narracja ujmuje prostotą i przejrzystością, brzmi wiarygodnie. Książka o Thomasie Mannie bardziej mnie przekonała niż wcześniejszy „Mistrz” Tóibína, poświęcony Henry’emu Jamesowi. ©℗

Colm Tóibín, CZARODZIEJ, Przeł. Jerzy Kozłowski. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2022, ss. 432.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2022