Gdzie przebiega granica między duchem a psychiką?

Zmagamy się z wewnętrznymi problemami, nie bardzo wiedząc, jaką mają naturę: duchową czy psychiczną. Do kogo się udać: do psychoterapeuty czy do przewodnika duchowego? A może do obu naraz?

27.02.2024

Czyta się kilka minut

Mural Joego Caslina zachęcający do korzystania z pomocy psychoterapeutów, Dublin, lipiec 2020 r. // Fot. Brian Lawless / PA Images / Forum
Mural Joego Caslina zachęcający do korzystania z pomocy psychoterapeutów, Dublin, lipiec 2020 r. // Fot. Brian Lawless / PA Images / Forum

Czy święty Paweł w drodze do Damaszku doświadczył mistycznego spotkania z Jezusem, czy przeżył epizod dysocjacyjny? A może opowieści ewangeliczne o wyrzucaniu przez Jezusa z opętanych złych duchów są tak naprawdę historią o leczeniu chorób psychicznych (w sposób niezbyt naukowy, ale – szczęśliwie – skuteczny)? Czy „noc ciemna” Jana od Krzyża była depresją? A może zapisane przez świętą Faustynę w „Dzienniczku” momenty, w których widzi Jezusa i rozmawia z nim, są zapisem halucynacji osoby, która cierpiała też na chorobę afektywną dwubiegunową?

Gdzie po pomoc

Wielu wierzącym powyższe pytania mogą wydać się niestosowne, a nawet bluźniercze. Ale inni nie widzą w nich nic zdrożnego. Wpadła mi niedawno w ręce wydana właśnie książka, w której psychiatra i zdeklarowany katolik, prof. Krzysztof Krajewski-Siuda, w książce-rozmowie z katolickim publicystą Tomaszem Terlikowskim („Uleczyć Boga w sobie”) analizuje teksty biblijne i mistyczne pokazując, że interpretacja opisanych tam zjawisk w kategoriach psychiatrycznych nie jest nieuzasadniona.

Pytania takie, jak te postawione wyżej, są jednak nie tylko ciekawe teoretycznie – wiążą się również z ważnymi, osobistymi, egzystencjalnymi decyzjami. Jeśli doświadczysz – czytelniczko/czytelniku – że sens życia gdzieś wyparował i ogarnia cię dojmujący smutek, albo nie będziesz mogła/mógł poradzić sobie w bliskich relacjach, albo przeżyjesz dziwne wewnętrzne doświadczenie, które trudno ci będzie zintegrować z resztą swojego życia: gdzie udasz się po pomoc? Czy będziesz szukał jakiegoś przewodnictwa lub towarzyszenia duchowego ze strony osoby zaawansowanej na jakiejś religijnej drodze? Czy raczej poszukasz gabinetu psychoterapeuty?

Mieliśmy szczęście

W czasach mojej młodości odpowiedź była oczywista. W późnych latach 80. ubiegłego wieku, w jednym z największych polskich miast, mój licealny kolega zakochał się po uszy w dwóch dziewczynach jednocześnie. Miotał się wewnętrznie, cierpiał i zupełnie nie wiedział, co zrobić. „Pogadaj z o. Grzegorzem – radziliśmy mu”. Byliśmy w młodzieżowym duszpasterstwie, ale nawet nasi mało pobożni kumple kiwali głowami: „Idź, idź, pogadaj...”.

To, że duszpasterz będzie znał się na tym, jak działają uczucia, co robi z człowiekiem zakochanie i jak radzić sobie w ważnych, a skomplikowanych relacjach, nikogo z nas nie dziwiło. Owszem, wiedzieliśmy równocześnie, że mnóstwo księży nie ma pojęcia o sprawach sercowych, w ogóle nie zna się na życiu i nie wie, jak uleczyć zranioną duszę. Wiedzieliśmy też jednak, że to marni księża, niewarci naszej nastoletniej uwagi.

Niektórzy z nas czytali Kępińskiego. Ktoś, po lekturze Horney, opowiadał o neurotycznej osobowości naszych czasów. Ale „Archetypy i symbole” Junga miały po polsku wyjść dopiero za kilka lat, a Marsha Linehan jeszcze nie napisała podręcznika do terapii dialektyczno-behawioralnej. W zasięgu uwagi większości z nas, choć (wbrew rozpowszechnianym dziś opiniom) cierpieliśmy emocjonalnie nie mniej niż dzisiejsza młodzież, nie było pojęcia „psychoterapeuta”. Mieliśmy szczęście, bo dorosły, który nas rozumiał i chciał wysłuchać, zakonnik, znał się trochę na życiu i meandrach psychiki.

Duch czy riff

Dzisiaj zapewne – a wśród ludzi młodych z wielkich miast niemal na pewno – bardziej oczywistym wyborem będzie gabinet psychoterapeutyczny, nie rozmowa z duszpasterzem. To psychiatrzy i psychoterapeuci występują w mediach jako autorytety pomagające odnaleźć sens życia, poradzić sobie z egzystencjalnym lękiem, zbudować dobry związek czy pojednać się z rodzicami. Można z tej zmiany się cieszyć, można nad nią załamywać ręce. Na pewno warto zastanawiać się – jak się do siebie ma duch i psychika, duchowość i psychoterapia?

Pytanie jest tym ważniejsze, że popularność terapeutycznych rozmów i książek, a także powracające raz po raz pytanie o relację (granice?) pomiędzy sferą duchową a psychiczną, pomiędzy psychoterapią a duchowością wynika, jak sądzę, nie tylko z przyczyn osobistej wagi tych kwestii. W przestrzeni społecznej pytania takie pojawiają się szczególnie wtedy, gdy wychodzi na jaw, że w jakiejś wspólnocie tworzonej przez bardzo zaangażowanych i wierzących ludzi mają miejsce nie tylko intensywne przeżycia religijne, ale dochodzi także do manipulacji o rozmaitym ciężarze, lecz zawsze skutkujących psychiczną krzywdą – i gdy przy bliższym przyjrzeniu się widać, że religijne doświadczenia i psychiczne rany są jakoś/blisko ze sobą związane.

Oczywiście – pytania takie mogą być również czysto osobiste, jak na przykład to, które postawił mi pewnego razu człowiek zaangażowany w ruch charyzmatyczny po wyjściu z rockowego koncertu. Z fascynacją, ale także z lękiem przyznał: „Skacząc w tłumie pod sceną w rytm nadawany przez perkusję, basy i gitarowe riffy, doświadczyłem czegoś bardzo podobnego do tego, czego doświadczam na modlitewnych spotkaniach. I teraz nie wiem, co z moich przeżyć podczas uwielbienia pochodzi od Ducha Świętego, a co jest po prostu wynikiem wzbudzenia mojego układu nerwowego”.

Demony wzbudzają myśli

Gdy poznałem lepiej filozoficzne analizy religii i chrześcijańską tradycję, zrozumiałem, że nasz nastoletni pomysł, iż ksiądz – osoba, która powinna znać chrześcijańską tradycję duchową – będzie mógł doradzić w sprawach uczuć, rozwiązywania życiowych dylematów i radzenia sobie z cierpieniem psychicznym, wcale nie był nieuzasadniony. Wiele dzieł, które zajmują poczesne miejsce w historii chrześcijańskiej duchowości, dotyczy kwestii, które dla dzisiejszego ucha brzmią bardzo psychologicznie.

Weźmy choćby takiego Ewagriusza z Pontu – mnicha, żyjącego w IV wieku na pustyni w Egipcie. Rozpracował on bardzo szczegółowo działanie mechanizmów, które nazwał namiętnymi myślami: obżarstwa, nieczystości, chciwości, gniewu, smutku, acedii, próżności i pychy. W późniejszej tradycji Kościoła na zachodzie idee Ewagriusza zostały przekształcone w listę tzw. grzechów głównych. Ale pierwotnie chodziło o rozpoznanie działania mechanizmów składających się z pragnień, emocji, myśli i działań, które wikłają człowieka w uzależnienie. Język, którego używa Ewagriusz, pełny jest metafor oraz kategorii teologicznych (często np. wspomina o demonach wzbudzających w człowieku namiętne myśli). Z drugiej strony, wprawne oko łatwo rozpozna w tekście wiele twierdzeń i wyjaśnień poruszających się na poziomie psychologicznym – np. dotyczących mechanizmu powstawania emocji, powiązania między różnymi emocjami, a także wzajemnych oddziaływań między emocjami, myślami i działaniami.

Religia wcielenia

Ewagriusz nie jest pod tym względem autorem odosobnionym. Przeciwnie, jest przedstawicielem znacznie szerszej tradycji. Jak sam przyznaje, usystematyzował doświadczenie i opartą na nim wiedzę ludzi, od których na pustyni uczył się o funkcjonowaniu swojego ducha i swojej psychiki. Jego pismami inspirowało się zaś wielu autorów późniejszych, żyjących na przestrzeni wielu wieków. Najbardziej znana antologia ich pism nosi tytuł „Filokalia” – została zredagowana i wydana w XVIII wieku. Zainspirowała ona duchową odnowę w Kościele prawosławnym – a dzisiaj zyskuje coraz większą popularność na chrześcijańskim Zachodzie.

Ani pisma Ewagriusza, ani tradycja zebrana w „Filokalii” nie wyczerpują nurtów chrześcijańskiej duchowości, które mają sporo do powiedzenia o ludzkiej psychice. Karmelitańska mistyka hiszpańska albo szkoła ignacjańska wcale nie są w tej kwestii uboższe czy mniej wyrafinowane – a to tylko niektóre, bardziej znane przykłady. Z teologicznego punktu widzenia nie ma w tym nic dziwnego – chrześcijaństwo jest wszak religią wcielenia, czyli głosi, że boskie i święte przenika wszystkie sfery człowieczeństwa: a więc i psyche (i także ciało).

Powrót do duszy

Z drugiej strony wiele nurtów psychologicznych/psychoterapeutycznych mniej lub bardziej świadomie wchodzi w obszar, który można określić jako przez wieki należący do duchowości i religii.

Myśl Freuda, ojca psychoanalizy, nie zatrzymuje się na granicy tego, co religijne – śmiało wchodzi w ten obszar i interpretuje go w swoich własnych kategoriach. O ile sam Freud był redukcjonistą, to Carl Gustav Jung, jeden z jego najbardziej znanych uczniów, stworzył system psychologiczny i terapeutyczny, który przypomina swego rodzaju gnostycką religię.

Wśród współczesnych spadkobierców Freuda, czyli wśród psychoterapeutów psychodynamicznych można spotkać i takich, którzy czerpiąc inspiracje z filozofii egzystencjalnej, rozwijają teorię i praktykę jeśli nie religijną, to na pewno duchową. Na przykład Małgorzata Opoczyńska, psycholog, profesor UJ, w monografii o psychoterapii pisze: „Psychologia egzystencjalna chce być nauką o człowieku nawiedzanym przez bogów i demony”. Postuluje powrót psychologii i psychoterapii do kategorii duszy (i do duszy samej). Pojęcie duszy wyjaśnia zaś odwołując się do myśli filozoficznej poruszającej się w sferze, którą łatwo nazwać sferą duchowości (Heraklit, Platon, Heidegger, Wittgenstein), a także odwołując się wprost – jako do źródła inspiracji – do ksiąg biblijnych. Oczywiście: „bogowie i demony” to wyrażenie metaforyczne, ale wyraźnie wskazuje ono, jakimi poziomami ludzkiej natury zainteresowana jest psychoterapeutka egzystencjalna.

Odróżnienie

Również relację między terapeutą a pacjentem i sam proces psychoterapii Opoczyńska opisuje językiem pełnym podobnych metafor. W jej koncepcji terapeuta i pacjent powiązani relacją terapeutyczną „mieszają się z sobą, wychodząc z siebie i sobie się wydając”. W perspektywie psychoterapii egzystencjalnej „relacja psychoterapeutyczna, jeśli zakorzenia się w tym, co rzeczywiste, nieuchronnie otwiera się na zaświaty” – gdzie słowo „zaświaty”, jak wyjaśnia, odnosi się do rzeczywistości nieuchwytnej empirycznie, choć egzystencjalnie dostępnej tu-i-teraz.

Psychoterapia egzystencjalna, taka, jaką rozwija Opoczyńska, jest może skrajnym przykładem psychoterapii poruszającej się w sferze duchowości. Ale również inni terapeuci psychodynamiczni zauważają bliskie związki duchowości i psychoterapii oraz kłopotliwość z rozdzieleniem tych sfer. Na przykład prof. Dominika Dudek, szefowa Kliniki Psychiatrii Dorosłych w Krakowie, w rozmowie z Jackiem Prusakiem o duchowości i psychoterapii przyznaje: „klinicyści najczęściej dokonują ewaluacji diagnostycznej doświadczeń religijnych/duchowych przede wszystkim w oparciu o własne normy kulturowe. Im bardziej nietypowe (nieprzystające do ich rozumienia duchowości bądź wyznawanej religii) są analizowane przez nich przypadki, tym częściej interpretują je w kategoriach psychopatologii”.

Jej rozmówca, Jacek Prusak – jednocześnie ksiądz i psychoterapeuta psychodynamiczny – wiele wysiłku wkłada w odróżnienie tego, co psychiczne, a tego, co religijne. Zarówno w samej rozmowie, jak też w swoich publikacjach naukowych stara się na przykład precyzyjnie odróżnić superego od sumienia, odróżniając jednocześnie sumienie w sensie psychologicznym i religijnym. O ile jednak to pierwsze rozróżnienie można uznać za na tyle udane, że umożliwia, by w pracy terapeutycznej rozgraniczać „kierowanie się w życiu sumieniem od kierowania się w życiu superego”, to różnica pomiędzy dwoma sensami sumienia nie jest zbyt wyraźna.

Noc ciemna i depresja

Obydwoje rozmówcy zauważają też podobieństwo pomiędzy duchową „nocą ciemną” a depresją. Prusak próbuje je odróżniać, stwierdzając, że „noc ciemna” – w przeciwieństwie do depresji – musi być poprzedzona doświadczeniem duchowym, a po niej musi następować jakościowy skok wiary. Problem w tym, że nie wiadomo, kto i na jakiej podstawie ma weryfikować owo doświadczenie duchowe oraz jakość rozwoju wiary.

Splot sfer duchowej i psychicznej ujawnia się także w tym, że – jak stwierdza Dominika Dudek – wiara może pomagać w zdrowieniu, budowaniu lepszych sposobów funkcjonowania człowieka w świecie, religia może jednak też służyć jako sposób ucieczki od problemów życiowych lub zapewniać kontekst, w którym dewiacyjne formy myślenia i zachowania uzyskują akceptację społeczną. Bywa wreszcie tak, że „w wielu przypadkach religia wzmacnia patologię, jest źródłem wewnętrznych konfliktów, nasila lęk” (często jest tak u cierpiących na zespół natręctw).

Prusak twierdzi, że obraz Boga z jednej strony kształtuje się w dużej mierze w oparciu o relacje z rodzicami (dająca się opisać psychologicznie jakość tych relacji decyduje o obrazie Boga), z drugiej zaś strony to, jaki dana osoba ma obraz Boga, ma duży wpływ na jej zdrowie psychiczne (pewne obrazy Boga mogą skutkować nerwicą, lękami, dysocjacjami). I zauważa: „Istnieją już takie modele terapeutyczne, które explicite wykorzystują obraz Boga do zainicjowania procesu zmiany w ramach pomocy psychologicznej”.

Duchowy wymiar uważności

Warto przy tym zauważyć, że powyższą uwagę Prusaka można odnieść do bardzo wielu nurtów terapeutycznych. Nie tylko psychodynamicznie zorientowani terapeuci poruszają się w swojej praktyce w sferze duchowości. Podobne zjawisko ma miejsce nawet w nurtach poznawczo-behawioralnych, najbardziej przywiązanych do empirycznego zakorzenienia psychoterapii. O ile u swoich początków psychoterapeuci tego nurtu, z założenia opowiadający się „za rozumem przeciw autorytetom”, byli sceptyczni wobec religijności pacjentów, to współcześnie coraz częściej włączają ich religijne przekonania do procesu terapeutycznego. Powstały nawet protokoły terapeutyczne wprost otwarte na religię i wiarę pacjenta. Prowadzi się także badania skuteczności takich protokołów. Metaanalizy tych badań, autorstwa Koeniga i współpracowników oraz Anderson i współpracowników, sugerują zaś, że włączenie przekonań religijnych w proces terapeutyczny nie szkodzi skuteczności procesu, a nawet nieco jej pomaga.

Jeszcze bardziej otwarte na sferę duchową są nurty tzw. „trzeciej fali” terapii poznawczo-behawioralnej. Na przykład Marsha Linehan, twórczyni DBT (nurtu terapeutycznego, którego skuteczność w leczeniu pacjentów z zaburzeniem osobowości borderline jest najlepiej empirycznie przebadana), z jednej strony bardzo mocno osadza swoją teorię i praktykę w empirycznie potwierdzonych prawach behawioryzmu, a z drugiej włącza w proces terapeutyczny techniki uważności zaczerpnięte z praktyki zen i chrześcijańskiej tradycji kontemplacyjnej. Oczywiście, modyfikuje te techniki tak, by pacjenci mogli je praktykować niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Ale w swoich podręcznikach i programach treningu umiejętności DBT wyraźnie pokazuje także duchowy wymiar uważności. Co więcej, pokazuje również, że proces terapeutyczny w DBT, choć zaczyna się najczęściej od pracy nad behawioralnym powstrzymaniem zachowań samobójczych i parasamobójczych, przechodzi następnie przez kilka etapów, z których ostatni dotyczy poszukiwania sensu życia jako takiego.

Unikać dogmatyzmu

Oczywiście – postulatem wszystkich nurtów psychoterapeutycznych jest nienarzucanie przez terapeutę swoich poglądów i swojej duchowości pacjentowi, ale raczej towarzyszenie temu ostatniemu w jego własnych poszukiwaniach. Jak mówi o tym Krajewski-Siuda, sam deklarujący się jako wierzący chrześcijanin: „Jeśli przychodzi do mnie buddysta, to muszę odszukać w sobie buddyjską stronę mojego myślenia, która pomoże mu stawiać pytania i szukać odpowiedzi, które będą mu bliskie”.

W nurcie poznawczo-behawioralnym założenie to prowadzi do przyjęcia trzech zasad obowiązujących w terapii „wrażliwej religijnie”: 1. Terapeuta powinien mieć przemyślane własne przekonania religijne. 2. Powinien unikać dogmatyzmu, nawet jeżeli uważa się za osobę religijną. 3. Jeśli terapeuta nie jest w stanie traktować poważnie i z szacunkiem religijnych przekonań pacjenta oraz jeśli nie jest gotowy poznać jego systemu religijnego lub współpracować z duchownym jego wyznania, to nie powinien podejmować się pracy z religijnym pacjentem.

Założenie o nienarzucaniu własnych poglądów jest – być może – najbardziej wyraźną różnicą pomiędzy psychoterapią otwartą na duchowość a duchowym towarzyszeniem w konkretnej tradycji religijnej.

Komplementarność

Gdy weźmiemy pod uwagę jedność psychofizyczną człowieka, nie powinny nas dziwić kłopoty z odróżnieniem tego, co psychiczne, od tego, co duchowe. Możliwe więc, że nie da się wyraźnie odróżnić zakresów kompetencji psychoterapii i duchowości. Zawsze będą powstawać problemy dotyczące kwestii leżących w tym wspólnym obszarze.

Działania przewodników duchowych zawsze będą zatem opatrzone ryzykiem związanym z niedostatecznymi kompetencjami psychologicznymi, a praktyka psychoterapeutów – analogicznym ryzykiem wynikającym z braku kompetencji w kwestiach ducha. Najprawdopodobniej potrzebna jest jak najlepsza współpraca między ludźmi z obu środowisk. 

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Filozof i teolog, publicysta, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, kierownik Katedry Filozofii Współczesnej w Akademii Ignatianum w Krakowie. Nauczyciel mindfulness, trener umiejętności DBT®. Prowadzi też indywidualne sesje dialogu filozoficznego.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Leczenie duszy