Wkoło Watykanu: o tym, co czyta papież, o zakonnicy z przyczepy i oburzeniu półgębkiem

Dwa dni po burzy o inaugurację igrzysk papież spotkał się ze środowiskiem queer. To przykład duszpasterskiego podejścia, jakiego oczekuje od innych, bez względu na normy kanoniczne czy doktrynalne, będące często wymówką dla segregacji wiernych.
w cyklu WKOŁO WATYKANU
Czyta się kilka minut
Papież Franciszek na spotkaniu z s. Geneviève, pracownikami cyrku i lunaparku w Lido di Ostia, 31 lipca 2024 r. // Fot. Vatican Media / Getty Images
Papież Franciszek na spotkaniu z s. Geneviève, pracownikami cyrku i lunaparku w Lido di Ostia, 31 lipca 2024 r. // Fot. Vatican Media / Getty Images

Z czytelnictwem jest krucho, o czym wiemy nie od dziś. Z opublikowanych 9 sierpnia danych Eurostatu wynika, że blisko połowa dorosłych mieszkańców Unii Europejskiej (47,2 proc.) nie przeczytała w ciągu ostatniego roku ani jednej książki. Polacy są w środku stawki (45,4 proc.), najgorzej wypadają Rumuni (70,6 proc.), najlepiej Szwajcarzy (19,4 proc.). Średnią dramatycznie zawyżają mężczyźni – w każdej badanej nacji i grupie wiekowej nieczytających panów jest o połowę więcej niż pań. Dlatego z wielką radością zaczynam kolejny watykański newsletter od listu papieża na temat czytania książek – jednego z najciekawszych dokumentów tego pontyfikatu.

Nieznany świat

Opublikowano go 4 sierpnia, ale powstał co najmniej 2 tygodnie wcześniej, w czasie papieskich wakacji. Warto go przeczytać po polsku, na stronach Watykanu. Franciszek przyznaje, że w ostatniej chwili zmienił jego tytuł i adresata – pisał z myślą o księżach, ale doszedł do wniosku, że słowa o znaczeniu powieści i poezji dla rozwoju duchowego człowieka odnoszą się do każdego. O tym, że czytanie rozwija wyobraźnię i kompetencje językowe, otwiera oczy na świat i uczy samodzielnego myślenia, wiemy od dziecka. Dobrze, że papież o tym przypomina, ale nie na tych, dość oczywistych uwagach, chciałem się zatrzymać.

W przeciwieństwie do często spotykanej kościelnej narracji, Franciszek nie dzieli literatury na dobrą i złą (w znaczeniu etycznym, nie warsztatowym), pożyteczną i szkodliwą, religijną i świecką. Jeśli tylko dzieło literackie opowiada o tym, co dla człowieka najważniejsze – miłości, namiętności, pracy, cierpieniu, śmierci; jeśli „wchodzi w intymną relację z egzystencją człowieka, jej napięciami, pragnieniami i znaczeniami”, to staje się „bramą, która pomaga duszpasterzowi wejść w owocny dialog z kulturą jego czasów” – pisze papież.

Franciszek odcina się od „fundamentalistycznego solipsyzmu” – poglądu, że tylko język religii może ukazać całe bogactwo i głębię Boga. „Boże objawienie jest polifoniczne” – podkreśla – a kontakt z literaturą, także tą, która uważamy za niereligijną, a nawet wrogą religii, pozwala nam tego doświadczyć. Nie bez powodu – przypomina – ojcowie Kościoła zachęcali do sięgania po literaturę klasyczną, czyli pogańską (oczywiście, wiemy, że nie wszyscy, ale zacytowany w liście Bazyli Wielki z Cezarei dobrze się na tę okazję nadał).

Papież, będąc jeszcze młodym księdzem, uczył literatury w jezuickim liceum. Zapraszał do szkoły pisarzy, m.in. Jorgego Luisa Borgesa, który zachęcał uczniów, by w książkach szukali żywych ludzi, a nie idei czy poglądów, z którymi trzeba się zgadzać lub nie. Mówił im – wspomina papież – że może na początku niewiele zrozumieją z tego, co czytają, ale niech się starają usłyszeć „czyjś głos”. „Oto definicja literatury, która bardzo mi się podoba – dodaje Franciszek. – Słuchanie czyjegoś głosu”.

To jeden z głównych powodów, dla którego chce, by klerycy i księża sięgali po literaturę. Dzięki niej poznają świat, którego dotąd nie widzieli, usłyszą opowieści o życiu innym niż ich życie, staną przed pytaniami, których sami sobie nie zadają, trudnymi i niewygodnymi. Literatura wprowadza ich w świat emocji dotąd nieznanych, uczy „osobistego rozeznawania”, choćby za cenę niepokojów i kryzysów, otwiera „drogę do własnej prawdy”.

Cytat dobry na wszystko

List o czytaniu książek nie bez powodu powstał podczas papieskich wakacji, które Franciszek spędził w Watykanie. Ostatni raz wyjechał na urlop w 1975 r. – potem doszedł do wniosku, że woli odpoczywać w domu, oddając się lekturze, słuchaniu muzyki i modlitwie. Czyta dużo, do ulubionych autorów zalicza nie tylko Wergiliusza, Dantego, Dostojewskiego czy Borgesa, o czym wiele razy mówił, ale też Prousta, Eliota, C.S. Lewisa, Peguyego czy Georgesa Simenona, twórcę kryminalnych powieści z komisarzem Maigret w roli głównej. Zdarzało się, że zachwycony jakąś książką, postanawiał dać ją w prezencie kardynałom i biskupom pracującym w kurii, z nadzieją, że oni też się zachwycą (o ile w ogóle ją przeczytają). Choć nie ma co ukrywać, że większość duchownych, nie tylko w Watykanie, ma do książek podejście bardzo utylitarne – czytają to, co może im się przydać w codziennej pracy (ale czy przedstawiciele innych zawodów robią inaczej?). Znam też wielu, którzy oceniają książkę po liczbie „mądrych cytatów”, jakie można w niej zakreślić i wykorzystać w kazaniu. A zatem – po cytatach ich poznacie.

Franciszek zresztą też robi podobnie. Jego przemówienia, wygłaszane podczas zagranicznych pielgrzymek, często zaczynają się od przytoczenia zdania z miejscowego poematu czy pieśni. Fragmenty wierszy pojawiają się też w papieskich dokumentach – najdobitniejszym przykładem jest adhortacja „Querida Amazonia”, przetykana obszernymi cytatami ośmiu poetów i pisarzy Ameryki Łacińskiej. Można się spodziewać, że podczas najbliższej podróży do Indonezji, Papui Nowej Gwinei, Timoru Wschodniego i Singapuru (przygotowania do niej są już w ostatniej fazie), także usłyszymy o tamtejszych twórcach. Co nie znaczy, że papież czytał wszystkie te dzieła (nawet biorąc pod uwagę, że przeszedł w młodości kurs szybkiego czytania). Szukanie nawiązań do lokalnej literatury jest zadaniem urzędników Sekretariatu Stanu, we współpracy z nuncjaturami. Ale idea, by sięgać do narodowych literatur, wyszła od Franciszka i jest wyrazem jego szacunku dla kultury goszczącego go kraju.

Zakonnica z przyczepy

Obcowanie z wysoką literaturą i kulturą nie przeszkadza papieżowi w okazywaniu sympatii bardziej pospolitym, ludowym czy wręcz jarmarcznym formom rozrywki. Z tego powodu ostatni dzień wakacji spędził w lunaparku.

Dwugodzinna wycieczka na Lido di Ostia była okazją do spotkania z cyrkowcami, pracownikami wesołego miasteczka i ich dziećmi. A także okazaniem wsparcia dla 81-letniej s. Geneviève Jeanningros ze zgromadzenia Małych Sióstr, która od 56 lat mieszka tam, w przyczepie kempingowej (ostatnio wraz z drugą zakonnicą, Anną Amelią) i duszpasterzuje specyficznej społeczności, złożonej z wszelkiej maści ekscentryków – artystów cyrkowych i ulicznych, wolnych ptaków oraz przedstawicieli środowisk LGBTQ+. To z nimi s. Geneviève niemal co tydzień przyjeżdża do Watykanu na audiencje generalne, a Franciszek zawsze znajduje dla nich kilka chwil na rozmowę.

W czasie wakacji papież ograniczył spotkania do najważniejszych, wyjazd do Lido di Ostia był więc gestem znaczącym. Rozmowa z ludźmi, dla których „parafia jest zbyt ciasna i stresująca”, jak oględnie powiedział miejscowy proboszcz, i którzy wolą żyć we własnej wspólnocie, pod opieką staruszki-zakonnicy, to przykład duszpasterskiego podejścia, jakiego Franciszek oczekuje od innych, bez względu na normy kanoniczne czy doktrynalne, które często stają się wymówką dla segregacji wiernych.

„Wszyscy jesteśmy grzesznikami” – mówi papież. „Ale grzesznik grzesznikowi nie równy” – odpowiadają urzędnicy Pana Boga i wyznawcy zasady „mój grzech jest zawsze lżejszy niż twój” (a żal lepszy i postanowienie poprawy prawdziwsze).

Po czasie i półgębkiem

Wiele osób zauważyło, że spotkanie papieża ze środowiskiem queer miało miejsce niespełna dwa miesiące po użyciu przez niego mocno obraźliwego słowa na określenie osób homoseksualnych. I uważają, że był to akt ekspiacji.

Mało kto jednak dostrzegł inną koincydencję. Do wizyty w lunaparku doszło dwa dni po otwarciu igrzysk olimpijskich w Paryżu i szokującej – dla wielu osób – inscenizacji Ostatniej Wieczerzy. Trudno nie zauważyć, że wcześniejsze, czasem bardzo prześmiewcze nawiązania do słynnego dzieła Leonarda (i tego, co przedstawia), szybko przypomniane przez internet, przeszły niemal bez echa. Najwyraźniej Simpsonowie, Rodzina Soprano, uczestnicy programu Top Chef, aktorzy serialu „Doktor House” czy filmu „Barbie” nie profanują Wieczerzy Pańskiej tak mocno, jak drag queen. Natychmiast oburzyli się dyżurni publicyści, najczęściej z prawej strony, i niewychodzący z mediów społecznościowych księża, a nawet biskupi, indywidualnie i zbiorowo. Papież w momencie największego wzmożenia odwiedził natomiast społeczność LGBTQ+. A na temat igrzysk milczał. Do czasu.

Watykan przemówił po ośmiu dniach. W sobotę, 3 sierpnia, o godz. 19.47, czyli w porze, gdy biuro prasowe zamknięte jest na cztery spusty, ukazało się krótkie oświadczenie, że „Stolica Apostolska była zasmucona pewnymi scenami podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu i może jedynie przyłączyć się do głosów, które podniosły się w ostatnich dniach, aby ubolewać nad obrazą wielu chrześcijan i wyznawców innych religii”.

Na pytanie, skąd to stanowisko, wyrażone po czasie i półgębkiem (komunikat opublikowano tylko po francusku, podczas gdy zwykle ukazuje się po włosku, często z tłumaczeniem na inne języki), nikt nie chciał udzielić odpowiedzi. Znajdziemy ją za to w innym, dość niespodziewanym miejscu.

Dzień wcześniej biuro prasowe prezydenta Turcji poinformowało o rozmowie telefonicznej, jaką 1 sierpnia Recep Tayyip Erdoğan odbył z papieżem Franciszkiem. Strona turecka pochwaliła się, że prezydent poruszył temat „niemoralnego wydarzenia podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu, które wywołało powszechny gniew” i które „pod pretekstem wolności słowa i tolerancji deptało ludzką godność oraz wyśmiewało wartości religijne, obrażając zarówno muzułmanów, jak i świat chrześcijański”. A także, że prezydent Erdoğan „podkreślił potrzebę jednolitej odpowiedzi na te kwestie”.

Wygląda na to, że Watykan został postawiony przez Turków pod ścianą. Papież, wezwany publicznie do odpowiedzi, nie mógł jej nie udzielić. Zwłaszcza, że rozmowa z Erdoğanem dotyczyła spraw dla niego dużo ważniejszych niż scenka z otwarcia igrzysk. Prezydent Turcji zasugerował, że Watykan mógłby odegrać rolę mediatora w konflikcie na Bliskim Wschodzie. Dla Franciszka taka propozycja warta jest więcej niż jakiekolwiek oświadczenie.

Zagrożenie czy szansa

„A co, jeśli ta wolność od Boga jest niczym innym jak nową do Niego drogą?” – pytał w czasie debaty na temat przyszłości parafii bp Gero Marino, cytując Roberta Musila. Po cytatach ich poznacie, pisałem chwilę temu. Bp Marino, którego Franciszek postawił na czele małej diecezji Savona-Noli, na północno-zachodnim krańcu Włoch, cytował w swoim wystąpieniu także innych autorów, rzadko spotykanych w kościelnych salach – od Goethego po Panikara.

Można oburzać się na szarganie symboli. Narzekać, że Francja (i Europa) odcina się od swoich chrześcijańskich korzeni. Można w tym widzieć nieszczęście – albo szansę. „Czasy, w których żyjemy, to nie epoka zmian, ale zmiana epoki” – powtarza papież. To, być może, koniec dotychczasowej, znanej nam formy świata, chrześcijaństwa, Kościoła.

Literatura uczy nas – mówi Franciszek w swoim liście – dostrzegać różnorodność świata, wchodzić z nim w dialog, „odkrywać otchłanie, które zamieszkują człowieka”. Pomaga zrozumieć rzeczywistość i ludzką kondycję, bez upraszczania ich i „kontrolowania poprzez osądy”.

Bo – jak napisał Paul Celan, cytowany w ostatnim zdaniu papieskiego listu – „ten, kto uczy się widzieć, zbliża się do niewidzialnego”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”