Ten film był wielkim zaskoczeniem festiwalu w Cannes. Oto dzieło nieznanej szerzej niemieckiej reżyserki wyjechało z Francji z Nagrodą Specjalną Jury. Obraz, tematycznie bliski bijącej u nas rekordy popularności książce Joanny Kuciel-Frydryszak, to historyczna saga rozpisana na cztery pokolenia kobiet żyjących w XX i XXI w. w niemieckim regionie Altmark.
„Wpatrując się w słońce” to kino wymagające uwagi i otwartości. Ale oddaje z nawiązką
Czas funkcjonuje tu jak wstęga Möbiusa – splata motywy i rymuje losy bohaterek, których życie znaczą codzienne obowiązki i ciche tragedie. Wielka historia co prawda istnieje, ale zostaje poza ekranem. Kluczowym tematem jest pamięć rozumiana jako coś, co zapisuje się w ciele i przestrzeni. Wspomnienia działają niczym ból fantomowy, uruchamiając doświadczenia, które nie należą do teraźniejszości.
Kolejne bohaterki próbują sprawować kontrolę nad własnym losem i ciałem, lecz ono zdaje się działać samoczynnie, poza nadzorem woli. Zdrada odbywa się nieustannie: jedna z dziewczyn złości się na rumieniec na twarzy w chwili wstydu. Inna bezskutecznie każe swojemu sercu stanąć.
Także forma filmu podporządkowana jest logice pamięci. Obraz przypomina stare fotografie – nieostre, ziarniste, rozmyte ruchem. Często wraz z kamerą podglądamy wszystko przez dziurkę od klucza albo uchylone drzwi.
Nie ma co ukrywać, film Schilinski to kino wymagające: naszej uwagi, otwartości i skupienia. Ale oddaje z nawiązką, pozostawiając więcej pytań niż odpowiedzi, a to dzisiaj rzadko spotykana cnota.
WPATRUJĄC SIĘ W SŁOŃCE, reż. Mascha Schilinski, 2025 r., w kinach od 6 marca
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















