Dwie monety w formie dziesięciokąta z profilem króla Karola oraz pszczółkami na rewersie i elegancką jedynką – gdyż taka jest ich wartość – wystarczą, by posiąść najnowszą ikonę popkultury. Tanio, mniej niż bilet na londyńskie metro w pierwszej strefie, gdybyśmy, dajmy na to, chcieli pojechać czarną linią z odlotowej stacji Elephant&Castle, na szczycie której faktycznie różowy słoń dźwiga zamkową wieżę, np. do niebiańskiej stacji Angel. Bez kompleksów, dodajmy na marginesie, bo w poezji tras miejskich i tak nic nie przebije krakowskiej jazdy z Cichego Kącika przez Ugorek do Kombinatu.
Można by więc za te dwa funty wejść w sam środek debaty o kolejne tzw. przywłaszczenie kulturowe. Ale może zechcecie zachować monety do kolekcji, bo właśnie weszły do obiegu te z wizerunkiem nowego monarchy oraz wybranymi przez niego osobiście obiektami ojczystej przyrody. Najbardziej wzrusza jednopensówka z orzesznicą leszczynową. Ta maciupeńka ruda myszka, krewna popielicy, jakby wyjęta z kart Beatrix Potter, w sam raz nadaje się na symbol tego, ile realnie są warte okruchy dziecięcej niewinności. My tu w Polsce powinniśmy na jednogroszówce dać bobra, bo tyle jest warta władza, która głupio poszczuła na to zwierzę.
Ale zapłaćmy wreszcie te dwa funty i podejmijmy wątek spożywczy. Koncern Heinz, rozpoznawalny dzięki globalnemu, ale w sumie jadalnemu keczupowi (to go różni od globalnej arcyherbaty Lipton, której nie da się pić nawet za karę), sprzedaje za tę cenę carbonarę w puszce. I tak jak w przypadku firmy Campbell i jej malowanych przez Warhola puszek z niedobrą zupą, opakowanie przewyższa zawartość. Jasnożółte, apetyczne tło, trochę „elektryczne”, a trochę jajeczne, a na tym różowy kartusz, ale w odcieniu wściekle pastelowym, sztucznym, zupełnie nie boczkowym.
Piękne. Chcę to u siebie w kuchni. Ale nie, żeby otworzyć. Inni już to zrobili za mnie, efekt nie był dla nikogo zaskakujący. „Sos” prawie płynny, mazisty, blady, nitki krótkie i rozmiękłe, bez zapachu. Inaczej być nie mogło, technologia, budżet i metalowe opakowanie wykluczają użycie jajek, więc „kremowość” odtworzono, stosując mleko w proszku i skrobię kukurydzianą. Do tego jeden procent boczku, ekstrakt z cebuli oraz liofilizowana natka pietruszki (technolodzy lubią ją sypać wszędzie, może sądzą, że to doda „charakteru”). Fakt, że makaron jest rozgotowany, stanowi przy tym najmniejszy problem: każdy, nawet dobrej jakości i przygotowany w domu, po wystudzeniu w zamkniętym naczyniu, a potem podgrzaniu w mikrofali, nabiera konsystencji gluta.
Producent odpowiada: zwracamy się do młodych, którzy nie mają czasu albo boją się babrania w kuchni i tego, że wyjdzie im jajecznica. Fakt, carbonara cieszy się niezasłużoną opinią trudnej, choć wystarczy przestać się bać, popełnić raz czy drugi błąd, a potem już się umie. Poza tym wiele osób ma atawistyczny lęk przed surowym jajem. Przypomnę: jeśli kupujecie jajka z urzędowo rejestrowanej hodowli, to nie mają salmonelli, bo kurnik przechodzi regularne badania. Inna rzecz to babranie. Mogę to zrozumieć. Jedna z najprostszych zup, a przy tym najlepszych, to czysty barszcz z jesiennych buraków – ale wszyscy wiemy, jak wyglądają potem ręce. Nie dziwię się tym, którzy sięgają po „barszczyk” z kartonu, choć różnica w smaku... no jednak boli.
Dobrze, że ktoś o nich pomyślał. Może dzięki temu iluś ludziom zaświta chęć sięgnięcia jednak po wersję prawdziwą, choćby w knajpie za rogiem. A chór oburzonych Włochów? Grzmiały nawet czynniki oficjalne, spodziewam się noty protestacyjnej MSZ. Ale, jak goście naszej rubryki wiedzą, histeryczny gastronacjonalizm jest objawem schyłku tego kraju. Tolerując barszcz z kartonu, okazujemy się wciąż młodym, prężnym narodem.
Carbonara wegetariańska
Heinz wsadził do puszki śladowe ilości boczku a nie podgardla (guanciale), co purystom dało asumpt do jeszcze większej beki. Nie mam zdania w sporze, co lepsze. I czasami uciekam w bok – w wersję wegetariańską.
- 4 małe cukinie
- 5 jajek
- 400 g spaghetti
- parmezan
- oliwa
- pieprz
Kroimy cukinię w drobniutką kostkę, podsmażamy na oliwie na prawie czarno. Musi być naprawdę mocno zrumieniona, żeby symulować smak boczku. W szklanej lub stalowej misce energicznie mieszamy 4-5 żółtek (albo 3 żółtka i 2 jajka) z 5 kopiastymi łyżkami parmezanu. Przerzucamy gorące kluski prosto z wody, bardzo intensywnie mieszamy, by powstał krem, czasem trzeba dodać trochę wody z gotowania, bo wyjdzie za suche. Na to cukinia, no i dalej na talerzu tradycyjnie pieprz i jeszcze garść sera.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















