Benedyktyński mnich i mistrz zen. Opowieść o Willigisie Jägerze

Setna rocznica urodzin Willigisa Jägera, benedyktyna i mistrza zen, którego historia życia odzwierciedla ewolucję katolicyzmu XX i XXI wieku.
Czyta się kilka minut
Willigis Jäger // Fot. Daniel Peter / materiały prasowe fundacji Benediktushof / www.pustachmura.org
Willigis Jäger // Fot. Daniel Peter / materiały prasowe fundacji Benediktushof / www.pustachmura.org

Jesteś niczym fala – masz swoje miejsce, punkt widzenia na świat, ale w głębi jesteś, tak jak nieskończenie wiele innych fal, jedno z wielkim, wszechogarniającym oceanem. A ocean ten, „który z jednej strony ukazuje się jako miliardy fal, a z drugiej jest czymś więcej niż te fale”, jest tą Rzeczywistością, którą wielkie religie monoteistyczne nazywają Bogiem. Żyjesz: jedyna/y niepowtarzalna/y, a jednocześnie jesteś cząstką wszechogarniającego Życia, które „rozwija się w każdej żywej istocie, a jednocześnie jest o wiele, wiele większe niż wszystkie żywe istoty”.

Rozterki Willigisa Jägera

Zdania napisane wyżej mogą być tylko słowami (fascynującymi lub niepokojącymi), a mogą też wyrażać bezpośrednie, egzystencjalne doświadczenie. Są tacy, którzy doświadczenia takiego się obawiają. Są inni, którzy poszukują go (i czasem osiągają) przez długotrwałe duchowe ćwiczenia. Niektórym przydarza się ono po prostu w pewnym momencie życia. Willigisowi Jägerowi przydarzyło się, gdy jako sześciolatek przyszedł z matką do pustego, cichego kościoła. Później, na wiele lat doświadczenie to ukryło się pod powierzchnią świadomości, ale cały czas oddziaływało na codzienne życie i ważne wybory młodego człowieka.

Życie Jägera od początku do końca toczyło się w napięciu pomiędzy niezależnym podążaniem własną ścieżką a przynależnością do uporządkowanych instytucji. 

Urodził się 7 marca 1925 r. w Hösbach w Bawarii. Szczęśliwe dzieciństwo – dużo swobody, paczka przyjaciół, nielegalne kopanie piłki na miejscowym boisku i włóczenie się po okolicy – zakończyło się, gdy dwunastoletni Willigis wyjechał do klasztornego internatu gimnazjum. Dla chłopca z biednej rodziny była to jedyna możliwość dalszej nauki, okupiona jednak koniecznością poddania się surowej, niezrozumiałej dyscyplinie. Po latach wspominał okres w internacie jako najgorszy czas w swoim życiu.

Gorszy niż wojna, przez którą prześlizgnął się szczęśliwie, powołany do Wehrmachtu, ale posyłany na mniej niebezpieczne odcinki frontu. Po wojnie, wiedziony wyniesioną z domu żarliwą, tradycyjną wiarą, ale także echem przeżytego w pustym kościele doświadczenia, wstąpił do jedynego zakonu, jaki znał – benedyktynów. Ale od początku odczuwał napięcie pomiędzy nauczaną w klasztorze pobożnością a własnym duchowym pragnieniem.

Gdy przełożeni orientują się, że wypożycza z klasztornej biblioteki dzieła hiszpańskich mistyków, Jana od Krzyża i Teresy z Ávili, dają mu do zrozumienia, iż to nie jest odpowiednia lektura dla nowicjusza. Pobożne rozważanie wedle przygotowanych wcześniej punktów (i formułowanie na tej podstawie moralnych postanowień) jest ich zdaniem bezpieczniejsze od bezmiaru mistycznej ciszy.

Kościół katolicki połowy XX wieku był dość nieufny wobec własnej tradycji mistycznej. W wielu środowiskach uważano, że doświadczenie mistyczne przeznaczone jest tylko dla wybranych, a pragnienie podążania tą ścieżką to wyraz „duchowego zuchwalstwa”. Młody Willigis, czytający hiszpańskich mistyków i próbujący praktykować to, o czym pisali, był w swych wysiłkach zupełnie sam, niezrozumiany przez zakonnych współbraci. Podobną samotność przeżywało wówczas wiele osób o podobnym duchowym nastawieniu.

Benedyktyński mnich mistrzem zen

Ale Jäger ma szczęście. Zaangażowany w rozmaite dzieła misyjne, sporo podróżuje. Tak spotyka m.in. jezuitę i nauczyciela zen, Hugo Enomiyę-Lassalle’a. Odkrywa, że istnieje żywa tradycja, kulturowo bardzo odległa, ale duchowo bliska temu, co on sam (samotnie) praktykuje. Poznaje zen poprzez katolickiego księdza, więc widzi, że mistykę chrześcijańską i zen można łączyć w osobistej praktyce.

Po raz kolejny los się doń uśmiecha na początku lat 70. Benedyktyni otwierają klasztor w Japonii, w mieście, w którym naucza mistrz Lassalle’a. Willigis podejmuje szybką, choć ryzykowną decyzję: zgłasza się na misję, wyjeżdża do Japonii i zostaje uczniem Roshiego Yamady. Praktykuje pod jego kierunkiem przez kilka lat. Po powrocie do Niemiec, w 1980 r., otrzymuje od mistrza pozwolenie na samodzielne nauczanie zen. W 1983 r. zakłada przy macierzystym klasztorze ośrodek, w którym naucza zarówno kontemplacji chrześcijańskiej, jak i medytacji zen. W 1996 r. zostaje uznany za mistrza zen w linii Sanbo Kyodan.

Jäger odnalazł w zen konkretną praktykę, która współgrała z jego doświadczeniem duchowym i rozumieniem pism mistyków chrześcijańskich. Po spotkaniu z Lassalle’em i roshim Yamadą bliższym niż Jan od Krzyża i Teresa z Ávili stał się mu Mistrz Eckhart. Wiązało się to z jego ewolucją rozumienia Boga, świata i siebie. Z coraz większym dystansem traktował antropomorficzny obraz Boga jako najwyższego bytu oddzielonego do człowieka i otaczającej nas rzeczywistości. Coraz wyraźniej odkrywał, że to, co nazywamy swoim „ja”, jest bardziej konstruktem świadomości niż trwałym, niezależnym bytem.

Coraz bardziej cenił apofatyczny nurt chrześcijaństwa, który podkreśla, że Rzeczywistość nazywana Bogiem przekracza wszelkie ludzkie obrazy i konceptualizacje. Chcąc nauczać, nie mógł jednak po prostu trwać w ciszy. Bliższe jego doświadczeniu i dominujące w jego pismach i mowach stały się metafory nieosobowe (czy, jak on sam lubił podkreślać: transosobowe), które podkreślają boską immanencję i jedność z całą rzeczywistością: oceanu i fal, wszechogarniającego i bogatego w formy życia czy tańca. „Bóg tańczy stworzenie. On jest tancerzem i tańcem w jednym. Również my jesteśmy tancerzami i tańcem – całkowicie indywidualnym, jednorazowym, niepowtarzalnym krokiem Boga”.

W 2000 r. Jägerowi zaczyna przypatrywać się krytycznie Kongregacja Nauki Wiary pod przewodnictwem kard. Ratzingera. Dwa lata później dostaje zakaz prowadzenia kursów kontemplacji i medytacji zen. Podporządkowuje się na dwa tygodnie. Później opuszcza macierzyste opactwo. Z najbliższymi uczniami i współpracownikami zakłada nowy ośrodek – Benediktushof – międzyreligijne centrum medytacji i rozwoju świadomości w nieczynnym pobenedyktyńskim klasztorze, wykupionym i ofiarowanym przez jedną z jego uczennic. W 2009 r. Jäger opuszcza szkołę zen Sanbo Kyodan i zakłada własną, świecką linię zen „Pusta Chmura”. Rozwija ją do śmierci w marcu 2020 r.

Willigis Jäger oczyma uczniów Benediktushof

Był człowiekiem, który od dzieciństwa podążał własną ścieżką. Mistyczne doświadczenie, jakie mu się wtedy przydarzyło i którego jako sześciolatek nie rozumiał, nie przeszkodziło mu przez następne lata włóczyć się z kumplami bez nadzoru rodziców i forsować nielegalnie ogrodzenie boiska do piłki nożnej. Potem przyszły lata samotnych poszukiwań, niechętnie widzianych przez klasztornych przełożonych. Potem lata treningu pod okiem mistrza Yamady i dwie dekady prowadzenia ludzi do duchowego doświadczenia w ramach przyklasztornego „duszpasterstwa”, naznaczone konfliktem z dwiema hierarchicznymi instytucjami, buddyjską i katolicką.

Czy wszystko można wyjaśnić cechami osobowości Willigisa, który, jak napisał o nim jego najbliższy uczeń i następca, Alexander Poraj-Żakiej, „lubił być swoim własnym szefem”? A może ujawnia się tu paradoks, o którym Jäger pisał w wielu swoich dziełach: przywiązanie do naszego małego, empirycznego ego, jako do trwałego bytu, i chęć zachowania go za wszelką cenę jest złudzeniem, które przesłania nam naszą jedność z Rzeczywistością nazywaną Bogiem. Jednak z drugiej strony, rozpoznanie względności i nietrwałości „ja” nie osłabia naszej osobowości, przeciwnie – często ją wzmacnia i daje siłę do przeciwstawiania się opresyjnym społecznym strukturom; pozwala zaryzykować wytyczanie własnej, niepowtarzalnej ścieżki życia.

Miał silną osobowość i zapewne niełatwo było z nim wytrzymać. Ale z drugiej strony potrafił wytworzyć w prowadzonym przez siebie ośrodku atmosferę, która wielu jego uczniom pozwalała traktować Benediktushof jak drugi, a nawet pierwszy dom. Jego uczennica, Marshy Linehan, twórczyni terapii dialektyczno-behawioralnej, która wielokrotnie spędzała dłuższe i krótsze odosobnienia w ośrodku, wspominała, że podczas jednego z pierwszych takich pobytów przeżywała potężny kryzys psychiczny (długotrwałe odosobnienia medytacyjne mogą do takich prowadzić) i cierpiała na bezsenność. Budziła Willigisa z prośbą o rozmowę, a on wstawał w nocy, by wesprzeć ją w trudnych chwilach.

Zostawił po sobie dobrze funkcjonujący ośrodek, fundację „Mądrość Wschodu i Zachodu” i świecką linię zen „Pusta Chmura” (działają także w Polsce). Częścią „dziedzictwa” Jägera jest też terapia dialektyczno-behawioralna, stworzona przez Marshę Linehan – najlepszy dowód, że wychowywał swoich uczniów do samodzielności. Willigis był zafascynowany Carlem Gustawem Jungiem i psychologią transpersonalną. Linehan przyjechała do niego jako behawiorystka – przedstawicielka nurtu bardzo krytycznego wobec psychologicznych bohaterów Jägera. Po kilku latach treningu nie tylko została mianowana przez Wiligisa nauczycielką zen, ale – jak sama przyznała – zintegrowała z terapią behawioralną to, czego nauczyła się w Benediktushof. Można powiedzieć: gdyby nie otwartość i elastyczność ich obojga – Willigisa i Marshy – nie byłoby dziś jednego z nurtów psychoterapeutycznych najskuteczniejszych w leczeniu osób z tendencjami samobójczymi i zaburzeniami osobowości typu borderline.

Czy chrześcijaństwo może być otwarte na tradycje Wschodu     

Jägerowi warto się przyglądać także dlatego, że w jego życiu i dziele ujawnia się ewolucja, jaka zaszła w katolicyzmie od połowy XX wieku. Za jego młodości była to religia silna instytucjonalnie, ale w dużej mierze odcięta od części głębokich nurtów swej tradycji; skupiona bardziej na dyscyplinie i poprawności teologicznej niż na poszukiwaniach duchowych; a także raczej zamknięta na dialog z innymi tradycjami duchowymi ludzkości.

Odkrycie i rozpowszechnienie znajomości mistycznych nurtów chrześcijaństwa często dokonywało się u katolików poprzez zetknięcie się z tradycjami Indii i Dalekiego Wschodu, w rezultacie zmian kulturowych i zawirowań historycznych.

Pisma Jägera pokazują także, jak trudne jest tworzenie chrześcijaństwa otwartego na doświadczenie mistyczne i uczącego się od innych tradycji. Benedyktyńskiemu mistrzowi zen można bowiem zarzucić, że nie jest całkiem konsekwentny w swoim myśleniu. Z jednej strony podkreśla konieczność postawy apofatycznej (uznania, że wszelkie nasze metafory i pojęcia są nieadekwatne wobec ostatecznej Rzeczywistości). Kieruje krytykę w stronę tradycyjnego, antropomorficznego ujęcia Boga i Jego relacji do świata, ale gdy sam posługuje się obrazami nieosobowymi (czy też transosobowymi) o apofatycznej postawie jakby nieco zapomina.

Sposób, w jaki instytucje kościelne potraktowały Jägera, mówi jednak więcej o ograniczeniach tychże instytucji i dużej części katolickiej wspólnoty. Willigis zawsze uważał się za chrześcijanina, chciał pozostać w Kościele i pokazać, w jaki sposób wiara chrześcijańska może zintegrować mistyczne doświadczenie oraz wyniki współczesnych badań naukowych – nawet jeśli doktrynalne struktury muszą w tym celu się zmienić. To, że benedyktyn został przez instytucje kościelne odrzucony, pokazuje, że posoborowe otwarcie Kościoła jest procesem postępującym bardzo powoli.

Ograniczeniom nauczania Willigisa Jägera trudno bowiem się dziwić. W swoich poszukiwaniach duchowych spotkał mistrzów buddyjskich – ale w bliskich sobie środowiskach chrześcijańskich był praktycznie sam. Nasze myślenie rozwija się zaś znacznie lepiej w dialogu, gdy może czerpać z bogatej i żywej tradycji. Dlatego sposób, w jaki pisał o doświadczeniu, które przeżył i ku któremu prowadził innych ludzi, można uznać za początek drogi, którą chrześcijanie muszą przebyć, jeśli chcą dokonać integracji swojej wiary z mądrością innych tradycji i współczesną naukową wiedzą o świecie. Mamy szczęście, że Willigis Jäger i jemu podobni ludzie zrobili już pierwszy krok w tym kierunku. Możemy iść dalej, korzystając z owoców ich pracy i życia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kropla w morzu, morze w kropli