Reklama

Ładowanie...

Wraca (bardzo) stare

Wraca (bardzo) stare

04.06.2007
Czyta się kilka minut
Rosja traci Kaukaz, który wrasta w krwiobieg zachodniej polityki i gospodarki. Ale geografii przeskoczyć nie sposób: droga na Zachód biegnie przez Turcję, a na południe od Kaukazu wyrasta nowe potężne mocarstwo - Iran.
Z

Zacznijmy od języka. Od nazwy, którą powszechnie określa się Gruzję, Azerbejdżan i Armenię: "Zakaukazie". Dlaczego "Za-Kaukazie"?

Działo się to w początku XIX w. Wtedy to grzbiet Wysokiego Kaukazu sforsowała na dobre Rosja, przejmując protektorat, a później kontrolę nad gruzińskimi państewkami i wyszarpując Persji i Imperium Osmańskiemu w kolejnych wojnach skrawki Azerbejdżanu i Armenii. Rosjanie mieli świadomość, że przekroczyli poważną granicę: nowe zdobycze były kresami za-kaukaskimi. Kaukaz przestał być granicą, która od tysięcy lat oddzielała świat cywilizowanego Południa - grecki, rzymski, partyjski, bizantyjski, sasanidzki, arabski, osmański, perski - od świata barbarzyńców z Północy: Scytów, Sarmatów, Chazarów, Tatarów, Czerkiesów. Choć świat cywilizowany nie oznaczał świata pokoju: na Kaukazie Południowym biegła ruchoma i krwawa granica najpierw wpływów rzymsko-bizantyjskich i perskich, później osmańsko-perskich. W tym zmaganiu wybuchały kolejne efemeryczne mocarstwa regionalne: Gruzinów, Ormian, chanów z Azerbejdżanu.

Za-Kaukazie

Rosja, wchodząc na "Zakaukazie", ten archaiczny w XIX w. porządek zburzyła i zbudowała nowy. Kaukaz stał się częścią nowożytnej Europy; chrześcijańscy Gruzini podnieśli się z katastrofy demograficznej i gospodarczej; chrześcijańscy Ormianie zyskali jedyne w świecie miejsce - opuszczone przez muzułmanów w ramach "wymiany ludności" między Rosją a Turcją - gdzie lokalnie zaczęli stanowić większość i przestali drżeć przed tureckimi pogromami.

Choć nowa granica wykuwała się w bólach - wojny, przesiedlenia, podział Azerbejdżanu na część rosyjską i perską (znacznie większą) - okazała się trwała: wzmocniona wrogim Turcji osadnictwem ormiańskim, zamieniona w szczelny kordon na granicy z Persją w celu zapobieżenia przenikaniu buntowniczych idei z południowego Azerbejdżanu.

Przez ok. 150 lat Kaukaz był więc wewnątrzrosyjskim pasmem gór, a z Tbilisi i Baku "bliżej" było do Warszawy, Wilna czy Kijowa niż do Tabrizu perskich Azerów, Sumeli tureckich Gruzinów, ormiańskich Nowej Dżulfy w Isfahanie czy anatolijskiego Wan. Zdawać się mogło, że nawet 2-3 letni okres niepodległości Gruzji, Azerbejdżanu i Armenii w czasie rewolucji bolszewickiej i wojny domowej w Rosji przemknął bez śladu. Granica ZSRR z NATO-wską Turcją i Iranem (najpierw głównym sojusznikiem USA w regionie, później "eksporterem rewolucji islamskiej") zdawała się zmieniać w przepaść. Wreszcie, cała infrastruktura gospodarcza, komunikacyjna, dynamika migracyjna, więzi kulturowe - wszystko to skazywało Kaukaz Południowy na Rosję. Obojętnie: carską, bolszewicką czy "demokratyczną". I na oś biegnącą z Północy na Południe, kończącą się na granicznym Araksie.

Nawet gdy padał ZSRR, a w Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie wybuchły nacjonalizmy, konflikty i niepodległość, a wraz z nią nadzieje na zerwanie z Rosją, nie wyglądało to obiecująco. Owszem, pojawiła się geopolityczna luka, ale tę zdawały się wypełniać - bez widoków na sukces - idee, pieniądze i interesy Zachodu, a nie historyczni "opiekunowie" Kaukazu: Turcja i Iran.

Przez moment Turcja błysnęła światłem romantycznego mitu panturkizmu - w krótkim epizodzie rządów nacjonalistów w Baku, Azerbejdżan to światło odbijał: pojawiło się hasło jednego narodu tureckiego w dwóch państwach (Turcji i Azerbejdżanie); pojawił się też wymierny aspekt blokady Armenii i groźby ataku na nią. Ale jednocześnie Turcja ożywiła ormiański mesjanizm, wyrosły na traumie zagłady z 1915 r., a ta lekcja historii nie sprzyjała powrotowi Turcji na Kaukaz. Z polityką Turcji krzyżowała się polityka Iranu: Teheran wsparł Armenię, otwierając dla niej granicę i przerywając jej blokadę gospodarczą. A także sondował możliwości zwalczenia nacjonalizmu azerskiego (niebezpiecznego dla północnego Iranu) "eksportem" radykalizmu islamskiego.

Mijała dekada niepodległości państw Kaukazu Południowego, i aktywność Ankary, Teheranu, ale również Zachodu, odzierana z patosu deklaracji - zwłaszcza tych płynących z Tbilisi i Baku - zdawała się być ledwie ozdobnikiem dla polityki i wpływów faktycznego hegemona w regionie, jakim ciągle jawiła się Rosja.

Na Zachód...

Nic dobitniej nie pokazuje dewaluacji wpływów rosyjskich na Kaukazie Południowym, jak uruchomienie ropociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan (BTC; 2006 r.) i gazociągu Baku-Tbilisi-Erzurum (BTE; 2007 r.). Największa inwestycja w regionie, w strategiczny sektor energetyczny, w infrastrukturę, która ma być przedłużona za Morze Kaspijskie, dokonała się bez Rosji i wbrew jej interesom. Nagle, i to z przytupem, region zaczął funkcjonować na osi Wschód--Zachód, a nie Kaukaz-Rosja. Na osi, nad którą rozciągnięty jest opiekuńczy parasol USA, a która napędzana jest pieniędzmi zachodnich koncernów. Region, tj. Azerbejdżan (dostarcza surowców) i Gruzja (jest koniecznym szlakiem ich przesyłu); Armenia, uwikłana w historyczne zaszłości, pozostaje z boku.

Choć BTC i BTE to projekty USA i europejskich koncernów, ich realizacja nie byłaby możliwa bez Turcji, w której kończy swój bieg BTC (port Ceyhan nad Morzem Śródziemnym) i - póki nie zostanie przedłużony - BTE (węzeł w Erzurum). Ani deklaracje o braterstwie narodów tureckich, ani nawet wsparcie dla Azerbejdżanu w czasie wojny z Armenią, nie zrobiły tyle dla tureckiej obecności na Kaukazie Południowym co te dwie rury. To one - jak niegdyś "jedwabne szlaki" - czynią z Turcji i Kaukazu jedną całość geopolityczną i geoekonomiczną; to one awansują bilateralne układy na poziom działań o istotnym znaczeniu dla USA, UE i - niechętnej temu - Rosji. To dzięki nim targi Gruzinów z Rosjanami o jakże kłopotliwe dostawy gazu stopniowo ustępują miejsca - skądinąd również niełatwym - targom, jakie Gruzini toczą z Azerami i Turkami o gaz (przełom 2006/2007).

W tak ważnej kwestii jak bezpieczeństwo energetyczne Gruzja stopniowo przechodzi w nowy układ powiązań i zależności. Dla Rosji jest w nim coraz mniej miejsca. A dzięki inwestycjom wiążącym Azerbejdżan z Zachodem przez Turcję, Baku mogło zrezygnować z importu gazu i elektryczności z Rosji, a jednocześnie zaprzestać eksportu ropy przez terytorium Rosji (2006/2007).

Za wielkimi inwestycjami i powiązaniami idą mniejsze: rusza budowa nowej transregionalnej linii kolejowej Kars-Achalkalaki-Tbilisi-Baku (omijającej Armenię), co wzmocni nową geopolitykę; rozwija się współpraca polityczna i wojskowa (tu znów parasol daje NATO, z którym współpracują kraje Kaukazu; o członkostwo w Sojuszu zabiega usilnie Gruzja). Turcja nie musi się wytężać: Kaukaz sam "wpada" jej w ręce, sam otwiera się i wiąże z Ankarą. A na marginesie paradoks: laicka Turcja miała być antidotum na zagrożenie radykalizmem islamskim na Kaukazie. Tymczasem, schodząc z poziomu geopolityki na azerską ulicę, okazuje się być (poprzez liczne organizacje prywatne) krajem stymulującym odrodzenie religijne w szyickim Azerbejdżanie.

Wyjątkiem tu jest Armenia: skonfliktowana i z Azerbejdżanem, i oczywiście z Turcją. Erewan toczy homeryckie boje o światowe uznanie ludobójstwa Ormian w 1915 r., co (jak obawia się Ankara) otworzyłoby drogę do starań o odszkodowania, a może rewizji granic. Armenia pozostała w starej rosyjskocentrycznej rzeczywistości, ślepo przywiązana do sojuszu z Moskwą, nie widząca dlań alternatywy. Ale nawet tu widać przebłyski nowego: niewiążące deklaracje o gotowości nawiązania stosunków dyplomatycznych z Turcją (i naciski via UE, która warunkuje rozmowy o członkostwie Turcji w Unii m.in. unormowaniem relacji z sąsiadami) czy wizyty armeńskich urzędników niższego szczebla w Turcji. Nowe witane jest w Armenii niechętnie, ale ignorować tego nie sposób.

...i na Południe

O ile Turcja zdawała się być predestynowana do odegrania wielkiej roli na Kaukazie Południowym - a gdy jej się to nie do końca udało, wyręczona została przez Zachód - o tyle inaczej wyglądała sprawa z jej historycznym konkurentem na Kaukazie: Iranem. Symbolizujący regres raczej niż postęp, uwikłany w eksport rewolucji islamskiej (w tym we wsparcie dla islamskich, opozycyjnych partii w Azerbejdżanie), izolowany na arenie międzynarodowej - Iran odpychał wszystkich, poza równie osamotnioną Armenią.

Tymczasem w ciągu minionej dekady Teheran wyrósł na niekwestionowane mocarstwo regionalne z ambicjami globalnymi (m.in. program nuklearny). Swoich interesów bronił zarówno siłą (np. przeganiając pracujące dla Azerbejdżanu ekipy koncernu BP ze spornych złóż na Morzu Kaspijskim), jak i promocją swego potencjału gospodarczego. Tylko w ostatnich latach Iran ratował swoim gazem Gruzję odciętą od gazu rosyjskiego albo uruchomił w Azerbejdżanie montownie samochodów. Teheran schyla się także po okazje, których dostarcza jej Rosja: gdy ta wprowadza blokadę gospodarczą Gruzji, uderza tym samym w sojuszniczą Armenię, to zaś stwarza pole Irańczykom. I choć zbudowany w tym roku gazociąg z Iranu do Armenii częściowo przejęty został przez Rosjan (jak się wydaje, wymusili na Ormianach odstąpienie swoich udziałów), nie zmienia to faktu, że irański gaz godzi w niegdysiejszy rosyjski monopol na ten strategiczny surowiec.

Kaukaz jest egocentryczny i rozmiłowany w roztrząsaniu minionych historii: tu wciąż najwięcej uwagi zajmuje Rosja, choć coraz konkretniej wygląda współpraca z Unią Europejską (w ramach Europejskiej Polityki Sąsiedztwa). Dla takiego Waszyngtonu jednak - prócz tego, że rozgrywka o surowce energetyczne toczy się kosztem interesów rosyjskich, a inwestycji przed Rosją chronić trzeba (stąd tak wielkie wsparcie dla Gruzji w jej konfliktach z Moskwą) - to geopolitycznie Kaukaz jest dziś częścią Bliskiego Wschodu. Jeśli Amerykanie myślą o obecności wojskowej w regionie (kwestia baz przerzutowych w Azerbejdżanie; dyskusja o elementach tarczy antyrakietowej i wsparcie dla modernizacji armii w Gruzji), to nie ze względu na Rosję, ale ze względu na Iran.

Rzecz nie tylko w prasowych przeciekach, wskazujących na Azerbejdżan jako jeden z kluczowych punktów wypadowych w uderzeniu na Iran, i nie tylko w podsycanym przez Amerykanów separatyzmie azerskim w Iranie. Chodzi także o poważne naciski Teheranu na Baku w obawie przed realizacją scenariusza militarnego, a także o dementi władz azerskich wobec insynuacji o udziale w przygotowaniach do ataku USA na Iran.

A Gruzini dziś walczą w Iraku: kontyngent gruziński właśnie wzrasta do 2-2,3 tys. żołnierzy, co uczyni go najliczniejszym po Amerykanach i Brytyjczykach (w czasach, gdy wszystkie się redukują). Gruzini mają tu swoje tradycje: ich kontyngent pomocniczy zdobywał Bagdad z Mongołami w 1258 r.; przez wieki walczyli w rozmaitych zakątkach Orientu pod sztandarami swoimi, Mameluków, Osmanów, Persów...

***

Rosja traci Kaukaz. Nawet nie rozpad ZSRR był tu najważniejszy: Moskwa sama zrywa więzi gospodarcze i polityczne, zachowując się tak, jakby uważała, że Kaukaz był na nią skazany. A już nie jest. Dziś Kaukaz - zobaczymy, czy nieodwracalnie - wrasta w krwiobieg polityki i gospodarki zachodniej.

Ale Kaukaz leży, gdzie leży, geografii przeskoczyć nie sposób, a i braudelowskie struktury długiego trwania wydają się ujawniać. Droga na Zachód biegnie przez Turcję i nie zniknie nawet wtedy, gdy wzrośnie znaczenie Morza Czarnego. A na południe od Kaukazu wyrasta potężne mocarstwo w Iranie i będzie nim, niezależnie od trwałości obecnego reżimu w Teheranie.

A grzbiet Wielkiego Kaukazu jak był wysoki, wysokim pozostał.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]